Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Gozdzik z miasteczka Głowno. Mam przejechane 25205.03 kilometrów w tym 6305.87 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 19.00 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 105398 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Gozdzik.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

Wycieczki i wyprawy

Dystans całkowity:10667.78 km (w terenie 2868.50 km; 26.89%)
Czas w ruchu:574:30
Średnia prędkość:18.57 km/h
Maksymalna prędkość:71.00 km/h
Suma podjazdów:48369 m
Liczba aktywności:125
Średnio na aktywność:85.34 km i 4h 35m
Więcej statystyk
  • DST 100.40km
  • Teren 60.00km
  • Czas 05:12
  • VAVG 19.31km/h
  • VMAX 39.74km/h
  • Temperatura 29.0°C
  • Podjazdy 333m
  • Sprzęt BASIC
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Stanowisko Różanecznika Katawbijskiego

Niedziela, 7 czerwca 2015 · dodano: 08.06.2015 | Komentarze 6

Na gościnne rowerowanie w okolicach Częstochowy szykowałem się od prawie tygodnia, no może tygodnia z małym hakiem. Wiedziałem, że takiego zaproszenia od Darii i Rafała nie można przepuścić bokiem i cały czas śledziłem prognozy pogody. Gdy się już potwierdziło, że długi weekend będzie luks torpeda to wszystko w sobotę i niedziele zostało podporządkowane wyjazdowi.
Do sobotniego popołudnia nie byłem tylko pewny czy moim koledzy Marcinki również pałają taką samą chęcią penetracji nowych okolic jak ja. A jak jeszcze w sobotę wieczorem powiedzieli że raczej rowerów to już nie zdążą przyprowadzić bo mecz Ligi Mistrzów to powiem szczerze, ze zwątpiłem czy wstaną o tej 5 rano i pojadą ze mną. No bo właśnie Finał LM. !!!!
Podjeżdżam na miejsce zbiórki …. Nikogo nie ma … 5 minut po czasie … nikogo nie ma… dzwonię … nikt nie odbiera… dzwonię jeszcze raz …. Nic…. No to pięknie jadę sam, trudno będą żałować. I kiedy już miałem dzwonić kolejny raz pojawił się Anyszek, a za nim zaraz podfrunął dziarsko Gołąbek. Nieee no to komplecik nas jedzie . Super.
Na miejsce zbiórki pod Jagiellończykiem stawiliśmy się przed czasem i dlatego mieliśmy możliwość dokładnie i starannie oraz kompleksowo hi hi hi przygotować się do wycieczki.
9.00 są nasi przewodnicy Daria i Rafał, oraz Siwuch, Rafik i Ania, komitet powitalny jak się patrzy, aż nam się miło zrobiło. Chwila na przywitanie, zapamiętanie i dopasowanie imion do twarzy, twarzy do imion i w drogę.
Tylko przewodnikom znanymi ulicami Częstochowy dotarliśmy do Blachownie. No tak muszę to powiedzieć bo nie mam zielonego pojęcia jak, którędy i kiedy dotarliśmy właśnie do Blachowni. Tu chwila przerwy i dalej w drogę miedzy jeziorkami i ponownie chwila moment nieuwagi, rozglądania się po okolicy, podziwiania krajobrazu, chwilka pogaduchy z tym i owym i myk jesteśmy już przy Kacapskim Moście a za chwilkę w Rezerwacie Cisy nad Liswartą. Bardzo urokliwe miejsce z typowym klimatem rezerwatu, czyli: „ przewróciło się - niech leży”.
Tu postanowiłem zaciągnąć języka i dowiedzieć się co jest naszym dzisiejszym celem.
Dowiedziałem się : Różaneczniki kwitnące w lesie. Mmmmmm no cóż, w ogrodzie brata oglądam je dość często ładne duże kolorowe , czasami oglądam je w Arboretum w Rogowie … mmm bardzo ładne duże.. mam je sam w ogrodzie .. no malutkie bo jeszcze młode….
Noooo dooooobra zobaczymy te krzaczki kwiatowe i tu. Taki cel wyprawy to nie marudzić.
Jedziemy na stanowisko różaneczników domyślacie się chyba że z małym entuzjazmem .. przecież to znam i widziałem …… jedziemy skręcammmmyyyyy w kierunku stanowiska różaneczników ??????? kurde co to tam w lesie za góra na różowo pomalowana ???????? Nieeeee jaaaaaaaaa nie mogę to są po prostu różaneczniki kwitnące. Różanecznik, które pojedynczym jednym pędem kwiatowym by mnie zakryły i nawet Google by mnie nie znalazło, a tu tego jest kosmos jak dla mnie. Ręce mi opadły, mowę odjęło, a oczy na ten widok cieszyły się jak kiedyś jak byłem mały do pomarańczy pod choinką, które tata z zakładu pracy w paczce przytargał.
Powiem tak: kto nie widział tych roślin tu teraz kwitnących, niech nie mówi mi, że widział gdzieś duży krzew różanecznika… to nie możliwe. Może mówić ze widział miniaturki tych roślin i tyle.
NIESAMOWITE miejsce naprawdę. Uwielbiam odkrywać nowe miejsc, nowe zabytki ruiny, obiekty naturalne itp. Zachwycam się niemi. Kwiatami z racji męskiego punktu widzenia mniej .. ale to, co tu widziałem jest przepiękne. Ojjjj długo będę miał przed oczami widok „różanej góry, wśród oceanu leśnej zieleni”.
Jeszcze chwilka spędzona ze znajomymi naszych przewodników na ognisku przy Stawie Stara Brzoza i rozpoczynamy drogę powrotną. Oczywiście z kolejnymi atrakcjami znajdującymi się w Pawełkach a następnie w leśnych ostępach uroczysko ekologiczne bagno w Jeziorze. Też niesamowite miejsce, które do tego chciało nam porwać Siwucha, ale nie daliśmy chłopaka mrocznym moczarom. Nasz ci on Nasz.
No tak, czym słońce niżej, czym szybciej Częstochowa się zbliża, tym samym zbliża się pożegnania czas. Eeeee nie lubię tak, cały dzień spędzony w oderwaniu od obowiązków, trosk, zmartwień, smutków, cały dzień spędzony w super towarzystwie, uśmiechach, dowcipach, żartach i opowieściach, a tu ciach bach rowery spakowane i…….. i Do zobaczenia Kochani (mam nadzieję). Było nam naprawdę bardzo miło, że tak dużo Was z nami było (jak Daria z Rafałem byli u mnie to tylko ja byłem gotów do jazdy, reszta stchórzyła), że Daria z Rafałem przygotowali naprawdę super atrakcyjną trasę i że było wesoło.
Daria Rafał dziękujemy Wam z całego serducha i polecamy się ku pamięci na przyszłość hi hi hi.
Zapraszam do zapoznania się z opisami wycieczki u pozostałych uczestników.

