Info
Suma podjazdów to 105398 metrów.
Więcej o mnie.
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj4 - 0
- 2026, Kwiecień2 - 0
- 2026, Marzec3 - 0
- 2025, Listopad1 - 0
- 2025, Wrzesień2 - 0
- 2025, Sierpień7 - 1
- 2025, Lipiec5 - 0
- 2025, Czerwiec6 - 0
- 2025, Maj3 - 0
- 2025, Marzec4 - 0
- 2025, Luty1 - 1
- 2024, Grudzień1 - 0
- 2024, Październik1 - 0
- 2024, Wrzesień3 - 0
- 2024, Sierpień2 - 0
- 2024, Lipiec3 - 4
- 2024, Czerwiec6 - 0
- 2024, Maj4 - 0
- 2024, Kwiecień2 - 0
- 2024, Marzec2 - 0
- 2024, Luty2 - 0
- 2023, Październik1 - 0
- 2023, Wrzesień5 - 0
- 2023, Sierpień5 - 2
- 2023, Lipiec2 - 0
- 2023, Czerwiec6 - 0
- 2023, Maj3 - 0
- 2023, Kwiecień2 - 0
- 2023, Marzec2 - 0
- 2022, Październik2 - 0
- 2022, Wrzesień1 - 1
- 2022, Sierpień6 - 0
- 2022, Lipiec4 - 3
- 2022, Czerwiec2 - 0
- 2022, Kwiecień3 - 0
- 2022, Marzec4 - 7
- 2022, Luty1 - 0
- 2021, Październik3 - 0
- 2021, Wrzesień2 - 0
- 2021, Sierpień4 - 1
- 2021, Lipiec2 - 0
- 2021, Czerwiec6 - 1
- 2021, Maj3 - 1
- 2021, Kwiecień2 - 0
- 2021, Marzec4 - 4
- 2020, Listopad1 - 0
- 2020, Październik3 - 3
- 2020, Wrzesień1 - 0
- 2020, Sierpień8 - 5
- 2020, Lipiec3 - 2
- 2020, Czerwiec3 - 0
- 2020, Maj4 - 0
- 2020, Kwiecień1 - 2
- 2020, Marzec1 - 3
- 2020, Luty1 - 2
- 2020, Styczeń1 - 2
- 2019, Listopad1 - 2
- 2019, Październik2 - 4
- 2019, Wrzesień1 - 1
- 2019, Sierpień2 - 3
- 2019, Lipiec6 - 17
- 2019, Czerwiec4 - 8
- 2019, Maj2 - 7
- 2019, Marzec3 - 8
- 2019, Luty2 - 5
- 2018, Listopad1 - 3
- 2018, Październik1 - 3
- 2018, Wrzesień2 - 3
- 2018, Sierpień3 - 12
- 2018, Lipiec6 - 22
- 2018, Czerwiec1 - 5
- 2018, Maj3 - 11
- 2018, Kwiecień3 - 16
- 2018, Marzec2 - 7
- 2018, Luty2 - 6
- 2018, Styczeń1 - 11
- 2017, Listopad1 - 3
- 2017, Wrzesień2 - 6
- 2017, Sierpień3 - 7
- 2017, Lipiec6 - 6
- 2017, Czerwiec4 - 9
- 2017, Maj3 - 10
- 2017, Kwiecień2 - 9
- 2017, Marzec3 - 16
- 2016, Listopad1 - 1
- 2016, Październik1 - 1
- 2016, Sierpień5 - 19
- 2016, Lipiec4 - 14
- 2016, Czerwiec4 - 17
- 2016, Maj2 - 19
- 2016, Kwiecień2 - 8
- 2016, Marzec2 - 6
- 2016, Luty1 - 1
- 2015, Grudzień1 - 5
- 2015, Listopad1 - 5
- 2015, Październik3 - 14
- 2015, Wrzesień3 - 5
- 2015, Sierpień7 - 21
- 2015, Lipiec5 - 4
- 2015, Czerwiec4 - 9
- 2015, Maj4 - 13
- 2015, Kwiecień4 - 4
- 2015, Marzec5 - 10
- 2015, Luty1 - 2
- 2015, Styczeń1 - 0
- 2014, Listopad3 - 7
- 2014, Październik2 - 2
- 2014, Wrzesień3 - 11
- 2014, Sierpień8 - 19
- 2014, Lipiec3 - 8
- 2014, Czerwiec3 - 9
- 2014, Maj3 - 6
- 2014, Kwiecień2 - 4
- 2014, Marzec4 - 13
- 2014, Luty2 - 7
- 2014, Styczeń1 - 1
- 2013, Grudzień1 - 7
- 2013, Październik2 - 7
- 2013, Wrzesień1 - 1
- 2013, Sierpień6 - 23
- 2013, Lipiec5 - 16
- 2013, Czerwiec6 - 8
- 2013, Maj7 - 16
- 2013, Kwiecień5 - 11
- 2013, Marzec3 - 15
- 2012, Listopad3 - 10
- 2012, Październik2 - 12
- 2012, Sierpień5 - 19
- 2012, Lipiec3 - 17
- 2012, Czerwiec4 - 4
- 2012, Kwiecień5 - 0
- 2012, Marzec4 - 5
Wycieczki i wyprawy
| Dystans całkowity: | 10667.78 km (w terenie 2868.50 km; 26.89%) |
| Czas w ruchu: | 574:30 |
| Średnia prędkość: | 18.57 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 71.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 48369 m |
| Liczba aktywności: | 125 |
| Średnio na aktywność: | 85.34 km i 4h 35m |
| Więcej statystyk | |
- DST 92.70km
- Teren 31.00km
- Czas 05:07
- VAVG 18.12km/h
- VMAX 44.50km/h
- Temperatura 28.0°C
- Podjazdy 443m
- Sprzęt GIANT TALON
- Aktywność Jazda na rowerze
Tomaszów i okolice - bo to cudowny miesiąc był
Niedziela, 24 lipca 2016 · dodano: 26.07.2016 | Komentarze 4
Jeśli jako miesiąc przyjmiemy nie konkretny miesiąc lipiec
czy czerwiec tylko czas 4 –tygodni to ostatni taki właśnie miesiąc od 25
czerwca do 24 lipca był jednym z fajniejszych, szczęśliwszych, urozmaiconych i
takich jakie chciałbym aby trwały przez cały rok do końca świata i jeden dzień
a tam dzień jeden miesiąc dłużej.
Zaczęło się od wizyty Skowronków i dwóch bardzo pięknych
rowerowych dni nie wspominając przegadanych wieczorów, potem wizyta kochanej
rodzinki i to takiej, z którą nie tylko na zdjęciach chce się być, ale zawsze i
wszędzie (pozdrawiam Was kochani-
Klaudia, Aga, Pawełek i Robert - i już czekamy na kolejna wizytę tylko
dłuuuuuższąąąąą), następnie wspólna jazda z Andrzejem, potem ukradziona środa a
skończywszy na cudownej wycieczce rowerowej po ziemi tomaszowskiej w doborowym składzie:
Karolina (Tymoteuszka), Daria (Skowronek), Tomek (Siwuch), Andrzej, Darek (Amiga),
Rafał i moja skromna osoba.
Znak sygnał do spotkania się i organizacji tej wycieczki
dała Daria.
Karolina z Darkiem opracowali trasę po większości atrakcji
znajdujących się w Tomaszowie oraz w pobliskiej Spale, Konewce, Inowłodzu,
Jeleniu i….. i innych J.
Początkowo, czyli powiedzmy te dwa trzy dni przed wycieczką
wydawało mi się, że zbiórka o 8 rano to troszkę za wcześnie, ale pod koniec
wycieczki i związanym z tym faktem, że nie zdążyliśmy wszystkiego zaplanowanego
przez naszych przewodników zobaczyć, śmiało mogę powiedzieć, że mogliśmy
rozpocząć przynajmniej o 6.00 hihihi i też nie wiem czy byśmy wszystko
zobaczyli tyle fajnych miejsc było.
Tomaszów i okolice nawiedziłem (hihihi brzmi jakbym był
duchem) wcześniej już dwa razy, ale jak się dziś okazało nie wszystko podczas
tych dwóch pierwszych wycieczek zobaczyłem.
