Info
Suma podjazdów to 105398 metrów.
Więcej o mnie.
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj4 - 0
- 2026, Kwiecień2 - 0
- 2026, Marzec3 - 0
- 2025, Listopad1 - 0
- 2025, Wrzesień2 - 0
- 2025, Sierpień7 - 1
- 2025, Lipiec5 - 0
- 2025, Czerwiec6 - 0
- 2025, Maj3 - 0
- 2025, Marzec4 - 0
- 2025, Luty1 - 1
- 2024, Grudzień1 - 0
- 2024, Październik1 - 0
- 2024, Wrzesień3 - 0
- 2024, Sierpień2 - 0
- 2024, Lipiec3 - 4
- 2024, Czerwiec6 - 0
- 2024, Maj4 - 0
- 2024, Kwiecień2 - 0
- 2024, Marzec2 - 0
- 2024, Luty2 - 0
- 2023, Październik1 - 0
- 2023, Wrzesień5 - 0
- 2023, Sierpień5 - 2
- 2023, Lipiec2 - 0
- 2023, Czerwiec6 - 0
- 2023, Maj3 - 0
- 2023, Kwiecień2 - 0
- 2023, Marzec2 - 0
- 2022, Październik2 - 0
- 2022, Wrzesień1 - 1
- 2022, Sierpień6 - 0
- 2022, Lipiec4 - 3
- 2022, Czerwiec2 - 0
- 2022, Kwiecień3 - 0
- 2022, Marzec4 - 7
- 2022, Luty1 - 0
- 2021, Październik3 - 0
- 2021, Wrzesień2 - 0
- 2021, Sierpień4 - 1
- 2021, Lipiec2 - 0
- 2021, Czerwiec6 - 1
- 2021, Maj3 - 1
- 2021, Kwiecień2 - 0
- 2021, Marzec4 - 4
- 2020, Listopad1 - 0
- 2020, Październik3 - 3
- 2020, Wrzesień1 - 0
- 2020, Sierpień8 - 5
- 2020, Lipiec3 - 2
- 2020, Czerwiec3 - 0
- 2020, Maj4 - 0
- 2020, Kwiecień1 - 2
- 2020, Marzec1 - 3
- 2020, Luty1 - 2
- 2020, Styczeń1 - 2
- 2019, Listopad1 - 2
- 2019, Październik2 - 4
- 2019, Wrzesień1 - 1
- 2019, Sierpień2 - 3
- 2019, Lipiec6 - 17
- 2019, Czerwiec4 - 8
- 2019, Maj2 - 7
- 2019, Marzec3 - 8
- 2019, Luty2 - 5
- 2018, Listopad1 - 3
- 2018, Październik1 - 3
- 2018, Wrzesień2 - 3
- 2018, Sierpień3 - 12
- 2018, Lipiec6 - 22
- 2018, Czerwiec1 - 5
- 2018, Maj3 - 11
- 2018, Kwiecień3 - 16
- 2018, Marzec2 - 7
- 2018, Luty2 - 6
- 2018, Styczeń1 - 11
- 2017, Listopad1 - 3
- 2017, Wrzesień2 - 6
- 2017, Sierpień3 - 7
- 2017, Lipiec6 - 6
- 2017, Czerwiec4 - 9
- 2017, Maj3 - 10
- 2017, Kwiecień2 - 9
- 2017, Marzec3 - 16
- 2016, Listopad1 - 1
- 2016, Październik1 - 1
- 2016, Sierpień5 - 19
- 2016, Lipiec4 - 14
- 2016, Czerwiec4 - 17
- 2016, Maj2 - 19
- 2016, Kwiecień2 - 8
- 2016, Marzec2 - 6
- 2016, Luty1 - 1
- 2015, Grudzień1 - 5
- 2015, Listopad1 - 5
- 2015, Październik3 - 14
- 2015, Wrzesień3 - 5
- 2015, Sierpień7 - 21
- 2015, Lipiec5 - 4
- 2015, Czerwiec4 - 9
- 2015, Maj4 - 13
- 2015, Kwiecień4 - 4
- 2015, Marzec5 - 10
- 2015, Luty1 - 2
- 2015, Styczeń1 - 0
- 2014, Listopad3 - 7
- 2014, Październik2 - 2
- 2014, Wrzesień3 - 11
- 2014, Sierpień8 - 19
- 2014, Lipiec3 - 8
- 2014, Czerwiec3 - 9
- 2014, Maj3 - 6
- 2014, Kwiecień2 - 4
- 2014, Marzec4 - 13
- 2014, Luty2 - 7
- 2014, Styczeń1 - 1
- 2013, Grudzień1 - 7
- 2013, Październik2 - 7
- 2013, Wrzesień1 - 1
- 2013, Sierpień6 - 23
- 2013, Lipiec5 - 16
- 2013, Czerwiec6 - 8
- 2013, Maj7 - 16
- 2013, Kwiecień5 - 11
- 2013, Marzec3 - 15
- 2012, Listopad3 - 10
- 2012, Październik2 - 12
- 2012, Sierpień5 - 19
- 2012, Lipiec3 - 17
- 2012, Czerwiec4 - 4
- 2012, Kwiecień5 - 0
- 2012, Marzec4 - 5
Wycieczki i wyprawy
| Dystans całkowity: | 10667.78 km (w terenie 2868.50 km; 26.89%) |
| Czas w ruchu: | 574:30 |
| Średnia prędkość: | 18.57 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 71.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 48369 m |
| Liczba aktywności: | 125 |
| Średnio na aktywność: | 85.34 km i 4h 35m |
| Więcej statystyk | |
- DST 96.80km
- Teren 8.00km
- Czas 04:30
- VAVG 21.51km/h
- VMAX 37.80km/h
- Temperatura 29.0°C
- Podjazdy 291m
- Sprzęt VAMP-irek
- Aktywność Jazda na rowerze
Moja przygoda z Green Velo dzień 1
Piątek, 27 lipca 2018 · dodano: 01.08.2018 | Komentarze 6
Jeździć po szlaku Green Velo było moim marzeniem od jakiegoś
czasu. Bardzo chciałem ruszyć drogami i dróżkami tego szlaku, ale brakowało mi
odwagi aby to jakoś ogarnąć, zorganizować. Od wielu lat mój minimalistyczny
weekendowy urlop polegał na pojechaniu samochodem gdzieś w Polskę najlepiej na Warmię
i Mazury i tam zrobić trzy wycieczki. Oczywiście jak pogoda by pozwoliła, bo
jak nie to siedzenie na kwaterze.
Natomiast na szlak GV trzeba się dostać pociągiem zaplanować
jakieś odcinki, różne kwatery, ograniczenia w pakowaniu do sakwy, a na koniec dostać
się do miasta gdzie będzie czekał pociąg powrotny. No właśnie z tym, że nie
czekał tylko odjedzie o określonej godzinie i nic nie będzie go obchodziło to, że
może padał deszcz, była burza, nawałnica, awaria roweru itp….. pojedzie i tyle.
To wszystko powodowało, że jednak bałem się takiej
wycieczki. Bałem, nie planowałem i nadal tylko marzyłem.
Marzyłem, aż do chwili kiedy to za planowanie naszych
wycieczek zabrał się Waldek i mniej więcej równo rok temu oświadczył mi, że za
rok (czyli dziś) ruszamy na Green Velo.
Mówię Oki, rok czasu wiele się zmieni, odwidzi mu się i nie
ma co panikować.
Ale nie.
Nie Waldek.
Jak zaplanował to też do tego dążył.
Wybrał trasy, wybrał miasta, wybrał połączenia, zaproponował
pierwszą kwaterę, Andrzej kolejne dwie zamówili zarezerwowali wsadzili w pociąg
i …….. pojechałem na wielką przygodę. Tak wiem dla niektórych to Pikuś, dla mnie
jak na razie wyprawa życia.
Oczywiście bałem się bardzo bo na ten weekend zapowiadali prawie
trzydziestostopniowe upały, a oprócz tego burze, burze i jeszcze raz burze,
deszcz i grad. Ale co było robić . Bilety kupione, kwatery zapłacone, chłopaki
przygotowani i pełni optymizmu więc jedziemy.
