Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Gozdzik z miasteczka Głowno. Mam przejechane 25205.03 kilometrów w tym 6305.87 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 19.00 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 105398 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Gozdzik.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

Wycieczki i wyprawy

Dystans całkowity:10667.78 km (w terenie 2868.50 km; 26.89%)
Czas w ruchu:574:30
Średnia prędkość:18.57 km/h
Maksymalna prędkość:71.00 km/h
Suma podjazdów:48369 m
Liczba aktywności:125
Średnio na aktywność:85.34 km i 4h 35m
Więcej statystyk
  • DST 92.70km
  • Teren 31.00km
  • Czas 05:07
  • VAVG 18.12km/h
  • VMAX 44.50km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Podjazdy 443m
  • Sprzęt GIANT TALON
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Tomaszów i okolice - bo to cudowny miesiąc był

Niedziela, 24 lipca 2016 · dodano: 26.07.2016 | Komentarze 4

Jeśli jako miesiąc przyjmiemy nie konkretny miesiąc lipiec czy czerwiec tylko czas 4 –tygodni to ostatni taki właśnie miesiąc od 25 czerwca do 24 lipca był jednym z fajniejszych, szczęśliwszych, urozmaiconych i takich jakie chciałbym aby trwały przez cały rok do końca świata i jeden dzień a tam dzień jeden miesiąc dłużej.
Zaczęło się od wizyty Skowronków i dwóch bardzo pięknych rowerowych dni nie wspominając przegadanych wieczorów, potem wizyta kochanej rodzinki i to takiej, z którą nie tylko na zdjęciach chce się być, ale zawsze i wszędzie (pozdrawiam Was kochani- Klaudia, Aga, Pawełek i Robert - i już czekamy na kolejna wizytę tylko dłuuuuuższąąąąą), następnie wspólna jazda z Andrzejem, potem ukradziona środa a skończywszy na cudownej wycieczce rowerowej po ziemi tomaszowskiej w doborowym składzie: Karolina (Tymoteuszka), Daria (Skowronek), Tomek (Siwuch), Andrzej, Darek (Amiga), Rafał i moja skromna osoba.
Znak sygnał do spotkania się i organizacji tej wycieczki dała Daria.
Karolina z Darkiem opracowali trasę po większości atrakcji znajdujących się w Tomaszowie oraz w pobliskiej Spale, Konewce, Inowłodzu, Jeleniu i….. i innych J.
Początkowo, czyli powiedzmy te dwa trzy dni przed wycieczką wydawało mi się, że zbiórka o 8 rano to troszkę za wcześnie, ale pod koniec wycieczki i związanym z tym faktem, że nie zdążyliśmy wszystkiego zaplanowanego przez naszych przewodników zobaczyć, śmiało mogę powiedzieć, że mogliśmy rozpocząć przynajmniej o 6.00 hihihi i też nie wiem czy byśmy wszystko zobaczyli tyle fajnych miejsc było.
Tomaszów i okolice nawiedziłem (hihihi brzmi jakbym był duchem) wcześniej już dwa razy, ale jak się dziś okazało nie wszystko podczas tych dwóch pierwszych wycieczek zobaczyłem.
Dziś nie dość, że w tak dużej grupie penetruję te tereny to jeszcze zobaczyłem kilka nowych ciekawych miejsc i przejechałem kilkoma bardzo fajnymi szlakami, ścieżkami i duktami leśnymi, o których gdyby nie nasi przewodnicy nawet bym nie wiedział, że istnieją i warto właśnie nimi pojechać.
Ciężko cokolwiek wyróżnić z atrakcji, jakie widzieliśmy, bo każda z nich była inna, ma swój klimat, historię, charakter i dotyczy czego innego. Odwiedziliśmy np. dawną synagogę, w której jest dziś sklep a pod sklepem tym, czyli synagogą odbywa się regularne spożywanie piwa i innych „rarytasów”. Byliśmy w dwóch bardzo podobnych do siebie schronach-bunkrach kolejowych, ale jednak całkowicie różnych z racji dzisiejszego ich charakteru. Jeden zaniedbany, zaśmiecony dostępny cały czas, drugi, jako muzeum i atrakcja turystyczna zarabiająca pieniądze. Następnie Skansen Rzeki Pilicy, a tuż obok Błękitne Źródła, a troszkę dalej Groty Nagórzyckie, a jeszcze odrobinkę dalej Zalew Sulejowski…czyli można rzec podróż z wnętrza ziemi po przez źródło, rzekę do dużegoooooo zbiornika wodnego. A do tego wszystkiego trzeba doliczyć jeszcze kościoły drewniane i murowane
Atrakcji było co niemiara, śmiechu i dobrej zabawy również, kilka kilometrów dla zdrowia przejechanych też, spora ilość naturalnej witaminy D również przyjęta….. i powiedzcie mi, komu to przeszkadza, aby tak było co tydzień i przez cały rok …. ????????? no może  troszkę mnie poniosło co drugi tydzień hihihihi.
Dziękuję Karolinie i Darkowi za bardzo dobra organizację naszej wycieczki, co prawda można by się przyczepić do 2 obiadów, które przeszły nam koło nosa, ale wszystko pozostałe super pięknie wymyślone i pojechane. Dzięki wszystkim uczestnikom są wspaniały, wesoły i przyjemny dzionek.
Do zobaczyska na kolejnej wycieczce…….

Trasa : Tomaszów Mazowiecki – Wąwał - Jeleń – Unewel – Twarda – Smardzewice – Swolszewice – Tomaszów Mazowiecki – Ciebłowice Małe – Spała – Borki – Inowłódz – Królowa Wola – Konewka – Glinnik – Nowy Glinnik – Luboszewy – Tomaszów Mazowiecki

Foto:

Bunkier kolejowy w Jeleniu
Bunkier kolejowy w Jeleniu © GOZDZIK

Wejście do Grot Nagórzyckich
Wejście do Grot Nagórzyckich © GOZDZIK

Groty Nagórzyckie
Groty Nagórzyckie © GOZDZIK

Trasa w Grotach
Trasa w Grotach © GOZDZIK

Nasze ekipa przy Błękitnych Źródłach
Nasze ekipa przy Błękitnych Źródłach © GOZDZIK

Małe groty
Małe groty © GOZDZIK

W Skansenie Rzeki pilicy
W Skansenie Rzeki Pilicy © GOZDZIK

Ekspozycja w Skansenie
Ekspozycja w Skansenie © GOZDZIK

To też w skansesnie
To też w skansenie © GOZDZIK

W skansesnie
W skansenie © GOZDZIK

Lepiej przy żubrze jest :-)
Spała - Lepiej przy żubrze jest :-) © GOZDZIK 

Spała - obelisk św. Huberta
Spała - obelisk św. Huberta © GOZDZIK

Gdzieś na szlaku do Inowłodza
Gdzieś na szlaku do Inowłodza © GOZDZIK

Kościół Św. Idziego w Inowłodzu
Kościół Św. Idziego w Inowłodzu © GOZDZIK

Chciało by się powiedzieć chwilo trwaj znaczy się miesiącu trwaj wiecznie ....
Dla pełnego obrazu polecam opisy u pozostałych członków ekipy.




