Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Gozdzik z miasteczka Głowno. Mam przejechane 25205.03 kilometrów w tym 6305.87 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 19.00 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 105398 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Gozdzik.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

Wycieczki i wyprawy

Dystans całkowity:10667.78 km (w terenie 2868.50 km; 26.89%)
Czas w ruchu:574:30
Średnia prędkość:18.57 km/h
Maksymalna prędkość:71.00 km/h
Suma podjazdów:48369 m
Liczba aktywności:125
Średnio na aktywność:85.34 km i 4h 35m
Więcej statystyk
  • DST 46.80km
  • Teren 6.00km
  • Czas 02:50
  • VAVG 16.52km/h
  • VMAX 38.90km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Podjazdy 261m
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Green Velo dzień 4 - Szczebrzeszyn-Zamość

Poniedziałek, 31 sierpnia 2020 · dodano: 15.09.2020 | Komentarze 1

I niestety nadszedł ten dzień.
Z jednej strony to wspaniale że go doczekaliśmy w zdrowiu, szczęściu i cudownych nastrojach, a z drugiej strony to niestety już dziś koniec naszej tegorocznej wycieczki po Wschodnim Szlaku Rowerowym. Ostatnie kilkanaście kilometrów do Zwierzyńca i żegnamy się Green Velo.
Trochę szkoda że pociąg z Zamościa do Lublina mamy dość wcześnie, a właściwie to bardziej chodzi o to, że pociąg z Lublina do Warszawy jest wcześnie. To połączenie wymuszało na nas konieczność dotarcia do Zamościa już na 12.00. Dlatego pomimo niewielu kilometrów to czasu na zwiedzani Szczebrzeszyna, Zwierzyńca i Zamościa zdecydowanie za mało. Z czegoś trzeba było zrezygnować. Trudno sobie wyobrazić abyśmy zrezygnowali z chrząszcza w trzcinach lub chociaż kilkunastu minut na starym mieście w Zamościu. Dlatego w Zwierzyńcu spędziliśmy dosłownie sekundy w porównaniu do tego ile czasu można by tu przeznaczyć na zwiedzanie, oglądanie czy chociaż wizytę na malutkim piwku w znamienitym browarze. Po odbiciu w Zwierzyńcu na Zamość z dużą pomocą przyszedł nam nasz wróg numer jeden ostatnich dni. Czyli wiatr, który codziennie wiał nam w twarz, a od Zwierzyńca w plecki. Ojjjj jak się pięknie jechało, właściwie bez pedałowania na niektórych odcinkach. Taki pomocnik to aż miło. Dzięki temu mogliśmy się jeszcze na trasie zatrzymać na mały odpoczynek, czy na wejście na piękną wieżę widokową w pobliżu wsi Wychoda, czy też na demontaż Andrzeja błotnika który już zaczął zawadzać o rozbujane na boki do szaleństwa tylne koło. Patrzyliśmy tylko z niepokojem jak zaczną kolejne szprychy strzelać. Ale o dziwo udało się. Dojechaliśmy do Zamościa, a nawet dalej. Bo na skutek awarii trakcji pociąg zatrzymał się na pierwszej stacji w Lublinie i mieliśmy kawałek drogi do pokonania na dworzec Główny. A i jeszcze dalej jechaliśmy. Ja i Andrzej, gdy już nasi towarzysze podróży siedzieli wygodnie w domowych fotelach, musieliśmy jeszcze dojechać z Sochaczewa do Piasecznicy, gdzie w domu u Andrzeja miałem samochód.
I tak właśnie z przygodami i dodatkowymi kilometrami zakończyliśmy najważniejsze wydarzenie roku 2020. Oczywiście najważniejsze dla nas, no może za dużo wymagam od kolegów, ale na 100% dla mnie.
Kolejne blisko 300 kilometrów szlaku Green Velo pokonane. Kolejne piękne zakątki naszego kraju odwiedzone. Kolejne miejsca zwiedzone, odwiedzone i zaliczone. Najciekawszy fragment tegorocznej wycieczki to oczywiście Chełm – Szczebrzeszyn. A jak jestem już w Szczebrzeszynie to może ktoś wie lub się domyśla czemu szlak nie idzie przez miasto ? Ja wiem że przez wiele ciekawych miast i miasteczek szlak nie prowadzi, ale tu to przecież aż się prosi aby wjechać szlakiem do miasta, a nie omijać go jakimś dziwnym kanciastym łukiem. To nie jest jakieś wielkie miasto aby się zgubić czy aby jakieś niebezpieczeństwo w ruchu dla samochodów stwarzać. Nie potrafię tego zrozumieć.
Szlak na całej trasie bardzo dobrze oznaczony, nie było właściwie takiego miejsca aby go zgubić czy ciężko się zastanawiać gdzie teraz.
Ekipa. No co tu dużo mówić. Wymarzona na takie wyprawy. Wspaniale się z nimi czuję i bawię, nawet w chwilach, kiedy nie za bardzo się zgadzamy z wyborem miejsca na odpoczynek hihihi.
Mam nadzieję, że w przyszłym roku dalej w tym samym składzie lub troszkę powiększonym, będziemy kontynuować podróż szlakiem Green Velo. Czy zaczniemy od Zwierzyńca w dół, czy może od Suwałk w górę, czy może jakiś inny wariant tego nie wie nikt. No może poza głównym planistom tych wypraw czyli Waldkiem. My z wielką ciekawością czekamy na pierwsze zarysy i plany pt. GREEN VELO 2021.
A tym czasem dziękuję wam za ten czas.

Tras: Szlakiem Green Velo – Szczebrzeszyn-Zwierzyniec, a potem Jarugi – Kosobudy – Wychody – Mokre – Zamość, a na koniec Sochaczew – Piasecznica
Foto

Nasza kwatera o poranku
Nasza kwatera o poranku © GOZDZIK foto Waldek

Wesoła ekipa w Szczebrzeszynie
Wesoła ekipa w Szczebrzeszynie © GOZDZIK foto Waldek

W Zwierzyńcu
W Zwierzyńcu © GOZDZIK

W Zwierzyńcu
W Zwierzyńcu © GOZDZIK foto Waldek

Browar w Zwierzyńcu
Browar w Zwierzyńcu © GOZDZIK

Droga do Zamościa nie cała była usłana różami - Roztoczański Park Narodowy
Droga do Zamościa nie cała była usłana różami - Roztoczański Park Narodowy © GOZDZIK

Wieża widokowa foto Waldek
Wieża widokowa foto Waldek © GOZDZIK

I takie z niej widoczki
I takie z niej widoczki © GOZDZIK

A z drugiej strony takie foto Waldek
A z drugiej strony takie foto Waldek © GOZDZIK

I ostatni rzut oka na piękne widoki
I ostatni rzut oka na piękne widoki © GOZDZIK

Już jesteśmy w Zamościu
Już jesteśmy w Zamościu © GOZDZIK

W Zamościu
W Zamościu © GOZDZIK




  • DST 96.14km
  • Teren 15.00km
  • Czas 06:15
  • VAVG 15.38km/h
  • VMAX 49.30km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 376m
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Green Velo dzień 3 - Chełm - Szczebrzeszyn