Na początku naszej wycieczki przytrafiły się chłopakom pewne
niespodzianki. Jeden urwał uchwyty od sakwy, drugi się skaleczył dość mocno w
palucha. Zapowiadało się od samego początku rewelacyjnie. Czekałem tylko na to
kiedy mnie coś dopadnie ( w sekrecie powiem, że mnie oszczędził pech).
Podjechał pociąg i jak tylko wsiadłem do wagonu rowerowego
to wszystkie obawy zniknęły. Udzieliła mi się niesamowita atmosfera wagonu
rowerowego, który był wypełniony po brzegi rowerami i ich właścicielami zmierzającymi
na Green Velo. Jedni do Białegostoku, inni do Suwałk jeszcze inni do Augustowa,
a my do Łap.
Dlaczego do Łap ???
Przecież tam nie ma GV!
Prawda. Nie ma. Ale jest Narwiański Park Narodowy i przeprawa
kładkowo-pomostowa Waniewo – Śliwno. Niestety w tym roku przeprawa ta została zamknięta
ze względu na remont. Dowiedzieliśmy się o tym trochę wcześniej, nie na miejscu,
ale i tak nie zmieniliśmy planów rozpoczęcia trasy. Zmieniliśmy tylko plan
trasy dnia pierwszego i odwiedziliśmy Dyrekcję Parku z wybudowaną tam kładka
widokowa nad Narwią. W pociągu, kiedy każdy z nas mówił jakie i gdzie planuje swoją
przygodę ze szlakiem, postanowił się do nas dołączyć Mateusz.
Łapy – wysiadamy. Pakujemy sakwy na rower i ruszamy.
Pogoda cudowna. Cieplutko słonko na niebie, ciepły wiaterek
i przyjaciele w koło i na kołach
Bajka. I tyle.
Ruszamy do Kurowa, a następnie do Tykocina, gdzie Pani Struzikowa
„Bocianowi” piwo nalewała….. pamiętacie w jakim filmie ???? hihihihi. Zamek też
oczywiście odwiedziliśmy.
Po krótkiej przerwie na małe piwko i przeczekanie pierwszego
jakże orzeźwiającego deszczu ruszamy w dalsza drogę. Kolejna przerwa
zaplanowana została tuż przed wkroczeniem na Carską Drogę pod malutkim sklepem,
gdzie przerwę również mieli inni rowerzyści podróżujący po Green Velo m.in. Lena
i Grzegorz z którymi spotkaliśmy się na trasie jeszcze kilka razy. Szczególnie jedno
ze spotkań podczas dnia drugiego pozostanie w mojej pamięci na długo. Ale o tym
w następnej relacji. Teraz Carska Droga i otaczający ją Biebrzański Park
Narodowy ostatni dzisiejszy odcinek dzielący nas od kwaterki w Goniądzu.
Ja nie potrafię opisać słowami tego co widzieliśmy z wieży
widokowej i z pomostu, oraz jadąc samą drogą. Tym bardziej, że wcześniej spadł
deszcz, niebo zasłało się chmurami, wzeszła leciutka mgiełka, lub tez ziemia parowała
bo upał był duży. Po prostu nie potrafię. Tam trzeba być, zobaczyć i poczuć ta
ciszę i otaczającą nas przyrodę.
Na kwaterę dotarliśmy około 18 i dalej cieszyliśmy się tym
wszystkim.
Kwatera tuż przy Biebrzy z własna wieżą widokowa, polem
namiotowym, domkami, ogniskiem … eeeeeee wszystkim co pozwala się cudnie
zrelaksować, odpocząć i zapomnieć…………..o pewnych rzeczach, sprawach, problemach…….
Trasa: Łapy – Łupianka Stara – Kurowo – Pajewo – Radule –
Leśniki – Saniki – Tykocin – Nieciece – Hermany – Łaś Toczyłowo – Stękowa Góra –
Goniądz.
Foto:
To tylko połowa wagonu na rowery. Za plecami tak samo wygląda ten przedział © GOZDZIK
Kurowo i kładka nad rzeką Narew © GOZDZIK
Ta sama kładka - bardzo klimatyczne miejsce © GOZDZIK
Gdzieś na trasie © GOZDZIK
Tykocin i Alumnat © GOZDZIK
Zamek w Tykocinie © GOZDZIK
Przy Carskiej Drodze © GOZDZIK
Biebrzański Park Narodowy © GOZDZIK
Wieża widokowa © GOZDZIK
Biebrzański Park Narodowy © GOZDZIK
Carska Droga © GOZDZIK
Nasza kwatera © GOZDZIK
Nad Biebrzą - tuż przy kwaterze © GOZDZIK
- DST 110.00km
- Teren 7.00km
- Czas 05:19
- VAVG 20.69km/h
- VMAX 34.20km/h
- Temperatura 30.0°C
- Podjazdy 272m
- Sprzęt VAMP-irek
- Aktywność Jazda na rowerze
Pałac Malina
Niedziela, 22 lipca 2018 · dodano: 23.07.2018 | Komentarze 2
Do
pałacu w Malinie planowałem wycieczkę jakieś trzy, cztery, a może i pięć lat
wcześniej. Niestety nigdy nie udało się
tam dotrzeć, choć w Kutnie się bywało. Dziś mogę spokojnie powiedzieć, że nie
żałuję tego odwlekania, przesuwania planów odwiedzenia tego miejsca na kolejny
sezon. To naprawdę wyszło na dobre.
Dlaczego?
A
dlatego, że pałac ten do niedawna jeszcze był po pierwsze zamknięty, po drugie
popadał w ruinę i zapomnienie, a ostatnio był niedostępny z racji prowadzonych
prac remontowych, po których to miał się stać wytworna restauracją i hotelem.
Bardzo
zacnie.
Tylko
nauczony doświadczeniem wiem, że po takim remoncie objekty te staja się
niedostępne dla zwykłego szarego turysty. Stają się zamkniętymi enklawami dla
tych, co nie przyjeżdżają pod drzwi rowerem chyba, że Land Roverem.
Z
jednej strony to oczywiście dobrze, bo pewnie wiele obiektów historycznych,
zabytkowych udało się uratować, z drugiej strony no cóż „szaraczek” nie
zobaczy.
Z
takim właśnie nastawieniem zaplanowałem dzisiejszą wycieczkę, do której udało
mi się namówić, chociaż bardziej pasuje określenie skusić Dominika.
Po
drodze myślałem tylko o tym, aby zrobić szybka fotkę za ogrodzenia, (bo i z
takim przypadkiem się spotkałem, że nie wolno robić zdjęć odnowionemu pałacowi)
i chociaż namówić w recepcji kogoś na przystawieni stempla w książeczce PTTK,
ale jak się nie uda to trudno zdjęcie wystarczy.
To
ruszam do odwiedzenia jednego z największych pałaców w centralnej Polsce
wzniesionego przez stolnika gostyńskiego Marcina Czajkowskiego na przełomie
XVIII i XIX wieku oraz dokonanych późniejszych przeróbek, dobudowań itp. W czasie II WŚ
pełnił funkcję szpitala dla żołnierzy niemieckich. Po wojnie mieścił się tu Dom
Dziecka.
Po
odrodzę nie może zabraknąć i innych ciekawych miejsc takich jak pałac w Stanisławowie,
w Walewicach i zameczek w Sobocie, nie wspominając już brnięcia w kaczorach po
pas, po tym jak, ktoś nam ( chyba podczas budowy autostrady) drogę zwinął. Na
mapach była co prawda wyglądała na gruntówkę, szlakówkę ale była, a w terenie
nie. Można więc rzec, że mieliśmy przygodę ooooo.
Czym
bliżej naszego celu tym mocniej układam sobie plan rozmowy na wypadek jakby
ktoś do nas chciał strzelać, że teren prywatny, że nie można, a gdzie wy tu
tacy spocenie na salony itp.
Plan
ułożony
Wchodzimy
na teren… jedna fota, druga fota, rowery zostawiamy trzecia, a tu … nic cisza…
dobrze jest.
Mówię
do Dominika
-
idę po pieczątkę może się uda…
-
dobra popilnuję rowerów – odpowiada Dominik.