  • DST 113.90km
  • Teren 50.00km
  • Czas 06:19
  • VAVG 18.03km/h
  • VMAX 39.90km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 660m
  • Sprzęt GIANT TALON
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Zielony Wierzchołek Śląska

Niedziela, 22 maja 2016 · dodano: 29.05.2016 | Komentarze 13

Czyli wycieczki z historią w tle…..
Bo tak, a nie inaczej trzeba nazywać wszystkie wycieczki, wyprawy i wypady rowerowe organizowane przez Darie i Rafała. To są właśnie takie klimaty które ja lubię, które mi odpowiadają i cieszę się żemogę w nich uczestniczyć oraz że zawsze zbiera się do tego grupa fajnych ludzi z pasją i chęcią poznawania tego co jest w zasięgu naszych rąk, a może raczej nóg.
I tak właśnie było tym razem.
Moja wycieczka na Zielony Wierzchołek Śląska był ja planowana w zeszłym roku. Niestety brak czasu, inne zajęcia, plany i masa przeciwności losu nie pozwoliła mi zrealizować tych planów.
Dlatego gdy Daria rzuciła propozycję wiosennego wypadu do tego jak że pięknego i bogatego historycznie zakątka Polski nie zastanawiałem się długo i tylko czekałem na datę i godzinę zbiórki.
Jest mail……. Czytam … czytam … piękny opis wycieczki i trasy … opisany szczegółowo tak, że prawie każdy kamień na drodze jest w opisie …… o i jest i termin 22 dzień maja…….
Żono …….. nic nie planuj mi na ten dzień bo mnie nie ma i nie ma mowy abym był…. Przykro mi…… Ruszam na Zielony Wierzchołek Śląska. Trochę mi zmartwienia przysporzyła pogoda jaka zapanowała od zimnych ogrodników po przez zimną Zofię i jeszcze kilka dni po …. Ale jak zbliżył się termin wyjazdu tooooooooo no po prostu maj i lato w jednym. Piękna cudowna soczysta zieleń i temperatury z lipca i początku sierpnia. Tego to nawet w najpiękniejszych snach nie było….. Skowronki szacun .. wszystko macie pod kontrolą nawet i pogodę Hi Hi hihihihi.
Postaram się aby i u mnie tak było :-)
W Częstochowie, po 2 godzinach snu, melduję się około 7.00
Szybko wskakuję w obcisłe i czekam na towarzystwo . Pierwszy pojawia się Siwuch a następnie pozostałą ekipa.
Ale fajnie aż 8 osób chce uczestniczyć w tej wycieczce…. Wmawiam sobie że ze względu na mnie taka frekwencja .. a co nie mogę ….. przecież gość z centralnej Polski………… jak kot z Samych Swoich …..
Nie no poważnie teraz ….. to opis wycieczki i tego co będziemy zwiedzać i w jakich miejscach będziemy przyciągnął nas wszystkich.
Mnie osobiście najbardziej interesowało, najbardziej mmmmmm ….. byłem ciekawy.. nie wiem jak to powiedzieć…… kurcze nooooo… No chodzi o to że bardzo ale to bardzo cieszyłem się że pojedziemy w okolice wsi Mokra. To właśnie Tu odbyło się jedno z pierwszych starć zbrojnych w czasie II WŚ Wojska Polskiego z Hitlerowskimi Niemcami. To właśnie Tu przez cały dzień Wołyńska Brygada Kawalerii udanie odpierała ataki Niemieckiej 4 Dywizji Pancernej wspieranej przez bombowce nurkujące. To właśnie Tu Polski pociąg pancerny „Śmiały” zadał dotkliwe straty niemieckiemu najeźdźcy.
I właśnie Tu dziś jestem.
Bycie w takich miejscach, spróbowanie wyobrażenie sobie tego jak to było (kilka dni wcześniej obejrzałem film Sensacje XX wieku Bitwa pod Mokrą), jak to mogło wyglądać…. To już jest naprawdę dla mnie duże przeżycie. A jak do tego dołożymy garść ciekawych wiadomości, które Daria i Rafała powiedzą to mamy komplet wiedzy i obrazu.
Druga fajną sprawa podczas tego wyjazdu była moja pierwsza, a jakże, pierwsza …. Wizyta w kamieniołomach w miejscowości Rębielice Królewskie. Naprawdę nigdy nie byłem w takim miejscu więc tym bardziej z ciekawością słuchałem tego co mówi Siwuch i Daria, o kamieniach, naciekach, kryształach i mogących tam być wiele lat temu jaskiniach. Fajna sprawa. Jakby była taka możliwość jeszcze gdzieś kiedyś inne tego typu miejsca odwiedzić to jestem bardzo ale to bardzo za…..
Oczywiście to nie wszystkie atrakcje i ciekawe miejsca jakie udało nam się odwiedzić. Byliśmy w Kłobucku pod uroczym i zamkniętym pałacem, odwiedziliśmy fortalicjum w Dankowie, Krzepice z ruiną synagogi, cmentarzem żydowskim i sanktuarium i obiadkiem hihihi, oraz bardzo uroczy Rezerwat Modrzewiowa Góra
Ale niestety w miłym towarzystwie to czas leci dwa razy szybciej i należało obierać kierunek na Częstochowę, czyli wracamy z wycieczki. Z bardzo udanej wycieczki. Kolejne miejsca udało mi się odwiedzić, poznać, zobaczyć. Spotkać fajną rowerową ekipę, której bardzo dziękuję za miłe towarzystwo i mam nadzieję do zobaczenia na kolejnych rowerowych szlakach.
Daria, Rafał dziękuję za zaproszenie i za kolejny wspaniały rowerowy dzień.

Terasa Częstochowa – Kalej – Kłobuck – Mokra – Rębielice Królewskie – Danków – Krzepice – Panki – Węglowice – Cisie – Blachownia – Częstochowa

Foto:

Pałac w Kłobucku
Pałac w Kłobucku © GOZDZIK

Pod Mokrą
Pod Mokrą © GOZDZIK

Cała ekipa w Miejscu Pamięci Bitwy pod Mokrą
Cała ekipa w Miejscu Pamięci Bitwy pod Mokrą © GOZDZIK

Rębielice Królewskie - kamieniołom
Rębielice Królewskie - kamieniołom © GOZDZIK

Danków i pozostałości murów obronnych
Danków i pozostałości murów obronnych © GOZDZIK

Krzepice i odpoczynek przed dalszym etapem wycieczki
Krzepice i odpoczynek przed dalszym etapem wycieczki © GOZDZIK
Rezerwat Modrzewiowa Góra
Rezerwat Modrzewiowa Góra © GOZDZIK




  • DST 70.40km
  • Teren 13.50km
  • Czas 03:44
  • VAVG 18.86km/h
  • VMAX 39.40km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 311m
  • Sprzęt GIANT TALON
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Na Pułtusk już czas

