Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Gozdzik z miasteczka Głowno. Mam przejechane 25205.03 kilometrów w tym 6305.87 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 19.00 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 105398 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Gozdzik.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

Wycieczki i wyprawy

Dystans całkowity:10667.78 km (w terenie 2868.50 km; 26.89%)
Czas w ruchu:574:30
Średnia prędkość:18.57 km/h
Maksymalna prędkość:71.00 km/h
Suma podjazdów:48369 m
Liczba aktywności:125
Średnio na aktywność:85.34 km i 4h 35m
Więcej statystyk
  • DST 107.00km
  • Teren 15.00km
  • Czas 05:32
  • VAVG 19.34km/h
  • VMAX 35.80km/h
  • Temperatura 29.0°C
  • Podjazdy 317m
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Green Velo 2019 - dzień drugi

Sobota, 27 lipca 2019 · dodano: 31.07.2019 | Komentarze 2

Dzień drugi rozpoczęliśmy od bardzo smacznego śniadanka serwowanego przez właścicieli pensjonatu. O właśnie w tym roku to taki dość miły dodatek do zarezerwowanych noclegów. W każdym z nich pyszne śniadanie (ostatni nocleg to mistrzostwo świata) w rodzaju szwedzkiego stołu. Bardzo duży wybór wędlin, serów i czegoś na ciepło oraz pomidorków, ogórków zielonych, kiszonych, sałatek i czegoś na słodko i na mlecznie hi hihi. W porównaniu z zeszłorocznymi śniadaniami w postaci kawałka kiełbasy albo puszki do suchej były tuż przed wyjazdem lub przy pierwszym napotkanym sklepie to istny „wersal”. To naprawdę dobry pomysł, bo najedzeni smacznym, dobrym i pożywnym śniadankiem mogliśmy od samego początku skupiać się na podziwianiu krajobrazu i pokonywaniu kolejnych kilometrów. A dzień dzisiejszy szykował dla nas wiele atrakcji tych, o których wiedzieliśmy i na nie czekaliśmy, oraz tych niespodziewanych, które nas zaskoczyły niesamowicie. Ruszamy wiec dość spokojna i senną drogą w kierunku miejscowości Eliaszuki, a następnie jedziemy nad Zalew Siemianówka, nad którym były kręcone sceny do filmu Opowieści z Narnii - Lew, Czarownica i Stara Szafa Tu zarządziliśmy, w demokratycznych wyborach, dłuższy postój, aby nacieszyć oczy i posiedzieć w chłodnym wiaterku nad brzegiem samego zalewu.
Ale niestety czas było ruszać dalej.
Pobyt nad zalewem tak mnie zrelaksował i wyciszył, że na najbliższym szybkim postoju (foto cerkwi) na MOR-e w Siemianówce zostawiłem mój plecak, w którym były pieniądze na cała wyjazd, dokumenty, bilet powrotny, karta do bankomatu (nie nie bez PIN-a hihihi). Piorun przypominający o tym, że nie mam części wyposażenia trafił mnie tak mniej więcej po przejechaniu 5 km. Zawróciłem prawie w miejscu, ciśnienie chyba 200 na 150 i taka moc w nogach, że czasówka na TdF byłaby spokojnie moja nawet z tymi sakwami. Grzegorz, który ruszył za mną, aby w razie, co pomóc mi wyszarpać zgubę z rąk sępów po kilkuset metrach nie zauważył nawet czy pojechałem prosto czy skręciłem tak jak szlak prowadził. Suma summarum pojechał dużo dalej ode mnie, bo ja dopadłem do MOR-a zobaczyłem, że plecak jest sprawdziłem, że portfel i kasa też są i prawie w takim samym tępię ruszyłem do miejsca, w którym zostawiłem grupę. Tak w tej miejscowości pojechałem inną droga krótszą, nie po szlaku i dlatego nie spotkaliśmy się z Grzegorzem, któremu musze tu jeszcze raz podziękować za to, że chciał mi pomóc. W oczekiwaniu na powrót naszego kolegi, który dotarł prawie pod sam zalew zanim zorientował się, że mnie tam nie ma a przede wszystkim raczył odebrać telefon i dowiedzieć się, że ja już dawno wróciłem, błogo poleżeliśmy sobie na trawie w cieniu i lekkim chłodzie. Jednak, ponieważ długo go nie było i zaczęliśmy się martwić że może ma jakąś awarię, a czas nam ucieka tym razem ja ruszyłem w jego stronę a reszta grupy pojechał dalej szlakiem aby dorwać jakiś sklep i zrobić małe zaopatrzenie. Więc ja ponownie rwę czym prędzej w stronę Siemiatówki aby Grzegorza ratować.