Wchodzę…
no pięknie jest. Wszystko lśni czystością piękne tynki, ozdoby, stoły w jadalni
przepięknie nakryte, wszystko z klasą elegancją. Zauważyłem panią, wiec bardzo
grzecznie i milutko, aby nie spłoszyć pytam:
-
przepraszam, czy nie sprawię kłopotu jak poproszę tylko o pieczątkę obiektu do
książeczki turystycznej?
Pani
odpowiada i uwaga, bo tu się zaczyna najlepsze.
-
ależ tak oczywiście nie ma problemu tylko znajdę
I
zaraz następuje pytanie:
-
a może chciałby Pan zwiedzić obiekt pooglądać sale, komnaty, bibliotekę ze
zbiorami i tak cały obiekt.
No
powiem wam że w pierwszej chwili myślałem że Pani ze mnie żartuje i zaraz powie że jest to oczywiście dostępne, ale najpierw trzeba zapłacić za dobę hotelową.
Ale
nie … tak nie było zapytałem tylko czy nie sprawimy tym kłopotu Pani i
właścicielom.
Uzyskałem
zapewnienie, że absolutnie nie.
Nie muszę chyba mówić, jaką radość sprawiło nam takie potraktowanie naszych
skromnych osób. Wycieczka odkładana odwlekana, dziś myślałem że nawet na
dziedziniec nie wejdziemy a tu taka niespodzianka. Pani zabrała ze sobą pęk
kluczy i oprowadziła nas po miejscach wartych zobaczenia, opowiedziała nam o
tym jak to dziś funkcjonuje, jak dzięki pasji i zaangażowaniu właścicieli
powstało to dzisiejsze miejsce, jak trafiają tu cenne zabytki, książki, obrazy.
Otworzyła nam zamknięte o tej porze pomieszczenia w piwnicy, na piętrze, na
balkonie…. Nie no słuchajcie ja tam się czułem jak ważny gość. Pani
odpowiedział nam na wszystkie nurtujące nas pytania.
Ja
jestem pod wielkim ważeniem tego miejsca, ludzi, którzy to miejsce stworzyli na
nowo i cały czas starają się o pałacowy klimat, o umieszczeniu tu zabytków i
innych różnych przedmiotów z epoki pewnie też gdzieś uratowanych, oraz pod
wielkim wrażeniem Pani Darii, która pewnie mimo innych obowiązków poświecił nam
sporo czasu, przekazało dużo bezcennej wiedzy i sprawiła, ze czuliśmy się
wspaniale.
Pani
Dario, jeśli udało się Pani dotrzeć do naszej strony to jeszcze raz bardzo,
bardzo dziękuję. A miejsce to na 100% będę polecał każdemu znajomemu na
romantyczny weekend. Jako niebanalny pomysł na rocznicę ślubu, zaręczyn,
poznania, pierwszej randki, pocałunku, walentynek czy czego tam jeszcze romantycznego
można wymyślić. Właścicielom gratuluje, podejścia do tematu zabytku, pasji,
zaangażowania i oczywiście personelu. Urzekło mnie to miejsce i tyle w temacie.
Zapachy
wydobywające się z pałacowej kuchnie przypomniały nam, o tym, że pora obiadowa
się zbliża i czas z salonów przesiąść się na nasze rumaki i ruszyć na łowy.
Łowy
odbyły się w centrum Kutna.
Najedzeni,
napojeni i prawie wypoczęci ruszamy w drogę powrotną.
W
domku mała kawka, ciasto, chwila odpoczynku i muszę pożegnać się z Dominikiem,
który postanawia wrócić do domu rowerem. Blisko 80 kilometrów ma chłopak jeszcze
do przejechani i bardzo mocno go w tym wspieram. Ja niestety w domu padłem.
Bardzo
fajna wycieczka, choć teren płaski i już dość dobrze znany. Niesamowicie miłe
zaskoczenie w Pałacu, piękna pogoda dobre towarzystwo czego chcieć więcej…????
Może
więcej takich dni w roku ????
Dobra
było super.
Dominiku
dziękuję ci za towarzystwo.
Pani
Dario pozdrawiamy serdecznie.
Trasa
Głowno – Władysławów Bielawski – Stanisławów – Wojewodza – Gaj – Walewice –
Sobota – Wola Kałkowa – Orłów – Mateuszew Szewce Owsiane – Krzyżanówek –
Krzyżanów – Stara Wieś – Malina – Kutno – Zawady – Krzyszanów – Szewce Owsiane –
Mateuszew – Orłów – Borów – Bielawy – Zgoda - Helenów – Głowno
Foto
Pałac w Malinie © GOZDZIK
Pałacowe wnętrza © GOZDZIK
Pałacowe wnętrza © GOZDZIK
Pałacowe wnętrza © GOZDZIK
Pałacowe wnętrza © GOZDZIK
Pałacowe wnętrza © GOZDZIK
Na obiadowych łowach w Kutnie © GOZDZIK
- DST 94.70km
- Teren 48.00km
- Czas 05:22
- VAVG 17.65km/h
- VMAX 39.10km/h
- Temperatura 31.0°C
- Podjazdy 455m
- Sprzęt GIANT TALON
- Aktywność Jazda na rowerze
Szlakiem Partyzanckim im. "Hubala"
Niedziela, 10 czerwca 2018 · dodano: 11.06.2018 | Komentarze 5
Jakiś
czas temu, a dokładnie na początku roku, wymyśliłem sobie wycieczkę „Szlakiem
Partyzanckim im. Hubala”. Kawałek tego szlaku między Tomaszowem, a Spała
pokonaliśmy w zeszłym roku w ramach podobnej wycieczki tylko, że ścieżką
edukacyjno-historyczną „Śladami Oddziału majora Hubala”, oraz innej jeszcze
wycieczki w okolicach Tomaszowa. Oczywiście na pewnym odcinku i ścieżka
edukacyjna i szlak pokrywają się i będzie mały „dubelek” tego odcinka, ale
uważałem że podczas dzisiejszej wycieczki należy odwiedzić szaniec majora
Henryka Dobrzańskiego „Hubala”.
A
dlaczego tak uważałem ?????
A
dlatego, że mój pomysł, mój plan na wycieczkę trafił na bardzo podatny grunt
rowerowy i zamiast pokonywać trasę w dwie trzy no może góra cztery osoby (tak
sobie marzyłem, aby choć tylu rowerzystów namówić) to pokonywałem go w zacnym
12 osobowym towarzystwie. W najbardziej pozytywnych snach nie marzyłem o tym,
aby na starcie zjawiło się aż tylu wspaniałych i pozytywnie zakręconych
rowerzystów. To dla mnie był naprawdę bardzo duży zaszczyt i przyjemność. I właśnie dlatego miejsce zwane szańcem Hubala
było tak ważne.
Tylko
tak, wymyśleć wycieczkę to jedno.
Drugie
to ją dobrze zorganizować, czyli: fajne ciekawe miejsca, postoje, obiadek, aby
trasa była ciekawa i jej nie pomylić itp.
A
teren nie mój.
Dlatego
miałem nadzieję, że pomocną dłoń uzyskam od Karoliny, która będzie naszym
przewodnikiem po tomaszowskiej ziemi. Nie myliłem się. Karolinka została naszym
głównym przewodnikiem i całą grupę przeprowadziła ścieżkami, leśnymi duktami,
piachami i asfaltami od atrakcji do atrakcji głównym szlakiem partyzanckim z
pysznym obiadkiem włącznie. Oczywiście nie obyło się bez małych kłopotów
związanych ze złapaniem gumy, zerwaniem łańcucha, małym błędem nawigacyjnym,
ale to wszystko, czyli to co fajne, miłe, ciekawe i przyjemne oraz to co nie
fajne, nie miłe, awarie, pomyłki wpływają na to, że wycieczka jest przygodą
jest zabawą i na chwilkę można oderwać się od kłopotów dnia powszedniego. A jeśli to wszystko robi się w grupie osób, z
którymi czas upływa w iście sielankowej atmosferze, z którymi bardzo przyjemnie
pokonuje się wszystkie niedogodności i afrykański upał hihihi to dzień należy
uważać za mega udany.