Trasa : Częstochowa – Blachownia – Herby – Łęg – Staw Stara Brzoza – Pawełki – Zborowskie – Łebki – Jezioro – Cisie – Blachownia – Częstochowa.

Foto:
Rumaki umordowane leżą i odpoczywają
Rumaki umordowane leżą i odpoczywają © GOZDZIK
Rezerwat Cisy nad Liswartą
W Rezerwacie Cisy nad Liswartą © GOZDZIK
Góra Różaneczników
Góra Różaneczników © GOZDZIK
Góra Różaneczników
Góra Różaneczników © GOZDZIK
W drodze powrotnej
W drodze powrotnej © GOZDZIK




  • DST 46.34km
  • Teren 35.50km
  • Czas 02:40
  • VAVG 17.38km/h
  • VMAX 37.29km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 124m
  • Sprzęt BASIC
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Bolimowski Park Krajobrazowy

Niedziela, 29 marca 2015 · dodano: 01.04.2015 | Komentarze 6

Dla mnie oficjalne rozpoczęcie sezonu rowerowego, które zawsze wypada w ostatni weekend marca lub pierwszy kwietnia, już od kilku lat było związane tylko i wyłącznie z Narodowym Parkiem Kampinoskim. Nie liczyły się inne miejsca, parki, lasy itp.
I w tym roku tradycji miało stać się zadość gdyby nie fakt, że niespodziewanie dostałem informację, że do Polski na krótko, szybko i już przylatuje Waldek. Milszego prezentu nasz drogi przyjaciel nie mógł nam przygotować.
Radośćradością ale fajnie by było aby w takim razie do Kampinosu pojechać z Waldkiem, a że to już za 3 tygodnie więc plany troszkę zmieniliśmy. Teraz postanowiliśmy spenetrować Bolimowski Park Krajobrazowy, a potem wspólnie i tradycyjnie, choć nie w tradycyjnym czasie pojechać do NPK.
Bolimowski Park Krajobrazowy jest jednym z 7 parków krajobrazowych położonych w granicy województwa łódzkiego. Nie wiem, czemu ale traktowałem ten park jak nielubianego i ubogiego dalekiego kuzyna. Nie ciągnęło mnie do niego wcale. Co prawda raz wspólnie ze znajomymi przemierzałem to miejsce, odwiedziłem również Nieborów i Arkadie, ale nie wiem no jakoś tak nie zaiskrzyło miedzy nami.
Ale jak się okazuje do czasu. Bo jak w zeszłym roku odwiedzając tylko Joachimów-Mogiły oraz miejsce związane z powstaniem styczniowym 1863 to coś się musiało zmienić w moim nastawieniu. Musiało, bo jak właśnie teraz nadarzyła się okazja do zmiany planowanej wycieczki rozpoczynającej sezon to od razu pomyślałem tylko i wyłącznie o Bolimowskim Parku Krajobrazowym.
Aby się lepiej przygotować do tego wydarzenia nabyłem w drodze kupna odpowiednia mapkę oraz jakiś przewodnik i poczytałem troszkę o tym, co nas tam może spotkać, a raczej, co my możemy tam zobaczyć i zwiedzić. Okazuje się, że to miejsce jest bardzo bogate w wydarzenia historyczne. Wydarzenia ciekawe, ważne, tragiczne, bogate kulturowo i mające znaczenie dla dalszego biegu historii.
To właśnie tu na terenach puszczy bolimowskiej w 1620 roku padł ostatni Tur żyjący w Europie, to właśnie tu na linii rzeki Rawki rozciągał się front I WŚ gdzie stoczono najcięższe walki, nie wyłączając użycia gazów bojowych, to właśnie tu w pobliżu wsi Samice z 26-27 czerwca stacjonował kwiat rycerstwa polskiego w drodze na Grunwald i można by tak jeszcze troszkę powymieniać, ale lepiej jechać i zobaczyć to wszystko
Napełniony (że tak powiem niezręcznie) wiedzą, pełen zapału i chęci pojednania się z BPK rozpocząłem wspólnie z Kasią i Marcinem rowerową penetrację szlaków parku. Przy naprawdę ładnej pogodzie (zapowiadali deszcze) z Nieborowa pojechaliśmy do rezerwatu Polana Siwica gdzie gościliśmy do chwili wyczytania z tablicy informacyjnej o występowaniu tu żmij. Informacja ta dość szybko spowodowała kontynuowanie wycieczki.
Żółtym szlakiem rowerowym docieramy do Rudej (obecnie dzielnica Skierniewic) i znajdującego się na rzece Rawce starego zniszczonego drewnianego młyna wodnego. (Nie wspomniałem chyba, że sama rzeka Rawka jest rezerwatem przyrody). Młyn faktycznie jest bardzo zniszczony, ale w środku, co mnie zaskoczyło jest wiele oryginalnych (tak mi się wydaje) i bardzo ciekawych niezniszczonych urządzeń. Wydaje mi się, że warto chyba, aby takie miejsca bardziej ochronić, zachować dla innych. Przenosi się całe kościoły, budynki i wiatraki do skansenów i podobnych miejsc, a tu taka fajna sprawa niszczeje i chyli się ku upadkowi.
Szkoda, ale cóż pewnie dla miasta i mieszkańców są ważniejsze i pilniejsze sprawy niż ocalenie od zapomnienia kawałka przeszłości.
Po krótkiej sesji fotograficznej ruszyliśmy dalej w kierunku Samic, gdzie po drodze w Rawce (tez obecnie dzielnica Skierniewic) napotkaliśmy schron dla działa (tak przynajmniej gdzieś wyczytałem po powrocie do domu).
Kolejny przystanek to Samice i pomnik upamiętniający odpoczynek rycerzy podążających pod Grunwald.
Tu po chwili zadumy i próby wyobrażenia sobie jak taki przemarsz i obozowisko mogło wyglądać ruszyliśmy w kierunku rzeki Rawki, aby za mostem natknąć się na tablicę informacyjną dotyczącą cmentarza wojennego w Samicach. Tablica potwierdza to co wcześniej wyczytałem w informatorach i ….. wiadomości te w zetknięciu z faktem bycia w tym właśnie miejscu to naprawdę niepowtarzalne odczucie. Nie wiem, ale takie miejsca robią na mnie wrażenie i tyle.
Pomału czas był na to, aby obrać kierunek na bazę w Nieborowie pod pałacem. Pogoda zaczęła pomału się zmieniać, słoneczko już tak fajnie nie świeciło, pojawiły się chmury i wiaterek. Postanowiliśmy jeszcze tylko odwiedzić dworek myśliwski Radziwiłłów znajdujący się przy trakcie Budnickim, a już na miejscu w Nieborowie wejść na teren parku i pałacu. Niestety cena zaporowa jak dla biednych rowerzystów nie pozwoliła zwiedzić wnętrz samego pałacu, w którym gościł m.in. król pruski Fryderyk Wilhelm II tuż po podpisaniu drugiego rozbioru Polski. Zresztą gościł tu na zaproszenie ówczesnego właściciela tego miejsca Michała Hieronima Radziwiłła. Po pałacowych komnatach i ścieżkach parkowych przechadzał się również Car Rosji Aleksander I, król saski Fryderyk August.
No dobra czas zakończyć naszą wizytę w Bolimowskim Parku Krajobrazowym z jednym ważnym postanowieniem – jeszcze z tobą Parkusi nie skończyłem i wrócę tu ..Pa i do zobaczenia.