Niedziela, 30 sierpnia 2020 · dodano: 14.09.2020 | Komentarze 0

Trzeci dzień mojej trzeciej wyprawy szlakiem Green Velo miał być najtrudniejszy w tegorocznym podróżowaniu. Nie dość że dystans na dziś to prawie 100 km jazdy, to jeszcze kilkanaście kilometrów jazdy w terenie ( tak do końca to nie wiemy jaka nawierzchnia) i na dodatek najcieplejszy dzień tego weekendu. Nie wspominam już o tym że nadal wiatr w oczy cały czas nam wieje. I na trasie nie zabrakło też kilkunastu dobrych podjazdów. Wszystko to razem, rano o 8, malowało nam dość groźnie wyglądający dzień. Ale z drugiej strony jakże ciekawy.
To co ruszamy w drogę.
Ósma rano, a słonko faktycznie daje mocno. Jest już bardzo ciepło. A będzie jeszcze cieplej. Akurat dla mnie to nie jest zbyt duże zmartwienie. Lubię jak jest ciepło, nawet bardzo ciepło. Ale dziś chyba będzie mega ciepło. Ale to później na razie jedziemy sobie tak jak prowadzi szlak, a prowadzi tak, że co jakiś czas ukazuje się nam niesamowity widok na Chełm. Dokładnie to na wzgórze i Bazylikę. Zaczynamy bardzo żałować tego że nie zdążyliśmy wczoraj wejść na dzwonnicę przy Bazylice. Widok z niej pewnie jest niesamowity. Musimy tu jeszcze kiedyś wrócić i dokończyć zwiedzanie miasta.
Super się jedzie.
Lubię trasy, szlaki które często zmieniają kierunki jazdy, które mają dużo zakrętów, skrętów i zwrotów. Prowadzą przez wsie, miasteczka, łąki, pola i lasy. Nie są takie monotonne i nudne. I właśnie taka dzisiejsza droga jest i już mogę napisać że była do końca. Taka właśnie ciekawa z różną nawierzchnią, z tymi podjazdami i zjazdami i niesamowitymi widokami.
Ale żeby nie było tak sielsko i anielsko to niestety podczas dzisiejszej jazdy dość mocno zostało nadwyrężone Andrzeja koło. Dwa strzały takie jak wczoraj nie zwiastowały nic dobrego. Najpierw jedna szprycha poszła się je……… znaczy pękła, a potem druga. Z niepokojem nasłuchiwaliśmy kolejnych strzałów. Niestety oznaczałyby one koniec wycieczki i poszukiwanie najbliższego pociągu lub innego transportu do Zamościa, bo raczej w niedziele nikt by nam nie naprawił roweru.
Jedziemy i nasłuchujemy, a w podświadomości modlimy się, aby tego co nasłuchujemy nie usłyszeć.
W Krasnymstawie zrobiliśmy sobie dłuższą przerwę. Najpierw na ochłodzenie się na rynku w oparach kurtyny wodnej, a potem na pyszne jedzonko.
Na kwaterę w komplecie docieramy około 18.00.
Na pierwszy rzut oka jest rewelacyjna, co potwierdził drugi rzut oka czyli wejście do pokoju. Naprawdę superowe miejsce z klimatem, z dobrym jedzeniem (duże i smaczne porcje) z przyjemnością siedzieliśmy sobie na ławeczce do późna. Z czystym sercem mogę polecić kwaterę pod nazwą Muzeum Skarbów Ziemi i Morza w Szczebrzeszynie lub jak kto woli Restauracja Klemens.
Dziś to już nasza ostatnia miejscówka na trasie tegorocznej wyprawy szlakiem Green Velo. Mnie zawsze takie chwile wprawiają w zadumę i zasmucenie.
Czy za rok uda się przyjechać aby kontynuować podróż, czy zdrowie pozwoli, czy sytuacja w domu w pracy nie stanie na przeszkodzie. No i oczywiście szkoda ze to już koniec, że jutro ostatnie kilkanaście kilometrów wspólnej jazdy, a potem rozjedziemy się każdy w swoim kierunku. Idę więc wcześniej do pokoju aby smutasy udusić poduchą, tak aby nikt nie widział.
Kolejny dzień pełen wrażeń, wspomnień, śmiechów i wspaniałych krajobrazów minął.
Jutro ostatni dzień wycieczki.

Trasa: Szlakiem Green Velo Chełm - Szczebrzeszyn

Foto:

W oddali widać Bazylikę i dzwonnicę w m. Chełm foto Waldek
W oddali widać Bazylikę i dzwonnicę w m. Chełm foto Waldek © GOZDZIK

Na szlaku Grenn Velo foto Waldek
Na szlaku Green Velo foto Waldek © GOZDZIK

Cudowne widoki z trasy
Cudowne widoki z trasy © GOZDZIK foto Waldek

Dziś jazda w cieniu była zbawieniem gdzieś na szlaku GV foto Waldek
Dziś jazda w cieniu była zbawieniem gdzieś na szlaku GV foto Waldek © GOZDZIK


W dole po prawiej Krasnystaw
W dole po prawej Krasnystaw © GOZDZIK

Krasnystaw i zbawienna kurtyna wodna
Krasnystaw i zbawienna kurtyna wodna © GOZDZIK
Krasnystaw - żegnamy się z tym miasteczkiem
Krasnystaw - żegnamy się z tym miasteczkiem © GOZDZIK

Bardzo zasłużony odpoczynek w cieniu drzew. Goździk dobranoc hihihi foto Waldek
Bardzo zasłużony odpoczynek w cieniu drzew. Goździk dobranoc hihihi foto Waldek © GOZDZIK

Gdzies na szalku foto Waldek
Gdzieś na szlaku foto Waldek © GOZDZIK

Drogi i widoki to dziś dominowało
Drogi i widoki to dziś dominowało © GOZDZIK

Podjazdy i widoki. Jedno męczyło, drugi cieszyło
Podjazdy i widoki. Jedno męczyło, drugi cieszyło © GOZDZIK foto Waldek
Widok na Zbiornik Nielisz
Widok na Zbiornik Nielisz © GOZDZIK

Nasza kwatera w wieczorowej szacie.
Nasza kwatera w wieczorowej szacie. © GOZDZIK foto Waldek




  • DST 82.90km
  • Czas 04:54
  • VAVG 16.92km/h
  • VMAX 40.60km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 150m
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Green Velo dzień 2 - Włodawa - Chełm

Sobota, 29 sierpnia 2020 · dodano: 09.09.2020 | Komentarze 0

Dzionek wita nas pięknym słoneczkiem.
Rozpoczynamy dzisiejszą podróż na „głodniaka”.
Tak jak pisałem wcześniej na kwadrze nie było możliwości wykupienie śniadania. Nie wnikam dlaczego co i jak. Jak zarezerwowaliśmy kwaterę przed pandemią to taka opcja była , teraz nie. I koniec tematu.
Jednak nie szukamy panicznie pierwszego lepszego sklepu z suchą bułką i kabanosem z folii. Wieczorem przeglądając trasę na dzisiejszy dzień znajdujemy miejscowość o bardzo miłej nazwie Okuninka, a właściwie to znajdujemy jezioro Białe. A przy jego północnym brzegu znajdujące się tam centrum handlowo-usługowe z licznymi punktami gastronomicznymi, kioskami spożywczymi, sklepami itp. Nas najbardziej interesują punkty gastronomiczne serwujące śniadania.
I taki punkt znajdujemy.
I to w ostatniej chwili bo Andrzej już z głodu zaczynał nam wyć. Nam zresztą też już kiszki marsza grały, a echo tej symfonii niosło jezioro które najpierw postanowiliśmy objechać dookoła.
Brzuszki zaspokojone, kubki smakowe zadowolone bo śniadanko pyszne było więc ruszamy na mała sesję zdjęciową nad samą tafle jeziora. Całkiem miłe miejsce. To znaczy chodzi mi o jezioro, bo wokół niego same pola namiotowe, campingowe, ośrodki wypoczynkowe, karuzele, budy z kiczem, pamiątkami itp …. No takie całkowicie komercyjne miejsce. Dobrze, że byliśmy tam na śniadaniu, a nie na kolacji bo chyba jest tam tak jak w mazurskich popularnych miejscowościach. Głośno, gwarno muzyka z koników bujanych, wesołego miasteczka z cudownej jakości płyt CD leżących prawie na chodniku.
Uffff czym prędzej się stąd zbieramy na nasz wspaniały szlak, który biegnie przez Sobiborski Park Krajobrazowy. Wspaniała asfaltowa droga wśród lasu doprowadza nas do Miejsca Pamięci Narodowej. Do miejsca w którym mieścił się obóz koncentracyjny w Sobiborze. Niestety sam budynek muzeum jest zamknięty, ale można wejść na tern gdzie mieścił się obóz, na rampę kolejową pamiętającą te straszne i okrutne dni.
Takie miejsca robią na mnie ogromne wrażenie. Nie mogę sobie nawet wyobrazić tego ogromu tragedii, okrucieństwa, bestialstwa, ludzkiej krzywdy i niemocy. Spacerujemy po miejscach wyznaczonych, czytamy tablice informujące o wszystkim co jest związane z tym miejscem. O początkach, o działalności, o ofiarach, o ludziach tu umierających o wszystkim.
Cisza wokół.
Słychać tylko szum drzew, które pewnie każdemu odwiedzającemu opowiadają co tu się działo.
Słuchamy.
Potem w ciszy i spokoju ruszamy w dalszą drogę.
Przez chwile nikt z nas nic nie mówi.
Po prostu jedziemy.
Podziwiamy przyrodę.
Droga jest naprawdę bardzo przyjemna, spokojna i bardzo łatwa. Dziś jest cały taki dzień. Łatwy lekki i przyjemny. Niewiele kilometrów i sam asfalt.
I tu mamy słowo klucz – jest.
Należy je zastąpić – miał być, był.
Bo nagle naszą sielską wycieczkę przerwał trzask, strzał coś w tym stylu.
Co jest grane ?????
Rozglądamy się dookoła nic nie widać.
I nagle wzrok ostatnich w peletonie pada na tylne koło Andrzeja.
Totalna ósemka, albo szesnastka. U Andrzeja pękła szprycha w tylnym kole. Koło jest tak krzywe, że jak się patrzy na nie to można dostać choroby morskiej. A jutro jest ciężki dzień z długim dystansem i jest sporo kilometrów terenu.
Co robić ?????
Szukamy w necie informacji czy w Chełmie jest jakiś serwis czynny w sobotę chociaż do 15.00 Bo do 14 nie mamy szans dojechać.
Dzwonimy do jednego z nich.
Tak spoko jak zdążymy do 15.00 to naprawią.
Do przejechania prawie 50 km w około 3 godziny i wiatr jest po ciemnej stronie mocy.
Ale cóż próbujemy.
Nici ze zwiedzania, spokojnej jazdy, miłych odpoczynków na łonie przyrody, włażenia na wieże widokowe itp. Pełna moc na Chełm.
W serwisie jesteśmy o 14.30.
Nie będę ukrywał, że jestem zmęczony, ale z drugiej strony jesteśmy na miejscu jakiś 2-3 godziny wcześniej. Mamy mnóstwo czasu na zakwaterowanie, przebranie i wałęsanie się po mieście. (Niestety jak się okaże ten nadmiar czasu nas trochę rozleniwił i zgubił.)
I to właśnie robimy.
Niestety nie udało nam się wejść do Podziemi Kredowych bo do 16.00.
Nie udało nam się również zdążyć wejść na dzwonnicę, bo po porażce z podziemiami poszliśmy na obiad do restauracji „Gęsie Sprawki” i tu się trochę zeszło, a dzwonnica do 18.00.
Ale i tak spędziliśmy wspaniałe popołudnie wałęsając się po rynku i wieczór na kwaterze.