I
taki właśnie był za co wszystkim czyli : Tymoteuszka, Skowronek, Adii, Parker
Zbyszko61,Domino83, Skowronkowy Rafał, Cioran,
sti14, Piotrek i Rafał bardzo bardzo
dziękuję.
Teraz
można myśleć o przejechaniu kolejnego fragmentu szlaku, ale może to już za rok,
aby co niektórzy zapomnieli o tym że było sporo piachu na szlaku, którego bardzo
nie lubią hihihihi.
Trasa: Spała - Inowłódź - Zakościele - Lęg - Mysiakowiec - Ponikła - Kozłowiec - Anielin - Studzianna - poświętne - Radzice Małe - Werówka - Drzewica - Jelnia - Międzybórz - Libiszów - Buczek - Dęba - Dęborzeczka - Inowłódz - Spała.
Foto
Bunkier tuż przy nowej DDR ze Spały do Inowłodza © GOZDZIK
Inowłódz i Kościół św. Idziego © GOZDZIK
Na bujanym moście........ © GOZDZIK
Szaniec majora "Hubala" © GOZDZIK
Zamek w Drzewicy © GOZDZIK
Gdzieś po drodze gdy myśleliśmy tylko o sklepie...... © GOZDZIK
- DST 120.00km
- Teren 10.00km
- Czas 06:00
- VAVG 20.00km/h
- VMAX 37.40km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 488m
- Sprzęt GIANT TALON
- Aktywność Jazda na rowerze
Skowronki w Głownie dzień pierwszy - Rawa Mazowiecka
Sobota, 19 maja 2018 · dodano: 21.05.2018 | Komentarze 2
Można już powiedzieć, że przyjazd Skowronków do Głowna to
cykliczna impreza, na która czekam cały rok. Oczywiście plus/minus cały rok, bo
te wizyty wypadają raz w maju, raz czerwca, a i w lipcu się zdarzyły. Tym razem
wizyta wypadła w maja. Pech chciał, że w tygodniu przed przybyciem Darii i
Rafała cały tydzień deszcz lał niemiłosiernie. A że nasze plany sobotniego
rowerowania zakładały penetrację Puszczy kampinoskiej to byliśmy dość mocno
zaniepokojeni, czy aby na 100% da się przejechać trasą, jaką zaplanowałem. Nie
lepiej przedstawiała się perspektywa niedzielnej wycieczki do PKWŁ. W tygodniu,
bodajże w czwartek podali w informacjach, że Brzeziny zostały całkowicie
zalane, a to bezpośrednie okolice PKWŁ. Niby prognozy pogody zapowiadały
weekend całkiem znośny, a już na pewno bez deszczu, to jednak woleliśmy nie
sprawdzać czy okolice Zaborowa Leśnego są na bank przejezdne. Dlatego
postanowiliśmy na szybko zmienić plany, co do miejsca wycieczki i rodzaju
nawierzchni. Padł więc pomysł odwiedzenia Rawy Mazowieckiej, a dokładnie ruin
zamku książąt mazowieckich.
Sobota ranek – pobudka, szybka wizyta w sklepie, śniadanko…
słonko świeci, choć jest rześko ….. po śniadanku wskakujemy na rowerek i w
drogę … i…… i ktoś wyłączył słonko a dokładnie zasłonił szczelnie chmurami.
Oooooo to już nie moje klimaty wycieczkowe. Jest chłodno, wietrznie i zero
widoku słonka. Humoru, więc nie mam. A do tego cały czas (od początku maja)
boli mnie gardło. Całe szczęście, że są ze mną Daria i Rafał, bo inaczej chyba
bym zawrócił do domu i tyle. A tak wycieczka się odbyła, humorek wrócił, o
niedomaganiach zdrowotnych zapomniałem a i nawet w drodze powrotnej słonko
towarzyszyło nam przez cały czas.
Niestety, kolejny raz nie udało się wejść na wieże zamkowa.
Otwarta będzie od przyszłego tygodnia. Trudno co robić.
Za to nad zalewam Tatar zjedliśmy naprawdę przepyszne gofry.
Dobrze wypieczone z duża ilością dżemu i polewy pycha. Może, dlatego że jeszcze
nie ma sezonu i ludzi nie ma i był czas na ich dobre wypieczenie, ale fakt jest
faktem, że były pyszne.
W drodze powrotnej podjechaliśmy jeszcze do Boguszyc, aby
tam spróbować wejść do kościółka z XVI wieku, ale niestety był zamknięty.
Więcej planów zwiedzania na dziś nie było, tak wiec obraliśmy najkrótsza, ale
jednak „boczną” drogę w kierunku domu. Niestety nasze prośby nie zostały
wysłuchane i wiatr, który dość mocno pomagał nam w kierunku na Rawę, nie
zmienił się i w kierunku na Głowno odebrał to co nam dał. A nawet bym
powiedział, że jeszcze więcej, bo już jakieś 10 km przed domem to nawet nie
miałem już siły siedzieć na siodełku, a co tu mówić o pedałowaniu i utrzymaniu
koła.
Dobrze że Daria i Rafał zaczekali na mnie troszkę przed
Głownem i do mojego miasta wjechaliśmy razem hihihi. Oczywiście pierwsze słowa
w domu na miejscu to były :
- A po co mi to jeżdżenie na tym rowerze, po co mi te męki.
Ale po zjedzeniu dobrej kolacji i powspominaniu dzisiejszej
wycieczki wszystko wróciło na właściwe tory i mogliśmy już planować dzień
następny. A dzień następny zapowiadał się jeszcze lepiej niż dzisiejszy. I to
pod dwoma względami. Pierwszy to pogoda. Słoneczny, ciepły i przyjemny dzionek,
a drugi to spotkanie z nowymi kolegami z BS. Okazuje się, że domino83 i Tycjan
bardzo chętnie się z nami spotkają, poznają i wspólnie przemierzy szlaki Parku
Krajobrazowego Wzniesień Łódzkich.
I z takimi wieściami i nadziejami na dzień jutrzejszy
poszliśmy spać.
Trasa: Głowno – Borki – Zawady – Kuźmy – Trzcianka – Lipce Reymontowskie
– Słupa – Gzów – Janisławice – Borysław – Michowice – Wysokienice – Złota –
Zawady – Boguszyce – Rawa Mazowiecka -Zarzecze – Boguszyce – Stare Byliny – Łochów – Wola Naropińska – Wolica
– Władysławów – Gutkowice – Jankowice – Mościska – Góra – Jeżów – Przyłęk Duży
– Kobylin – Kołacin – Koziołki – Nagawki – Dmosin – Osiny – Głowno.
Foto:
Gdzieś na trasie © GOZDZIK
Ruiny Zamku książąt mazowieckich w Rawie Mazowieckiej © GOZDZIK
Rawa Mazowiecka i ruiny zamku © GOZDZIK
Kościółek w Boguszycach © GOZDZIK
Sielskie krajobrazy © GOZDZIK
Mmmm kiedyś chyba trzeba będzie się wybrać tym szlakiem © GOZDZIK
- DST 109.40km
- Teren 1.00km
- Czas 04:49
- VAVG 22.71km/h
- VMAX 36.20km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 284m
- Sprzęt VAMP-irek
- Aktywność Jazda na rowerze
Do Kutna Szlakiem Bitwy Nad Bzurą
Środa, 2 maja 2018 · dodano: 06.05.2018 | Komentarze 7
Nadszedł
w końcu wyczekiwany z utęsknieniem długi majowy weekend. Pogodę na ten czas
sielanki zapowiadano całkiem miłą. Ciepło, słonecznie czasami wiosenna burza ma
przejść i tyle. Dlatego, nie mogło się w ten radosny czas obyć bez jakiejś
wycieczki rowerowej. Co prawda dziś (niedziela), kiedy opisuję tą wycieczkę
wiem, że środa (dzień wycieczki) była najchłodniejszym dniem całej mojej
majówki, to i tak było bardzo fajnie na trasie.
W
drogę do Kutna „Szlakiem Bitwy nad Bzurą” wybrałem się z Andrzejem. Tu trzeba
zaznaczyć że w okolicach Kutna – Piątku są dwa szlaki Bitwy nad Bzurą. Pierwszy
z nich, ten wokoło Piątku przejechałem w 2015 roku (http://gozdzik.bikestats.pl/1345724,Szlak-Rowerowy-Bitwy-nad-Bzura.html.)