Trasa: Nieborów - Skierniewice Ruda i Rawka - Samice - Budy Grabskie - Nieborów.
Foto:
Rezerwat Polana Siwica
Rezerwat Polana Siwica © GOZDZIK
Młyn wodny na rzece Rawka
Młyn wodny na rzece Rawka © GOZDZIK
Skierniewice-Ruda - młyn wodny
Skierniewice-Ruda - młyn wodny © GOZDZIK
Młyn wodny wnętrze
Młyn wodny wnętrze © GOZDZIK
Młyn - wniętrze
Młyn - wnętrze © GOZDZIK
Skierniewice -Rawka i schron dla działa
Skierniewice -Rawka i schron dla działa © GOZDZIK
Schron, a raczej to co z niego zostało do zobaczenia
Schron, a raczej to co z niego zostało do zobaczenia © GOZDZIK
Samice - Pomnik
Samice - Pomnik © GOZDZIK
Okolice Samic miejsce w pobliżu Rawki
Okolice Samic miejsce w pobliżu Rawki © GOZDZIK
Tablica informacyjna
Tablica informacyjna © GOZDZIK
Dopływ Rawki - Rokita. tu musi być pięknie jesienią
Dopływ Rawki - Rokita. tu musi być pięknie jesienią © GOZDZIK
Rokita
Rokita © GOZDZIK
Dworek Myśliwski Radziwiłłów
Dworek Myśliwski Radziwiłłów © GOZDZIK
Nieborów - Pałac
Nieborów - Pałac © GOZDZIK
Nieborów - Pałac
Nieborów - Pałac © GOZDZIK






  • DST 102.00km
  • Czas 04:37
  • VAVG 22.09km/h
  • VMAX 38.89km/h
  • Temperatura 27.0°C
  • Podjazdy 335m
  • Sprzęt BASIC
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Z Łęczycy do Kutna

Sobota, 13 września 2014 · dodano: 15.09.2014 | Komentarze 7

Na sobotę czekałem z niecierpliwością już od środy, kiedy to Daria dała znak że przyjeżdżają z Rafałem na kilka dni do Uniejowa aby pośmigać troszkę po woj. łódzkim i najbliższych okolicach. Takiej okazji na spotkanie i miłe spędzenie czasu na rowerach i w tak zacnym towarzystwie nie mogłem zmarnować.
Plany uporządkowania piwnicy, a przed wszystkim starych weków zostały odłożone w ciągu sekundy na następny weekend, a myśli skierowany tylko na to gdzie pojedziemy.
Decyzje w sztabie generalnym u Słowików zapadły w piątek wieczorem i całkowicie mi odpowiadały. Zostało tylko załatwienie przepustki w domku i….. w drogę.
Do Łęczycy przytoczyłem się na 4-kółkach, aby wspólnie z Darią i Rafałem z pod zamku rozpocząć wycieczkę przez Besiekiery do Kutna. Bardzo się cieszyłem z faktu, że będę w Besiekierach teraz, dziś, bo ostatnim razem byłem tam w 2004 roku. Dziś zamek i jego otoczenie stanowi zupełnie inny widok. Widok zadbanej i zabezpieczonej ruiny, ale przede wszystkim dobudowano….. może nie dobudowano ale poprawiono, wyeksponowano fosę wokół zamku. Wybudowano most nad fosą i generalnie bardzo poprawiono otoczenie samego zamku. Naprawdę bardzo miłe zaskoczenie tym bardziej ze zamek jest otwarty można sobie pochodzić i dostępny bezpłatnie.
Chwila odpoczynku i w drogę do Kutna z małym odbiciem do miejscowości Byszew, aby zobaczyć znajdujący się tam dwór, a przy tej okazji udało się jeszcze zawadzić o pałac w miejscowości Leszno.
Przy obu obiektach spędziliśmy dosłownie chwilkę i ruszyliśmy w dalszą drogę pod wiatr (coś mi się o uszy obiło po drodze że ktoś ma już wiatru dość hi hi hi) do Kutna, gdzie pierwsze kroki, a raczej koła skierowaliśmy do Muzeum Bitwy nad Bzurą, a następnie na stare miasto gdzie pocałowaliśmy klamkę zamkniętego w soboty Muzeum Regionalnego.
No cóż trudno do niedzieli rana nie możemy czekać więc ruszamy w drogę powrotna.
Droga powrotna była w głównej mierze oparta na walorach krajobrazowych związanych z Pradoliną Warszawsko-Berlińską w której to granicach znajduje się leniwie płynąca w okolicach Łęczycy rzeka Bzura. Naprawdę jest tu bardzo ładnie i chyba trzeba się wybrać raz jeszcze na jakąś wczesnowiosenną wycieczkę.
Czas naszego wspólnego wypadu dobiega niestety końca.
Jeszcze tylko chwilka spędzona w Tumie i pożegnania nadszedł czas :-( .
Mam nadzieję, że mimo rozpędzających się na płaskich palach wiatrach podobały się Wam tereny które zwiedziliście i zawitacie tu jeszcze kiedyś ( nie liczę uzgodnień dotyczących października hi hi hi).
Dzięki za bardzo miły i przyjemny dzień.