Trasa : Szlakiem Green Velo Włodawa – Chełm

Foto.
Mały przystanek tuż za Włodawą foto Waldek
Mały przystanek tuż za Włodawą foto Waldek © GOZDZIK
Na śniadanku
Na śniadanku © GOZDZIK
Jezioro Białe - foto Waldek
Jezioro Białe - foto Waldek © GOZDZIK
Sobibór
Sobibór © GOZDZIK
Miejsce Pamięci - Sobibór
Miejsce Pamięci - Sobibór © GOZDZIK
Miejsce Pamięci Sobibór
Miejsce Pamięci Sobibór © GOZDZIK Foto Waldek
Na szalku Green Velo
Na szlaku Green Velo © GOZDZIK Foto Waldek

Restauracja Gęsie Sprawki - polecamy Foto Waldek
Restauracja Gęsie Sprawki - polecamy Foto Waldek © GOZDZIK
Chełm tu właśnie jesteśmy
Chełm tu właśnie jesteśmy © GOZDZIK
Chełm - widok na dzwonnicę i Kopiec Niepodległości z Krzyżem Jubileuszowym Foto Waldek
Chełm - widok na dzwonnicę i Kopiec Niepodległości z Krzyżem Jubileuszowym Foto Waldek © GOZDZIK
Widok na miasto ze wzgórza
Widok na miasto ze wzgórza © GOZDZIK
Chełm - Rynek
Chełm - Rynek © GOZDZIK
Widok na rynek
Widok na rynek © GOZDZIK




  • DST 94.80km
  • Teren 40.00km
  • Czas 06:21
  • VAVG 14.93km/h
  • VMAX 30.80km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 126m
  • Sprzęt Góralek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dzika Rzeka - Czy to możliwe ?

Sobota, 22 sierpnia 2020 · dodano: 25.08.2020 | Komentarze 1

Na tą wycieczkę szykowałem się już rok temu.
Niestety w zeszłym roku nie mogłem w niej uczestniczyć ze względów rodzinnych, ale Grzegorz który był głównym pomysłodawcą, planistą i organizatorem wycieczki obiecał mi wówczas, że zostanie ona powtórzona właśnie w tym roku. Powtórzona, udoskonalona i rozbudowana o nowe odcinki i ciekawe miejsca. I jak obiecał tak też zrobił.
Na starcie stawiła się prawie cała nasza grupa plus kandydat do dołączenia do grupy. Mocny kandydat i właściwie można powiedzieć, że już jedną nogą w grupie. Bo chłopak ostatnio pokazał, że ma charakter w nogach i nie straszne mu są pokonywane kilometry. Mówię tu oczywiście o młodym Andrzeju, który to niedawno realizował jedno ze swoich wyzwań.
Dziś pomimo tego, że musiał wstać po godzinie 5, to nie zrezygnował z wyjazdu do Warszawy.
Do Warszawy tak … Dokładnie tu zaczyna się wycieczka pod tytułem Dzika Rzeka.
Pewnie zastanawiacie się jak to możliwe ?
Prawie centrum Polski, Stolica, Królowa Rzek Polskich, gdzie tu jej dzikość.
Ja też …..............
Ale zastanowienie było do chwili kiedy, Grzegorz tylko sobie znanymi ścieżkami, dróżkami, duktami, polami, dziwnymi wiaduktami, przejazdami, podjazdami polazł nam mnóstwo dzikich wspaniałych i malowniczych miejsc nad Wisłą i w najbliższej jej okolicy. Niektóre naprawdę zachwycały swoim krajobrazem, taką właśnie dzikością, taką nieuregulowaną linią przyrody i brakiem znamion cywilizacji.
Nie jestem wstanie, a może bardziej nie chce tego pisać bo zapisałbym całą stronę, aby dokładnie powiedzieć gdzie jak jechaliśmy, gdzie skręcaliśmy itp.. Powiem tylko że z dworca Warszawa Wschodnia ruszyliśmy w kierunku Góry Kalwarii lewą stroną rzeki, a wracaliśmy prawą stroną z przeprawą promową na wysokości Plaży Na Zawadach. Oj zapomniałbym o najważniejszej i najbardziej oczekiwanej atrakcji, a biorąc pod uwagę panujący upał najbardziej pożądaną atrakcję dzisiejszego dnia . Chodzi oczywiści o pieszą przeprawę i orzeźwiającą kąpiel w rzece Świder tuż przy jej ujściu do Wisły. To było naprawdę bardzo miłe. Postawiło nas na nogi i dało dużo energii na pozostały odcinek trasy. A była nam ta energia bardzo potrzebna bo zanosiło się na burzę i duża ulewę, a do mety jeszcze sporo kilometrów. I w zasadzie to nam się udało, bo gdybyśmy nie spędzili chwili w jednym z barów na posiłek to byśmy zdążyli na dworzec przed deszczem, a tak to ostatnie 5 km jechaliśmy w deszczu. Jednak wcale się nim nie przejmowaliśmy. Zmył on trochę kurzu z rowerów i naszych ubrań, oraz fajnie i przyjemnie nas schłodził.
Co tu więcej pisać?
Może tylko jeszcze to, że dotychczas moje wizyty w Warszawie były związane wyłącznie z obowiązkami służbowymi typu szkolenia. Teraz już w jednym roku jestem tu dwa razy i jeżdżę po stolicy rowerem dla przyjemności. Niedawno podczas wycieczki organizowanej i rozplanowanej przez Mateusza poznawałem jazdę po miejskiej dżungli, dziś Grzegorz zabrał nas w zupełnie inne klimaty. Obie wycieczki superowe, obie inne i obie ciekawe. Również dla młodego Andrzeja była to nowa rowerowa przygoda. Chłopak ze względu na swój rower (cienkie koła) unikał terenu jak ognia. A tu teraz blisko połowa to jazda terenowa. Dał radę. Nie marudził i dzielnie pokonywał każdy kilometr trudów terenowej jazdy.
Grzegorz, Lena bardzo dziękuję za tą wycieczkę. Z przyjemnością wybiorę się na Dziką Rzekę jeszcze raz. Może na przyszły rok jesienią, kiedy do tych dzikich krajobrazów przyjdzie jeszcze Pani Jesień ze swoją kolorową szatą.
Było SUPER.