Dziś nadszedł dzień przejechani drugiego szlaku tak samo nazwanego z
miejscowości Orłów do Kutna.
Cóż
można powiedzieć o tym szlaku?????
Oprócz
tego, ze jest wyznaczony to właściwie nic. No bo o ile na trasie szlaku tego w
okolicach Piątku można spotkać tablice informacyjne, opisujące czy to
miejscowość czy też jakieś wydarzenie związane z Bitwa nad Bzura, to ten dzisiejszy
- Kutnowski nie ma nic. Po prostu jest i tyle. Nawet oznaczenia są już mocno
wyblakłe. Atrakcji czy też jakiś innych zabytków, ciekawych miejsc na trasie
nie ma. Oczywiście nie mówię tu o samych miejscowościach Orłów i Kutno. Bo to są
ważne miejscowości dla samego szlaku. W Kutnie mieści się muzeum Bitwy Nad Bzura,
a w okolicach Orłowa miały miejsca same wydarzenia wojenne określane mianem
Bitwy nad Bzurą. Ale to co pomiędzy nimi to tylko płaski asfalt i widoki na
kwitnące pola rzepaku. Gdyby nie to ze był ze mną Andrzej z którym można było pogadać
na ciekawe tematy, pomyśleć o planach na kolejne wycieczki, to właściwie wycieczka
bez historii. Po prostu się odbyła i koniec tematu.
Trasa:
Głowno – Zgoda – Bielawy – Borów – Orłów – Konstantynów – Szewce Nadolne –
Szewce Owsiane – Łęki Kościelne – Młogoszyn – Siemienice – Marcinów – Malewo –
Mieczysławów – Nagodów – Kutno – Zawady – Krzyżanów – Szewce Nadolne – Mateuszew
– Orłów – Borów – Janinów – Gosławice – Stary Waliszew – Boczki Domaradzkie –
Ziewanice – Głowno
Foto:
Pomnik w Orłowie © GOZDZIK
Orłów - Pomnik © GOZDZIK
Gdzieś na trasie © GOZDZIK
Kutno - Muzeum Bitwy Nad Bzurą © GOZDZIK
Muzeum Bitwy Nad Bzurą - Kutno © GOZDZIK
- DST 70.80km
- Teren 36.00km
- Czas 04:16
- VAVG 16.59km/h
- VMAX 48.40km/h
- Temperatura 23.0°C
- Podjazdy 551m
- Sprzęt GIANT TALON
- Aktywność Jazda na rowerze
Na Jurajskich Szlakach
Niedziela, 22 kwietnia 2018 · dodano: 23.04.2018 | Komentarze 6
Piach, kamienie, pot i pod górkę.
To w
dużym skrócie charakterystyka trasy dzisiejszej wycieczki.
Można
by sobie zadać pytanie :
Czy
właśnie po to jeżdżę 200 km od domu aby doświadczyć jazdy w takich mało
komfortowych i sprzyjających warunkach terenowych ??????
TAAAAAAAAAAAAAAKKKKKKK,
zdecydowania, bezapelacyjnie TAK.
Dla
takich ścieżek, dla takich szlaków, dla takich widoków, dla takich atrakcji,
dla takich miejsc i przede wszystkim dla takiej kompanii warto zrywać się po 4
i gnać pod Częstochowę, a dokładnie tym razem do Janowa.
Dzisiejsza
wycieczka była już przez Rafała opracowana od jakiegoś czasu, chyba od lutego.
Trasa wycieczki była tak ułożona abyśmy my (Andrzej i ja), jako goście mogli
zobaczyć jak najwięcej ciekawych miejsc, poznać nowe zakątki jury oraz
pojeździć po typowych jurajskich szlakach, drogach, dróżkach i leśnych duktach.
Zbiórkę
całej ekipy Daria i Rafał wyznaczyli na godzinę 9.00 w Janowie.
Na
zbiórce stawili się : Daria, Rafał, Adii, Arek, Cioran, Parker, Zbyszek,
Andrzej i ja.
Po
serdecznym przywitaniu i poznaniu się z nowymi kolegami ruszyliśmy w trasę.
W
pierwszej kolejności jedziemy do Parku Krajobrazowego Stawki, który przywitał
nas taką ilością zieleni, że naprawdę nie mogłem się napatrzeć. Wszędzie było
zielono na drzewach, na konarach, na pniach, na ziemi i na wodzie. Biorąc pod
uwagę to że park ten jest najmniejszym parkiem krajobrazowym w naszym kraju to
zieleni miał chyba najwięcej hihihi. Nie mogło oczywiście obyć się bez chwili
zatrzymania w tym miejscu.
Następnie
ruszamy w dalsza drogę odwiedzając Niebieskie Źródła i kamieniołom w Sygontce,
a potem odwiedzamy Bystrzanowice Dwór ( mogiła żołnierzy AK oraz dwór). Tu
chwila zadumy, odpalenie znicza i dalej w drogę. I tu trzeba się chwilę
zastanowić czy to, czym jechaliśmy ma jeszcze statut drogi, szlaku czy może już
mini wąwozu. Dwie równoległe i bardzo głęboki kolejny wyryte przez traktor, a miedzy
nimi wysuszone na skałę nierówności takie, że ledwo dało się jechać. Całe
szczęście, że wysuszone, bo jakbyśmy tam trafili po deszczach lub po roztopach
to raczej na rowerach nie byłoby szansy przejechać. Odcinek trudny, wymagający,
ale jak że uroczy i zapadający w pamięć. A przecież o to chodzi, aby po każdym
wyjeździe zostawały wspomnienia prawda.
Po tych
wertepach przyszedł czas na bardziej przyjemne odcinki dzisiejszej trasy,
którymi dojechaliśmy do Bobolic, a następnie do Mirowa na obiadek. Gdy już
akumulatory zostały podładowane, a dalsza część rasy uzgodniona w najmniejszych
szczegółach to ruszyliśmy w drogę do Żarek odwiedzając najpierw wzgórze
Parchowatka, na którym znajduje się bunkier oraz rozpościerają się niesamowite
widoki na cała okolicę. A że pogoda była przepiękna, więc i widoki równie
piękne były. W Żarkach odwiedziliśmy miejsce targowe, na którym znajdują się
zabytkowe stodoły, a nieopodal tej miejscowości, a może i właściwie jeszcze w
jej granicach znajduje się Źródełko Spod Brzozy. Tez bardzo urocze i
sympatyczne miejsce. Odwiedzenie tego spokojnego, miłego i sympatycznego
miejsca miało chyba na celu wyciszenie i wywołanie w nas uczucia relaksu i
spokoju przez odcinkiem trasy pod tytułem: piach pot i łzy, a jeszcze kamienie
i oczywiście …. Pod Górkę…..
No cóż,
ale tak samo jak poprzednio po trudach przejazdy przez ten teren po
zastanowieniu się – a po co mi to wszystko, nie lepiej w domu z piwkiem
siedzieć ? Przychodzi przerwa, odpoczynku chwila i radocha z pokonania tych
utrudnień i kolejnej porcji cudownych wspomnień. Bo każdy pokonany centymetr,
każda przeżyta sekunda to już wspomnienie i historia.
Skoro
już nawiązałem do tych sekund uciekających, to właśnie uciekły nam gdzieś nie
sekundy, a wspólnie spędzone na rasie dzisiejszej wycieczki godziny. Nie
wiadomo jak i kiedy a ty czas myśleć o drodze powrotnej. A w niej odwiedziliśmy
jeszcze tylko Kamieniołom Warszawski oraz pałac w Złotym Potoku.
I to by
było na tyle.
Nie
wiem, ale dla mnie te 7 godzin spędzonych na jurajskich szlakach w takim fajnym
towarzystwie minęły jak z bicza strzelił. Dopiero, co ruszaliśmy rano w trasę,
a tu już jesteśmy z powrotem na miejscu zbiórki i pakujemy rowery do
samochodów. Jeszcze tylko chwilka pogaduszek, uśmiechów, uzgodnienia dalszych
planów na kolejne wycieczki i do domu.