Sobota, 2 kwietnia 2016 · dodano: 03.04.2016 | Komentarze 5

Nie udało się w roku 2006, nie udało się 2015 to co w końcu udało się zrealizować w roku 2016.
O czym mówię ?
O podbiciu miasta Pułtusk !
Naprawdę odwiedziny w tym bardzo uroczym mieście siedziały i w głowię od pierwszej nieudanej próby dotarcia do niego w 2006 roku. Wówczas ruszyliśmy z Sochaczewa i niestety gdzieś po trasie nastąpił krytyczny błąd nawigacyjny, który to oddalał nas od celu a nie przybliżał. Kiedy się zorientowaliśmy że coś nie tak a dodatkowo wiatr wiejący w twarz przez ostatnie 20 km zabrał nam resztę sił i ochoty, było już jasne ze się nie uda. Trudno wyjazd odłożono na następny dobry moment.
Ten moment nadszedł w zeszłym roku kiedy to chciałem przejechać 300 km w jeden dzień. Na takie wyzwanie idealnie nadawał się Pułtusk, który zamierzałem podbić ruszając z Głowna. Opis wycieczki znajduje się na tych stronach wiec nie ma co się rozwodzić…. Nad porażką …..
Ale przyszedł dzień wczorajszy.
Zaplanowany od dawna, oczekiwany od dawna i jedyny w którym mogliśmy razem z Waldkiem razem porowerować w czas jego jedynych odwiedzić Polski w 2016 roku. Jedyne obawy jakie mieliśmy planując tą wycieczkę to pogoda, która jak wiadomo okazała się łaskawa. Oj chyba bym troszkę zgrzeszył jakbym powiedział ze tylko łaskawa. Była rewelacyjnie hojna jak na to co reprezentowała sobą w piątek od rana.
Dodatkowo radował nasze serducha fakt, że obaj Marcinkowie również chcieli z nami jechać, oraz nowy kolega Andrzej, którego serdecznie witam w naszej grupie i mam nadzieję, że pozostaniesz z nami na dłużej.
Zgrupowanie naszej armii nastąpiło w Sochaczewie, a następnie desantowaliśmy się do Serocka, gdzie obóz rozbiliśmy pod stadionem w którym pod jedną z trybun znajduje się dobrze zachowany fragment rawelinu zachodniego, relikt dawnej twierdzy napoleońskiej. Niestety tylko takie zdjęcie jak poniżej udało mi się zrobić ponieważ odwiedziny tego miejsca zaplanowałem na koniec wycieczki, a koniec wycieczki wypadł w chwili rozpoczynającego się na stadionie meczu i służby ochrony nie za bardzo chciały słyszeć o tym, abym się kręcił po obiekcie z plecakiem (który skrzętnie przeszukano… kurczę zacznę się golić na wyjazdy bo może wyglądałem jak terrorysta w butach SPD, w obcisłych nogawkach i kasku maskującym i 4 dniowym zarostem???). Dlatego musiałem zostać w miejscu tak aby mnie widziano…… oki sprawy bezpieczeństwa najważniejsze.
No tak ale to był koniec wycieczki. A początkiem był przejazd przez rynek oraz odwiedziny średniowiecznego grodu z XI-XIII – Barbarka, a następnie przejazd wzdłuż Narwi tuż przy jej linii brzegowej w kierunku Wierzbicy, gdzie przebiliśmy się na drugą stronę rzeki i rozpoczęliśmy właściwe natarcie na Pułtusk, który to po chwili (bo w dobrym towarzystwie czas mija błyskawicznie) został zdobyty, a fakt ten został przypieczętowany piękną pieczęcią na tutejszym zamku.
Teraz można powiedzieć, że każdy z nas dostał czas wolny i mógł robić co chciał. Ja wdrapałem się na wieżę w której znajduje się muzeum oraz powałęsałem się po starówce i runku gdzie znajduje się Ratusz, a moi kompani spenetrowali tutejsze przyczółki gastronomiczne okupując jedne z nich konsumując naprawdę pięknie wyglądający i ponoć smakujący obiadek.
Czas było wracać, a ponieważ nie chcieliśmy wracać ta sama drogą postanowiliśmy wrócić do Zator a następnie pokierować się niebieskim szlakiem do samej Narwi i dalej mając ją po prawej stronie, a niesamowicie piękne tereny Rezerwatu Stawinoga po lewej stronie jechać aż do samego mostu w Wierzbicy.
Powiem szczerze i uczciwie ….. ja takie drogi polne, dziurawe ale biegnące wśród takich okoliczności przyrody po prostu uwielbiam. Co prawda życie dopiero się tu budzi i jeszcze jest trochę szaro – buro, ale już można podziwiać to miejsce. Chyba wybiorę się tu jeszcze raz latem aby zobaczyć jak to wszystko wygląda w pełnym rozkwicie i gdy wszyscy mieszkańcy tego wodno-bagiennego terenu są w domu.
Słonko powolutku zaczęło nas żegnać, my również grzecznie podziękowaliśmy tym terenom za gościnę i ruszyliśmy w stronę Sochaczewa. Chwilka na pożegnanie z Waldkiem, który mam nadzieję odwiedzi nas w przyszłym roku (dzięki przyjacielu za ten dzionek).
Cóż podsumowując tą wycieczkę to mam nadzieję że była miła, fajna i miejsca przez które wyznaczyłem trasę  podobały się chłopakom.
Cieszę się że dołączył do nas Andrzej, który mam nadzieję będzie chciał jeszcze z nami gdzieś wyskoczyć.
Bo czasami nam się udaje gdzieś wyskoczyć prawda Marcinki ????
Trasa : Serock – Wierzbica – Cupel – Kania Nowa – Kania Polska – popowo Kościelne – Wielęcin – Zatory – Nowe Borsuki – Pułtusk – Nowe Borsuki – Zatory – Burlaki – Holendry – Stawinoga – Łacha – Wierzbica – Serock.
Foto:
Serock i Napoleoński Zajaz Pocztowy
Serock i Napoleoński Zajazd Pocztowy © GOZDZIK
Barbarka
Barbarka © GOZDZIK
Widok na Serock z miejsca gdzie Bug z Narwią się łączy
Widok na Serock z miejsca gdzie Bug z Narwią się łączy © GOZDZIK
Pałac w Zatorach - niestety niedostępny
Pałac w Zatorach - niestety niedostępny © GOZDZIK
Pułtusk - Zamek (dziedziniec)
Pułtusk - Zamek (dziedziniec) © GOZDZIK
Dzielni wojowie zdobywcy Zamku Marcin,Gołąb,Waldek,Goździk,Andrzej
Dzielni wojowie zdobywcy Zamku Gołąb,Marcinek,Waldek,Goździk,Andrzej © GOZDZIK
Widok z baszty na Zamek
Widok z baszty na Zamek © GOZDZIK
Ekspozycja w baszcie
Ekspozycja w baszcie © GOZDZIK
A oto Baszta czyli dokładne mówiąc wieża dawnego ratusza gotycko-renesansowego
A oto Baszta czyli dokładne mówiąc wieża dawnego ratusza gotycko-renesansowego © GOZDZIK
Widok na Rezerwat Stawinoga
Widok na Rezerwat Stawinoga © GOZDZIK
A to już wspomniany fragment rawelinu ulokowany w trybunie stadionu
A to już wspomniany fragment rawelinu ulokowany w trybunie stadionu © GOZDZIK




  • DST 79.10km
  • Teren 61.00km
  • Czas 04:51
  • VAVG 16.31km/h
  • VMAX 57.00km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 790m
  • Sprzęt GIANT TALON
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Bo to Boska sobota była.....

Sobota, 3 października 2015 · dodano: 04.10.2015 | Komentarze 2

W moim ziemskim życiu było już …. mmmmmm powiedzmy że …. Kilkanaście setek sobót. Były soboty wyjątkowe, cudowne, wręcz magiczne jak moje wesele i urodziny syna.
Były soboty dobre, super dobre oraz całe mnóstwo sobót do bani, złych, o których szybko chce się zapomnieć.
Wczorajsza sobota była z tych super, bardzo dobrych, o których chce się pamiętać aż do końca dni. Bo była to sobota spędzona w magicznym miejscu z prawdziwymi czarodziejami dobrej zabawy, miłej atmosfery, z którymi szybko i pięknie mija dzień, a akumulatory pozytywnej energii ładują się na kolejne dni pracy.
Gdzie byłem ??? i z kim ???
JURA Krakowsko-Częstochowska, Jura ukochana, Jura do której wracam jak tylko czas i możliwości pozwalają, Jura w której ubóstwiam jeździć.
A jak dodam jeszcze do tego taki skład: Skowronki, Rafika1000, Siwuch, Tofiki83,Adii oraz przecudowny ciepły słoneczny październikowy dzień … to będzie właśnie to co uczyniło z tej soboty naprawdę wspaniały, wyjątkowy i niezapomniany dzień.
Cóż nic na to nie poradzę, że jak coś mi się podoba, jak jestem szczęśliwy, uśmiechnięty, jak dana chwila miejsce i ludzie sprawiają że właśnie tak się czuję, to będę się w tym rozpływał.
Już od środy byłem podekscytowany i szykowałem się na spotkanie z częstochowską ekipą pod dowództwem Darii i na to gdzie mnie zabiorą, gdzie każą podjeżdżać, wjeżdżać, wchodzić. Fajne jest takie uczucie braku planu, takie oczekiwanie na to gdzie teraz mnie zabiorą, co pokarzą, jaką droga, szlakiem pojedziemy itp. Całkowicie zdałem się na plan i pomysły moich (można tak powiedzieć oczywiście) gospodarzy tego terenu. Cudownie było ponownie znaleźć się w miejscach gdzie byłem ładnych kilka lat temu takich jak Olsztyn, Rezerwat Sokole Góry, Złoty Potok, Zamek Ostrężnik. Wówczas jazda była bardziej skupiona na mapie i na tym aby gdzieś się nie zagubić, gdzieś nie wyjechać w czarnej d …. znaczy się nie wiadomo gdzie po prostu nie zabłądzić, a zobaczyć to co się chce. A teraz czysta przyjemność, brak skupienia na pilnowaniu szlaku, głowa obracała mi się na, około aby żaden skrawek krajobrazu mi nie umkną, a banan z ust nie znikał przez cały czas trwania wycieczki.
Oczywiście odwiedziliśmy też nowe dla mnie miejsca takie jak Zielona Góra, Diabelskie Kowadło, Lipówki, Biakło, Suliszowice oraz całe kilometry nowych dla mnie szlaków i dróg.
Cóż tu więcej można dodać?? Może to, że troszkę szkoda, że Rafik1000, Tofik83 i Rafał nie mogli z nami być przez cały czas trwania wycieczki. Bardzo wam dziękuję, że pomimo obowiązków i pracy mogliście uczestniczyć w tym jak dla mnie pięknym dniu.
Wycieczka była cudnie zaplanowana i pokazał mi wasz wspaniały kawałek rowerowego świata. Dziękuję Daria.