Jest … jedzie ….. uffff wszystko dobrze. Ruszamy wiec czym prędzej (ponownie) aby dogonić resztę. Dopadamy ich tuż przed miejscowością Mikłaszewo i dowiadujemy się że niestety najbliższy sklep jest w Narewce, a że nas mocno zmęczyły odcinki czym prędzej i pora zbliżała się obiadowa to odbiliśmy lekko ze szlaku aby znaleźć nie sklep ale jakiś bar z jedzeniem. I znaleźliśmy, a właściwie to znalazł go dla nas Mateusz który był naszą zwiadowcą. Bar niepozorny, mały, ciasny, ale jakieś menu jest.
Zamówiliśmy żurek.
Z pewna doza nieśmiałości zanurzamy łyżki w pięknie pachnącej zupie i…… i za chwile mamy poezję w ustach. Kubki smakowe dostają dokładnie to, czego oczekiwały. Pyszny żurek dobrze doprawiony z dużą ilością kiełbaski, jajeczko, ziemniaczki i to w dość pokaźnej miseczce. Naprawdę niebo w gębie. Spokojnie można były się najeść. Nie wspominając już o szarlotce, którą też była przepyszna. Z czystym sumieniem polecam niepozorny bar na wjeździe do Narewki od strony Mikłaszewa.
Takie to jedzonko było pyszne i smaczne że nie zauważyliśmy jak nad nasze głowy a dokładnie nad parasole nadeszła chmura z której luną deszcz , który nas przybił do kwadratu na dobre 1,5 godziny. Stracona godzina wcześniej teraz półtorej i nie wiadomo jak i kiedy mamy prawie 3 godziny w plecy. A dopiero była pierwsza z planowanych atrakcji. Już nie wspominam o błogim lenistwie nad zalewem, bo to było w planach. Dlatego jeszcze w ostatnich kroplach ulewy ruszamy na trasę, jednak nie wracamy do miejsca gdzie pożegnaliśmy się na chwilkę ze szlakiem GV tylko dobijamy do niego już za Narewką, a dokładnie w wiosce Guszczewina.
Przed nami za chwilkę Puszcza Białowieska i moc atrakcji. Właściwie to już sam przejazd szlakiem przez puszcze robi wrażenie. Drzewa, roślinność a to wszystko tuż po opadach deszczu skąpane w słońcu krople wody wydawały się, że tańczą na dywanie i ścianie zieleni. Bardzo mi się tu podobało. A jak do tego dołożymy „przejście” na rowerach hihihi szlakiem zwanym Żebra Żubra, wizytę w wieży widokowej w Białowieży, odwiedzenia restauracji Carska (bez konsumpcji, bo wypłaty by mi brakło na herbatę) to będzie całość piękna i atrakcji przyrodniczo krajobrazowych. A jeszcze trzeba dołożyć aspekt sentymentalny. Bo w Białowieży byłem, gdy miałem lat 18 na obozie zimowym. Co prawda nic nie poznawałem miasta, miejsca, ale wspomnienia ciepłych obozowych chwil wróciły.
Niestety czas gonił i to bardzo. Musieliśmy ruszać na kwaterę, która była w niedalekiej Hajnówce. Słońce pomalutku kładło się spać, a my po ostatniej taka mieliśmy nadzieję przygodzie, jaka nas potkała w Barze u Kolarza - rozcięty palec o zbite szkło – ruszyliśmy na ostatni odcinek dzisiejszej wycieczki. Na kwaterę dotarliśmy po godzinie 20 i zanim cała grupa się umyła przebrała i zeszła do restauracji to okazało się ze kucharz już skończył prace i nic, co wymaga większego przygotowania nie dostaniemy.
Szkoda ze w tym momencie nie pomyśleliśmy naszymi strudzonymi głowami o tym ze na 100% jedzenie będzie tuz obok na odbywającym się w Hajnówce koncercie. Dostaliśmy, co prawda dzięki uprzejmości obsługi hotelu odgrzane pierogi i pielmieni, ale nie dość, że czekaliśmy ponad godzinę to po wrażeniach dzisiejszego dnia mój brzunio domagał się więcej. Mogłem pójść z Leną Grzegorzem, Andrzejem i Grzegorzem na ten koncert. Ale potrzeba snu wygrała z potrzebą dopełnienia się. I dobrze, chociaż spokojny sen miałem, bo pielmieni strawiłem wchodząc po schodach do pokoju.
Kolejny wspaniały, sympatyczny, pełen wrażeń, emocji i tych negatywnych, ale przede wszystkim pozytywnych dzień. Mnóstwo śmiechu i zabawy, oraz niesamowitych widoków krajobrazowo-przyrodniczych.