Pożegnania
nadszedł czas.
Daria, Rafał
bardzo dziękujemy za przygotowanie rasy z tyloma atrakcjami.
Bardzo
dziękuję całej ekipie dzięki które było miło, wesoło, sympatycznie i wspomnienia
zostaną na wiele, wiele lat.
Mam nadzieję, że jeszcze na jakieś wspólnej wycieczce
się spotkamy.
Trasa Janów – Śmiertny Dąb – Okrąglik - Sygontka – Sieraków
– Bystrzanowice – Bystrzanowice Dwór – Gorzków Stary – Mzurów – Niegowa –
Bobolice – Mirów – Żarki – Jaroszów – Suliszowice – Siedlec – Bogdanów – Złoty Potok
– Janów
Foto:
Przy Niebieskich Źródłach © GOZDZIK
Sygontka - Kamieniołomy © GOZDZIK
Przy mogile żołnierzy AK © GOZDZIK
Bystrzanowice Dwór - Dwór © GOZDZIK
Andrzej i dość ciężka droga do Mzurowa © GOZDZIK
Ta sama ciężka droga... nic się nie zmieniła hihi © GOZDZIK
Zamek w Bobolicach © GOZDZIK
I w Mirowie © GOZDZIK
Widok z Parchowatki © GOZDZIK
Ekipa na trasie © GOZDZIK
Żarki - zabytkowe stodoły © GOZDZIK
Na jurajskich szlakach © GOZDZIK
Kamieniołom Warszawski © GOZDZIK
Kamieniołom Warszawski © GOZDZIK
- DST 110.00km
- Teren 33.00km
- Czas 05:51
- VAVG 18.80km/h
- VMAX 38.80km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 283m
- Sprzęt GIANT TALON
- Aktywność Jazda na rowerze
Wyszków zdobyty
Sobota, 7 kwietnia 2018 · dodano: 08.04.2018 | Komentarze 5
I w końcu przyszedł dzień na który zaplanowaliśmy tegoroczne
oficjalne rozpoczęcie sezonu rowerowego 2018. Trasa wytyczona i opracowana
przez Waldka, a przez nas zaakceptowana prowadziła z Nieporętu do Wyszkowa, a
powrót przez Serock. Czyli można powiedzieć że wycieczka była dookoła zalewu
zegrzyńskiego rozszerzona o kawałek rzeki Bug i jej rozlewiska. Rozlewiska te w
jednym miejscu zmusiły nas do zmiany trasy bo szlak był mało przejezdny a w
drugim miejscu do zawrócenia z trasy i wybranie wariantu jazdy wzdłuż drogi S8.
Droga do Wyszkowa to głównie jazda terenowa gdzie było trochę piachu, trochę
dróg gruntowych oraz duuuuuuużo wody wkoło jak i na podmokłych szlakach
biegnących przez łąki. Nie powiem bo bardzo ciekawa trasa. Na pierwsze 42 km
było 28 km po właśnie takim terenie, który dość mocno nas zmęczyły.
Nas to dużo powiedziane raczej trzeba powiedzieć że mnie
zmęczyły …. Cóż wyszło moje nieprzygotowanie do rozpoczęcia sezonu. Dobra aby mieć
to już za sobą powiem że końcówkę to już mocno cierpiałem i odstawałem od
Andrzeja i Waldka.
Trochę mi wstyd bo nawet mi się marudzenie włączyło typu :
za dużo dość trudnego terenu jak na tak długą trasę, albo: niepotrzebnie
robiliśmy to kółeczko rzeki Rządza.
No cóż wynikało to tylko i wyłącznie z tego że sił brakło bo
trasa, teren, widoki wszystko było pierwsza klasa.
Jeszcze trochę mi nie pasował zimny wiatr i pomimo tego że
słoneczko pięknie świeciło czułem mały niedosyt ciepełka.
Marudziłem co ?????
Kurcze to tak tuż przed 50-tką się ma potem ponoć już jest
oki i wszystko jest wspaniałe.
Prawda to ?????? :-)))))))))))))))))
Pierwsza cześć naszej wycieczki była pod patronatem wody i
wiatru w twarz i jazdy terenowej. Druga cześć to trasy to większość, a właściwie
sam asfalcik i tym samym znacznie większe tępo jazdy oraz inny krajobraz. Jednak
nie było zbyt wiele czasu aby go podziwiać, bo niestety byłem troszkę
ograniczony czasowo z powrotem do domu, a pierwsza część trasy zebrała nam dużo
czasu i byliśmy w dużym, że tak powiem niedoczasie.
Na sam Serock i Zegrze też zabrakło czasu… eeeeee to
wszystko miało wyglądać troszkę inaczej…..ale musiałem być w domu około 18.00 …..taki los. Mogę tylko podziękować chłopakom że
wiedzą o co chodzi i to zaakceptowali.
Dziękuję.
No cóż …. Wyszków zdobyty. Mimo przeciwności przyrody udało się
go zdobyć. Nie tak jak Pułtusk przez 10 …..eee więcej lat niezdobyty bo wiatr
przeszkadzał, bo to droga pomylona, bo to czasu brakło. Przyczółek do kolejnej
fajnej (mam nadzieje) wycieczki zdobyty. Teraz można planować trasę Wyszków –
Brok – Treblinka.
A dziś wycieczka superowa.
Bardzo Wam Panowie dziękuję.
Teraz tylko czekać na koniec lipca i ruszać szlakiem Green
Velo.
Trasa: Nieporęt – Białobrzegi – Rynia – Borki – Stare Załubice
– Wolica – Myszyniec – Dąbrowa – Kuligów ( cały czas wałami tuż przy wodzie) – Stasiopole
– Kowalicha – Marianów - Dręszew – Słopsk – Niegów – Ślubów – powrót do Niegowa
– Lucynów – Wyszków – Rybienko Stare – Rybno – Tulewo – Kręgi – Somianka – Barcice
– Jackowo Dolne – Janki – Popowo Kościelne – Gosiorowo Duże – Łacha – Wierzbica
– Serock – Zegrze – Zegrze Południowe – Nieporęt.
Foto: 
Rządza w okolicy Wolicy © GOZDZIK
Rządza i troszkę wyspy Euzebia © GOZDZIK
Na szlaku przed Kuligowem © GOZDZIK
Rozlewiska Bugu - gdzieś na trasie © GOZDZIK
Wyszków już na wyciągniecie ręki © GOZDZIK
Wesoła ekipa na punkcie widokowym w Wyszkowie - od lewej Waldek, Goździk, Andrzej © GOZDZIK
Rybieno Stare pałac z 1875 roku © GOZDZIK
- DST 57.20km
- Teren 30.00km
- Czas 03:28
- VAVG 16.50km/h
- VMAX 32.60km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 218m
- Sprzęt GIANT TALON
- Aktywność Jazda na rowerze
W wodzie, błocie i śniegu do Puszczy Mariańskiej
Sobota, 10 marca 2018 · dodano: 11.03.2018 | Komentarze 4
No dobra trochę z tym śniegiem to popłynąłem. Nie było go…
nie było go za wiele…. Dobra trochę tylko… odrobina gdzieniegdzie w cieniu i
lesie. Ale błota i wody było bo same szprychy. To wszystko było nieważne.
Najważniejsze było to, ze dziś oficjalnie i bezwarunkowo
otwieramy sezon rowerowy 2018.
Już bardzo mi brakowało takich wycieczek, wypraw, wspólnych
wyjazdów gdzie i po coś.
Ja wiem można to przecież robić przez cały rok.
W zimie i zimnie.
Ale ja nie potrafię.
Podziwiam i szanuję, ale to nie dla mnie.
Dlatego z niecierpliwością zawsze czekam na pierwsze marcowe
słoneczne i ciepłe dni. Takie właśnie jak dziś. Nie ważne, ze błota było po
same kokardy. Ciuchy uwalone masakrycznie. Kolor roweru…. Ciemno szary, beżowy…
a właściwie to błotnisty.
To wszystko nie miało znaczenia.
Dziś po prawie 6 miesiącach mogłem spotykać się z Andrzejem
i wspólnie penetrować Puszczę Bolimowską.