Dziś nie dość, że w tak dużej grupie penetruję te tereny to
jeszcze zobaczyłem kilka nowych ciekawych miejsc i przejechałem kilkoma bardzo
fajnymi szlakami, ścieżkami i duktami leśnymi, o których gdyby nie nasi
przewodnicy nawet bym nie wiedział, że istnieją i warto właśnie nimi pojechać.
Ciężko cokolwiek wyróżnić z atrakcji, jakie widzieliśmy, bo
każda z nich była inna, ma swój klimat, historię, charakter i dotyczy czego
innego. Odwiedziliśmy np. dawną synagogę, w której jest dziś sklep a pod
sklepem tym, czyli synagogą odbywa się regularne spożywanie piwa i innych
„rarytasów”. Byliśmy w dwóch bardzo podobnych do siebie schronach-bunkrach
kolejowych, ale jednak całkowicie różnych z racji dzisiejszego ich charakteru.
Jeden zaniedbany, zaśmiecony dostępny cały czas, drugi, jako muzeum i atrakcja
turystyczna zarabiająca pieniądze. Następnie Skansen Rzeki Pilicy, a tuż obok
Błękitne Źródła, a troszkę dalej Groty Nagórzyckie, a jeszcze odrobinkę dalej
Zalew Sulejowski…czyli można rzec podróż z wnętrza ziemi po przez źródło,
rzekę do dużegoooooo zbiornika wodnego. A do tego wszystkiego trzeba doliczyć jeszcze kościoły drewniane i murowane
Atrakcji było co niemiara, śmiechu i dobrej zabawy również,
kilka kilometrów dla zdrowia przejechanych też, spora ilość naturalnej witaminy
D również przyjęta….. i powiedzcie mi, komu to przeszkadza, aby tak było co
tydzień i przez cały rok …. ????????? no
może troszkę mnie poniosło co drugi tydzień hihihihi.
Dziękuję Karolinie i Darkowi za bardzo dobra organizację
naszej wycieczki, co prawda można by się przyczepić do 2 obiadów, które
przeszły nam koło nosa, ale wszystko pozostałe super pięknie wymyślone i
pojechane. Dzięki wszystkim uczestnikom są wspaniały, wesoły i przyjemny
dzionek.
Do zobaczyska na kolejnej wycieczce…….
Trasa : Tomaszów Mazowiecki – Wąwał - Jeleń – Unewel –
Twarda – Smardzewice – Swolszewice – Tomaszów Mazowiecki – Ciebłowice Małe –
Spała – Borki – Inowłódz – Królowa Wola – Konewka – Glinnik – Nowy Glinnik –
Luboszewy – Tomaszów Mazowiecki
Foto:
Bunkier kolejowy w Jeleniu © GOZDZIK
Wejście do Grot Nagórzyckich © GOZDZIK
Groty Nagórzyckie © GOZDZIK
Trasa w Grotach © GOZDZIK
Nasze ekipa przy Błękitnych Źródłach © GOZDZIK
Małe groty © GOZDZIK
W Skansenie Rzeki Pilicy © GOZDZIK
Ekspozycja w Skansenie © GOZDZIK
To też w skansenie © GOZDZIK
W skansenie © GOZDZIK
Spała - Lepiej przy żubrze jest :-) © GOZDZIK 
Spała - obelisk św. Huberta © GOZDZIK
Gdzieś na szlaku do Inowłodza © GOZDZIK
Kościół Św. Idziego w Inowłodzu © GOZDZIK
Chciało by się powiedzieć chwilo trwaj znaczy się miesiącu trwaj wiecznie ....
Dla pełnego obrazu polecam opisy u pozostałych członków ekipy.
- DST 113.90km
- Teren 50.00km
- Czas 06:19
- VAVG 18.03km/h
- VMAX 39.90km/h
- Temperatura 26.0°C
- Podjazdy 660m
- Sprzęt GIANT TALON
- Aktywność Jazda na rowerze
Zielony Wierzchołek Śląska
Niedziela, 22 maja 2016 · dodano: 29.05.2016 | Komentarze 13
Czyli wycieczki z historią w tle…..
Bo tak, a nie inaczej trzeba nazywać wszystkie wycieczki,
wyprawy i wypady rowerowe organizowane przez Darie i Rafała. To są właśnie
takie klimaty które ja lubię, które mi odpowiadają i cieszę się żemogę w nich uczestniczyć oraz że zawsze
zbiera się do tego grupa fajnych ludzi z pasją i chęcią poznawania tego co jest
w zasięgu naszych rąk, a może raczej nóg.
I tak właśnie było tym razem.
Moja wycieczka na Zielony Wierzchołek Śląska był ja
planowana w zeszłym roku. Niestety brak czasu, inne zajęcia, plany i masa
przeciwności losu nie pozwoliła mi zrealizować tych planów.
Dlatego gdy Daria rzuciła propozycję wiosennego wypadu do
tego jak że pięknego i bogatego historycznie zakątka Polski nie zastanawiałem
się długo i tylko czekałem na datę i godzinę zbiórki.
Jest mail……. Czytam … czytam … piękny opis wycieczki i trasy
… opisany szczegółowo tak, że prawie każdy kamień na drodze jest w opisie …… o
i jest i termin 22 dzień maja…….
Żono …….. nic nie
planuj mi na ten dzień bo mnie nie ma i nie ma mowy abym był…. Przykro mi……
Ruszam na Zielony Wierzchołek Śląska. Trochę mi zmartwienia przysporzyła pogoda
jaka zapanowała od zimnych ogrodników po przez zimną Zofię i jeszcze kilka dni
po …. Ale jak zbliżył się termin wyjazdu tooooooooo no po prostu maj i lato w
jednym. Piękna cudowna soczysta zieleń i temperatury z lipca i początku
sierpnia. Tego to nawet w najpiękniejszych snach nie było….. Skowronki szacun
.. wszystko macie pod kontrolą nawet i pogodę Hi Hi hihihihi.
Postaram się aby i u mnie tak było :-)
W Częstochowie, po 2 godzinach snu, melduję się około 7.00
Szybko wskakuję w obcisłe i czekam na towarzystwo . Pierwszy
pojawia się Siwuch a następnie pozostałą ekipa.
Ale fajnie aż 8 osób chce uczestniczyć w tej wycieczce….
Wmawiam sobie że ze względu na mnie taka frekwencja .. a co nie mogę …..
przecież gość z centralnej Polski………… jak kot z Samych Swoich …..
Nie no poważnie teraz ….. to opis wycieczki i tego co
będziemy zwiedzać i w jakich miejscach będziemy przyciągnął nas wszystkich.
Mnie osobiście najbardziej interesowało, najbardziej mmmmmm
….. byłem ciekawy.. nie wiem jak to powiedzieć…… kurcze nooooo… No chodzi o to
że bardzo ale to bardzo cieszyłem się że pojedziemy w okolice wsi Mokra. To właśnie
Tu odbyło się jedno z pierwszych starć zbrojnych w czasie II WŚ Wojska
Polskiego z Hitlerowskimi Niemcami. To właśnie Tu przez cały dzień Wołyńska
Brygada Kawalerii udanie odpierała ataki Niemieckiej 4 Dywizji Pancernej
wspieranej przez bombowce nurkujące. To właśnie Tu Polski pociąg pancerny
„Śmiały” zadał dotkliwe straty niemieckiemu najeźdźcy.
I właśnie Tu dziś
jestem.
Bycie w takich miejscach, spróbowanie wyobrażenie sobie tego
jak to było (kilka dni wcześniej obejrzałem film Sensacje XX wieku Bitwa pod
Mokrą), jak to mogło wyglądać…. To już jest naprawdę dla mnie duże przeżycie. A
jak do tego dołożymy garść ciekawych wiadomości, które Daria i Rafała powiedzą to
mamy komplet wiedzy i obrazu.
Druga fajną sprawa podczas tego wyjazdu była moja pierwsza,
a jakże, pierwsza …. Wizyta w kamieniołomach w miejscowości Rębielice Królewskie. Naprawdę nigdy nie byłem
w takim miejscu więc tym bardziej z ciekawością słuchałem tego co mówi Siwuch i
Daria, o kamieniach, naciekach, kryształach i mogących tam być wiele lat temu
jaskiniach. Fajna sprawa. Jakby była taka możliwość jeszcze gdzieś kiedyś inne
tego typu miejsca odwiedzić to jestem bardzo ale to bardzo za…..