Trasa: Częstochowa – Kusięta – Olsztyn – Zrębice – Złoty Potok – Suliszowice – Zaborze – Biskupice – Częstochowa.

Foto:
Widok na Częstochowę z Zielonej Góry
Widok na Częstochowę z Zielonej Góry © GOZDZIK

W Jaskini na Zielonej Górze
W Jaskini na Zielonej Górze © GOZDZIK

Olsztyn oczywiście
Olsztyn oczywiście © GOZDZIK

Widok z wieży widokowej na zamku w Olsztynie
Widok z wieży widokowej na zamku w Olsztynie © GOZDZIK

Wycieczkowa ekipa
Wycieczkowa ekipa © GOZDZIK

Kapliczka Św. Idziego
Kapliczka Św. Idziego © GOZDZIK

Obrady pod kapliczką - gdzie by tego Goździka jeszcze wywieźć????
Obrady pod kapliczką - gdzie by tego Goździka jeszcze wywieźć???? © GOZDZIK

Ostrężnik
Ostrężnik © GOZDZIK

Suliszowice tuż przy strażnicy - i już prostą drogą do Częstochowy
Suliszowice tuż przy strażnicy - i już prostą drogą do Częstochowy © GOZDZIK





  • DST 84.40km
  • Teren 4.00km
  • Czas 04:06
  • VAVG 20.59km/h
  • VMAX 39.70km/h
  • Temperatura 39.0°C
  • Podjazdy 311m
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze

KULMHOF

Wtorek, 1 września 2015 · dodano: 03.09.2015 | Komentarze 3

Kolejna z zaplanowanych na ten rok wycieczka właśnie się odbyła.
Zakończyła i czas ją przelać na strony BS.
Powiem szczerze, że nie wiem jak ja opisać.
Bowiem miejsce do którego się dziś udałem jest związane z II WŚ, a właściwie to niesionym z nią okrucieństwem, barbarzyństwem i ludobójstwem.

KULMHOF – Niemiecki Obóz Zagłady w Chełmnie nad Nerem był ośrodkiem masowej, natychmiastowej zagłady Żydów w kraju Warty. Został uruchomiony w grudniu 1941 roku i funkcjonował w dwóch okresach. I więcej tu na tym blogu, na tej stronie nie chciałbym opisywać co i jak działało i kiedy i ilu wymordowano tu ludzi i dlaczego. To nie to miejsce. Nie ten blog…. A dlaczego … to chyba nigdy i nigdzie nie będzie racjonalnego miejsca. Wszystkich zainteresowanych odsyłam do lektury na stronach internetowych.
Odwiedziłem dwa miejsca oddalone od siebie około 5 km ( te 5 km to ostanie 5 kilometrów wielu tysięcy ludzi) bezpośrednio związane z całym obozem. Bo tak bym to nazwał i tak to rozumie. W Chełmnie w spichlerzu tuż przy odkrytych fundamentach dawnego dworu odwiedziłem muzeum, w którym zgromadzono rzeczy należące do ofiar. Natomiast w lesie Rzuchowskim byłem przy masowych grobach na polu krematorium oraz miejscach pamięci i ściany pamięci itp.
Bardzo dziwnie czuję się w takich miejscach. Może głupi jestem, ale w takich miejscach (tak jak i przy odwiedzanych zamkach, pałacach) staram się wyobrazić, choć to nie jest możliwe to, co tu się działo, i jak to się działo. Oczywiście muzea, eksponaty w nich zgromadzone, liczne zdjęcia odrobinę to pokazują, pomagają wyobraźni…. ale nie pomagają zrozumieć i pojąć.
I może na tym zakończmy rozmyślania.

Pogoda.
Tak pogoda dziś grała tak naprawdę pierwsze skrzypce. Słońce paliło niemiłosiernie. Nawet ja, który naprawdę lubi takie upały, lubię bardziej ciepło niż bardziej chłodno czułem się jak kurczak w piekarniku. Od góry przypiekało mnie nasze kochane słoneczko, a od dołu dopiekał miłościwie panujący dziś na trasie asfalcie, który z każdą godziną stawał się bardziej płynny na tych wiejskich dróżkach.
Generalnie podsumowując wycieczkę, ale i tez zakończenie mojego urlopu muszę powiedzieć ze było bardzo, bardzo fajnie. Pojeździłem na rowerku, jak nigdy tak dużo podczas urlopu, troszkę popracowałem w domku, spędziłem czas z synkiem, chrześniakami na basenie. Było super.
Można wracać do roboty :-(

PS.
Daria, Rafał bardzo wam współodczuje i całej częstochowskiej rowerowej rodzinie.
Przepraszam nie wiem co mogę dodać.
Trzymajcie się.  

Trasa : Łęczyca – Topola Królewska – Błonie – Łęka – Leszno – Wiesiołów – Dąbie – Sobótka – Chełmno nad Nerem – Las Rzuchowski – Chełmno nad Nerem – Dąbie – Leszno – Topola Królewska – Łęczyca.



Foto:
Muzeum w Chełmnie nad Nerem
Muzeum w Chełmnie nad Nerem © GOZDZIK
Fundamenty pałacu w Chełmnie nad Nerem
Fundamenty pałacu w Chełmnie nad Nerem © GOZDZIK

Tablica informacyjna
Tablica informacyjna © GOZDZIK

Tablica informacuja w Lesie Rzuchowskim
Tablica informacyjna w Lesie Rzuchowskim © GOZDZIK

Pomnik w Lesie Rzuchowskim
Pomnik w Lesie Rzuchowskim © GOZDZIK

Kwatera III, Mogiła 2. Są oczywiście jeszcze Kwatery I,II,IV, Mogiły 1,3,4, i Mogiła Polska
Kwatera III, Mogiła 2. Są oczywiście jeszcze Kwatery I,II,IV, Mogiły 1,3,4, i Mogiła Polska © GOZDZIK

I miejsca pamięci
I miejsca pamięci © GOZDZIK

Inne miejsce pamięci
Inne miejsce pamięci © GOZDZIK

Miejsce krematorium
Miejsce krematorium © GOZDZIK

Tablica informacyjna
Tablica informacyjna © GOZDZIK

I na koniec bardzo ładny ratusz w Dąbiu
I na koniec całkiem ciekawy ratusz w Dąbiu © GOZDZIK




  • DST 92.30km
  • Teren 37.00km
  • Czas 05:17
  • VAVG 17.47km/h
  • VMAX 33.20km/h
  • Podjazdy 381m
  • Sprzęt GIANT TALON
  • Aktywność Jazda na rowerze

Twierdza Modlin.....

Czwartek, 27 sierpnia 2015 · dodano: 30.08.2015 | Komentarze 4

ZDOBYTA….
Oczywiście bezkrwawo zdobyta.

Do ponownych odwiedzić twierdzy zmusiła mnie chęć zdobycia odznaki PTTK, ale i ciekawość jak i czy w ogóle coś się tam zmieniło.