Trasa: Warszawa - Gassy - Góra Kalwaria - Otwock Wielki - Warszawa
Foto : Ale i tak nie oddadzą tego jak było wspaniale.

To chyba obowiązkowe zdjęcie z Warszawy. Widok z Mostu Siekierkowskiego
To chyba obowiązkowe zdjęcie z Warszawy. Widok z Mostu Siekierkowskiego © GOZDZIK
Wesoła ekipa od lewej Waldek, Goździk, Andrzej,Grzegorz, Młody Andrzej, Lena
Wesoła ekipa od lewej Waldek, Goździk, Andrzej,Grzegorz, Młody Andrzej, Lena - foto Waldek © GOZDZIK

Gdzieś na trasie ale jeszcze w Warszawie foto Waldek
Gdzieś na trasie ale jeszcze w Warszawie foto Waldek © GOZDZIK

© GOZDZIK
A oto i Dzika Rzeka
A oto i Dzika Rzeka © GOZDZIK - foto Waldek
O i tu też Ona
O i tu też Ona © GOZDZIK
Gdzieś na trasie - foto Waldek
Gdzieś na trasie - foto Waldek © GOZDZIK
Przeprawa przez rzekę Świder
Przeprawa przez rzekę Świder © GOZDZIK
Czekamy na prom - foto Waldek
Czekamy na prom - foto Waldek © GOZDZIK
I płyniemy po Dzikiej Rzece.
I płyniemy po Dzikiej Rzece. © GOZDZIK
Gdzieś na trasie żegnamy się z Dziką Rzeką
Gdzieś na trasie żegnamy się z Dziką Rzeką © GOZDZIK
A to jest Warszawa tuż przy Dzikiej Rzece
A to jest Warszawa tuż przy Dzikiej Rzece © GOZDZIK





  • DST 128.30km
  • Teren 15.00km
  • Czas 06:23
  • VAVG 20.10km/h
  • VMAX 47.80km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Podjazdy 343m
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do Ciechanowa

Czwartek, 20 sierpnia 2020 · dodano: 24.08.2020 | Komentarze 2

Ta wycieczka miała być tą pierwszą w pełnym składzie naszej małej nieformalnej ale bardzo wesołej grupy. Ale niestety jak to w życie bywa nie zawsze dany termin każdemu pasuje, lub też bieżące wydarzenia i zobowiązania, które wyskoczyły nagle pozwalają na udział w danym wydarzeniu.
Tak też było i tym razem. Na rynku w Zakroczymiu nie mogli pojawić się Lena i Mateusz.
Trudno niech żałują.
W takim troszkę okrojonym składzie Waldek, Andrzej, Grzegorz i ja ruszamy w kierunku twierdzy Modlin. Tak między murami twierdzy, a rzekami Wisły i Narew docieramy do Nowego Dworu Mazowieckiego. Pierwszy przystanek to Pomiechówek. Mały odpoczynek, śniadanko i ruszamy dalej w trasę. W trasę która ułożył i w całości wytyczył Waldek. Dlatego każdy kilometr dzisiejszej wycieczki był dla nas bardzo ciekawy. Szczególnie ciekawe były odcinki specjalne. Odcinki te biegły po drogach szutrowych, polnych i niekiedy dość mocno piaszczystych. Na tych odcinkach nasz dyrektor sportowy trasy Waldek jakimś dziwnym trafem zawsze jechał lub pchał rower dużo przed nami.
Mmmmm ciekawe dlaczego ?????
Ale nie, muszę tu napisać szczerą prawdę i pochwalić naszego kolegę. Oczywiście byliśmy trochę źli na te odcinki szczególnie tam gdzie trzeba było pchać rowery, ale one były naprawdę bardzo urocze, ciekawe i po prostu ładne, a przed wszystkim spokojne. Generalnie drogo do Ciechanowa była wspaniała, zróżnicowana, ciekawa i kolorowa. Niestety pokonanie około 15 km po takim terenie przełożyło się na czas. A dokładnie na uciekający nam czas, a tu przed nami zwiedzanie Zamku w Ciechanowie, jakiś obiadek, może jeszcze jakieś szwendanie się po mieście. Więc jak tylko udawało się wskoczyć na asfalt to staraliśmy się nadrabiać skradziony przez odcinki specjalne czas.
Nie do końca udała się nam ta sztuka. Czasu było tyle aby zwiedzić zamek, a dokładnie wystawę oraz wejść na obie baszty. Na szwendanie brakło czasu, a obiadek zjemy po drodze. Mamy mniej kilometrów do przejechania i wygląda na to że wiaterek będziemy mieli w plecy. Czyli może uda się coś odzyskać. Pod warunkiem że nie będzie odcinków specjalnych.
Hurrrrraaaaaa nie było.
Był za to wiaterek w plecki i mogliśmy sobie spokojnie wylądować w jakimś miłym lokalu na obiadku. Zbytniego wyboru nie było. Bo jedynym większym miasteczkiem w drodze powrotnej było Nowe Miasto. I tu założyliśmy naszą bazę posiłkową. Było dużo i smacznie.
Ruszamy dalej. To już ostatni odcinek naszej dzisiejszej wycieczki. Wycieczki która była bardzo ciekawa, przyjemna i właśnie taka jaką bym chciał aby była każda wycieczka.
Fajnie było odwiedzić miasto do którego w 2006 roku ja wytyczyłem trasę. Zobaczyć jak się zmienił zamek i czy w ogóle się zmienił (zmieni i to na lepsze).
Wycieczka bardzo udana.
Trasa : Zakroczym, Nowy Dwór Mazowiecki, Pomiechówek, Goławice, Zaborze, Cieksyn, Rostoki, Nowe Miasto, Modzele-Bartłomieje, Soboklęszcz, Sońsk, Ciechanów, Niechodzin, Kownaty-Borowe, Ojrzeń, Karolinowo, Nowe Miasto, Grabie, Joniec, Stara Wrona, Zaręby, Zakroczym.

Foto:
Wesoła ekipa na śniadanku - foto Waldek
Wesoła ekipa na śniadanku - foto Waldek © GOZDZIK
Wspaniałe odcinki specjalne - foto Waldek
Wspaniałe odcinki specjalne - foto Waldek © GOZDZIK
Przerwa w cieniu dla ochłody
Przerwa w cieniu dla ochłody © GOZDZIK
Na zamku w Ciechanowie
Na zamku w Ciechanowie - foto Waldek © GOZDZIK
Jakie czasy takie przyłbice
Jakie czasy takie przyłbice © GOZDZIK
Widok z zamkowej baszty
Widok z zamkowej baszty © GOZDZIK
Zakroczym i pomnik latarnia od lewej Andrzej, Grzegorz, Waldek
Zakroczym i pomnik latarnia od lewej Andrzej, Grzegorz, Waldek © GOZDZIK





  • DST 113.22km
  • Teren 5.50km
  • Czas 05:22
  • VAVG 21.10km/h
  • VMAX 35.70km/h
  • Temperatura 29.0°C
  • Podjazdy 153m
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do Łęczycy. Czyli pierwsze 100 km Andrzeja "Młodego"