Oczywiście to nie wszystkie atrakcje i ciekawe miejsca jakie
udało nam się odwiedzić. Byliśmy w Kłobucku pod uroczym i zamkniętym pałacem, odwiedziliśmy
fortalicjum w Dankowie, Krzepice z ruiną synagogi, cmentarzem żydowskim i
sanktuarium i obiadkiem hihihi, oraz bardzo uroczy Rezerwat Modrzewiowa Góra
Ale niestety w miłym towarzystwie to czas leci dwa razy
szybciej i należało obierać kierunek na Częstochowę, czyli wracamy z wycieczki.
Z bardzo udanej wycieczki. Kolejne miejsca udało mi się odwiedzić, poznać,
zobaczyć. Spotkać fajną rowerową ekipę, której bardzo dziękuję za miłe
towarzystwo i mam nadzieję do zobaczenia na kolejnych rowerowych szlakach.
Daria, Rafał dziękuję za zaproszenie i za kolejny wspaniały
rowerowy dzień.
Terasa Częstochowa –
Kalej – Kłobuck – Mokra – Rębielice Królewskie
– Danków – Krzepice – Panki – Węglowice – Cisie – Blachownia – Częstochowa
Foto: 
Pałac w Kłobucku © GOZDZIK
Pod Mokrą © GOZDZIK
Cała ekipa w Miejscu Pamięci Bitwy pod Mokrą © GOZDZIK
Rębielice Królewskie - kamieniołom © GOZDZIK
Danków i pozostałości murów obronnych © GOZDZIK
Krzepice i odpoczynek przed dalszym etapem wycieczki © GOZDZIK
Rezerwat Modrzewiowa Góra © GOZDZIK
- DST 70.40km
- Teren 13.50km
- Czas 03:44
- VAVG 18.86km/h
- VMAX 39.40km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 311m
- Sprzęt GIANT TALON
- Aktywność Jazda na rowerze
Na Pułtusk już czas
Sobota, 2 kwietnia 2016 · dodano: 03.04.2016 | Komentarze 5
Nie udało się w roku 2006, nie udało się 2015 to co w końcu
udało się zrealizować w roku 2016.
O czym mówię ?
O podbiciu miasta Pułtusk !
Naprawdę odwiedziny w tym bardzo uroczym mieście siedziały i
w głowię od pierwszej nieudanej próby dotarcia do niego w 2006 roku. Wówczas
ruszyliśmy z Sochaczewa i niestety gdzieś po trasie nastąpił krytyczny błąd nawigacyjny, który to oddalał nas od
celu a nie przybliżał. Kiedy się zorientowaliśmy że coś nie tak a dodatkowo
wiatr wiejący w twarz przez ostatnie 20 km zabrał nam resztę sił i ochoty, było
już jasne ze się nie uda. Trudno wyjazd odłożono na następny dobry moment.
Ten moment nadszedł w zeszłym roku kiedy to chciałem
przejechać 300 km w jeden dzień. Na takie wyzwanie idealnie nadawał się Pułtusk,
który zamierzałem podbić ruszając z Głowna. Opis wycieczki znajduje się na tych
stronach wiec nie ma co się rozwodzić…. Nad porażką …..
Ale przyszedł dzień wczorajszy.
Zaplanowany od dawna, oczekiwany od dawna i jedyny w którym mogliśmy
razem z Waldkiem razem porowerować w czas jego jedynych odwiedzić Polski w 2016
roku. Jedyne obawy jakie mieliśmy planując tą wycieczkę to pogoda, która jak
wiadomo okazała się łaskawa. Oj chyba bym troszkę zgrzeszył jakbym powiedział
ze tylko łaskawa. Była rewelacyjnie hojna jak na to co reprezentowała sobą w
piątek od rana.
Dodatkowo radował nasze serducha fakt, że obaj Marcinkowie
również chcieli z nami jechać, oraz nowy kolega Andrzej, którego serdecznie witam
w naszej grupie i mam nadzieję, że pozostaniesz z nami na dłużej.
Zgrupowanie naszej armii nastąpiło w Sochaczewie, a następnie
desantowaliśmy się do Serocka, gdzie obóz rozbiliśmy pod stadionem w którym pod
jedną z trybun znajduje się dobrze zachowany fragment rawelinu zachodniego, relikt
dawnej twierdzy napoleońskiej. Niestety tylko takie zdjęcie jak poniżej udało
mi się zrobić ponieważ odwiedziny tego miejsca zaplanowałem na koniec
wycieczki, a koniec wycieczki wypadł w chwili rozpoczynającego się na stadionie
meczu i służby ochrony nie za bardzo chciały słyszeć o tym, abym się kręcił po
obiekcie z plecakiem (który skrzętnie przeszukano… kurczę zacznę się golić na
wyjazdy bo może wyglądałem jak terrorysta w butach SPD, w obcisłych nogawkach i
kasku maskującym i 4 dniowym zarostem???). Dlatego musiałem zostać w miejscu tak
aby mnie widziano…… oki sprawy bezpieczeństwa najważniejsze.
No tak ale to był koniec wycieczki. A początkiem był
przejazd przez rynek oraz odwiedziny średniowiecznego grodu z XI-XIII –
Barbarka, a następnie przejazd wzdłuż Narwi tuż przy jej linii brzegowej w
kierunku Wierzbicy, gdzie przebiliśmy się na drugą stronę rzeki i rozpoczęliśmy
właściwe natarcie na Pułtusk, który to po chwili (bo w dobrym towarzystwie czas
mija błyskawicznie) został zdobyty, a fakt ten został przypieczętowany piękną
pieczęcią na tutejszym zamku.
Teraz można powiedzieć, że każdy z nas dostał czas wolny i
mógł robić co chciał. Ja wdrapałem się na wieżę w której znajduje się muzeum
oraz powałęsałem się po starówce i runku gdzie znajduje się Ratusz, a moi
kompani spenetrowali tutejsze przyczółki gastronomiczne okupując jedne z nich
konsumując naprawdę pięknie wyglądający i ponoć smakujący obiadek.
Czas było wracać, a ponieważ nie chcieliśmy wracać ta sama
drogą postanowiliśmy wrócić do Zator a następnie pokierować się niebieskim
szlakiem do samej Narwi i dalej mając ją po prawej stronie, a niesamowicie piękne
tereny Rezerwatu Stawinoga po lewej stronie jechać aż do samego mostu w
Wierzbicy.
Powiem szczerze i uczciwie ….. ja takie drogi polne,
dziurawe ale biegnące wśród takich okoliczności przyrody po prostu uwielbiam.
Co prawda życie dopiero się tu budzi i jeszcze jest trochę szaro – buro, ale
już można podziwiać to miejsce. Chyba wybiorę się tu jeszcze raz latem aby zobaczyć
jak to wszystko wygląda w pełnym rozkwicie i gdy wszyscy mieszkańcy tego
wodno-bagiennego terenu są w domu.
Słonko powolutku zaczęło nas żegnać, my również grzecznie podziękowaliśmy
tym terenom za gościnę i ruszyliśmy w stronę Sochaczewa. Chwilka na pożegnanie
z Waldkiem, który mam nadzieję odwiedzi nas w przyszłym roku (dzięki
przyjacielu za ten dzionek).
Cóż podsumowując tą wycieczkę to mam nadzieję że była miła,
fajna i miejsca przez które wyznaczyłem trasę podobały się chłopakom.
Cieszę się że dołączył do nas Andrzej, który mam nadzieję będzie
chciał jeszcze z nami gdzieś wyskoczyć.
Bo czasami nam się udaje gdzieś
wyskoczyć prawda Marcinki ????
Trasa : Serock – Wierzbica – Cupel – Kania Nowa – Kania Polska
– popowo Kościelne – Wielęcin – Zatory – Nowe Borsuki – Pułtusk – Nowe Borsuki –
Zatory – Burlaki – Holendry – Stawinoga – Łacha – Wierzbica – Serock.