(Tu tylko wspomnę o tym że wstępną decyzję o budowie twierdzy w Modlinie podjął Napoleon w 1806 roku podczas pobytu w Poznaniu. A o reszce poczytajcie tu :http://www.twierdzamodlin.pl/?pl:9:/Twierdza_Modlin/Historia)

Pierwszy raz Modlin zdobywałem w roku 2006…… łooo matko to już prawie 10 lat temu…. Nieeee no ten czas to jednak leci jak szalony.
Skład tamtej wycieczki to Beatka, Kasia i Dorotka i ja….. miluśki prawda :-)
Dziś zdobywanie odbyło się w samotności i było równie milusio jak te … kilka lat temu…

Ponieważ zdobycie odznaki uzależnione jest od odwiedzenia kilkunastu (w zależności od stopnia) obiektów na terenie samego Modlina(fortyfikacje Napoleoński i Rosyjskie, obiekty cytadeli itp) oraz kilkunastu różnych obiektów (forty pierwszej i drugiej linii obrony, działa forteczne, prochownie, fortyfikacje II RP), związanych z całą Twierdza rozrzuconych po okolicy dziś skupiłem się tylko i wyłącznie na samym Modlinie i cytadeli i obiektów z nią związanych.
Aby było ciekawiej to wycieczkę rozpocząłem z Granicy. Tak tej Granicy w Puszczy Kampinoskiej gdzie zostawiłem samochód i przesiadłem się na rowerek. Taki program wycieczki pozwolił mi zrealizować przyjemne – puszcza, oraz pożyteczne – Modlin i związana z nią odznaka.
W planie było też odwiedzenie dwóch istniejących po drodze fortów – VIII Grochole oraz VII Cybulice. Niestety oba te obiekty znajdują się na terenie wojskowym i wstęp surowo wzbroniony. I tyle. Nie wiem tylko jak mam je zaliczyć, bo w regulaminie są jako obiekty do zaliczenie. Ale będę się tym martwił później.

Po przybyciu na miejsce rozpocząłem zwiedzanie od przejechania zielonego szlaku prowadzącego wzdłuż koszar tuż przy Narwi i Wiśle biegnącego do cmentarza fortecznego. Oczywiście po drodze było sporo do zobaczenia m.in. Brama Ostrołęcka, Wieża Biała, Kojec Meciszewskiego, z którego cudownie widać Spichlerz Jana Jakuba Gaya, oraz wiele innych.
Następnie wałęsałem się szlakiem niebieskim, czerwonym oraz uliczkami samego Modlina.
Motyw przewodni … uciekający czas… a jak jest miło i przyjemnie to czas ucieka szybko, a gdy jest miło, przyjemnie i do zwiedzania jest tyle i wszędzie warto wejść, zobaczyć, poczytać to czas chyba biegnie potrójnie szybko.
Czas wracać bo do samochodu kawałek drogi jest.
Kolejna wizyta w Twierdzy Modlin rozpocznie się już z pod samych murów tego wspaniałego obiektu. i wiem kogo będą namawiał na wspólne zwiedzanie ......... Skowronki może jeden przyszłoroczny letni cały dzionek zaplanujecie w Twierdzy i okolicach ????? :-)

Dziś mogę powiedzieć, że w porównaniu do tego, co było 10 lat temu jest lepiej, dużo lepiej. Przy poszczególnych obiektach są tabliczki informacyjne, trwają prace tuż przy muzeum i w parku przy twierdzy. No jest inaczej bardziej mmmmm przestronnie, czyściej, tak bardziej zadbanie. Nie wiem jak to powiedzieć. Podobało mi się i tyle.
Jedyne co żałuję, to tego że nie wszedłem na Wieżę Tatarską która była otwarta o 14.00 a następne otwarcie miało być o 16.00, a ja pod nią byłem o 14.40. Szkoda. Nie miałem czasu czekać do szesnastej tym bardziej, że Pan portier nie był pewny czy Pani od wieży przyjdzie jeszcze o tej godzinie, bo jakoś mało turystów się kreci.

Trasa: Granica – Górki – Nowy Wilków – Leoncin – Głusk – Sady – Kazuń Nowy – Modlin – Kazuń Nowy – Sady – Cybulice – Głusk – Leoncin – Nowy Wilków – Granica.

Foto:

Pomnik na terenie Kazunia Nowego
Pomnik na terenie Kazunia Nowego © GOZDZIK

Tablica informacyjna przy pomniku
Tablica informacyjna przy pomniku © GOZDZIK

Już na terenie twierdzy
Już na terenie twierdzy © GOZDZIK

Tablica informacyjna
Tablica informacyjna © GOZDZIK

Wieża Biała
Wieża Biała © GOZDZIK

Cytadela - koszary
Cytadela - koszary © GOZDZIK

Spichlerz
Spichlerz © GOZDZIK

Kojec Meciszewskiego
Kojec Meciszewskiego © GOZDZIK

Zaplecze Lunety Forontu Księcia Warszawskiego
Zaplecze Lunety Forontu Księcia Warszawskiego © GOZDZIK

Reduta Napoleona - to jedna z czterech najstarszych budowli Twierdzy. Oczywiście zachowanych budowli
Reduta Napoleona - to jedna z czterech najstarszych budowli Twierdzy. Oczywiście zachowanych budowli © GOZDZIK

Wnętrze Reduty Napoleona
Wnętrze Reduty Napoleona © GOZDZIK

Działobitnia Dehna - od zaplecza
Działobitnia Dehna - od zaplecza © GOZDZIK

Tablica informacyjna
Tablica informacyjna © GOZDZIK

A to już puscza szykująca się do snu - Olszowieckie Błota
A to już puszcza szykująca się do snu - Olszowieckie Błota © GOZDZIK




  • DST 33.10km
  • Teren 10.00km
  • Czas 01:58
  • VAVG 16.83km/h
  • VMAX 35.60km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 148m
  • Sprzęt GIANT TALON
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pod Ciechocinkiem - dzień trzeci - to jak do Bobrownik nie dojechałem

Niedziela, 9 sierpnia 2015 · dodano: 11.08.2015 | Komentarze 5

Poranek dnia trzeciego naszego wypadu przywitał nas burzą, deszczem i chłodem. Co prawda temperatura miał spaść o 2-4 stopnie (tak mówiła Pani z TV) ale nie o 15 !!!!! szok termiczny, śniadanie w bluzie jedzone.
Ojjjj obawiałem się, że nici będą za chwile z wycieczki, bo nadal w oddali gdzieś słychać było burzę. Ale przecież nie przyjechałem tu, aby siedzieć i patrzeć na deszcz tylko jednak pojeździć. Tym bardziej ze był to ostatni dzień naszego wyjazdu i chyba raczej ostatni taki wyjazd.
Czym prędzej wiec zjadłem śniadanko i pognałem na prom do Nieszawy, aby jak najszybciej przeprawić się na drugą stronie i wrócić na kwaterę tak, aby przed g.14 być już umytym spakowanym i zwolnić pokój.
Wpadam rozpędem przed 9. do Nieszawy..
A tu cooo???? Żywego ducha na uliczkach, samochodów tez nie widać …. Miasto wymarłe. ??
Dobra nie ważne prom ważny, aby nie odpłynął, bo o pełnych godzinach kursuje z tego brzegu.
Dopadam więc nabrzeża, a tam pan w sterówce promu grzecznie mnie informuje :
- tak jest czynny ale z jednym rowerzystom to raczej nie będzie płynął na drugi brzeg. Trzeba czekać, na chociaż jakieś samochody.
Dobra czekam… czekam ….. czekam …. 30 minut …
-jedna para z psem na spacerzeuff jednak żyją w tym mieście.
Czekam czek …… 45 minut…….. i tu oświecenie……!!!???????
Pytam :
- Proszę Pana ale to jak już mi się uda tam przeprawić i jak będę wracał i będę sam to też raczej Pan nie przypłynie po jednego rowerzystę tylko będę czekał tak ????
- No tak jeśli akurat będę po tej stronie to po Pana jednego nie przypłynę .Ale proszę się nie martwić tak gdzieś po południu to się ruszy może ….
Jak koło popołudniu ??
Ja koło południa to mam być na kwaterze a nie patrzeć jak prom sobie stoi po drugiej stronie Wisły….
I jeszcze się rozpadało.
Na koniec Pan poinformował mnie, że w taką pogodę to ludzie raczej w domu siedzą a nie promem kursują. Ale na pewno po południu jak się przetrze i wyjdzie słońce to będziemy kursować.
Niestety na takie „na pewno” to ja nie mogę liczyć.
I w taki to oto sposób do Bobrownik nie dojechałem ….
Pokręciłem się trochę po Nieszawie… deszcz pada a miło, potem pojechałem do Raciążka a na końcu pokręciłem się po samym Ciechocinku, gdzie wpadłem na Zabytkową Warzelnie Soli. W tym obiekcie w części już nie używanej do produkcji utworzono muzeum. W muzeum tym znajduje się wiele eksponatów związanych z warzelnictwem i działalnością uzdrowiskową Ciechocinka. Są tu między innymi aparaty z początku XX w do gimnastyki leczniczej Wilhelma Zandera i Henryka Linga (poniżej kilka zdjęć).
W pierwszej chwili jak wszedłem i jeszcze dobrze nie doczytałem co to jest to pierwsza myśl : „łooooo matko jakie maszyny tortur dla tych pracowników warzelni mieli aby chyba lepiej pracowali hihihihihi”.
Polecam to miejsce. Jest na uboczu bez tego gwaru, zgiełku i ciechocińskiego szumu.
Jeszcze tylko na koniec wizyta pod tężniami. No bo jak to być tu i nie mieć zdjęcia z tężniami .. nie godzi się.
Fota jest .. wracamy na kwaterkę.
O właśnie miałem słów kilka powiedzieć o kwaterze.
Jak dla mnie kwaterka rewelacja! Do Ciechocinka rzut beretem, do Nieszawy półtora rzutu, do Torunia dwa rzuty. Baza wypadowa na wszystkie strony doskonała. Sam domek na uboczu, swojska atmosfera gęsi, kury, psy, kot i kozy to cześć tego uroczego gospodarstwa. Właściciele bardzo mili i ciepli ludzie (turyści górscy i kajakarze wiec doskonale wiedzą, co w duszy gra). Jedzonko smaczne i urozmaicone o produkty własnej roboty. Suszona szynka palce lizać. Naprawdę polecam to miejsce http://www.chabryimaki.net/about-us/ każdemu, kto by chciałby pozwiedzać okolice Torunia, Ciechocinka, itp.
Dziękujemy za gościnę.