Sobota, 8 sierpnia 2020 · dodano: 10.08.2020 | Komentarze 0

Gdy podczas pierwszej wycieczki z młodym Andrzejem tak sobie gadaliśmy o tym co słuchać, gdzie jeździłeś, gdzie byłeś, jakie masz plany na przyszłość itp. Andrzej zdradził mi soje marzenie, wyzwanie, a mianowicie chciałby zrobić swoje pierwsze 100 km podczas wycieczki. No mnie długo na takie rzeczy nie trzeba namawiać.
Temat podchwyciłem i już za kilka dni po tamtej wycieczce miałem już w głowie plan i pomysł na te jego 100 km.
Oczywiście najpierw spytałem kiedy planuje to zrobić.
Powiedział że na początku sierpnie.
Pasuje myślę sobie.
Potem spytałem a w jakim kierunku by chciał ruszyć aby taki dystans pokonać.
A no powiedział ze może gdzieś w kierunku Piątku.
Też pasuje pomyślałem sobie, właśnie taki kierunek planowałem. Bo tam bardziej płasko i asfaltowo.
To właściwie jak wszystko się zgadza to została kwestia tylko terminu i delikatnej sugestii aby to było 8 sierpnia.
I tak się właśnie stało.
Kumulacja szczęścia, radości, wspaniałej pogody na ten dzień była ogromna. Bo nie dość że faktycznie pogoda dopisała nawet trochę za bardzo, zaliczenie dystansu pierwszych 100 km jak najbardziej udane, to jeszcze wieczorem po wielu latach no obczyźnie do Polski wrócił mój przyjaciel Waldek. Osoba której wiele zawdzięczam jeśli chodzi o rowery, wycieczki, planowanie ich itp. Mam nadzieje że dane nam będzie nadrobić ten czas i to z nawiązką w zdrowi i w gronie fajnych ludzi jakich mamy w Green Velowej Grupie Rowerowej.
Ale wracajmy do wielkiego wydarzenia jakim jest pokonywanie własnych wyznaczanych granic i to nie tylko dla młodego człowieka. Każdy kto wyznacza sobie takie bariery, nie ważne czy mają ona 100 km, 200 km czy 10 km czy wejście na 8-tysięcznik czy tylko na niedalekie wzgórze, czy jest to 2000 km szlaku czy tylko 5 km. Nie ważne. Jeśli jest to dla kogoś bariera jaką chce pokonać to jest to wielkie wydarzenie. I takie właśnie było dla Andrzeja.
W tym wspaniałym dniu chciał nam również towarzyszyć Grzegorz, który przybył do mnie z samego rana.
Mała kawka, przygotowanie sprzętu, a przede wszystkim wody i ruszamy.
Godzina 8.30 a już wiemy ze słonko nas nie oszczędzi dziś. Cień i odrobina chłodu będą na wagę złota.
Trudno do boju.
Pierwszy dłuższy odpoczynek zaplanowaliśmy sobie w centrum Polski. Czyli w miejscowości Piątek. W przyjemnych chłodzie pobliskiego parku odpoczęliśmy i uzupełniliśmy bidony. Ruszamy dalej. Kolejny odpoczynek to pałac w miejscowości Ktery.
I tu jest zagadka. Dlaczego ja nie zrobiłem tu żadnego zdjęcia ????? Naprawdę nie wiem. Spędziliśmy tu z 10 może 15 minut i nie mam nic. Czyżby już słońce przypiekło styki ? Dobra było minęło. Jedziemy dalej.
Słońce co raz wyżej, a my co raz mniej gadamy. Właściwie to już nie gadamy tylko albo pijemy albo się polewamy wodą. W takiej ciszy docieramy do miejscowości Tum licząc na poleżenie w cieniu ogromnego romańskiego kościoła lub nawet schowanie się na jakiś czas w jego murach.

Tu garść informacji o tym miejscu przepisane z netu:
W średniowiecznym Tumie, czyli Łęczycy, powstała jedna z pierwszych szkół kolegiackich w Polsce – przetrwała do XVIII w. Archikolegiata Łęczycka w Tumie posiada wspaniały romański tympanon i romańskie freski. Według legendy spoczął w niej Piotr Włost i arcybiskup gnieźnieński Jan Janik oraz kilku innych włodarzy Kościoła – biskupie groby znaleziono w trakcie wykopalisk. W podziemiach archikolegiaty zachowały się relikty opactwa NMP. W Tumie znajdują się obecnie relikwie Św. Wojciecha. Na ścianie jednej z wież można zobaczyć także "ślady diabła Boruty". W archikolegiacie odbyło się kilkadziesiąt synodów kościelnych, uznawanych za pierwsze polskie sejmy – kościół był siedzibą arcybiskupów do XVIII w. i pozostawał pod opieką królów polskich. W 1967 r. prymas Wyszyński i arcybiskup Wojtyła w Archikolegiacie Łęczyckiej w Tumie prowadzili uroczystości kończące Milenium Polski. Archikolegiata jest największym kościołem romańskim w Polsce. Wielokrotnie niszczona przez m.in. Litwinów, Tatarów i Krzyżaków oraz pożary, przebudowana w XVIII w. przez Efraima Schroegera, spłonęła w czasie walk z hitlerowcami w czasie Bitwy nad Bzurą w 1939 roku. Odbudowana i przekształcona (m.in. strop żelbetowy) po 1947 wg projektu Jana Koszczyc-Witkiewicza. Duży wkład w odbudowę świątyni wniósł ksiądz prałat Władysław Chmiel, który w czasie odbudowy był proboszczem parafii tumskiej.

Niestety nie było nam to dane. Do kościoła zbliżała się pielgrzymka i kościół był przygotowany na ich powitanie. Brakło im tylko ludzi do bujania dzwonami. I na kogo padło ? No na trzech kolarzy którzy księdzu spadli jak z nieba i poprosił nas o to abyśmy uczestniczyli w tym powitaniu dzwoniąc trzema dzwonami na całą okolice. Trudno było odmówić tak sympatycznemu księdzu. Dzwoniliśmy więc ile sił w rękach, a potem czym prędzej uciekliśmy w swoją drogę do Łęczycy na zamek. Normalnie strach było wejść aby nie wpaść i tu w jakieś powitania, pożegnania czy może jakieś inne obchody.
Chcieliśmy poleżeć na trawie w cieniu!
Udało się. Tu była cisza i spokój.
Chwila na zamku a potem na obiadek i droga powrotna, która choć dużo krótsza bo tylko 45 km to jednak dała nam w kość. Przerwy robiliśmy co 10 - 12 km, cień, leżenie i wiaderko wody na głowę. To były jedyne atrakcje drogi powrotnej.
A nie przepraszam. Przecież główna atrakcja to zdobyty przez Andrzeja Rubikon. Oczywiście zrobiliśmy postój złożyliśmy gratulacje, opiliśmy to butelką doskonałej wytrawnej wody i ruszyliśmy na ostatnie 13 km dzisiejszej trasy.
Niesamowity dzień.
Pełen wrażeń, emocji i przygód. No bo komu jest dane dzwonić dzwonami w kościele ??? Nie z psikusa, nie na złość ale w dobrej sprawie. Bo choć ja nie mam po drodze z kościołem (nie mylić z wiarą) i księżmi to pielgrzymów szanuję i podziwiam.
Andrzeju gratulujemy ci z całego serca tych pierwszych 100 km. Wierzymy że będą kolejne rekordy, choć one same w sobie nie stanowią sedna wycieczek rowerowych, ale są ich częścią.
Było fajnie.

Trasa : Głowno – Bronisławów – Domaradzyn – Popów Głowieński – Mąkolice – Jasionna – Witów – Sułkowice Pierwsze – Piątek – Goślub – Bolków – Ktery – Strzegocin – Gledzianów – Gledzianówek – Rybitwy – Witaszewice – Tum – Kwiatówek – Łęczyca – Kwiatówek – Tum – Metlew – Bogdańczew – Góra Św. Anny – Bryski – Żabokrzeki – Pokrzywnica – Piątek – Sułkowice Pierwsze – Jasionna – Władysławów Popowski – Boczki Domaradzkie – Ziewanice – Głowno

Foto:

Piątek i środek Polski.
Piątek i Geometryczny Środek Polski + Andrzej . © GOZDZIK

Wszędzie prawie tak samo blisko - Piątek
Wszędzie prawie tak samo blisko - Piątek © GOZDZIK

Tum - marzyliśmy o leżeniu w cieniu
Tum - marzyliśmy o leżeniu w cieniu © GOZDZIK


A tu po lewej są dzwony  którymi witaliśmy pielgrzymów © GOZDZIK

Zamek w Łęczycy
Zamek w Łęczycy © GOZDZIK

Pod zamkiem w Łęczycy
Pod zamkiem w Łęczycy © GOZDZIK




  • DST 50.00km
  • Czas 03:49
  • VAVG 13.10km/h
  • VMAX 34.40km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 131m
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze

W Miejskiej Dżungli.