Foto:
Serock i Napoleoński Zajazd Pocztowy © GOZDZIK
Barbarka © GOZDZIK
Widok na Serock z miejsca gdzie Bug z Narwią się łączy © GOZDZIK
Pałac w Zatorach - niestety niedostępny © GOZDZIK
Pułtusk - Zamek (dziedziniec) © GOZDZIK
Dzielni wojowie zdobywcy Zamku Gołąb,Marcinek,Waldek,Goździk,Andrzej © GOZDZIK
Widok z baszty na Zamek © GOZDZIK
Ekspozycja w baszcie © GOZDZIK
A oto Baszta czyli dokładne mówiąc wieża dawnego ratusza gotycko-renesansowego © GOZDZIK
Widok na Rezerwat Stawinoga © GOZDZIK
A to już wspomniany fragment rawelinu ulokowany w trybunie stadionu © GOZDZIK
- DST 79.10km
- Teren 61.00km
- Czas 04:51
- VAVG 16.31km/h
- VMAX 57.00km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 790m
- Sprzęt GIANT TALON
- Aktywność Jazda na rowerze
Bo to Boska sobota była.....
Sobota, 3 października 2015 · dodano: 04.10.2015 | Komentarze 2
W moim ziemskim życiu było już …. mmmmmm powiedzmy że ….
Kilkanaście setek sobót. Były soboty wyjątkowe, cudowne, wręcz magiczne jak moje
wesele i urodziny syna.
Były soboty dobre, super dobre oraz całe mnóstwo sobót do
bani, złych, o których szybko chce się zapomnieć.
Wczorajsza sobota była z tych super, bardzo dobrych, o
których chce się pamiętać aż do końca dni. Bo była to sobota spędzona w
magicznym miejscu z prawdziwymi czarodziejami dobrej zabawy, miłej atmosfery, z
którymi szybko i pięknie mija dzień, a akumulatory pozytywnej energii ładują się
na kolejne dni pracy.
Gdzie byłem ??? i z kim ???
JURA Krakowsko-Częstochowska, Jura ukochana, Jura do której
wracam jak tylko czas i możliwości pozwalają, Jura w której ubóstwiam jeździć.
A jak dodam jeszcze do tego taki skład: Skowronki, Rafika1000,
Siwuch, Tofiki83,Adii oraz przecudowny ciepły słoneczny październikowy dzień … to będzie
właśnie to co uczyniło z tej soboty naprawdę wspaniały, wyjątkowy i
niezapomniany dzień.
Cóż nic na to nie poradzę, że jak coś mi się podoba, jak jestem
szczęśliwy, uśmiechnięty, jak dana chwila miejsce i ludzie sprawiają że właśnie
tak się czuję, to będę się w tym rozpływał.
Już od środy byłem podekscytowany i szykowałem się na spotkanie
z częstochowską ekipą pod dowództwem Darii i na to gdzie mnie zabiorą, gdzie
każą podjeżdżać, wjeżdżać, wchodzić. Fajne jest takie uczucie braku planu,
takie oczekiwanie na to gdzie teraz mnie zabiorą, co pokarzą, jaką droga,
szlakiem pojedziemy itp. Całkowicie zdałem się na plan i pomysły moich (można
tak powiedzieć oczywiście) gospodarzy tego terenu. Cudownie było ponownie znaleźć
się w miejscach gdzie byłem ładnych kilka lat temu takich jak Olsztyn, Rezerwat
Sokole Góry, Złoty Potok, Zamek Ostrężnik. Wówczas jazda była bardziej skupiona
na mapie i na tym aby gdzieś się nie zagubić, gdzieś nie wyjechać w czarnej d ….
znaczy się nie wiadomo gdzie po prostu nie zabłądzić, a zobaczyć to co się
chce. A teraz czysta przyjemność, brak skupienia na pilnowaniu szlaku, głowa
obracała mi się na, około aby żaden skrawek krajobrazu mi nie umkną, a banan z
ust nie znikał przez cały czas trwania wycieczki.
Oczywiście odwiedziliśmy też nowe dla mnie miejsca takie jak
Zielona Góra, Diabelskie Kowadło, Lipówki, Biakło, Suliszowice oraz całe
kilometry nowych dla mnie szlaków i dróg.
Cóż tu więcej można dodać?? Może to, że troszkę szkoda, że
Rafik1000, Tofik83 i Rafał nie mogli z nami być przez cały czas trwania wycieczki.
Bardzo wam dziękuję, że pomimo obowiązków i pracy mogliście uczestniczyć w tym
jak dla mnie pięknym dniu.
Wycieczka była cudnie zaplanowana i pokazał mi wasz
wspaniały kawałek rowerowego świata. Dziękuję Daria.
Trasa: Częstochowa – Kusięta – Olsztyn – Zrębice – Złoty Potok
– Suliszowice – Zaborze – Biskupice – Częstochowa.
Foto:
Widok na Częstochowę z Zielonej Góry © GOZDZIK
W Jaskini na Zielonej Górze © GOZDZIK
Olsztyn oczywiście © GOZDZIK
Widok z wieży widokowej na zamku w Olsztynie © GOZDZIK
Wycieczkowa ekipa © GOZDZIK
Kapliczka Św. Idziego © GOZDZIK
Obrady pod kapliczką - gdzie by tego Goździka jeszcze wywieźć???? © GOZDZIK
Ostrężnik © GOZDZIK
Suliszowice tuż przy strażnicy - i już prostą drogą do Częstochowy © GOZDZIK
- DST 84.40km
- Teren 4.00km
- Czas 04:06
- VAVG 20.59km/h
- VMAX 39.70km/h
- Temperatura 39.0°C
- Podjazdy 311m
- Sprzęt VAMP-irek
- Aktywność Jazda na rowerze
KULMHOF
Wtorek, 1 września 2015 · dodano: 03.09.2015 | Komentarze 3
Kolejna z zaplanowanych na ten rok wycieczka właśnie się
odbyła.
Zakończyła i czas ją przelać na strony BS.
Powiem szczerze, że nie wiem jak ja opisać.
Bowiem miejsce do którego się dziś udałem jest związane z II
WŚ, a właściwie to niesionym z nią okrucieństwem, barbarzyństwem i ludobójstwem.
KULMHOF – Niemiecki Obóz Zagłady w Chełmnie nad Nerem był
ośrodkiem masowej, natychmiastowej zagłady Żydów w kraju Warty. Został
uruchomiony w grudniu 1941 roku i funkcjonował w dwóch okresach. I więcej tu na
tym blogu, na tej stronie nie chciałbym opisywać co i jak działało i kiedy i
ilu wymordowano tu ludzi i dlaczego. To nie to miejsce. Nie ten blog…. A dlaczego
… to chyba nigdy i nigdzie nie będzie racjonalnego miejsca. Wszystkich zainteresowanych
odsyłam do lektury na stronach internetowych.
Odwiedziłem dwa miejsca oddalone od siebie około 5 km ( te 5
km to ostanie 5 kilometrów wielu tysięcy ludzi) bezpośrednio związane z całym obozem. Bo tak
bym to nazwał i tak to rozumie. W Chełmnie w spichlerzu tuż przy odkrytych
fundamentach dawnego dworu odwiedziłem muzeum, w którym zgromadzono rzeczy
należące do ofiar. Natomiast w lesie Rzuchowskim byłem przy masowych grobach na
polu krematorium oraz miejscach pamięci i ściany pamięci itp.
Bardzo dziwnie czuję się w takich miejscach. Może głupi jestem,
ale w takich miejscach (tak jak i przy odwiedzanych zamkach, pałacach) staram
się wyobrazić, choć to nie jest możliwe to, co tu się działo, i jak to się
działo. Oczywiście muzea, eksponaty w nich zgromadzone, liczne zdjęcia odrobinę
to pokazują, pomagają wyobraźni…. ale nie pomagają zrozumieć i pojąć.
I może na tym zakończmy rozmyślania.
Pogoda.
Tak pogoda dziś grała tak naprawdę pierwsze skrzypce. Słońce
paliło niemiłosiernie. Nawet ja, który naprawdę lubi takie upały, lubię
bardziej ciepło niż bardziej chłodno czułem się jak kurczak w piekarniku. Od góry
przypiekało mnie nasze kochane słoneczko, a od dołu dopiekał miłościwie
panujący dziś na trasie asfalcie, który z każdą godziną stawał się bardziej płynny
na tych wiejskich dróżkach.