PS
T tak zakończyła się nasza kolejna i raczej oststnia tego typu wyprawa. Ja nie nadaję sie na organizatora wycieczek .... mmm takich wycieczek. Mnie radość sprawia samo rowerownie, zwiedzanie, poznawanie nowego, sama jazda, zmęczenie na rowerze, planowanie kolejnego dnia.... a reszta jest tylko miłym dodatkiem, ale tylko dodatkiem.
I to by było na tyle.

Trasa: Słońsk Dolny – Nieszawa – Raciążek – Ciechocinek – Słońsk dolny

Foto:
Raciązek - fragment ruin zamku
Raciążek - fragment ruin zamku © GOZDZIK
Ciechocinek i kwiatowe dywany
Ciechocinek i kwiatowe dywany © GOZDZIK
Dywaniki aż miło
Dywaniki aż miło © GOZDZIK
Zabytkowa Warzelnia Soloi w Ciechocinku
Zabytkowa Warzelnia Soli w Ciechocinku © GOZDZIK
Eksponaty - aparaty do gimnastyki leczniczej
Eksponaty - aparaty do gimnastyki leczniczej © GOZDZIK
Coś bliskiego naszemu sercu :-) do szlifowania formy zimą hihihi
Coś bliskiego naszemu sercu :-) do szlifowania formy zimą hihihi © GOZDZIK

Fragment rurociągu solankowego. Odcinek Tężnie - Warzelnia. Bale dębowe wykonane w 1824 roku
Fragment rurociągu solankowego. Odcinek Tężnie - Warzelnia. Bale dębowe wykonane w 1824 roku © GOZDZIK
I oczywiście sztandarowe zdjęcie dla rodzinki z Ciechocinka
I oczywiście sztandarowe zdjęcie dla rodzinki z Ciechocinka © GOZDZIK




  • DST 87.50km
  • Teren 22.00km
  • Czas 05:20
  • VAVG 16.41km/h
  • VMAX 34.40km/h
  • Temperatura 36.0°C
  • Podjazdy 393m
  • Sprzęt GIANT TALON
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Pod Ciechocinkiem - dzień drugi - Złotoria i Toruń

Sobota, 8 sierpnia 2015 · dodano: 11.08.2015 | Komentarze 3

Piątkowy wieczór mijał w bardzo miłej atmosferze, ale jednak nieubłaganie mijał.
Niestety nie wszystkim miła i fajna atmosfera przeniosła się na dzień następny.
Ostrzegałem, prosiłem, mówiłem….. no cóż jesteśmy dorośli i każdy „pracuje” sam na to jak się rano czuje i podejmuje decyzje na własne ryzyko. Ja przedszkola nie prowadzę, a wyjazd ze mną na rower jest po to, aby jeździć na rowerze. I na tym tyle. Reszta jest milczeniem, ale jest mi przykro….
Właściwie to upał, kogut, gęsi oraz psy nie dały nam już spać od godziny 4.00. Co udało się oko zmrużyć to jakiś zwierzak dawał znać o sobie, jak nie zwierzak to upał i tak z Ciapkiem umordowaliśmy się właściwie do samego rana.
Rano o godzinie 8 przy śniadanku na dworze, szykujący się skwar dał nam do zrozumienia, że lekko to dziś nie będzie.
Generalnie ja lubię jak jest ciepło, mnie tak bardzo upał nie wykańcza. Jednak w sobotę naprawdę gorąco było jak w piekle, a dodatkowo prawie 15 km odcinek jazy po odsłoniętych piaszczystych ścieżkach leśnych nadwątlił moją wiarę w moje siły i postanowiłem, że nie pojadę dodatkowo jeszcze ze Złotorii do Zamku Bierzgłowskiego tylko z Torunia wrócimy na kwaterkę.
To była dobra decyzja, bo chyba kolejne dodatkowe dwie lub trzy godziny na słońcu wypaliłyby mi dziury tu i ówdzie.
Trudno Zamek Bierzgłowski kolejny raz odpuszczony.
Nie ma tego złego, co by jednak na dobre nie wyszło. Dzięki temu, że w planach on był to mogłem umówić się na spotkanie z SeanDillon czyli z Przemkiem, który już w zeszłym roku obiecał mi spotkanie, a w tym dodatkowo dołożył swoje przewodnictwo na ten zamek.
A ponieważ Zamek Bierzgłowski odpuściłem to mieliśmy czas na to aby posiedzieć w Toruniu i troszkę pogawędzić jak to na takich pierwszych widzeniach bywa J.
Umówiliśmy się z Przemkiem w Złotorii na tamtejszych ruinach zamku.
Do spotkania z przemiłymi i bardzo sympatycznym kolegą doszło z prawie półtora godzinnym opóźnieniem związanym z …….. mmm jakby to powiedzieć …. problemami natury ludzkiej oraz faktycznie naprawdę ciężką drogą przez las od promu do Osieka nad Wisłą.
Gdy już dojechaliśmy na miejsce to całe szczęście, że Przemek nas prowadził, bo chyba bym nie trafił na właściwą ścieżkę do rui. Tu w przyjemnym cieniu nastąpiło przywitanie i zapoznanie, a potem Przemek nakreślił nam, jaki ma dla nas plan dojazdu do Torunia nad Wisłę i powrót do Słońska.
I tak oto sobotnia wycieczka dobiegała do końca.
Na kwaterze pewnie już obiadek się robił, więc nie było, na co czekać trzeba ruszać.
Fantastyczną ścieżką rowerową wzdłuż nowego mostu wylecieliśmy prosto na starą jedyneczkę i pognaliśmy do domu.
PS.
Tu na końcu muszę pogratulować Stasiowi, że wytrwał tą wycieczkę. Chłopak dostał rower na gwiazdkę do tej pory kręcił niedzielnie jakieś 15-20 km z rodzinką a tu od razu blisko 90 km, tropikalne słońce, piach, spore tempo a jednak udało mu się. Co prawda troszkę musiał zostawać ale jednak podziw Stasiu dla ciebie. Mam nadzieję ze cię bardzo nie zraziłem do roweru i może jaką seteczkę wykręcimy jeszcze w tym roku.
Przemku dziękuję ci za miłe towarzystwo, za przewodnictwo i pogaduchy nad Wisłą. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy i wspólnie gdzieś dalej wybierzemy się na przejażdżkę.
Gdybyś kiedyś zawitał w me strony to daj znać będę gotowy :-)