Oczywiście przyznaję rację Andrzejowi, że pomysł na
rozpoczęcie sezonu w Puszczy Bolimowskiej to był kiepski pomysł. Utwierdziła mnie
w tym przekonaniu również i moja żona, która stwierdziła ze te ciuchy to sobie
sam w misce najpierw upiorę, a nie do pralki właduję.
Dobra zgadzam się macie racje.
Ale co z tego hihihihihi……….. nic mi nie zabrało radochy
(nawet bolący tyłek) z faktu, że się zaczęło.
Bardzo się cieszę.
Żałuję, że nie mógł z nami pojechać też Gołąbek, ale praca
to praca. Następnym razem się uda.
Dziś wycieczka do Puszczy Mariańskiej, to znaczy do Puszczy
Bolimowskiej, ale w niej znajduje się miejscowość o nazwie Puszcza Mariańska. Nie
będę opisywał jak bardzo to miejsce przesiąknięte jest z historią istnienia ostatniej
ostoi Turów na świecie, historią związaną I WŚ, historią oddziału partyzantów
Bolesława Kieresińskiego, z ciekawą fauną i florą, rzeką Rawką itp. To wszystko
można przeczytać w dużo lepszej formie w Necie.
Nas Puszcza Mariańska przyciągnęła ze względu na przekaz
związany z Janem III Sobieskim, który to jako hetman wielki koronny odwiedził
to miejsce w czasie wyprawy przeciwko Turkom. Dokładnie było to 10 sierpnia
1683 roku. Co prawda świętej lipy pod którą odpoczywał i przyśniła mu się wiktoria
wiedeńska już nie ma, ale miejsce pozostało i musiałem je odwiedzić.
Posiedzieliśmy sobie z Andrzejem w ciszy i spokoju przed drewnianym kościółkiem pw. Michała
Archanioła, a właściwie tego co po nim zostało po pożarze z 1993 roku.
Potem ruszyliśmy w drogę, co prawda nie pod Wiedeń, ale też
ciekawą. Bo drogę która choć powrotna to rozpoczynająca sezon rowerowy 2018.
Trasa: Nieborów – Budy Grabskie – Bartniki – Radziwiłłów –
Budy Zaklasztorne – puszcza Mariańska – Budy Zaklasztorne – Radziwiłłów –
Grabina – Bartniki - Budy Grabskie – Piaski
– Nieborów
Foto:
Zimowa Polana Siwica © GOZDZIK
Na szlaku w Puszczy Bolimowskiej © GOZDZIK
Tablica informacyjna............. © GOZDZIK
i sam cmentarz © GOZDZIK
Naprawdę było ciekawie © GOZDZIK
Puszcza Mariańska © GOZDZIK
Kościółek, a właściwie to co z niego zostało. Kościółek datowany jest na 1674 rok © GOZDZIK
- DST 84.50km
- Teren 30.00km
- Czas 04:50
- VAVG 17.48km/h
- VMAX 34.80km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 942m
- Sprzęt GIANT TALON
- Aktywność Jazda na rowerze
Góry dwie.........
Sobota, 30 września 2017 · dodano: 02.10.2017 | Komentarze 4
…..
a miały być cztery : Diabla Góra, Bąkowa Góra, Majowa Góra i Góra Chełmo
Niestety
uciekający z prędkością światłą czas nie pozwolił nam na realizację całego
naszego planu wycieczki. Ale powiem szczerze , że to i tak super się udało, bo
patrząc na pogodę w miesiącu wrześniu i nieustanie lejący deszcz t omiałem ogromne obawy czy w ogóle się uda
spotkać i pojeździć. A tu proszę, jaka niespodzianka. Pogoda wymarzona, chociaż
powietrze ostrawe.
Na
miejsce spotkania wyznaczyliśmy Przedbórz. Tu na zbiórce stawiła się Daria oraz
Rafał i Andrzej.
Początek
zapowiadał się całkiem dobrze.
No
może troszeczkę gdzie nie gdzie zboczyliśmy z dróżki lub pojechaliśmy nie tą
drogą, co trzeba było, ale generalnie na pierwszy bufet, który był zaplanowany
na Diablej Górze dotarliśmy w miarę sprawnie. Sprawnie na tyle na ile pozwalał
leśny teren, bo właściwie cała droga od Przedborza wiodła przez lasy. Miało to
oczywiście swój urok, bo i przyjemnie się jechało, las pachniał grzybami, a
same grzyby wyrastały pod kołami, ale niestety czas uciekał. Dlatego już tu
zrezygnowaliśmy z części trasy i nie jechaliśmy w kierunku Trzech Morg tylko
liczyliśmy na to, że przez Pilicę przeprawimy się w miejscowości Faliszew, gdzie
na mapie jest zaznaczony Łódzki Szlak Konny. A jak jest zaznaczony to może i
rowerem się jakoś przeprawimy w tym miejscu, bo może płytko jest, bo może jakaś
kładeczka, albo rzeka wąska i się uda……
Niestety
nic bardziej mylnego. Generalnie nie mam pojęcia jak tędy można na koniu się
przeprawić, bo jak dla mnie to i bardzo głęboko i szeroko i nurt ostry. No
chyba, że może kiedyś był tu jakiś mały
prom bo na obu brzegach takie jakieś miejsca wypłaszczone były. Generalnie w
tym właśnie miejscu legła w gruzach nasza kolejna miejscówka do odwiedzenia.
Nie było bowiem szans na to, aby wyrobić się z czasem i z Przedborza jechać do
Bąkowej Góry, a potem na Chełmo.
Po
nieudanej próbie sforsowania Pilicy ruszyliśmy, więc do Przedborza, a następnie
do rezerwatu Góry Chełmo. Bardzo mi zależało na odwiedzeniu właśnie tego
miejsca. Jest ono niezwykłe i trochę tajemnicze.
Oto
opisu ze strony internetowej zamkilodzkie.pl :
Góra Chełmo to najwyższe
wzniesienie Wzgórz Radomszczańskich (323 m n.p.m.). Na jej szczycie zachowały
się pozostałości grodu datowanego na X-XI wiek. Grodzisko otacza potrójny
pierścień wałów ułożonych z bloków wapiennych. Na północnym stoku wzgórza
znajdują się dawne kamieniołomy o ścianach sięgających 10 metrów.
Górujące nad okolicą wzniesienie zawsze rozbudzało
wyobraźnię i tworzyło legendy. Kiedyś było to też miejsce kultu pogańskiego.
Podanie głosi, że w wykutych w piaskowcu komnatach śpi św. Jadwiga Śląska z
rycerzami. Szczęśliwcy mogą zobaczyć dzielnych wojowników, gdy ćwiczą sztuki
walki na szczycie góry. Można też dowiedzieć się kiedy dokładnie to następuje.
Informację można odczytać na korze dębu rosnącego w lesie na Górze Chełmo.
Jednak tylko w czwartek, podczas nowiu. W kościele mariackim w Krakowie wisi
żebro jednego z chełmskich wielkoludów. Kiedy się ostatecznie rozpadnie, wtedy
rycerze powstaną do prawdziwej walki.
Kolejna legenda mówi, że Góra Chełmo połączona jest
podziemnym tunelem z Bąkową Górą. Na wzniesieniu utworzony został rezerwat
leśno-archeologiczny „Góra Chełmo”, chroniący las, oraz grodzisko.
Pozwoliłem sobie na przytoczenie dokładnego opisu bo jest zwarty, krótki i
oddaje charakter tego miejsca. Tam naprawdę było tajemniczo. Natomiast o podjeździe na sam szczyt nie będę wspominał….. powiem tylko tyle, że góra
odcięła mi tlen i moc w nogach całkowicie hihihihi.
Po chwili spędzonej w samym sercu grodziska podjechaliśmy jeszcze do
kamieniołomu, a następnie mieliśmy się udać czerwonym szlakiem do Masłowic i
dalej tym samym szlakiem do Przedborza. Niestety pewne okoliczności ponownie zmusiły nas do zmiany i tego na
szybko wymyślonego zastępczego planu.
Trudno tak wyszło. Małe niedogadanie, brak łączności i stracone 30-40
minut, a ja niestety przed 19.00 muszę być w domu. Taki los.