Trasa : Michałowo – Nowa Wola – Suszcza – Eliaszuki – Nowa Łuka – Tarnopol – Siemianówka x3 hi hi hi – Mikłaszewo – Narewka – Guszczewina – Białowieża przez szlak Żebra Żubra – Pogorzelce – Teremiski – Budy – Hajnówka

Foto
Na szlaku Green Velo
Na szlaku Green Velo © GOZDZIK
Nad zalewem Siemianówka
Nad zalewem Siemianówka © GOZDZIK
Siemianówka - tu nieopodal zostawiłem plecak
Siemianówka - tu nieopodal zostawiłem plecak © GOZDZIK
Na szlaku w Puszczy Białowieskiej
Na szlaku w Puszczy Białowieskiej © GOZDZIK
Na szlaku Żebra Żubra
Na szlaku Żebra Żubra © GOZDZIK
Białowieża i wieża widokowa
Białowieża i wieża widokowa © GOZDZIK
Widok z wieży
Widok z wieży © GOZDZIK
Carska - To dawna stacja Białowieża Towarowa zbudowana dla cara Mikołaja II w 1903 roku
Carska - To dawna stacja Białowieża Towarowa zbudowana dla cara Mikołaja II w 1903 roku © GOZDZIK
W Leśnym Zajeździe u Kolarza
W Leśnym Zajeździe u Kolarza © GOZDZIK




  • DST 94.20km
  • Teren 10.00km
  • Czas 05:01
  • VAVG 18.78km/h
  • VMAX 38.60km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Podjazdy 551m
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Green Velo 2019 dzień pierwszy