Generalnie podsumowując wycieczkę, ale i tez zakończenie
mojego urlopu muszę powiedzieć ze było bardzo, bardzo fajnie. Pojeździłem na
rowerku, jak nigdy tak dużo podczas urlopu, troszkę popracowałem w domku, spędziłem
czas z synkiem, chrześniakami na basenie. Było super.
Można wracać do roboty :-(
PS.
Daria, Rafał bardzo wam współodczuje i całej częstochowskiej rowerowej rodzinie.
Przepraszam nie wiem co mogę dodać.
Trzymajcie się.
Trasa : Łęczyca – Topola Królewska – Błonie – Łęka – Leszno –
Wiesiołów – Dąbie – Sobótka – Chełmno nad Nerem – Las Rzuchowski – Chełmno nad
Nerem – Dąbie – Leszno – Topola Królewska – Łęczyca.
Foto:
Muzeum w Chełmnie nad Nerem © GOZDZIK
Fundamenty pałacu w Chełmnie nad Nerem © GOZDZIK
Tablica informacyjna © GOZDZIK
Tablica informacyjna w Lesie Rzuchowskim © GOZDZIK
Pomnik w Lesie Rzuchowskim © GOZDZIK
Kwatera III, Mogiła 2. Są oczywiście jeszcze Kwatery I,II,IV, Mogiły 1,3,4, i Mogiła Polska © GOZDZIK
I miejsca pamięci © GOZDZIK
Inne miejsce pamięci © GOZDZIK
Miejsce krematorium © GOZDZIK
Tablica informacyjna © GOZDZIK
I na koniec całkiem ciekawy ratusz w Dąbiu © GOZDZIK
- DST 92.30km
- Teren 37.00km
- Czas 05:17
- VAVG 17.47km/h
- VMAX 33.20km/h
- Podjazdy 381m
- Sprzęt GIANT TALON
- Aktywność Jazda na rowerze
Twierdza Modlin.....
Czwartek, 27 sierpnia 2015 · dodano: 30.08.2015 | Komentarze 4
ZDOBYTA….
Oczywiście bezkrwawo zdobyta.
Do ponownych odwiedzić twierdzy zmusiła mnie chęć zdobycia
odznaki PTTK, ale i ciekawość jak i czy w ogóle coś się tam zmieniło.
(Tu tylko wspomnę o tym że wstępną decyzję o budowie twierdzy
w Modlinie podjął Napoleon w 1806 roku podczas pobytu w Poznaniu. A o reszce
poczytajcie tu :http://www.twierdzamodlin.pl/?pl:9:/Twierdza_Modlin/Historia)
Pierwszy raz Modlin zdobywałem w roku 2006…… łooo matko to już
prawie 10 lat temu…. Nieeee no ten czas to jednak leci jak szalony.
Skład tamtej wycieczki to Beatka, Kasia i Dorotka i ja…..
miluśki prawda :-)
Dziś zdobywanie odbyło się w samotności i było równie
milusio jak te … kilka lat temu…
Ponieważ zdobycie odznaki uzależnione jest od odwiedzenia
kilkunastu (w zależności od stopnia) obiektów na terenie samego Modlina(fortyfikacje
Napoleoński i Rosyjskie, obiekty cytadeli itp) oraz kilkunastu różnych obiektów
(forty pierwszej i drugiej linii obrony, działa forteczne, prochownie, fortyfikacje
II RP), związanych z całą Twierdza rozrzuconych po okolicy dziś skupiłem się
tylko i wyłącznie na samym Modlinie i cytadeli i obiektów z nią związanych.
Aby było ciekawiej to wycieczkę rozpocząłem z Granicy. Tak tej
Granicy w Puszczy Kampinoskiej gdzie zostawiłem samochód i przesiadłem się na
rowerek. Taki program wycieczki pozwolił mi zrealizować przyjemne – puszcza,
oraz pożyteczne – Modlin i związana z nią odznaka.
W planie było też odwiedzenie dwóch istniejących po drodze fortów –
VIII Grochole oraz VII Cybulice. Niestety oba te obiekty znajdują się na
terenie wojskowym i wstęp surowo wzbroniony. I tyle. Nie wiem tylko jak mam je zaliczyć,
bo w regulaminie są jako obiekty do zaliczenie. Ale będę się tym martwił
później.
Po przybyciu na miejsce rozpocząłem zwiedzanie od
przejechania zielonego szlaku prowadzącego wzdłuż koszar tuż przy Narwi i Wiśle
biegnącego do cmentarza fortecznego. Oczywiście po drodze było sporo do
zobaczenia m.in. Brama Ostrołęcka, Wieża Biała, Kojec Meciszewskiego, z którego
cudownie widać Spichlerz Jana Jakuba Gaya, oraz wiele innych.
Następnie wałęsałem się szlakiem niebieskim, czerwonym oraz
uliczkami samego Modlina.
Motyw przewodni … uciekający czas… a jak jest miło i
przyjemnie to czas ucieka szybko, a gdy jest miło, przyjemnie i do zwiedzania
jest tyle i wszędzie warto wejść, zobaczyć, poczytać to czas chyba biegnie
potrójnie szybko.
Czas wracać bo do samochodu kawałek drogi jest.
Kolejna wizyta w Twierdzy Modlin rozpocznie się już z pod
samych murów tego wspaniałego obiektu. i wiem kogo będą namawiał na wspólne zwiedzanie ......... Skowronki może jeden przyszłoroczny letni cały dzionek zaplanujecie w Twierdzy i okolicach ????? :-)
Dziś mogę powiedzieć, że w porównaniu do
tego, co było 10 lat temu jest lepiej, dużo lepiej. Przy poszczególnych obiektach
są tabliczki informacyjne, trwają prace tuż przy muzeum i w parku przy
twierdzy. No jest inaczej bardziej mmmmm przestronnie, czyściej, tak bardziej
zadbanie. Nie wiem jak to powiedzieć. Podobało mi się i tyle.
Jedyne co żałuję, to tego że nie wszedłem na Wieżę Tatarską
która była otwarta o 14.00 a następne otwarcie miało być o 16.00, a ja pod nią
byłem o 14.40. Szkoda. Nie miałem czasu czekać do szesnastej tym bardziej, że
Pan portier nie był pewny czy Pani od wieży przyjdzie jeszcze o tej godzinie,
bo jakoś mało turystów się kreci.
Trasa: Granica – Górki – Nowy Wilków – Leoncin – Głusk –
Sady – Kazuń Nowy – Modlin – Kazuń Nowy – Sady – Cybulice – Głusk – Leoncin –
Nowy Wilków – Granica.
Foto:
Pomnik na terenie Kazunia Nowego © GOZDZIK
Tablica informacyjna przy pomniku © GOZDZIK
Już na terenie twierdzy © GOZDZIK
Tablica informacyjna © GOZDZIK
Wieża Biała © GOZDZIK
Cytadela - koszary © GOZDZIK
Spichlerz © GOZDZIK
Kojec Meciszewskiego © GOZDZIK
Zaplecze Lunety Forontu Księcia Warszawskiego © GOZDZIK
Reduta Napoleona - to jedna z czterech najstarszych budowli Twierdzy. Oczywiście zachowanych budowli © GOZDZIK
Wnętrze Reduty Napoleona © GOZDZIK
Działobitnia Dehna - od zaplecza © GOZDZIK
Tablica informacyjna © GOZDZIK
A to już puszcza szykująca się do snu - Olszowieckie Błota © GOZDZIK
- DST 33.10km
- Teren 10.00km
- Czas 01:58
- VAVG 16.83km/h
- VMAX 35.60km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 148m
- Sprzęt GIANT TALON
- Aktywność Jazda na rowerze
Pod Ciechocinkiem - dzień trzeci - to jak do Bobrownik nie dojechałem
Niedziela, 9 sierpnia 2015 · dodano: 11.08.2015 | Komentarze 5
Poranek dnia trzeciego naszego wypadu przywitał nas burzą,
deszczem i chłodem. Co prawda temperatura miał spaść o 2-4 stopnie (tak mówiła
Pani z TV) ale nie o 15 !!!!! szok termiczny, śniadanie w bluzie jedzone.
Ojjjj obawiałem się, że nici będą za chwile z wycieczki, bo
nadal w oddali gdzieś słychać było burzę. Ale przecież nie przyjechałem tu, aby
siedzieć i patrzeć na deszcz tylko jednak pojeździć. Tym bardziej ze był to
ostatni dzień naszego wyjazdu i chyba raczej ostatni taki wyjazd.