Sobota, 6 czerwca 2020 · dodano: 08.06.2020 | Komentarze 0

Na naszej grupowej pierwszej wycieczce, która odbyła się 1 maja, Mateusz zaproponował nam wycieczkę po swoich terenach.
Czyli po Warszawie.
Wiadomo Stolica.
A właściwie to nie wiadomo !!!
Nie wiadomo czego się spodziewać.
Wycieczki w terenie to tam wszystko jest jasne, a w mieście i to w takim mieście !?
Szczerze powiem że na dzień czy dwa przed tym przyjazdem to miałem jakieś tam obawy. Jak to będzie. Czy będzie ciekawie, czy będzie jechanie, czy tylko zwiedzanie, czy po prostu w miejskiej dżungli się nie zgubię gdzieś tam.
Ale co trudno. Mateusz nas zaprosił, poświęcił czas na zaplanowanie trasy, wybranie z setek ciekawych miejsc w stolicy, tych które możemy podczas tej wycieczki zobaczyć, odwiedzić i dowiedzieć się czegoś ciekawego, mądrego i ważnego.
Pociągiem 7.03 z Łowicza ruszam na podbój stolicy. Oczywiście to tak dość górnolotnie powiedziane bo raczej nie mam szansy poznać jej podczas jednej wycieczki. Ale na pewno jakąś jej część inną niż tą związaną z wizytami służbowymi i szkoleniami to poznam.
Pod Pałacem Kultury czekał na mnie już Mateusz, a za kilka minut na miejsce zbiórki podjechała Lena i Grzegorz. Grupa Rowerowa Green Velo prawie w komplecie. Możemy ruszać.
Nie będę się tu wymądrzał i ściemniał. Ja totalnie nie znam Warszawy. Nie wiem jak się tu poruszać, gdzie pojechać aby coś zobaczyć, zwiedzić i nie pobłądzić, nie zamotać się i aby wizyta miała sens. Dlatego mimo wcześniejszych obaw to i tak się cieszyłem, że będę miał przewodnika po tym mieście, a właściwie to dwóch przewodników. Mateusz i Grzegorz wspaniale się uzupełniali w przekazywaniu wiadomości, ciekawostek i opowiadaniu historii związanych z miejscami które odwiedzaliśmy. To była naprawdę porządna porcja wiedzy, którą próbowałem przyswajać na bieżąco. Jednak nie było na to szans. Starałem się chociaż zapamiętać hasłowo, a w domu na spokojnie w wolnej chwili będę sobie przyswajał wiedzę.
Powiem tak. Gdybym wpadł kiedyś na pomysł pojechania samemu na taką wycieczkę to pewnie nic dobrego by z tego nie było. Natomiast w towarzystwie takich przewodników było wspaniale i nie żałuję ani jednego przejechanego metra w mieście. Tak w mieście. Bo ta wycieczka była totalnie inna niż wszystkie dotychczasowe. Nie było tu za wiele terenu, a właściwie wcale. Była za to totalnie miejska dżungla. Mnóstwo ludzi, pędzących rowerzystów, pieszych i zwierząt na spacerach. Samochodów na ulicy. I w tym wszystkim my poruszający się tam gdzie było można to po ścieżkach rowerowych, a tam gdzie nie to pomiędzy samochodami lub pieszymi. Do tego jeszcze jakaś szykująca się manifestacja, która zgromadziła na każdym skrzyżowaniu, przejściu dla pieszych i uliczkach mnóstwo Policjantów. Trzeba było uważać aby nie łamać prawa podczas jazdy na rowerze. Szczególnie na przejściach dla pieszych hihihi.
Wycieczka inna niż wszystkie, ale było wspaniale i było warto.
Mateusz dziękuję za przygotowanie tej wycieczki. Dziękuję Wam za przekazaną wiedzę i informacje i oczywiście za wspaniałe towarzystwo. Naprawdę bardzo dobrze się bawiłem.


Trasa: Warszawa a dokładniej to Śródmieście, Żoliborz, Wola, Mokotów

Foto:
Muzeum Więzienia
Muzeum Więzienia "Pawiak" © GOZDZIK
Warszawa - Pawiak
Warszawa - Pawiak © GOZDZIK

Tablica informacyjna

Rzut obszaru Getta Warszawskiego na mapie Warszawy
Rzut obszaru Getta Warszawskiego na mapie Warszawy © GOZDZIK
Brama Straceń w Cytadeli Twierdzy Warszawa
Brama Straceń w Cytadeli Twierdzy Warszawa © GOZDZIK

Wisła - Warszawa

Rzut oka na Zamek Królewski

Z wizytą u Prezydenta.
Pomnik Małego Powstańca
Pomnik Małego Powstańca © GOZDZIK
Na Kopcu powstania Warszawskiego usypanego z gruzów warszawy po Powstaniu Warszawskim
Na Kopcu Powstania Warszawskiego usypanego z gruzów warszawy po Powstaniu Warszawskim © GOZDZIK

Widok z Kopca




  • DST 66.80km
  • Teren 1.50km
  • Czas 03:44
  • VAVG 17.89km/h
  • VMAX 35.40km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 93m
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze

W koncu się udało

Piątek, 1 maja 2020 · dodano: 03.05.2020 | Komentarze 0

Gdy rozstawaliśmy się z Leną, Grzegorzem, Mateuszem i Andrzejem w zeszłym roku i wstępnie planowaliśmy już spotkanie na rozpoczęcie sezonu 2020 to w życiu nie pomyśleliśmy że te plany storpeduje nam jakiś wirus. Różne scenariusze utrudniające nam życie, czy odwołujące wycieczkę brane są pod uwagę, ale wirus ????, pandemia ????, kwarantanna ?????? zakaz wychodzenia z domu, wjazdu do lasu, parku, spotykania się itp. Masakra.
Ten właśnie mały, niewidzialny czort spowodował, że pierwsze rowerowe spotkanie naszej Grupy Rowerowej Green Velo (tak wiem szumna i dostojna nazwa grupy, ale szlak ten nas poznał i połączył więc tak się nazwaliśmy) nie odbyło się tak jak planowaliśmy w marcu tylko w maju. No w sumie to na literkę m i to też, ale jednak różnica to prawie dwa miesiące.
Trudno takie czasy.
Świat musiał zwolnić.
My musieliśmy zwolnic i zastanowić się nad naszym życiem.
Nie ma co więcej o tym pisać.
Trzeba żyć nadzieją, że będzie dobrze, że nikt z bliskich nie zachoruje ( na żadną chorobę), a za jakiś czas wszystko wróci do normy. Tylko na pewno na nowych zasadach. Na nowym poukładaniu wartości i zasad życia.
Mój pomysł wycieczki, Andrzej ułożył w trasę i tym samym mogliśmy poznać okolice ziemi sochaczewskiej, a dokładnie to odwiedzić pałace i dwory w okolicy Sochaczewa. Jest ich całkiem sporo i podczas tej wycieczki poznawaliśmy te obiekty które są położone na wschód od Sochaczewa. Niestety niektóre z nich są własnością prywatną i nie można do nich podejść, inne były zamknięte jak w Żelazowej Woli, Szymanowie z powodu epidemii. Ale najważniejsze było to, że mogliśmy się spotkać (zachowując oczywiście wszelkie zasady aby nie było), pogadać, pośmiać się, a na koniec wycieczki zjeść przepyszną szarlotkę upieczoną przez Renatkę, a że za szarlotkę i sernik dam się pokroić to i odejść od stolika było mi ciężko. Bardzo dziękujemy za gościnę.
Sezon rowerowy możemy uważać za otwarty.
Wycieczka była udana, pogoda może nie w 100% procentach taka jaką lubię, ale deszcz nas nie zmoczył, zamarznąć też nie zamarzliśmy, a podczas postojów było nawet bardzo ciepło.
teraz już kożemy planowac koljene wypady.