Trasa: Łęczyca - Besiekiery - Stara Sobótka - Mazew - Jarochówek - Stara Żelazna - Byszew - Leszno - Piwki - Kutno - Nowa Wieś - Strzegocin - Gledzianów - Nędzerzew - Witaszewiczki - Tum - Kwiatkówek - Łęczyca

Besiekiery
Besiekiery © GOZDZIK

Ruiny zamku w Besiekierach
Ruiny zamku w Besiekierach © GOZDZIK

Dwór w Byszewach
Dwór w Byszewach © GOZDZIK

Pałac - Leszno
Pałac - Leszno © GOZDZIK

Kutno - mmmmm ten muzykant koło Rafała bardzo do kogoś jest podobny .... mmmmmm :-)
Kutno - mmmmm ten muzykant koło Rafała bardzo do kogoś jest podobny .... mmmmmm :-) © GOZDZIK

Bzura w Pradolinie Warszawsko-Belińskiej w okolicach Łęczycy
Bzura w Pradolinie Warszawsko-Berlińskiej w okolicach Łęczycy © GOZDZIK




  • DST 37.80km
  • Teren 11.00km
  • Czas 02:20
  • VAVG 16.20km/h
  • VMAX 32.98km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 117m
  • Sprzęt BASIC
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pod Toruniem - dzień Trzeci Toruń

Niedziela, 17 sierpnia 2014 · dodano: 23.08.2014 | Komentarze 5

Ostatni dzień wyjazdowy to tradycyjnie moje samotne jakieś tam rowerowanie po okolicy. Dużo kilometrów tym razem nie było. Zamotałem się całkowicie w drodze do Torunia chcąc do niego dojechać czerwonym szlakiem wzdłuż Wisły, a nie starą trasą i zaczęło brakować czasu na powrót rowerem do Aleksandrowa K. Dodatkowo w Toruniu jest tyle do zobaczenia, zwiedzenia, wejścia np. na wieżę Ratusza gdzie niestety można stracić poczucie uciekającego czasu. Kasia dziękuję za zapakowanie mojego mustanga do bagażnika i podwózkę.
Oczywiście plany na ten dzień był bardziej ambitny bo chciałem jeszcze zobaczyć ruiny zamku w Złotorii i Bierzgłowie, ale tak jak mówię całkowicie się zamotałem na czerwonym szlaku przy jakichś jeziorkach, rozlewiskach tuż przed dawną przeprawą promową na którą zresztą liczyłem, a niestety nie było do Silna. I oprócz tego że nie dało się tam jechać na rowerze przez około 1,5-2 kilometrów to dodatkowo rower przez długi czas niosłem na plecach. Krzaki po szyję, powalone świeżo drzewa na skarpie, które tylko dały się obejść wchodząc na tą skarpą .
No masakra jakaś.
Powiem tak było chłodno, miałem tylko koszulkę rowerową było mi raczej zimno, a tam pot lał się strugami i był moment że chciałem zawrócić do domku … znaczy się na kwaterkę na obiadek… bo muszę się przyznać, że jak sobie pomyślałem ile kleszczy będę miał po tym przedzieraniu się przez chaszcze,to mój entuzjazm gasł jak zapałka w deszczu. Ale jakoś się udało.
Dobra dosyć usprawiedliwiania, lamentowania i zwalania winy na rzeczy martwe … mmmmm no nie martwe…. bo na przyrodę …. ale właściwie to, dlaczego nie …. chaszcze, drzewa, pogoda, deszcz i super widoki z wieży uniemożliwiły mi realizację mojego planu … a co … to przez nich… to nie moja wina.
I tak zakończyła się moja , nasza kolejna rowerowa mini wyprawa. Wyprawa, która jest raz do roku, na tylko 2-3 dni i jest jak dla mnie lekiem na całe zło.
Kasiu, Waldku i wam Marcinki dwa, dziękuję za te chwile w których mogłem zapomnieć o pewnych sprawach, rzeczach, kłopotach i zmartwieniach.
Mam nadzieję, że w przyszłym roku Waldkowi jednak uda się przylecieć do Polski na kilkanaście dni i ponownie gdzieś pojedziemy razem, a jak nie to …….. może Szlak Orlich Gniazd w dwa dni… ??? Zobaczymy.

Trasa: Aleksandrów Kujawski – żółtym do czerwonego w okolicach Wołuszewa – czerwonym przez Otłoczyn – Brzozę – Czerniewice do Torunia – wałęsanie się po starym mieście.

Foto: Każdy zabytki i atrakcje Torunia zna, nie ma sensu ich pokazywać. Dlatego fotki tylko z wieży Ratusza i na końcu dla porządku fotki zaliczonych dwóch zamków.
Toruń - widok z wieży ratuszowej
Toruń - widok z wieży ratuszowej © GOZDZIK
Toruń - widok z wieży ratuszowej
Toruń - widok z wieży ratuszowej © GOZDZIK
Toruń - widok z wieży ratuszowej
Toruń - widok z wieży ratuszowej © GOZDZIK
Toruń - widok z wieży ratuszowej
Toruń - widok z wieży ratuszowej © GOZDZIK
Toruń - widok z wieży ratuszowej
Toruń - widok z wieży ratuszowej © GOZDZIK
Zamek Dybów - Toruń
Zamek Dybów - Toruń © GOZDZIK
Zamek Dybów - Toruń
Zamek Dybów - Toruń © GOZDZIK
Toruń zamek Krzyżacki
Toruń zamek Krzyżacki © GOZDZIK
Toruń zamek Krzyżacki
Toruń zamek Krzyżacki © GOZDZIK\
Podziemia zamku krzyżackiego w Toruniu
Podziemia zamku krzyżackiego w Toruniu © GOZDZIK
A tak chyba wyglądał zamek w Toruniu
A tak chyba wyglądał zamek w Toruniu © GOZDZIK




  • DST 100.00km
  • Teren 1.50km
  • Czas 04:37
  • VAVG 21.66km/h
  • VMAX 35.50km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 259m
  • Sprzęt BASIC
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Pod Toruniem - dzień Drugi Kruszwica