Trasa: Słońsk Dolny – Siarzewo – Nieszawa – przeprawa promem – Włęcz – Osiek – Silno – Złotoria – Toruń ale nie wiem którędy Przemek prowadził na Bulwar Filadelfijski – Nowym Mostem do Brzozy – Otłoczyn – Słońsk Dolny

Foto:
Wisełka widziana z promu
Nieszawa widziana z promu © GOZDZIK
Ruiny zamku w Złotorii
Ruiny zamku w Złotorii © GOZDZIK
Złotoria - ruiny zamku
Złotoria - ruiny zamku © GOZDZIK
Spotkanie pod ruinami: od lewej SeeanDillon, Ciapek,Stasiu czyli Przemek, Marcin i Michał. Ja też jestem :-)
Spotkanie pod ruinami: od lewej SeanDillon, Ciapek,Stasiu czyli Przemek, Marcin i Michał. Ja też jestem :-) © GOZDZIK
O właśnie tym mostem się przeprawialiśmy
O właśnie tym mostem się przeprawialiśmy © GOZDZIK

Chwila odpoczynku przy soku malinowym :-) na Bulwarze w Toruniu
Chwila odpoczynku przy soku malinowym :-) na Bulwarze w Toruniu - foto SeanDillon




  • DST 23.90km
  • Teren 8.00km
  • Czas 01:18
  • VAVG 18.38km/h
  • VMAX 40.30km/h
  • Temperatura 33.0°C
  • Podjazdy 132m
  • Sprzęt GIANT TALON
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pod Ciechocinkiem - dzień pierwszy - Brzoza

Piątek, 7 sierpnia 2015 · dodano: 10.08.2015 | Komentarze 2

Roczek miną jak z bicza strzelił i nadszedł czas naszego tradycyjnego trzydniowego wypadu na rowerek.
Nie powiem styczeń, luty, marzec wlókł mi się niesamowicie.
Natomiast teraz czerwiec lipiec to była chwila i już jedziemy.
Ba jedziemy .. my już wróciliśmy
Niestety.
Wróciłem z bagażem nowych doświadczeń i przemyśleń o tym czy coś takiego ma jeszcze sens.

Dobra, ale to nie portal filozoficzny tylko rowerowy i tego się trzymajmy.
Czyli tak dla poukładania czasu – przestrzeni i lokalizacji wróćmy do piątku 7 sierpnia.
Już w zeszłym roku zaraz po powrocie z wypadu rowerowego pod Toruń zdecydowałem, że ponownie wrócimy w te tereny, aby odwiedzić miejsca, których niestety nie udało mi się odwiedzić w zeszłym roku (jak się okazało to i też tez się nie udało, ale o tym w dalszej relacji).
Baza wypadowa wybrana – Słońsk Dolny Agroturystyka „Chabry i maki” ( tym miejscu na końcu trzydniowej relacji), miejsca do zobaczenia to: miejsce katastrofy kolejowej z roku 1980 w Brzozie pod Toruniem, Złotoria, Zamek Bierzgłowski, Bobrowniki, Nieszawa.
Na mapie i papierze wszystko wygląda wyśmienicie.
No to w drogę.
Na miejsce przybyłem tuż przed godziną 13.30 i po wypakowaniu rowerów i szybkim złożeniu swojego rumaka ruszyłem zobaczyć miejsce katastrofy kolejowej.
Słoneczko ostro dawało, ale co tam przecież z Głowna do Ciechocinka nie jest daleko wiec w samochodzie się nie ugotowałem tak bardzo, teraz te 20-25 km w słonku chyba tez dam radę. Spokojnie więc pedałowałem szlakiem wiślanym, który chyba pokrywa się tu z czerwonym bursztynowym. Jak coś pokręciłem to przepraszam, ale tak mi to jakoś wychodzi.

Dojechałem na miejsce.

Nie wiem co powiedzieć. Patrzyłem na pomnik czytałem nazwiska, miasta, z których pochodzili i wiek osób, które zginęły, patrzyłem na tory i przejeżdżające pociągi i po prostu w głowie pustka.
Wracasz z wakacji, jedziesz do domu pełen wrażeń wspomnień….. i nagle się to kończy, bo ktoś jeden jedyny KTOŚ.. się pomylił, nie zauważył, zignorował znaki, był zmęczony…….????
Czytałem o tej tragedii, oglądałem jakiś film i…… Boże jak mało wystarczy do tego aby dramat był gotowy.

Jeśli ktoś będzie w pobliżu Torunia zachęcam do odwiedzenie tego miejsca. Chyba mało ludzi to miejsce odwiedza. Może tytko bliscy tych osób. Niestety wjazd samochodem  jest tam niemożliwy (kawalątek miejsca przy trasie na takim malutkim parkingu, a potem kilkadziesiąt metrów na pieszo), jest kierunkowskaz, który jest tylko czytelny jadąc stara jedynką z Torunia do Ciechocinka ( w odwrotną stronę niestety nie ma oznaczenia). Warto chwilkę tam spędzić czasu i tak sobie pomyśleć ………… o... każdy według uznania....

Chwila zadumy w pełnym słońcu i droga powrotna na kwaterkę oraz pewnie jazda samochodem w samo południe dały znać o sobie, bo po powrocie nie miałam ochoty już na nic tylko na chłodny prysznic, głęboki cień, oraz przewidziane chmielowe napoje na tą okazję hi hi hi.
Po godzinie 18 dotarli na miejsce moi towarzysze tej wyprawy Ciapek, Gołąb i Stasiu (czyli Marcin, Marcin i Michał) i już w komplecie mogliśmy sobie spokojnie odpalić grilla. To znaczy panowie jeszcze na Ciechocinek wyrwali rowerkami .. nie wiem, po co ale „chipsów” nie przywieźli i też nie przyszły same hihihihi

Trasa: Słońsk Dolny – Otłoczyn – Brzoza – Otłoczyn – Słońsk Dolny

Foto:
Brzoza - miejsce katastrofy kolejowej
Brzoza - miejsce katastrofy kolejowej © GOZDZIK
Tablica na miejscu tragicznego wydarzenia z 19 sierpnia 1980
Tablica na miejscu tragicznego wydarzenia z 19 sierpnia 1980 © GOZDZIK
Lista upamietniająca ofiary katastrofy. Zobaczcie ile młodych ludzi zginęło
Lista upamiętniająca ofiary katastrofy. Zobaczcie ile młodych ludzi zginęło © GOZDZIK
Kawałeczek szlaku - przyjemniaczek w takiej temperaturze hihihi
Kawałeczek szlaku - przyjemniaczek w takiej temperaturze hihihi © GOZDZIK
A Wisły troche mało - baliśmy się ze prom w Nieszawie nie kursuje
A Wisły troche mało - baliśmy się ze prom w Nieszawie nie kursuje © GOZDZIK
Wiślana Trasa Rowerowa
Wiślana Trasa Rowerowa - Odznaka PTTK jest taka może warto rozpocząć zbieractwo :-)  © GOZDZIK
A to widoczek z naszego balkonu
A to widoczek z naszego balkonu © GOZDZIK




  • DST 251.40km
  • Teren 13.40km
  • Czas 12:07
  • VAVG 20.75km/h
  • VMAX 35.50km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 810m
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Od poczatku - skazany na przegraną