Piątek, 26 lipca 2019 · dodano: 31.07.2019 | Komentarze 2

Najbardziej smakują, cieszą i radują serce te wyjazdy, wydarzenia czy też spotkania, na które tak bardzo się szykujemy, a w pewnym momencie okazuje się ze istnieje całkiem poważna, granicząca z pewnością, groźba nieuczestniczenia w tych miłych dla nas okolicznościach. Tak było właśnie w tym roku z moja wycieczką szlakami Green Velo.
O wyjeździe w lipcu 2019 roku na GV i trasie zaplanowanej przez Waldka wiedziałem już w sierpniu 2018 roku. Tuż po naszym powrocie i jeszcze na fali zachwytu odbyta wówczas wycieczka. Szykowałem się na nią jak widać od blisko roku. Przeglądałem sobie przewodniki i mapy, co by gdzie można zobaczyć nie zbaczając zbytnio ze szlaku. I tak w cudownej atmosferze zbliżającego się terminu wyjazdu dotrwałem do końca marca.
A tu sruuuuuuuuu z grubej rury życie dołożyło swoje 5 groszy.
Taaaa 5 groszy ????
Raczej milion groszy.
I niestety przez kwiecień, maj i kawałek czerwca właściwie nie wiedziałem czy moja tegoroczna przygoda ze szklakiem, w towarzystwie wspaniałych ludzi będzie możliwa do realizacji. A i niestety tydzień przed wyjazdem też jeszcze nie widziałem światełka w tunelu. Tak naprawdę to dopiero jak ruszył nasz pociąg w stronę Białegostoku, to wrócił uśmiech i nadzieja, że jednak jadę, że jednak będę mógł podziwiać to wszystko, co nam Green Velo daje, że spotkam się z Leną, Grzegorzem i Mateuszem z którymi poznaliśmy się dokładnie rok temu właśnie na jednym z odcinków tego szlak i że w końcu również z Walkiem i Andrzejem troszkę pośmigam na rowerze. Bo niestety przez kopniaka od życia i losu minęły mnie dwie fajne wycieczki i jedna mała wyprawa na Kaszubską Marszrutę. No cóż serce bolało, ale nie dało się tego przeskoczyć. Tak musiało być.
Byłem naprawdę szczęśliwy, zadowolony, uśmiechnięty i bardzo podekscytowany zbliżającymi się kilometrami pokonywanymi na rowerze. Oczywiście cały czas w głowie siedzi u mnie niestety zadra związana z moją sytuacja domową, rodzinna i jakieś chwile smutku dopadały mnie na trasie. Ale generalnie byłem naprawdę szczęśliwy, a niesamowita ekipa nie pozwalała mi na zbyt długie chwile smutku i zadumy.
Dobrze to psychologiczny obraz sytuacji mamy możemy w końcu ruszyć na trasę tegorocznej wyprawy GREEN VELO 2019.
Ale zanim ruszyliśmy na trasę szlaku, tak starannie przygotowaną przez Waldka musieliśmy już po raz drugi przełknąć gorzką, oj bardzo gorzką pigułkę zwaną kładki Waniewo-Śliwno. I w zeszłym roku i w tym roku specjalnie naszą stacją początkową były Łapy. Aby z nich dostać się do Waniewa, a potem niesamowitą atrakcją Narwiańskiego Parku Narodowego przejść i przepłynąć kładkami przez Narew do Śliwna, aby ruszyć dalej do szlaku. W zeszłym roku na drodze do szczęścia stanął nam człowiek i odbywający się kapitalny remont tej przeprawy, a w tym roku natura, która niestety skąpi nam wody i wody w rzekach po prostu brak. Szkoda, duża szkoda. Ponownie mogę tylko powiedzieć trudno, nie przeskoczysz tego człowieku i już.
Ruszamy, więc z Łap do Uhowa a potem do miejscowości Turośń Dolna do niebieskiego szlaku biegnącego przez Baciuty, Zawady, Gajowniki w pobliże Choroszczy gdzie wpijamy się na naszą drogę przewodnią, na nasz szlak wiodący i patronujący nam przez kolejne 4 dni. Szlak Green Velo.
Tak jak w zeszłym roku tak i w tym roku naszą główną atrakcja jest sam szlak GV i to, co znajduje się tuż przy niem. Nie zbaczamy specjalnie z drogi aby dojechać do innych atrakcji, chyba że jest to dosłownie kilkaset metrów i czasowo kilkanaście minut oderwania od szlaku. Dlatego w Białymstoku wybieramy opcję objazdu miasta, a nie wbijania się do centrum, gdzie pewnie stracilibyśmy bardzo dużo czasu. A dla niektórych z nas dzisiejsza podróż zaczęło się już o 3 nad ranem i dojazd do kwatery i odpoczynek to nadrzędny cel. Bezproblemowo mijamy Białystok i prujemy do Supraśla. Tu oczywiście trzeba zobaczyć zabytki miasta, troszkę pokręcić się po uliczkach, zerknąć tu i tam i ruszyć dalej w przepięknej scenerii Parku Krajobrazowego Puszczy Knyszyńskiej w kierunku kultowej wioski Królowy Most.
Nie było takiej mocy, która by mnie odwiodła od zrobienia sobie zdjęcia przy tabliczce z nazwą miejscowości. Nie ma takich zdjęć, po prostu nie robię sobie ich zbyt często, ale tu nie było siły, aby postąpić zgodnie z tym, co robię, a raczej nie robię.
Fota musiała być.
Później to już prosta droga do Michałowa gdzie mieliśmy swój pierwszy nocleg.
Dzień zakończony pysznym obiadem w pobliskim barze i trwającymi do wieczornych godzin spokojnych rozmowach przy nierozpalonym ognisku.
Super cudny dzień.

Trasa: początek to Łapy – Uhowo- Stoczki – Turośń Dolna – Dobrowoda – Baciuty – Zaczerlany i teraz tylko po szlaku Green Velo – Białystok – Supraśl – Kłodno – Załuki – Waliły – Waliły Stacja – Gródek – Pieńki – Michałowo.

Foto:
Wesoła ekipa na szlaku ku Green Velo
Wesoła ekipa na szlaku ku Green Velo © GOZDZIK