Sobota, 16 sierpnia 2014 · dodano: 21.08.2014 | Komentarze 1

Dzień drugi na naszych wypadach to tzw. Główna atrakcja, najważniejsza trasa wypadu, którą tym razem była trasa do Kruszwicy. To znaczy nie sama trasa jest atrakcją, nie no oczywiści że również jest, ale chodzi mi o miejsce a tegorocznym głównym miejscem, atrakcją było odwiedzenie Mysiej Wieży w Kruszwicy. Chociaż wszelkie prognozy pogody oraz Ona sama tego ranka nie zapowiadała nic dobrego to i tak ekipa w składzie Kasia, Marcin, Gołąbek oraz Goździk (Waldek niestety leczył obolałe miejsca po bliskim spotkaniu z ogrodzeniem) ruszyła na trasę.
Pierwsze kilometry jazdy to właściwie moja walka z porannym bólem głowy… nie wiem skąd on się bierze na naszych wycieczkach na drugi dzień, chyba zmiana klimatu hi hi hi.
Następne kilometry to oglądanie się dookoła siebie i patrzenie, z której chmury nas zleje, a ostatnie 10 kilometrów przed Kruszwicą to jazda w deszczu i patrzenie - rozglądanie się czy nam jakiś zabłąkany piorunek nie przysmaży dupska bo grzmoty było słychać a błysków nie.
Totalnym zaskoczeniem było to że w samej Kruszwicy deszczu nie było a to nam [pozwoliło spokojnie wejść na wieże i tu się porozglądać dookoła siebie. Ojjjjjjj naprawdę fajne widoczki na Gopło i okolice, a przez wypożyczone lornetki mogliśmy pooglądać jeszcze bardziej odległe okolice (chyba Inowrocław widzieliśmy, znaczy się kawałeczek).
Jeszcze chwila powłóczenia się po samym mieście w poszukiwaniu jakiegoś miłego miejsca na posiłek i w drogę powrotną, a w niej oczywiście od nowa zabawa z chmurami, deszczem i burzą którą przeczekaliśmy w jakiejś restauracji pod Kruszwicą w której oczekiwano Młodej Pary i gości weselnych a nie nas. Tylko w drodze powrotnej było troszkę odwrotnie zaczęło się od burzy, potem jazda w deszczu a na koniec ucieczka przed kolejnymi napływającymi po niebie bandytami. Ufff udało się nam umknąć …………. Ale tylko dzięki temu że napędzała nas myśl o oczekującym na nas smacznym i pyszny obiadku.
Wieczór zakończyliśmy miłymi rozmowami i wspominkami z poprzednich wyprawach HiHiHiHiHiHi…

Trasa : Aleksandrów Kujawski – Ostrowąs – Straszewo – Dąbrowa Biskupia – Bąkowo – Papros – Kruszwica – Papros – Dabrowa Biskupia – Ostrowąs – Aleksandrów Kujawski.

Foto:
Po piasku nie wszystkim chiało się pedałować
Po piasku nie wszystkim chciało się pedałować © GOZDZIK

Mysia Wieża w Kruszwicy
Mysia Wieża w Kruszwicy © GOZDZIK

Nie wszystkie Gołąbki są z tego zachwycone - wejście na wieże
Nie wszystkie Gołąbki są z tego zachwycone - wejście na wieże © GOZDZIK

Widok z wieży
Widok z wieży © GOZDZIK

Widok z wieży - Kruszwica
Widok z wieży - Kruszwica © GOZDZIK

Kruszwica - pozostałości muru obronnych zamku królewskiego
Kruszwica - pozostałości muru obronnych zamku królewskiego © GOZDZIK

I trochę padało
I trochę padało © GOZDZIK




  • DST 27.00km
  • Czas 01:21
  • VAVG 20.00km/h
  • VMAX 35.30km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 125m
  • Sprzęt BASIC
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Pod Toruniem - dzień Pierwszy Raciążek

Piątek, 15 sierpnia 2014 · dodano: 20.08.2014 | Komentarze 4

Tak długo i niecierpliwie wyczekiwany długi sierpniowy weekend w końcu nadszedł. A jak nadszedł to znaczy, że mogłem z grupą przyjaciół wyjechać na trzydniową przygodę z rowerem w okolice Torunia.
Co jest podstawą takiego wyjazdu?
Dla mnie to trzy podstawowe elementy.
Grupa zaufanych, zgranych i wesołych ludzi …. O to byłem spokojny.
Pogoda, no tu miałem ostre obawy ale jest ryzyko jest zabawa są przygody z deszczem i burzami szczególnie w sobotę .
I trzeci element to kwatera wybierana z Internetu na podstawie zdjęć i rozmowy telefonicznej. W zeszłym roku niestety kwatera była do bani. Nawet nie chcemy jej wspominać.
Tak wiem z wycieczek rowerowych wraca się wieczorem i kwatera służy tylko jako noclegownia, ale…. No bez przesady jakoś musi tam być.
Dlatego w tym roku jechaliśmy na kwaterkę z pewna nutą obawy i ostrożności tym bardziej, że nasze lenistwo wzięło górę i kwaterka była zamówiona z wyżywieniem (śniadanko i obiodo-kolacja).
Po dojechaniu na miejsce do Aleksandrowa Kujawskiego i zakwaterowaniu się w przygotowanych dla nas pokojach, okazało się, że jest pięknie. Czyściutko, dużo miejsca, kwatera otoczona drzewami, balkonik, a do tego przywitani zostaliśmy bardzo miło i serdecznie. Naprawdę pierwsze wrażenie wspaniałe.
Co będzie dalej to zobaczymy, bo zaraz po rozpakowaniu rowerów i złożeniu ich w całość znaczy się w cztery całości ( do kangura wsadziłem 4 rowery i czterech facetów z bagażami kocham to auto) ruszyliśmy na małą przejażdżkę do Raciążka pod ruiny zamku oraz na rekonesans po miasteczku, w którym rozłożyliśmy nasze obozowisko. Nie wiem, czemu ale jakieś takie dziwny ten Aleksandrów Kujawski, jakiś taki nie wiem jak go nawet nazwać. Przejechaliśmy głównymi ulicami troszkę tez bocznymi. Objechaliśmy je w 40 minut może i tak bez emocji, bez historii po prostu byliśmy w Aleksandrowie Kujawskim i koniec tematu.
Temat zaczął się dopiero po powrocie, kiedy to usiedliśmy do naszego pierwszego posiłku. No ludziska kochane mówię wam mistrzostwo świata. Pyszne pachnące cieplutkie domowe dosłownie domowe prawdziwe jedzonko a do tego taka ilość, że nie było szansy na zjedzenie całości nam podanej.
I powiem tu od razu aby zakończyć temat kwatery i jedzenia, że śniadania były również tak pyszne, smaczne, różnorodne i w odpowiednio dużej ilości jak obiado-kolacje. Kwatera jako całość – rewelacja, budynek, pokoje, właściciele super, jedzonko niebo w gębie.
Tą kwaterę http://agroturystyka.kpodr.pl/profil/galeria/agro... z czystym sumieniem polecam każdemu, kto się chce wybrać w okolice Torunia i powałęsać się po nich jak i po samym Toruniu, chociaż dojazd do Torunia rowerem wg mnie taki sobie, ale o tym w trzecim dniu wycieczki.
Dzień pierwszy zakończony, choć nie obeszło się bez drobnych kontuzji i małego, ale bliskiego i bolesnego spotkania z siatką ogrodzeniową, to jednak całość supernowa.