Sobota, 1 sierpnia 2015 · dodano: 03.08.2015 | Komentarze 2

Gdy dwa lata temu wróciłem z wycieczki podczas której pobiłem swój rekord jazdy dziennej powiedziałem sobie już nigdy wiece.Nie potrzebuję tego typu wyzwań, nie chcę, wolę mniej a coś zwiedzić, zobaczyć, poznać …….
Minęły dwa lata i … i coś się w durnej głowie urodziło.
A no urodziła się myśl, co by jednak jeszcze raz rzucić wyzwanie i je zrealizować.
Wyzwanie to przejechać 300 km w jeden dzionek.
Durny pomysł, ale moje to dziecko więc pielęgnowane od stycznie bardzo pieczołowicie.
Czym bliżej dnia, na który wyznaczyłem realizację planu, tym bardziej jakoś mi się nie chciało.
Najpierw miejscowość, do której chciałem jechać, a był to Kalisz, wcale do mnie nie przemawiała. Może nie sama miasto, bo nic do niego nie mam, ale może kierunek, może drogi. Nie wiem. Na 100% zapału nie było. A jak nie ma zapału to i realizacja może umrzeć.
Tydzień temu w niedziele , ślęcząc nad mapą nie stąd ni zowąd Pułtusk się pojawił.
Pułtusk ??? no czemu nie?
Plany podboju tego miasta były już w 2005 lub 2006 roku, ba to nie były plany tylko wycieczka z Sochaczewa, która niestety wówczas skończyła się w Nasielsku.
Szybka zmiana planów, przeliczenie trasy … jest dobrze. Można jechać.
Można, można.. łatwo powiedzieć … nadal chęci i tak nie ma, choć już dużo większe.
Dobra Goździk, dawaj, chociaż spróbuj. Zobacz masz nowy lepszy rower do tego zamierzenia niż dwa lata temu, więcej przejechanych kilometrów, więcej przebiegniętych, basen…. jest dobrze, dasz radę. Tak kusiła durna głowa, a serducho …. Goździk to ci nie jest potrzebne, nikomu nic nie musisz pokazywać, udowadniać nawet sobie. Daj spokój.
I co tu robić.
Aby był sukces to musi wszystko się zgadzać, musi wszystko razem chcieć, a nie tu organizm jest za tak, głowa rodzicielka pomysłu nie ma wyjścia jest na tak, (choć tak naprawdę to chyba tu spaliłem całe zamierzenie), a serducho mówi NIE właściwie krzyczy, nie mówi.
Piątek wieczór. Jadę nie ma co. Zobaczymy w trasie jak i co.
Zegarek godzina 3.00.
Wyjazd 4.00 poszedł…… w sina dal…
O kurczę jak zimno !!! i jak ciemno jeszcze!! Nieeee no, co ja tu robię o tej porze w taką zimnicę.
Księżyc na niebie pięknie jeszcze świeci. Kibicuje łysy łysemu.
Po 25 km wpada myśl: Stary zawracamy, zdejmujemy te obcisłe i myk do cieplutkiego łóżeczka.
Myśl genialna, ale nie godna postawy rowerzysty, więc kontynuujemy wycieczkę.
Z każdym kolejnym kilometrem, a może bardziej z każdą kolejną chwilą budzenia się dnia i wspinania się słonka na niebo, było co raz lepiej. Jechało mi się superowo, lekko miło i przyjemnie. Chwila moment i już byłem w Kampinosie i mojej ukochanej puszczy. Odcinek po Górczyńskiej Drodze przemkną jak mgnienie oka.
Przemkną i zaczęły się schody. Schody związane z jazda po bardzo ruchliwej drodze do Leszno – Nowy dwór Mazowiecki. Jejku jak ja nie lubię takiej jazdy. Nie no nie powiem są kierowcy co omijają rowerzystów szerokim łukiem, zwalniają jak jedzie coś z naprzeciwka. Są tacy, rzadkość, ale są (pewnie ci, co sami jeżdżą na rowerze). Ale większość to nie ważne, ze nie mamy z nim szans, on ma się zmieścić jeszcze między rowerzystę, a nadjeżdżający samochód . A szczytem był gość, co mnie wyprzedzał tuż przed wysepką i ciągną za sobą przyczepę kempingową. Wiadomo wysepka musi zjeżdżać, samochód dobra poszedł, ale tyłem przyczepy gdybym nie zjechał na pobocze to by zawadził o przednie koło jak nic.
Tylko 15 kilometrów takiej drogi, a zmęczyło mnie jak wcześniejsze 80, albo bardziej.
Było minęło. Jestem w Nowym Dworze mazowieckim i bocznymi drogami, a właściwie uliczkami dobijam się do Pomiechówka, a następnie kierunek Nasielsk. Całkiem przyjemny odcinek drogi. Ruch nie za duży, widoczki całkiem przyjemne, czas ucieka. No właśnie, co z tym czasem? Jakoś umknęła mi godzina gdzieś. Co ja się zdrzemnąłem gdzieś?
No raczej nie tylko średnia spadła, a czas nie zwolnił razem ze mną tylko pomyka sobie.
Ojjj ciężko widzę drogę powrotną. Do Pułtuska z nasielska jeszcze jakieś 20-25 km.
Czyli tak na oko godzina z haczykiem.
Dobra zobaczę w Nasielsku, co i jak dalej.
Nasielsk. Park, ławeczka, sprawdzenie na mapie jak daleko. Decyzja …. No tak bardzo naciągana, bez przekonania – jadę dalej.
Wyjechałem za Nasielsk w kierunku Pułtuska, a tam …. Droga masakra, ruch, koleiny w asfalcie, zero pobocza, wąsko….. dramat jakiś.
Koniec nie dojadę do Pułtuska. Nie mam siły i zdrowia na taką drogę.
Zawracam.
Wróciłem na Nasielska, odpocząłem na ławeczce, na której te 10 lat temu z Kasią i Waldkiem podjęliśmy decyzję, że nie dojedziemy do Pułtuska i wracamy do Sochaczewa. Teraz wracam sam do Głowna.
Trudno, nie udało się. Nie będę ukrywał że jednak już bliżej domu to sił trochę brakował w nogach. Jednak tak jak myślę sobie teraz na chłodno to wszystko spaliło się w głowie. Od samego początku nie było tego żaru do tej wycieczki, nie było … no nie było serducha. Tak bez uczucia, bez tej iskry i zacięcia…. Nie ma sukcesu.
Może gdyby było nas dwóch trzech to jakoś było by tez inaczej. Samemu…… eeee dobra nie ma co gdybać co by było gdyby……. Skończyło się jak skończyło. Może i dobrze.
A za rok……. A za rok to pomyślimy czy jak wpadnie jakiś durny pomysł do głowy to jej od razu nie odstrzelić hi hi hi

Trasa : Głowno – Domaniewice – Zawady – Parma – Nieborów – Bolimów – Humin – Aleksandrów – Szymanów – Teresin – Paprotnia – Kampinos – Górki – Stara Dąbrowa – Cybulica Małe – Nowy Dwór Mazowiecki – Pomiechowo – Psucin – Wągrodno – Nasielsk – Psucin – Pomiechowo – Nowy Dwór Mazowiecki – Stara Dąbrowa – Kampinos – Żelazowa Wola – Sochaczew – Stara Sucha – Bolimowska Wieś – Bolimów – Nieborów – Parma – Zawady – Domaniewice – Głowno

Foto:
Łysy łysemu kibicowął dzielnie
Łysy łysemu kibicował dzielnie © GOZDZIK

A gdy świt nadchodził takie oto klimaty się pojawiały
A gdy świt nadchodził takie oto klimaty się pojawiały © GOZDZIK

Fragmencik Twierdzy Modlin
Fragmencik Twierdzy Modlin © GOZDZIK

Nasielsk - ten budynek jakoś mnie ują szczególnie niewiedząc czemu ?
Nasielsk - ten budynek jakoś mnie zauroczył szczególnie nie wiedząc czemu ? © GOZDZIK

Park w Nasielsku, w którym się podejmuje decyzje o powrocie
Park w Nasielsku, w którym się podejmuje decyzje o powrocie © GOZDZIK

Kawałeczek Twierdzy Modlin - niezbędny do odznaki
Kawałeczek Twierdzy Modlin - niezbędny do odznaki © GOZDZIK

Sochaczew - odrestaurowane ruiny zamku
Sochaczew - odrestaurowane ruiny zamku © GOZDZIK