Czym prędzej wiec zjadłem śniadanko i pognałem na prom do
Nieszawy, aby jak najszybciej przeprawić się na drugą stronie i wrócić na
kwaterę tak, aby przed g.14 być już umytym spakowanym i zwolnić pokój.
Wpadam rozpędem przed 9. do Nieszawy..
A tu cooo???? Żywego ducha na uliczkach, samochodów tez nie
widać …. Miasto wymarłe. ??
Dobra nie ważne prom ważny, aby nie odpłynął, bo o pełnych
godzinach kursuje z tego brzegu.
Dopadam więc nabrzeża, a tam pan w sterówce promu grzecznie
mnie informuje :
- tak jest czynny ale
z jednym rowerzystom to raczej nie będzie płynął na drugi brzeg. Trzeba czekać,
na chociaż jakieś samochody.
Dobra czekam… czekam ….. czekam …. 30 minut …
-jedna para z psem
na spacerzeuff jednak żyją w tym mieście.
Czekam czek …… 45 minut…….. i tu oświecenie……!!!???????
Pytam :
- Proszę Pana ale to jak już mi się uda tam przeprawić i jak
będę wracał i będę sam to też raczej Pan nie przypłynie po jednego rowerzystę tylko
będę czekał tak ????
- No tak jeśli akurat będę po tej stronie to po Pana jednego
nie przypłynę .Ale proszę się nie martwić tak gdzieś po południu to się ruszy
może ….
Jak koło popołudniu ??
Ja koło południa to mam być na kwaterze a nie patrzeć jak
prom sobie stoi po drugiej stronie Wisły….
I jeszcze się rozpadało.
Na koniec Pan poinformował mnie, że w taką pogodę to ludzie
raczej w domu siedzą a nie promem kursują. Ale na pewno po południu jak się
przetrze i wyjdzie słońce to będziemy kursować.
Niestety na takie „na pewno” to ja nie mogę liczyć.
I w taki to oto sposób do Bobrownik nie dojechałem ….
Pokręciłem się trochę po Nieszawie… deszcz pada a miło,
potem pojechałem do Raciążka a na końcu pokręciłem się po samym Ciechocinku,
gdzie wpadłem na Zabytkową Warzelnie Soli. W tym obiekcie w części już nie używanej
do produkcji utworzono muzeum. W muzeum tym znajduje się wiele eksponatów
związanych z warzelnictwem i działalnością uzdrowiskową Ciechocinka. Są tu
między innymi aparaty z początku XX w do gimnastyki leczniczej Wilhelma Zandera
i Henryka Linga (poniżej kilka zdjęć).
W pierwszej chwili jak wszedłem i jeszcze dobrze nie
doczytałem co to jest to pierwsza myśl : „łooooo matko jakie maszyny tortur dla
tych pracowników warzelni mieli aby chyba lepiej pracowali hihihihihi”.
Polecam to miejsce. Jest na uboczu bez tego gwaru, zgiełku i
ciechocińskiego szumu.
Jeszcze tylko na koniec wizyta pod tężniami. No bo jak to
być tu i nie mieć zdjęcia z tężniami .. nie godzi się.
Fota jest .. wracamy na kwaterkę.
O właśnie miałem słów kilka powiedzieć o kwaterze.
Jak dla mnie kwaterka rewelacja! Do Ciechocinka rzut
beretem, do Nieszawy półtora rzutu, do Torunia dwa rzuty. Baza wypadowa na
wszystkie strony doskonała. Sam domek na uboczu, swojska atmosfera gęsi, kury,
psy, kot i kozy to cześć tego uroczego gospodarstwa. Właściciele bardzo mili i
ciepli ludzie (turyści górscy i kajakarze wiec doskonale wiedzą, co w duszy gra).
Jedzonko smaczne i urozmaicone o produkty własnej roboty. Suszona szynka palce
lizać. Naprawdę polecam to miejsce http://www.chabryimaki.net/about-us/ każdemu,
kto by chciałby pozwiedzać okolice Torunia, Ciechocinka, itp.
Dziękujemy za gościnę.
PS
T tak zakończyła się nasza kolejna i raczej oststnia tego typu wyprawa. Ja nie nadaję sie na organizatora wycieczek .... mmm takich wycieczek. Mnie radość sprawia samo rowerownie, zwiedzanie, poznawanie nowego, sama jazda, zmęczenie na rowerze, planowanie kolejnego dnia.... a reszta jest tylko miłym dodatkiem, ale tylko dodatkiem.
I to by było na tyle.
Trasa: Słońsk Dolny – Nieszawa – Raciążek – Ciechocinek –
Słońsk dolny
Foto:
Raciążek - fragment ruin zamku © GOZDZIK
Ciechocinek i kwiatowe dywany © GOZDZIK
Dywaniki aż miło © GOZDZIK
Zabytkowa Warzelnia Soli w Ciechocinku © GOZDZIK
Eksponaty - aparaty do gimnastyki leczniczej © GOZDZIK
Coś bliskiego naszemu sercu :-) do szlifowania formy zimą hihihi © GOZDZIK
Fragment rurociągu solankowego. Odcinek Tężnie - Warzelnia. Bale dębowe wykonane w 1824 roku © GOZDZIK
I oczywiście sztandarowe zdjęcie dla rodzinki z Ciechocinka © GOZDZIK
- DST 87.50km
- Teren 22.00km
- Czas 05:20
- VAVG 16.41km/h
- VMAX 34.40km/h
- Temperatura 36.0°C
- Podjazdy 393m
- Sprzęt GIANT TALON
- Aktywność Jazda na rowerze
Pod Ciechocinkiem - dzień drugi - Złotoria i Toruń
Sobota, 8 sierpnia 2015 · dodano: 11.08.2015 | Komentarze 3
Piątkowy wieczór mijał w bardzo miłej atmosferze, ale jednak
nieubłaganie mijał.
Niestety nie wszystkim miła i fajna atmosfera przeniosła się
na dzień następny.
Ostrzegałem, prosiłem, mówiłem….. no cóż jesteśmy dorośli i
każdy „pracuje” sam na to jak się rano czuje i podejmuje decyzje na własne
ryzyko. Ja przedszkola nie prowadzę, a wyjazd ze mną na rower jest po to, aby
jeździć na rowerze. I na tym tyle. Reszta jest milczeniem, ale jest mi
przykro….
Właściwie to upał, kogut, gęsi oraz psy nie dały nam już spać
od godziny 4.00. Co udało się oko zmrużyć to jakiś zwierzak dawał znać o sobie,
jak nie zwierzak to upał i tak z Ciapkiem umordowaliśmy się właściwie do samego
rana.
Rano o godzinie 8 przy śniadanku na dworze, szykujący się
skwar dał nam do zrozumienia, że lekko to dziś nie będzie.
Generalnie ja lubię jak jest ciepło, mnie tak bardzo upał
nie wykańcza. Jednak w sobotę naprawdę gorąco było jak w piekle, a dodatkowo
prawie 15 km odcinek jazy po odsłoniętych piaszczystych ścieżkach leśnych nadwątlił
moją wiarę w moje siły i postanowiłem, że nie pojadę dodatkowo jeszcze ze
Złotorii do Zamku Bierzgłowskiego tylko z Torunia wrócimy na kwaterkę.
To była dobra decyzja, bo chyba kolejne dodatkowe dwie lub
trzy godziny na słońcu wypaliłyby mi dziury tu i ówdzie.
Trudno Zamek Bierzgłowski kolejny raz odpuszczony.
Nie ma tego złego, co by jednak na dobre nie wyszło. Dzięki
temu, że w planach on był to mogłem umówić się na spotkanie z SeanDillon czyli
z Przemkiem, który już w zeszłym roku obiecał mi spotkanie, a w tym dodatkowo
dołożył swoje przewodnictwo na ten zamek.
A ponieważ Zamek Bierzgłowski odpuściłem to mieliśmy czas na
to aby posiedzieć w Toruniu i troszkę pogawędzić jak to na takich pierwszych
widzeniach bywa J.
Umówiliśmy się z Przemkiem w Złotorii na tamtejszych ruinach
zamku.