Trasa: Budki Piaseckie – Mikołajew – Skotniki – Strugi – Szymanów – Teresin – Maszna – Nowe Paski - Skarbikowo – Szczytno – Nowe Mostki – Żelazowa Wola – Sochaczew – Rokotów – Orłów – Wikcinek – Marysinek – Jeżówka – Skotniki – Mikołajew – Budki piasecki
Foto:
Pałac w Strugach
Pałac w Strugach © GOZDZIK
Pałac w Szymanowie
Pałac w Szymanowie © GOZDZIK
Pałac w Teresinie
Pałac w Teresinie © GOZDZIK
Nowe Paski - Pałac
Nowe Paski - Pałac © GOZDZIK
Ekipa na trasie
Ekipa na trasie © GOZDZIK
Pałac w Sochaczewie Chodaków
Pałac w Sochaczewie Chodaków © GOZDZIK
Sochaczew Czerwonka - Dwór
Sochaczew Czerwonka - Dwór © GOZDZIK
Cała wesoła ekipa.
Cała wesoła ekipa. © GOZDZIK




  • DST 65.30km
  • Teren 1.00km
  • Czas 03:13
  • VAVG 20.30km/h
  • VMAX 38.10km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Podjazdy 218m
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Green Velo 2019 - dzień czwarty

Poniedziałek, 29 lipca 2019 · dodano: 01.08.2019 | Komentarze 5

Dzisiejszy dzień można by zacząć od nieco zmienionych słów znanej piosenki Pana Mieczysława Fogga:

To ostatnia wycieczka
dzisiaj się rozstaniemy,
dzisiaj się rozjedziemy

Ale zanim to nastąpi to mamy do pokonania około 60 km spokojnej jazdy do Terespola. A jeszcze wcześniej istne królewskie śniadanko, które przebiło wszystkie dotychczasowe. No fakt, że szarlotką i sernikiem można mnie kupić bez problemy, a tu takowe ciasta własnego wypieku były, ale do tego była wędlina własnej roboty, pasztet pieczony, jajecznica, paróweczki na ciepło, przepyszna sałatka z serkiem mozzarella, deska serów… aaaaaa pychota. Powtórzę się, aby zakończyć ten wątek. Polecam kwaterę oberża Borsuki i koniec.
To wracamy do pożegnalnego odcinka wyprawy Green Velo 2019.
Dziś główna atrakcją jest zdążyć na pociąg w Terespolu. A to wcale nie jest takie na 100% pewne, ponieważ chmury, jakie się zbierają po naszej lewej stronie są naprawdę bardzo groźne i jeśli z nich się zrobi jakaś nawałnica, burza, deszcz to może być różnie z tym czasem, lub z jazdą w przyjemnych warunkach.
Druga atrakcja to stadnina koni w Janowie Podlaskim.
Po drodze niespodziewanie pojawiają się jeszcze dwa miejsca, z których roztacza się przepiękny widok na Bug. Oczywiście nie mogę sobie odmówić takich przyjemności. Odbijam, więc zaraz za Borsukami w lewo, aby popatrzeć przez chwilkę na zakole Bugu. Piękny widok, ale czas wracać na szlak.
Docieramy do Janowa a po chwili do stadniny koni, aby popatrzeć na wspaniałe konie. Nie znam się na nich kompletnie, więc dla mnie wszystkie były takie same i bardzo ładne. Dały się pogłaskać i to by było na tyle, jeśli chodzi o pobyt w stadninie. Jedziemy dalej.
A gdzie, nie jedziemy prrrrrr … przy najstarszej stacji paliw w Polsce, która znajduje się przy Starym Rynku w Janowie Podlaskim. Naftę i inne ówczesne paliwa sprzedawano w tym miejscu już w latach dwudziestych ubiegłego wieku. A my dziś podziwiamy ręczne dystrybutory firmy Temper Extrakt z 1928 roku, które zachowały się do dziś dnia. Tu również ucinamy sobie miła pogawędkę z przejeżdżającym kolarzem, który informuje nas, że droga do Terespola jest właściwie prosta, lekko w dół z malutkimi zmarszczkami. Raduje to nasze serca, bo wiemy ze na pociąg przy takich okolicznościach drogowych spokojnie zdążymy, nawet jak będziemy podążali zgodnie ze szlakiem, który tuż przed Terespolem odbija w prawo i robi taki dość duże koło po okolicy. Na dworzec docieramy mniej więcej na 1,5 godziny przed odjazdem pociągu. Mamy czas na małe jedzenie, odpoczynek i zasłużone piwko pod ogrodowym parasolem. Tak kończymy naszą druga już przygodę ze szlakiem Green Velo. I o ile w zeszłym roku polubiłem taka formę podróżowania, a nie jak dotychczas kwatera w jednym miejscu i trzy wycieczki po okolicy, to w tym roku mogę śmiało powiedzieć, że jestem zakochany.
Cztery dni.
Każdy inny.
W każdym inna trasa, okolica, przyroda, krajobraz.
Trzy kwatery
Każda inna.
Tylko ekipa Lena, Mateusz, Grzegorz, Andrzej, Waldek i ja Goździk była stała i wesoła.

Cóż można powiedzieć.
Nadam, pomimo tego makabrycznego odcinka z Czeremchy do Grabarki, jestem pod ogromnym i pozytywnym wrażeniem szlaku GV. Nadal uważam, że jest bardzo dobrze oznaczony w terenie i nie sposób się zgubić na trasie, nadal uważam, że różne nawierzchnie te od tych cudownych do makabrycznych to tylko i wyłącznie plus.
No co tu dużo mówić już bym chciał wrócić i jechać dalej, a z taka ekpią to i deszcz niestraszny jest…… Tarka też hihihihi.

Dziękuję wam bardzo z wspólne spędzenie cudownego czasu. Takich dnia, wycieczek chwil się nie zapomina.

Trasa: Borsuki – Gnojno – Stary Bubel – Stary Pawłów – Janów Podlaski – Werchliś – Zaczopki – Pratulin – Neple – Mokrany Stare – Malowa Góra – Koroszczyn - Terespol

Foto:

Nasza kwatera w Borsukach
Nasza kwatera w Borsukach © GOZDZIK
Widok na zakole Bugu
Widok na zakole Bugu © GOZDZIK
Stadnina Koni w Janowie Podlaskim
Stadnina Koni w Janowie Podlaskim © GOZDZIK
I wszędzie koniki - Janów Podlaski
I wszędzie koniki - Janów Podlaski © GOZDZIK
I koniki na karuzeli w wesołym miasteczku :-)
I koniki na karuzeli w wesołym miasteczku :-) © GOZDZIK
Ręczne dystrybutory firmy Temper Extrakt z 1928 roku - Janów Podlaski
Ręczne dystrybutory firmy Temper Extrakt z 1928 roku - Janów Podlaski © GOZDZIK
Rezerwat Szwajcaria Podlaska
Rezerwat Szwajcaria Podlaska © GOZDZIK
I widok na Bug w rezerwacie
I widok na Bug w rezerwacie © GOZDZIK
To już ostatnie kilometry wspólnej jazdy
To już ostatnie kilometry wspólnej jazdy © GOZDZIK
Rumaki w pociągu czas wracac do domu
Rumaki w pociągu czas wracać do domu © GOZDZIK




  • DST 111.00km
  • Teren 43.00km
  • Czas 06:35
  • VAVG 16.86km/h
  • VMAX 45.10km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 362m
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Green Velo 2019 - dzień trzeci