Trasa : Aleksandrów Kujawski - Raciążek

Foto
Raciążek - ruiny zamku
Raciążek - ruiny zamku © GOZDZIK

Raciążek - ruiny zamku
Raciążek - ruiny zamku © GOZDZIK

Raciążek - ruiny zamku
Raciążek - ruiny zamku © GOZDZIK




  • DST 55.60km
  • Teren 34.00km
  • Czas 03:18
  • VAVG 16.85km/h
  • VMAX 41.39km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 264m
  • Sprzęt BASIC
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Inowłódz

Sobota, 10 maja 2014 · dodano: 14.05.2014 | Komentarze 3

Na dzisiejszą wycieczkę czekałem z niecierpliwością od zeszłej soboty i nie mogłem się jej już doczekać. Cieszyłem się na myśl o niej, a jednocześnie bardzo się obawiałem . Znaczy się nie wycieczki się obawiałem tylko pogody, że wszystko nam popsuje, że popsuje nam plany i humor. Ale mimo porannych chmur i lekkiego deszczyku podczas jazdy samochodem, pogoda dopisała. Nie no można by ponarzekać na wiatr, ale co tam … w powrotnej drodze pomagał że hej.
Dobra obawy mamy wyjaśnione, a teraz wyjaśnienie banan na twarzy. A no trzymał się on cały tydzień bo właśnie dziś miałem umówioną rowerową randkę na ziemi tomaszowskiej z Darią i Rafałem.Bardzo się cieszyłem, że zawitają w te strony i będę mógł się dołączyć do wycieczki.
Nasze chorągwie umówiły się pod zamkiem w Inowłodzu aby od tego miejsca zacząć podbijanie okolic Tomaszowa.
Odnowiony a raczej odrestaurowany, odbudowany w formie częściowej ruiny zamek w Inowłodzu jest naprawdę bardzo fajny. Udostępnione za pełną darmochę wejście na dziedziniec, wieże i podziemia to rzadkość.Wszystko spenetrowaliśmy dokładnie.
Po wizycie na zamkowych komnatach udaliśmy się do pobliskiego Kościółka p.w. Św Idziego, gdzie ku mojemu wielkiemu zdziwieniu mogliśmy wejść do środka. Kościół był otwarty, co prawda później okazało się że nie do końca dla nas tylko dla jakieś tam wycieczki która to wejście opłaciła ale co tam ….. „mądry” inaczej ma zawsze szczęście prawda……. Hi hi.
Następnie naszą trzyosobową armię skierowaliśmy na podbicie zagrody żubrów w Smardzewicach oraz poniemieckiego schronu kolejowego w Jeleniu. Żubry generalnie miały nas w nosie i jedne leżały, a drugie kąsały sobie drugie śniadanie. Generalnie nie za bardzo przejęły się naszą obecnością, chyba nawet nas nie zauważyły. Za to pani, która tam sprzedawała bilety była bardzo nami zainteresowana i gdy do nas podeszła można było się od niej dowiedzieć bardzo dużo ciekawych informacji na temat hodowli żubrów w Polsce, oraz o życiu tych pięknych zwierząt.
Wizyta w Jeleniu i znajdujący się tam obiekt, całkowicie mnie zasmucił.To znaczy aby mnie źle nie zrozumieć, obiekt jako obiekt jest niesamowity, zresztą tak jak w Konewce, ale Jeleń to jakaś mordownia, speluna, wysypisko śmieci, a Konewka to „pałac”. Szkoda, bo oba obiekty zasługują na godne ich pokazanie. Przy budowie obu tych obiektów ludzie tam pracujący nie pracowali dla przyjemności i ku chwale ojczyzny. Dlatego oba bunkry powinny być tak samo pokazywane. Nie wiem może w jednym powinna tak jak jest w Konewce być pokazywana ekspozycja związana z II Wojną Światową, a w drugim ekspozycja związana z orężem polskim, z wyzwoleniem, nie wiem może z I WŚ, powstaniami…… no kurcze taki obiekt nie powinien być opuszczony, zniszczony i zaśmiecony jak jest.Tak jakoś mnie naszło jak tam byliśmy… szkoda. Nie no ja wiem na to trzeba kasy, organizacji i…. i chyba organizatora i chęci… ale dobra koniec o tym.
Jedziemy dalej, znaczy się nie jedziemy bo tam gdzie mamy jechać to śmiga jakiś rajd samochodowy po Spale i okolicy. Cóż było robić przecież wiadomo że nędzne spaliniaki nie mają z nami szans więc odpuściliśmy ta drogę i troszkę naokoło po piachu, lesie i górkach (alternatywa asfalt, wygodna ścieżka rowerowa, mało potu i zmęczenia – Rafał zabiorę ci następnym razem mapę hi hi hi) dojechaliśmy do Spały, a potem do Konewki.
Tak, tu jest co zwiedzać, co zobaczyć, a dodatkową atrakcją jest przejście podziemne miedzy znajdującymi się tam bunkrami . Robi wrażenie, może nie jest za długie ale jak się pomyśli co to za obiekt, komu miał służyć i po co to … mmmmm jest ciekawie.
No cóż wszystko co dobre kiedyś się kończy, a dobre ma to do siebie że kończy się szybko, a dobre i jeszcze do tego w świetnym towarzystwie kończy się właściwie natychmiast. I tak właśnie dobiegła końca moja wycieczka w okolicach Inowłodza z Darią i Rafałem, ponieważ ja musiałem już wracać do domu, a Daria i Rafał nie dość że mieli kwaterkę tuż za Inowłodzem to jeszcze pojechali odszukać źródełka w pobliżu rzeki Pilicy, którego rano niestety nie udało nam się namierzyć (przejechaliśmy zjazd do niego i nie chciało nam się wracać).
Bardzo mi było miło i przyjemnie że udało się spotkać z Darią i Rafałem i wspólnie z nimi penetrować okolice Spały i Inowłodza.Szkoda, że nie mogła do nas dołączyć Tymoteuszka, ale nie wszystko jeszcze zobaczyliśmy, zwiedziliśmy, odkryliśmy, wiec może następnym razem się uda.
PS
Kiedy jedziemy ????????:-))))))))))))))))
Lepszy opis obiektów u skowronka……
Trasa : Inowłódz – Sługocice – Smardzewice (zagroda Żubrów) – Ciebłowice Duże – Brzustów – Spała – Konewka – Królowa Wola – Inowłódz
Foto:

Zamek w Inowłodzu
Zamek w Inowłodzu © GOZDZIK

Kościół p.w. Św. Idziego widziany z wieży zamku
Kościół p.w. Św. Idziego widziany z wieży zamku © GOZDZIK

Nooo ten to chyba nawet łba nie podniósł aby nas przywitać jakoś
Nooo ten to chyba nawet łba nie podniósł aby nas przywitać jakoś © GOZDZIK

Sami zobaczcie to Jeleń
Sami zobaczcie to Jeleń © GOZDZIK

A to konewka ... więcej zdjęć z ekspozycji jest u Skowronka - Inowłódz i okolica
A to Konewka ... więcej zdjęć z obiektu i z samej ekspozycji jest u Skowronka - Inowłódz i okolica © GOZDZIK




  • DST 43.50km
  • Teren 40.00km
  • Czas 02:59
  • VAVG 14.58km/h
  • VMAX 48.13km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 634m
  • Sprzęt BASIC
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Po Jurze K-Cz.

Sobota, 5 października 2013 · dodano: 08.10.2013 | Komentarze 5

Po kilku latach nieobecności w Jurze Krakowsko-Częstochowskie w końcu udało mi się wyrwać w ten przepiękny region polski. Powodów do tego aby zrobić wszystko żeby tu przyjechać było kilka, ale dwa były najważniejsze.
Jeden to tęsknota za krajobrazem, widokami, górkami, podjazdami i magicznymi skałami, a drugi chyba jeszcze ważniejszy to możliwość penetrowania tych terenów w wyśmienitym i wspaniałym towarzystwie Skowronka, Rafała i Siwuch-a.

Cóż można powiedzieć o takiej wycieczce …. No na bank możecie mi zazdrościć to fakt ale:

Zwiedzanie i jazda po jurze podziwianie jej piękna – wspaniałe doznanie

Zwiedzanie i jazda po jurze podziwiania jej piękna w tak wspaniałym i doborowym towarzystwie z taką wiedzą – BEZCENNE… mówię wam BEZCENNE

Ojjjjj wspaniale spędzony czas.

Chociaż na chwilę udało mi się zapomnieć o wariactwach i dziwolągach w mojej firmie, o zmartwieniach i kłopotach, o smutkach i tych dniach co to dół człowieka łapie i trzyma…

Dzięki Wam bardzo za tą wycieczkę za podjazd pod Górę Zborów i za odpoczynek na Skałach Rzędkowickich … za cały dzionek podczas którego dobrze się bawiłem i dobrze spociłem :-).

Mam nadzieję że że tak bardzo nie odstawałem od poziomu i uda mi się Was namówić w przyszłym roku na zorganizowanie jakiegoś kolejnego wyjazdu po terenach Jury…..

Trasa: Niegowa – Bobolice – Rez. Góra Zborów – Morsko – Skały Rzędkowickie – Hucisko – Bobolice – Mirów – Łutowiec – Moczydło – Niegowa

Foto :

Zamek w Bobolicach © GOZDZIK


Zamek w Bobolicach © GOZDZIK


Ekipa na Górze Zborów © GOZDZIK


Takie widoki po prostu kocham © GOZDZIK


Zamek w Mirowie © GOZDZIK




  • DST 90.00km
  • Czas 03:57
  • VAVG 22.78km/h
  • VMAX 40.72km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Sprzęt BASIC
  • Aktywność Jazda na rowerze

Grunwald dzień III - Działdowo i Nidzica

Niedziela, 18 sierpnia 2013 · dodano: 11.09.2013 | Komentarze 2

W dzień trzeci i ostatni niestety, przywitało nas słoneczko dość mocno przypiekające od samego rana.
Dziś troszkę ambitniejszy plan, ponieważ do godziny 14.00 (o 15.00 chcieliśmy już opuścić kwaterę i wyjechać w drogę powrotną) chciałem odwiedzić Działdowo i Nidzicę, a to pętelka blisko 100 km.
Do wycieczki przygotowywała się tylko z Kasią, ponieważ pozostałych dwóch wojów zostało samozwańczo oddelegowanych do zwiedzenia na pieszo samego miasteczka Dąbrówno.

Co robić, jaki dowódca takie i wojsko :-(, ale kocham to wojsko :-))))
Ale to i tak jest poprawa w stosunku do zeszłego roku co do dni na rowerze bo dwa a nie jeden i kilometrów o całe 6 km na plus.

Zostawiliśmy więc na placówce oddział zbrojnych Waldka i Marcinka aby nas nikt od tyłu nie zaskoczył i ruszyliśmy z Kasią do Działdowa. Miałem nadzieję że po drodze uda mi się namówić koleżankę na pojechanie ze mną do Nidzicy, ale Kasia niestety musiał wyjechać jeszcze wcześniej niż my z Dąbrówna. Tak wiec nasze wspólne rowerowanie skończyło się na zamku w Działdowie. Na zamku który niestety w weekendy i święta jest nieczynny …. zamknięty na 4 spusty bo mieści się tu Urząd Miasta i można go zobaczyć pooglądać tylko w godzinach urzędowania.

O i tyle widziałem zamek, co na zdjęciach, a wygląda naprawdę dość interesująco.