Do spotkania z przemiłymi i bardzo sympatycznym kolegą
doszło z prawie półtora godzinnym opóźnieniem związanym z …….. mmm jakby to
powiedzieć …. problemami natury ludzkiej oraz faktycznie naprawdę ciężką drogą
przez las od promu do Osieka nad Wisłą.
Gdy już dojechaliśmy na miejsce to całe szczęście, że
Przemek nas prowadził, bo chyba bym nie trafił na właściwą ścieżkę do rui. Tu w
przyjemnym cieniu nastąpiło przywitanie i zapoznanie, a potem Przemek nakreślił
nam, jaki ma dla nas plan dojazdu do Torunia nad Wisłę i powrót do Słońska.
I tak oto sobotnia wycieczka dobiegała do końca.
Na kwaterze pewnie już obiadek się robił, więc nie było, na
co czekać trzeba ruszać.
Fantastyczną ścieżką rowerową wzdłuż nowego mostu wylecieliśmy
prosto na starą jedyneczkę i pognaliśmy do domu.
PS.
Tu na końcu muszę pogratulować Stasiowi, że wytrwał tą wycieczkę.
Chłopak dostał rower na gwiazdkę do tej pory kręcił niedzielnie jakieś 15-20 km
z rodzinką a tu od razu blisko 90 km, tropikalne słońce, piach, spore tempo a jednak
udało mu się. Co prawda troszkę musiał zostawać ale jednak podziw Stasiu dla
ciebie. Mam nadzieję ze cię bardzo nie zraziłem do roweru i może jaką seteczkę
wykręcimy jeszcze w tym roku.
Przemku dziękuję ci za miłe towarzystwo, za przewodnictwo i pogaduchy
nad Wisłą. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy i wspólnie gdzieś dalej
wybierzemy się na przejażdżkę.
Gdybyś kiedyś zawitał w me strony to daj znać będę gotowy :-)
Trasa: Słońsk Dolny – Siarzewo – Nieszawa – przeprawa promem
– Włęcz – Osiek – Silno – Złotoria – Toruń ale nie wiem którędy Przemek
prowadził na Bulwar Filadelfijski – Nowym Mostem do Brzozy – Otłoczyn – Słońsk Dolny
Foto:
Nieszawa widziana z promu © GOZDZIK
Ruiny zamku w Złotorii © GOZDZIK
Złotoria - ruiny zamku © GOZDZIK
Spotkanie pod ruinami: od lewej SeanDillon, Ciapek,Stasiu czyli Przemek, Marcin i Michał. Ja też jestem :-) © GOZDZIK
O właśnie tym mostem się przeprawialiśmy © GOZDZIK
Chwila odpoczynku przy soku malinowym :-) na Bulwarze w Toruniu - foto SeanDillon
- DST 23.90km
- Teren 8.00km
- Czas 01:18
- VAVG 18.38km/h
- VMAX 40.30km/h
- Temperatura 33.0°C
- Podjazdy 132m
- Sprzęt GIANT TALON
- Aktywność Jazda na rowerze
Pod Ciechocinkiem - dzień pierwszy - Brzoza
Piątek, 7 sierpnia 2015 · dodano: 10.08.2015 | Komentarze 2
Roczek miną jak z bicza strzelił i nadszedł czas naszego tradycyjnego
trzydniowego wypadu na rowerek.
Nie powiem styczeń, luty, marzec wlókł mi się niesamowicie.
Natomiast teraz czerwiec lipiec to była chwila i już
jedziemy.
Ba jedziemy .. my już wróciliśmy
Niestety.
Wróciłem z bagażem nowych doświadczeń i przemyśleń o tym czy
coś takiego ma jeszcze sens.
Dobra, ale to nie portal filozoficzny tylko rowerowy i tego
się trzymajmy.
Czyli tak dla poukładania czasu – przestrzeni i lokalizacji
wróćmy do piątku 7 sierpnia.
Już w zeszłym roku zaraz po powrocie z wypadu rowerowego pod
Toruń zdecydowałem, że ponownie wrócimy w te tereny, aby odwiedzić miejsca, których
niestety nie udało mi się odwiedzić w zeszłym roku (jak się okazało to i też tez
się nie udało, ale o tym w dalszej relacji).
Baza wypadowa wybrana – Słońsk Dolny Agroturystyka „Chabry i
maki” ( tym miejscu na końcu trzydniowej relacji), miejsca do zobaczenia to: miejsce
katastrofy kolejowej z roku 1980 w Brzozie pod Toruniem, Złotoria, Zamek
Bierzgłowski, Bobrowniki, Nieszawa.
Na mapie i papierze wszystko wygląda wyśmienicie.
No to w drogę.
Na miejsce przybyłem tuż przed godziną 13.30 i po
wypakowaniu rowerów i szybkim złożeniu swojego rumaka ruszyłem zobaczyć miejsce
katastrofy kolejowej.
Słoneczko ostro dawało, ale co tam przecież z Głowna do
Ciechocinka nie jest daleko wiec w samochodzie się nie ugotowałem tak bardzo,
teraz te 20-25 km w słonku chyba tez dam radę. Spokojnie więc pedałowałem szlakiem wiślanym, który chyba pokrywa się tu z czerwonym bursztynowym. Jak coś pokręciłem to przepraszam, ale tak mi to jakoś wychodzi.
Dojechałem na miejsce.
Nie wiem co powiedzieć. Patrzyłem na pomnik czytałem
nazwiska, miasta, z których pochodzili i wiek osób, które zginęły, patrzyłem na
tory i przejeżdżające pociągi i po prostu w głowie pustka.
Wracasz z wakacji, jedziesz do domu pełen wrażeń wspomnień…..
i nagle się to kończy, bo ktoś jeden jedyny KTOŚ.. się pomylił, nie zauważył,
zignorował znaki, był zmęczony…….????
Czytałem o tej tragedii, oglądałem jakiś film i…… Boże jak
mało wystarczy do tego aby dramat był gotowy.
Jeśli ktoś będzie w pobliżu Torunia zachęcam do odwiedzenie
tego miejsca. Chyba mało ludzi to miejsce odwiedza. Może tytko bliscy tych osób. Niestety wjazd samochodem jest tam niemożliwy (kawalątek miejsca przy trasie
na takim malutkim parkingu, a potem kilkadziesiąt metrów na pieszo), jest kierunkowskaz,
który jest tylko czytelny jadąc stara jedynką z Torunia do Ciechocinka ( w odwrotną
stronę niestety nie ma oznaczenia). Warto chwilkę tam spędzić czasu i tak sobie
pomyśleć ………… o... każdy według uznania....
Chwila zadumy w pełnym słońcu i droga powrotna na kwaterkę
oraz pewnie jazda samochodem w samo południe dały znać o sobie, bo po powrocie
nie miałam ochoty już na nic tylko na chłodny prysznic, głęboki cień, oraz
przewidziane chmielowe napoje na tą okazję hi hi hi.
Po godzinie 18 dotarli na miejsce moi towarzysze tej wyprawy
Ciapek, Gołąb i Stasiu (czyli Marcin, Marcin i Michał) i już w komplecie
mogliśmy sobie spokojnie odpalić grilla. To znaczy panowie jeszcze na
Ciechocinek wyrwali rowerkami .. nie wiem, po co ale „chipsów” nie przywieźli i
też nie przyszły same hihihihi
Trasa: Słońsk Dolny – Otłoczyn – Brzoza – Otłoczyn – Słońsk Dolny
Foto:
Brzoza - miejsce katastrofy kolejowej © GOZDZIK
Tablica na miejscu tragicznego wydarzenia z 19 sierpnia 1980 © GOZDZIK
Lista upamiętniająca ofiary katastrofy. Zobaczcie ile młodych ludzi zginęło © GOZDZIK
Kawałeczek szlaku - przyjemniaczek w takiej temperaturze hihihi © GOZDZIK
A Wisły troche mało - baliśmy się ze prom w Nieszawie nie kursuje © GOZDZIK
Wiślana Trasa Rowerowa - Odznaka PTTK jest taka może warto rozpocząć zbieractwo :-) © GOZDZIK
A to widoczek z naszego balkonu © GOZDZIK
- DST 251.40km
- Teren 13.40km
- Czas 12:07
- VAVG 20.75km/h
- VMAX 35.50km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 810m
- Sprzęt VAMP-irek
- Aktywność Jazda na rowerze
Od poczatku - skazany na przegraną
Sobota, 1 sierpnia 2015 · dodano: 03.08.2015 | Komentarze 2
Gdy dwa lata temu wróciłem z wycieczki podczas której
pobiłem swój rekord jazdy dziennej powiedziałem sobie już nigdy wiece.Nie potrzebuję tego typu wyzwań, nie chcę,
wolę mniej a coś zwiedzić, zobaczyć, poznać …….