Niedziela, 28 lipca 2019 · dodano: 01.08.2019 | Komentarze 1

Dzień trzeci przede wszystkim zapowiadał się na naprawdę bardzo gorący i dodatkowo najdłuższy, jeśli chodzi o dystans. Waldek do tego wszystkiego dołożył wiadomość, ze wyczytał gdzieś na forum informację o tym, że dziś napotkamy jeden z bardziej podłych fragmentów szlaku GV. Ale kto by się tym przejmował z rana. Da się radę. Nikt o tym o godzinie 9.00 rano nie zawracał sobie głowy. Bardziej nas martwiła przeprawa promowa przez Bug. Bo skoro jest mało wody w rzekach to ciekawe czy prom w Mielniku będzie pracował.
Dzięki małej pomyłce w nawigacji żegnamy się z Hajnówkę w wersji rozszerzonej zwiedzają jeszcze kawałeczek tego miasta. Za miastem czeka nas długa prosta w pełnym słońcu. Co prawda trudno mówić o dziewiątej rano o pełnym słońcu, ale niestety dziś już o tej godzinie było naprawdę bardzo ciepło i duszno. Wiatr nam sprzyja, bo wieje w plecy, więc kilometry umykają szybko. Mnie od samego początku jedzie się dość ciężko. Mięśnie po wczorajszej wygranej w czasówce w TdF trochę bolą, a do tego czuję po telefonicznej rozmowie z żonką, że w domu nie jest wszystko tak jak powinno być.
Ale jechać trzeba, krajobrazy podziwiać, koła nie puszczać i odpuścić sobie dziś rumakowanie na czele peletonu. I jakoś to będzie.
I było całkiem przyjemnie. Ból się rozszedł po kościach, głowa trochę przestała myśleć widoki fajne jak zwykle brygada mnie rozweselała i …. I nagle przyszła niespodziewanie miejscowość Czeremcha, a właściwie to droga nr 66, którą przekroczyliśmy w okolicach Czeremchy.
I się #$#@#$ zaczęło.
Sypki piasek na drodze, która była pofałdowana, taka jak tarka, nie wiem jak to opisać, ale jazda po niej z otwartymi ustami groziła odgryzieniem języka a z zamkniętymi w tym upale uduszeniem. Szybkość na liczniku to 6-8 km/h.
No dobra trudno. Szlak Green Velo to różnorodność nawierzchni i to jest fajne. Więc jedziemy przecież zaraz się to pewnie skończy. Jedziemy kilometr, dwa, pięć 10 kurcze to się nie kończy !!!!!. Końca nie widać, woda wypita. W niektórych miejscach było tyle piachu że walczyło się o przetrwanie. Koła cieniutkie, sakwy ciężki, żar z nieba, gdzie nie gdzie wiatr w twarz. Myślałem ze nie dojadę, że za chwilę ciepnę rower w krzaczory i koniec wycieczki. Znajdę sobie gdzieś kwaterę i zostaje. Ale szkoda mi oderwać się od takiej fajnej ekipy. Co prawda na tym odcinku, który tak mniej więcej liczył około 18 km rozciągnęliśmy się tak ze się nawet nie widzieliśmy. A spotkania były tylko wówczas jak się spadło już z roweru i łapało chwilkę odpoczynku. Nie muszę wam chyba mówić, o czym i jakich słów używaliśmy, gdy rozmawialiśmy prawda. Ale za każdym razem trzymała nas nadzieja ze już za chwilkę już jeszcze ten zakręt i pewnie tam już jest dobrze. Ja nie mówię o asfalcie, ja nawet nie mówię o tym piachu. Niech i on sobie nawet i był, ale ta tarka była jak nóż wbijany w plecy milimetr po milimetrze przez blisko 2 godziny. Generalnie można powiedzieć, że do Grabarki droga była masakryczna. Potem oczywiście też były jeszcze fragmenty szutru i piasku, ale nie było tej cholernej tarki. Całe szczęście ze tak w połowie tej mordęgi Mateusz dodzwonił ,się do obsługi promu i dowiedzieliśmy się że kursuje regularnie cały czas do godzony 20.00. Uffff chociaż to zmartwienie mamy z głowy.
W Grabarce zrobiliśmy troszkę dłuższy postój, aby zwiedzić to najważniejszym miejsce kultu religijnego wyznawców prawosławia w Polsce. Tu znajduje się utworzony w 1947 monaster żeński Świętych Marty i Marii, a także 3 klasztorne cerkwie. Wokół głównej cerkwi Przemienienia Pańskiego (z trzech stron – północnej, wschodniej i południowej) wśród wysokich sosen ustawionych jest wiele krzyży, przynoszonych, co roku przez pielgrzymów zmierzających na obchody święta Przemienienia Pańskiego, które robią niesamowite wrażenie. Na górę pod cerkiew prowadza kamienne schody, których pokonanie wymaga trochę wysiłku, a biorąc pod uwagę naszą drogę tu wejście dla mnie na górę było naprawdę ciężkie.
Czas goni trzeba ruszać dalej. Nie wiadomo czy nie dopadnie nas jeszcze zmora zwana TARKĄ. Udało się. Dojechaliśmy do Mielnika w pełnym uzębieniu, szprychy też całe, czasu jeszcze sporo to zasiedliśmy do obiadu i zasłużonego odpoczynku.
Po tych przyjemnych czynnościach ruszamy na przeprawę promową, która należy traktować, jako jedną z atrakcji dzisiejszego dnia.
Oj zapomniałbym przecież w Mielniku odwiedziliśmy jeszcze górę zamkową, na którym zachowała się tylko ruina zamkowego kościoła Świętej Trójcy. Tuż obok tego miejsca jest punkt widokowy na Bug. Widok z tego punku wart był już naprawdę dużego poświecenia wejścia po bardzo stromych prowizorycznych schodkach. Ale wdrapałem się i nie żałuję.
Po dostaniu się na drugą stronę rzeki zostało nam już do katery tylko 8 km. No tak długo ciągnących się 8 km to ja w życiu nie jechałem. Odniosłem wrażenie ze to nie było 8 km tylko 88 km. No końca naszej dzisiejszej podróży nie było widać. Ale jak się ukazał to uśmiechy mieliśmy od ucha do ucha. Piękna drewniana chata, wystylizowane wnętrze, leżaczki za budynkiem zerkały na nas i kusiły wieczornym odpoczynkiem z widokiem na pola i zarośla tuż przy rzece oraz zachodzące słoneczko. Po dzisiejszych trudach wymarzone miejsce na odpoczynek. Cisza i spokój polecam z czystym sumieniem.
I tak zakończył się nasz trzeci dzień wycieczki szlakiem Green Velo. Oczywiście było ciężko, ale tych chwil w gronie przyjaciół się nie zapomni, a drobne niedogodności. Kto by je chciał pamiętać. Powiem tak, jeśli ktoś jedzie szlakiem GV dla samego szlaku, dla frajdy z przejechania go, dla poznania go to odcinek, który opisałem jest niezbędny do przejechania. Natomiast jeśli ktoś po prostu zwiedzając te tereny porusza się różnymi szlakami m.in. GV aby dotrzeć do swojego miejsca przeznaczenia to nich omija ten odcinek . Szkoda sił, a krajobrazowo nic szczególnego, atrakcji, zabytków itp. tez niema.
Dzień udany, wieczór wspaniały czas na sen.

Trasa : Hajnówka – Istok – Dubicze Cerkiewne – Kuraszewo – Kleszczele – Dobrowoda – Repczyce – Czeremcha – Rogacze – Nurczyk – Nurzec Stacja – Borysowszczyzna – Grabarka – Końskie Góry – Radziwiłłówka – Mielnik – Zabuże – Klepaczew – Serpelice - Borsuki

Foto :
Gdzieś na trasie dnia trzeciego
Gdzieś na trasie dnia trzeciego © GOZDZIK

Grabarka - głowna cerkwia
Grabarka - główna cerkiew © GOZDZIK
I niesamowita ilość krzyży - Grabarka
I niesamowita ilość krzyży - Grabarka © GOZDZIK
Gdzieś na Green Velo
Gdzieś na Green Velo © GOZDZIK
Mielnik i Góra Zamkowa z ruinami kościoła. Jedyna pozostałość zamku
Mielnik i Góra Zamkowa z ruinami kościoła. Jedyna pozostałość zamku © GOZDZIK
Widok z zamkowej góry na Bug - Mielnik
Widok z zamkowej góry na Bug - Mielnik © GOZDZIK
Schodki na punkt widokowy - Mielnik
Schodki na punkt widokowy - Mielnik © GOZDZIK
No i się przeprawiamy przez Bug
No i się przeprawiamy przez Bug © GOZDZIK
Plusk, plusk płyniemy sobie przez Bug
Plusk, plusk płyniemy sobie przez Bug © GOZDZIK