Pokręciłem się więc troszkę po samym miasteczku i znalazłem takie oto cudeńko - Interaktywne Muzeum Państwa Krzyżackiego. Ucieszyłem się bo to chyba jakaś nowość wśród Muzeum…. Ale co to zamknięte,,, jak to za wcześnie ????? no tak za wcześnie o cały dzień … Muzeum otwarte w dni powszednie, a nie w niedziele i święta :-( … taaaaa no bo po co w niedziele otwierać aby za dużo ludzi przyszło ….. ?
Zniesmaczony taką gościnnością ruszyłem więc do Nidzicy. Może tam będę miał większe szczęście.
Po drodze do okazało się, że jest remont drogi 545 przed Kozłowem i objazd przez Sarnowo. Ojjj nie powiem podłamałem się troszkę, ale bardzo chciałem zobaczyć zamek w Nidzicy wiec przycisnąłem troszkę pedały aby nadrobić czas na objazd i prawie że niespodziewanie wylądowałem na przedmieściach Nidzicy.
Tu szybkie zakupy picia i słodkości i szybciutko na Zamek.. Czas zaczynał gonić troszkę. Nawet nie podłączyłem się do żadnej grupki zwiedzającej, ponieważ zwiedzanie to czas około 40-45 minut a taki czas to prawie 20 km drogi do przodu… Tak wiec tylko kilka fotek, mały spacer po dziedzińcu stempelek w książeczkę PTTK, objazd dookoła murów i długa w drogę powrotną.

Jechało się supernowo, bo wiaterek pięknie w plecki dmuchał, a słoneczko przestało tak bardzo przypiekać… nawet zachodziło delikatnie za chmurki, które chyba zwiastowały ochłodzenie i zmianę pogody. Nie wiem, bo udało mi się zrealizować plan godzinowy, nawet pożegnać i podziękować za te trzy wspólne i fajne dni Kasi, która wyjechała tuż po 14 w podróż pod Poznań.
A my po spakowaniu rowerków i bagaży, po zjedzeniu wyśmienitego obiadku ruszyliśmy w drogę powrotna do Sochaczewa a potem do Głowna.
O trasie mogę powiedzieć tylko tyle że była to niedziela długiego weekendu … i chyba wszystko jasne….. Z Mławy do Płońska chyba szybciej byśmy na rowerach przejechali.

Do domów bezpiecznie moich przyjaciół dostarczyłem. W drodze powrotnej uśmiałem się z brygady co niemiara, wycieczkę rowerową uważam za udaną, towarzystwo wyśmienite itp. … itp. ..itp……
Bo co mam pisać, że mi było przykro i smutno rozstawać się z Waldkiem na (mam nadzieję że tylko) rok, a nie na dłużej, że takich wypadów chciałbym więcej…. Eeeee…

Koniec bo się wzruszam ….

Dzięki Wam za ten wyjazd, dzięki Kasiu ze udało ci się wyrwać mimo nawału i zmiany pracy…. Waldek czekam na ciebie za rok … 15.08.2014 rano jestem po ciebie i pojedziemy….. mmmmm dam ci znać co wymyśle… ale masz BYĆ …

Marcin i Kasia też oczywiście

Trasa : Dąbrówno – Działdowo – Sarnowo – Rozdroże – Nidzica – Rozdroże – Sławkowo – Ruszkowo- Dąbrówno

Foto:

Działdowo - zamek © GOZDZIK


Brama wejściowa na zamek w Działdowie © GOZDZIK


Dziedziniec zamkowy widziany za krat bramy wjazdowej - Działdowo © GOZDZIK


Interaktywne Muzeum Państwa Krzyżackiego - Działdowo © GOZDZIK


Zamek w Nidzicy © GOZDZIK


Dziedziniec zamku w Nidzicy © GOZDZIK


Zamek w Nidzicy © GOZDZIK




  • DST 72.54km
  • Teren 3.00km
  • Czas 03:27
  • VAVG 21.03km/h
  • VMAX 57.21km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Sprzęt BASIC
  • Aktywność Jazda na rowerze

Grunwald dzień II - Ostróda

Sobota, 17 sierpnia 2013 · dodano: 04.09.2013 | Komentarze 2

Ojjj po tych nocnych rozmowach nie za bardzo chciało mi się wstać rano na śniadanie a potem jeszcze wsiadać na rowerek :-((

No coooo zmiana klimatu powietrza …..:-) hi hi hi……

Ale jak się już rozruszałem, pośmiałem od samego rana razem z przyjaciółmi, śniadanko się przyjęło to nabrałem ochoty na pedałowanie w ten dość upalnie zapowiadający się od rana dzionek.

W końcu całą ekipą …. całą… 4 osoby ….. ale tak dostojniej brzmi .. więc całą ekipą ruszyliśmy dziarsko w stronę Ostródy. Plan na cały dzień zakładał tylko odwiedziny w tym miasteczku. Zawitanie na zamek, powłóczenie się przy jeziorze, jakiś obiadek z ładnym widokiem (ojjjjjj był wspaniały widoczek hi hi hi oczy można było nacieszyć) i powrót na kwaterkę…

Dzionek spędzony dokładnie tak jak chcieliśmy z przerwami na uzupełnienie płynów, bez większego spinania się na wykręcenie dobrego czasu, kiedy chcieliśmy to przystanek, odpoczynek, śmichy chichy i dalej w drogę. Troszkę żałuje, że tak mało pokręciliśmy się po samej Ostródzie (obiadek nas rozleniwił i za dużo czasu spędziliśmy w knajpce), ale może w przyszłym roku to tu założymy bazę wypadową…. któż to wie???

W drodze powrotnej troszkę mi brakowało takiego pojeżdżenia na podjazdach i troszkę mocniejszego tempa, dlatego na moich kompanów czekałem w ustalonych miejscach, a samemu troszkę bardziej się dojechałem, jeśli tak można to określić.

Na miejscu odwiedziłem jeszcze kąpielisko oraz najprawdopodobniej miejsce w którym był ulokowany zamek w Dąbrównie

Trasa : Dąbrówno – Ostróda – Dąbrówno

Foto:

Gdzieś po drodze do Ostródy © GOZDZIK


Zamek w Ostródzie © GOZDZIK


Na dziedzińcu zamku w Ostródzie © GOZDZIK


Pomieszczenia do zwiedzania na zamku w Ostródzie © GOZDZIK


A może tymi samymi korytarzami chodziliśmy ???? na zamku w Ostródzie © GOZDZIK


Dąbrówno - kąpielisko nad jeziorkiem © GOZDZIK


W tym miejscu najprawdopodobniej znajdował się zamek w Dabrównie © GOZDZIK