Ale jak to się mówi gdy coś nie wychodzi : Nie ma tego złego co by na dobre
nie przekabacić.
Prawda???
Prawda. Jest pretekst aby spotkać się w tych okolicach raz jeszcze i
odwiedzić nieodwiedzone Góry: Bąkową i Majową i może jakąś jeszcze inną np. Góra Czartoria koło Ręczna.
Zobaczymy, co i jak. Jak dla mnie była to już raczej ostatnia całodzienna
wycieczka w tym sezonie. Nie kończę oczywiście jeszcze sezonu, bo chciałbym
jeszcze pojechać do Puszczy Kampinoskiej i jeszcze odwiedzić Wzniesienia Łódzkie,
ale na 100% dalej i dłużej już nie. Teraz pomału trzeba się zacząć rozliczać ze
zrealizowanych i nie zrealizowanych planów w 2017 oraz przymierzyć się do
planowania sezonu 2018, w którym to roku główną wycieczką będzie : Trzy dni na
Green Velo.
Natomiast podsumowując dzisiejszą wycieczkę mogę tylko stwierdzić że w
wyśmienitym towarzystwie to i niezrealizowane w 100% plany są wspaniałe i
warte przeżycia. Dziękuję Wam bardzo za dzisiejszy dzionek.
Trasa : Przedbórz – Wierzchlas – Zuzowy – Wąsacz – Reczków Stary – Brzezie
– Rez. Diabla Góra – Brzezie – Skotniki – Faliszew – Taras – Grobla – Przedbórz
– Kraszewice – Chełmo – Rez. Góra Chełmo – Chełmo – Kraszewice – Przedbórz.
Foto:
Na leśnych drogach w okolicy Przedborza © GOZDZIK
Na szczycie Diabła Góry © GOZDZIK
Rezerwat Diabla Góra © GOZDZIK
Na szczycie Góry Chełmo © GOZDZIK
Pozostałości po grodzisku na szczycie Góry Chełmo © GOZDZIK
Kamieniołom na Górze Chełmo © GOZDZIK
Ten sam kamieniołom i Goździk © GOZDZIK
- DST 95.40km
- Teren 35.00km
- Czas 05:14
- VAVG 18.23km/h
- VMAX 34.40km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 336m
- Sprzęt GIANT TALON
- Aktywność Jazda na rowerze
Po lasach majora "Hubala"
Niedziela, 10 września 2017 · dodano: 12.09.2017 | Komentarze 2
Terapii mej
ciąg dalszy następuje dziś.
No tak. Bo
gdyby nie to, że z Karoliną umówiłem się już prawie miesiąc lub dwa wcześniej
na wycieczkę w okolicy Tomaszowa, to w sobotę na grillu u szwagra poległbym jak
Krzyżacy pod Grunwaldem.
A naprawdę
nadal mi się nie chce, ale wstyd było odmówić. Tym bardziej, że na wycieczkę
zapowiadała się super piękna pogoda, a do tego towarzystwo przednie.
A swoją drogą,
co się na tym grillu ubawiłem i uśmiałem to moje.
Ale wracając do
terapii rowerowej.
Od dłuższego
czasu miałem ochotę na rozpoczęcie jazdy szlakiem mjr Henryka Dobrzańskiego ps.
Hubal. Karolina z Darkiem opracowali trasę, termin umówiony nie ma wyjścia na
zbiórkę do Tomaszowa gnam z samego rana. Pod skansenem chwilkę po 9.00 przybywa
Andrzej (bardzo się cieszę, że mógł dziś z nami się spotkać. Nie widziałem się z Andrzejem od końca lipca), a po chwili oczekiwania Karolina i Darek ( a z nimi od kwietnia.... masakra jak ten czas ucieka)
Zapoznają nas z
planem wycieczki informując ze fajnie by było odwiedzić jeszcze bunkry, których
nie widzieliśmy, a były w planie, podczas wycieczki w zeszłym roku.
Wsiadamy na
nasze rumaki i ruszamy do Dęba gdzie znajduje się pierwszy punktu ścieżki
edukacyjno-historycznej „Śladami
Oddziału Majora Hubala”, która to z kolei pokrywa się częściowo ze Szlakiem Partyzanckim
im. „Hubala”.
Karolina
prowadzi nas leśnymi duktami. Ptaszki śpiewają, słonko świeci, cieplutko, miło
się rozmawia, szum wiatru w uszach, naga podaje ładnie, las pachnie grzybami,
kanapki smakują inaczej….. OJJJJJJJJ JAK WSPANIALE JEST NA ROWERZE ……. Jak
cudownie…. Jak mi brakowało tego uczucia ….. tego czegoś właśnie…. Tej radości
z bycia tu i teraz na rowerze, nie ważne konkretne miejsce liczy się dany
moment, chwila…… Wracam do żywych … ciałem, duszą, sercem….. rowerzystów
!!!!!!.
Chce
jeszcze…….. i jest jeszcze. Odwiedzamy kolejne miejsca związane z działaniami
bojowymi oddziału „Hubala”- Poświętne, Fryszerkę, Studzianne, Leśniczówka
Bielawy (wigilia oddziału) i w końcu najważniejsze miejsce Anielin. To tu
30.04.1940 roku zginą major kawalerii Wojska Polskiego Henryk Dobrzański
„Hubal”. Przez jednych nazywany pierwszym partyzantem przez innych ostatnim
polskim żołnierzem, który mimo rozkazów broni nie złożył munduru nie zdjął. W
tym miejscu znajduje się Szaniec majora. Miejsce spoczynku nie jest znane i do
dziś mimo poszukiwań nadal nie ma w tym temacie dokładnej wiedzy. Z tego, co
udało mi się przeczytać w Internecie cały czas trwają prace zmierzające do
tego, aby odnieść to miejsce. Nawet ostatnio w 2016 roku w Inowłodzu.
Bardzo ciekawą
stronę (jest m.in. filmik z wywiadu z córką majora) znalazłem pod tym adresem http://www.majorhubal.pl/index.php?d=strona_aktualnosci
A co się tyczy
samej wycieczki to oczywiście była bardzo udana. Odwiedziliśmy wszystkie
zaplanowane miejsca. Oczywiście zostało jeszcze kilka miejsc na ścieżce
edukacyjnej i dalsza cześć szlaku, ale to miejsca, które były poza naszym
dzisiejszym planem.
Ale dobrze, że
zostały. Wrócimy tu jeszcze może jesienią ????, a może wiosna???? Lasy przepiękne,
więc obie pory roku będą miały swój klimat, który przyczyni się do tego, że wycieczka
będzie ciekawsza.
Karolina, Darku
bardzo Wam dziękujemy za przewodnictwo w dzisiejszej wycieczce. Mam nadzieję że
uda się nam jeszcze raz wybrać w te piękne leśne tereny i dokończyć „rowerowy
marsz” po ścieżce i szlaku związanymi z mjr „Hubalem”.
PS
Bunkry w
Skrzynkach też ciekawostka muszę Wam powiedzieć.
Trasa: Tomaszów
Mazowiecki – Wąwał – Brzustów – Dęba – Poświętne – Anielin – Fryszerka –
Inowłódz – Spała – Tomaszów Mazowiecki – Kruszowiec – Skrzynki – Ojrzanów –
Tobiasze – Zaborów I – Tomaszów Mazowiecki.
Foto:
Ekipa na szlaku © GOZDZIK
Bielawy miejsce po leśniczówce © GOZDZIK
Obelisk © GOZDZIK
Anielin - Szaniec majora "Hubala" © GOZDZIK
Jedna z tablic w szańcu © GOZDZIK
Młyn we Fryszerce © GOZDZIK
Inowłódz - ruiny cmentarza Żydowskiego © GOZDZIK
Inowłódz - Cmentarz z okresu I WŚ © GOZDZIK
Tablica informacyjna przed cmentarzem © GOZDZIK
Inowłódz - bunkier na terenie kopalni © GOZDZIK
Skrzynki i to co zostało z grupy bunkrów © GOZDZIK
Bunkry w Skrzynkach © GOZDZIK
Skrzynki - w bunkrze © GOZDZIK
Skrzynki - bunkry © GOZDZIK