Minęły dwa lata i … i coś się w durnej głowie urodziło.
A no urodziła się myśl, co by jednak jeszcze raz rzucić
wyzwanie i je zrealizować.
Wyzwanie to przejechać 300 km w jeden dzionek.
Durny pomysł, ale moje to dziecko więc pielęgnowane od
stycznie bardzo pieczołowicie.
Czym bliżej dnia, na który wyznaczyłem realizację planu, tym
bardziej jakoś mi się nie chciało.
Najpierw miejscowość, do której chciałem jechać, a był to
Kalisz, wcale do mnie nie przemawiała. Może nie sama miasto, bo nic do niego
nie mam, ale może kierunek, może drogi. Nie wiem. Na 100% zapału nie było. A
jak nie ma zapału to i realizacja może umrzeć.
Tydzień temu w niedziele , ślęcząc nad mapą nie stąd ni zowąd Pułtusk się pojawił.
Pułtusk ??? no czemu nie?
Plany podboju tego miasta były już w 2005 lub 2006 roku, ba
to nie były plany tylko wycieczka z Sochaczewa, która niestety wówczas
skończyła się w Nasielsku.
Szybka zmiana planów, przeliczenie trasy … jest dobrze.
Można jechać.
Można, można.. łatwo powiedzieć … nadal chęci i tak nie ma,
choć już dużo większe.
Dobra Goździk, dawaj, chociaż spróbuj. Zobacz masz nowy
lepszy rower do tego zamierzenia niż dwa lata temu, więcej przejechanych
kilometrów, więcej przebiegniętych, basen…. jest dobrze, dasz radę. Tak kusiła
durna głowa, a serducho …. Goździk to ci nie jest potrzebne, nikomu nic nie
musisz pokazywać, udowadniać nawet sobie. Daj spokój.
I co tu robić.
Aby był sukces to musi wszystko się zgadzać, musi wszystko
razem chcieć, a nie tu organizm jest za tak, głowa rodzicielka pomysłu nie ma
wyjścia jest na tak, (choć tak naprawdę to chyba tu spaliłem całe zamierzenie),
a serducho mówi NIE właściwie krzyczy, nie mówi.
Piątek wieczór. Jadę nie ma co. Zobaczymy w trasie jak i co.
Zegarek godzina 3.00.
Wyjazd 4.00 poszedł…… w sina dal…
O kurczę jak zimno !!! i jak ciemno jeszcze!! Nieeee no, co
ja tu robię o tej porze w taką zimnicę.
Księżyc na niebie pięknie jeszcze świeci. Kibicuje łysy
łysemu.
Po 25 km wpada myśl: Stary zawracamy, zdejmujemy te obcisłe
i myk do cieplutkiego łóżeczka.
Myśl genialna, ale nie godna postawy rowerzysty, więc
kontynuujemy wycieczkę.
Z każdym kolejnym kilometrem, a może bardziej z każdą kolejną chwilą budzenia się
dnia i wspinania się słonka na niebo, było co raz lepiej. Jechało mi się
superowo, lekko miło i przyjemnie. Chwila moment i już byłem w Kampinosie i
mojej ukochanej puszczy. Odcinek po Górczyńskiej Drodze przemkną jak mgnienie
oka.
Przemkną i zaczęły się schody. Schody związane z jazda po
bardzo ruchliwej drodze do Leszno – Nowy dwór Mazowiecki. Jejku jak ja nie lubię
takiej jazdy. Nie no nie powiem są kierowcy co omijają rowerzystów szerokim
łukiem, zwalniają jak jedzie coś z naprzeciwka. Są tacy, rzadkość, ale są
(pewnie ci, co sami jeżdżą na rowerze). Ale większość to nie ważne, ze nie mamy
z nim szans, on ma się zmieścić jeszcze między rowerzystę, a nadjeżdżający
samochód . A szczytem był gość, co mnie wyprzedzał tuż przed wysepką i ciągną
za sobą przyczepę kempingową. Wiadomo wysepka musi zjeżdżać, samochód dobra
poszedł, ale tyłem przyczepy gdybym nie zjechał na pobocze to by zawadził o
przednie koło jak nic.
Tylko 15 kilometrów takiej drogi, a zmęczyło mnie jak
wcześniejsze 80, albo bardziej.
Było minęło. Jestem w Nowym Dworze mazowieckim i bocznymi
drogami, a właściwie uliczkami dobijam się do Pomiechówka, a następnie kierunek
Nasielsk. Całkiem przyjemny odcinek drogi. Ruch nie za duży, widoczki całkiem
przyjemne, czas ucieka. No właśnie, co z tym czasem? Jakoś umknęła mi godzina
gdzieś. Co ja się zdrzemnąłem gdzieś?
No raczej nie tylko średnia spadła, a czas nie zwolnił razem
ze mną tylko pomyka sobie.
Ojjj ciężko widzę drogę powrotną. Do Pułtuska z nasielska
jeszcze jakieś 20-25 km.
Czyli tak na oko godzina z haczykiem.
Dobra zobaczę w Nasielsku, co i jak dalej.
Nasielsk. Park, ławeczka, sprawdzenie na mapie jak daleko.
Decyzja …. No tak bardzo naciągana, bez przekonania – jadę dalej.
Wyjechałem za Nasielsk w kierunku Pułtuska, a tam …. Droga
masakra, ruch, koleiny w asfalcie, zero pobocza, wąsko….. dramat jakiś.
Koniec nie dojadę do Pułtuska. Nie mam siły i zdrowia na
taką drogę.
Zawracam.
Wróciłem na Nasielska, odpocząłem na ławeczce, na której te
10 lat temu z Kasią i Waldkiem podjęliśmy decyzję, że nie dojedziemy do
Pułtuska i wracamy do Sochaczewa. Teraz wracam sam do Głowna.
Trudno, nie udało się. Nie będę ukrywał że jednak już bliżej domu to sił trochę brakował w
nogach. Jednak tak jak myślę sobie teraz na chłodno to wszystko spaliło się w
głowie. Od samego początku nie było tego żaru do tej wycieczki, nie było … no
nie było serducha. Tak bez uczucia, bez tej iskry i zacięcia…. Nie ma sukcesu.
Może gdyby było nas dwóch trzech to jakoś było by tez
inaczej. Samemu…… eeee dobra nie ma co gdybać co by było gdyby……. Skończyło się
jak skończyło. Może i dobrze.
A za rok……. A za rok to pomyślimy czy jak wpadnie jakiś
durny pomysł do głowy to jej od razu nie odstrzelić hi hi hi
Trasa : Głowno – Domaniewice – Zawady – Parma – Nieborów –
Bolimów – Humin – Aleksandrów – Szymanów – Teresin – Paprotnia – Kampinos –
Górki – Stara Dąbrowa – Cybulica Małe – Nowy Dwór Mazowiecki – Pomiechowo –
Psucin – Wągrodno – Nasielsk – Psucin – Pomiechowo – Nowy Dwór Mazowiecki –
Stara Dąbrowa – Kampinos – Żelazowa Wola – Sochaczew – Stara Sucha – Bolimowska
Wieś – Bolimów – Nieborów – Parma – Zawady – Domaniewice – Głowno
Foto:
Łysy łysemu kibicował dzielnie © GOZDZIK
A gdy świt nadchodził takie oto klimaty się pojawiały © GOZDZIK
Fragmencik Twierdzy Modlin © GOZDZIK
Nasielsk - ten budynek jakoś mnie zauroczył szczególnie nie wiedząc czemu ? © GOZDZIK
Park w Nasielsku, w którym się podejmuje decyzje o powrocie © GOZDZIK
Kawałeczek Twierdzy Modlin - niezbędny do odznaki © GOZDZIK
Sochaczew - odrestaurowane ruiny zamku © GOZDZIK