Już na trasie GV w okolicy miejscowości Choroszcz
Już na trasie GV w okolicy miejscowości Choroszcz © GOZDZIK
I sam Pomnik
I sam Pomnik © GOZDZIK
To również ten sam pomnik
To również ten sam pomnik © GOZDZIK
I pomnik w całej okazałości
I pomnik w całej okazałości © GOZDZIK
Na szlaku Green Velo w Białymstoku
Na szlaku Green Velo w Białymstoku © GOZDZIK
Supraś - Prawosławny Monastyr
Supraśl - Prawosławny Monastyr © GOZDZIK
Supraśl - Pałac Buchholtza
Supraśl - Pałac Buchholtza © GOZDZIK
Supraśl i pałca w pełnej krasie
Supraśl i pałac w pełnej krasie © GOZDZIK
W Puszczy Knyszyńskiej
W Puszczy Knyszyńskiej © GOZDZIK
Dumny jestem z tego zdjęcia, ale do komendanta i księdza nie wpadałem :-)
Dumny jestem z tego zdjęcia, ale do komendanta i księdza nie wpadałem :-) © GOZDZIK
Michałowo - Ratusz
Michałowo - Ratusz © GOZDZIK
Michałowo - Cerkwia
Michałowo - Cerkiew © GOZDZIK
Michałowo - popołudniowe rozmowy przy ognisku.  Oczywiście nierozpalonym
Michałowo - popołudniowe rozmowy przy ognisku. Oczywiście nierozpalonym © GOZDZIK




  • DST 56.80km
  • Teren 32.00km
  • Czas 03:45
  • VAVG 15.15km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 696m
  • Sprzęt GIANT TALON
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Pilica i Okolice

Sobota, 8 czerwca 2019 · dodano: 14.06.2019 | Komentarze 3

Powrót do Pilicy i jej najbliższych okolic to wycieczka sentymentalna. Powrót do chwil kiedy to jeszcze z żonką Beatką jeździliśmy razem na cały dzień w Jurę. Rok 2008 to był ostatni rok takich wypadów. Czyli trochę czasu minęło, a wspomnienia zostały, żal i smutek za tamtymi dniami przyszedł teraz. To były naprawdę fajne, ciekawe i przyjemne wycieczki.
Teraz jest inaczej.
Też wspaniale, ciekawie, wesoło i poznaje wspaniałych ludzi. Ale tamtych czasów wspólnych wycieczek mimo wszystko mi brakuje.
Czy jeszcze kiedyś będą ????
Nie sądzę.
Ale teraz jest teraz, jest tak jak jest i muszę się cieszyć z tego co jest, bo jeszcze miesiąc temu nie myślałem o tym że w ogóle w tym roku gdzieś się uda wjechać. A dziś coraz śmielej myślę o tym że uda się wyjechać z bardzo ciekawą i wspaniałą ekipą na szlaki Green Velo. Ale o tym cicho sza aby nie zapeszyć.
Dzisiejsza wycieczka w całości została opracowana i przygotowana przez Darie i Rafała, za co jestem im bardzo wdzięczny i ślę podziękowania. Podziękowania również dla wszystkich uczestników tej wycieczki za atmosferę, za radochę wspólnego rowerowania po prostu za to że byli. I że kolejny raz mogłem poznać nowych wspaniale zakręconych ludzi.
A skoro w środku relacji pojawiły się podziękowanie więc może wymienię uczestników tej wycieczki. Nasze panie Daria, Kasia i Ewa oraz panowie Rafał, Marcin, Dominik, Sylwek, Maciek, Tomek i Mateusz ……… Naprawdę doborowa ekipa.
Dobra czyli wstęp i zakończenie właściwie mam. Teraz by wypadało cos powiedzieć o samej wycieczce. Czyli o sercu tego dnia.
A sercem były miejsca które odwiedziliśmy. Miejsca do których wiodły drogi kręte, szutrowe, piaszczyste pod górkę i z górki, leśne dukty i asfalty. Cała sieć drogowych żył dających życie sercu.
Na dzień dobry był podjazd pod historyczną Góra Św. Piotra, na której widoczne są pozostałości dawnego modrzewiowego kościółka Św. Piotra i Pawła z XVI wieku w postaci drewnianej, małej dzwonnicy. Ledwo co udało mi się złapać oddech, oczy wsadzić na swoje miejsce i wyciągnąć język z łańcucha ruszyliśmy dalej do miejscowości Wierbka. Tam odwiedziliśmy ruiny pałacu. Pałac w Wierbce to jeden z najmłodszych zabytków, a równocześnie jeden z tych ,o których niewiele wiadomo. Zbudowany został dla Aleksandra Moesa. Ukończony został około 1889 r. Na pałacowym terenie przywitała nas naprawdę wspaniała delegacja. Myślę że na bank około miliona komarów. Wygłodniałych, chudzieńkich komarów, oj przepraszam wycieniowanych i smukłych komarzyc. Niektóre z nich leża do dziś najedzone jak bąki. Tu musiał nastąpić szybka ewakuacja i jedziemy dalej pod Góry Baranie w Cisowej, a potem na Udórz. Aby na podjeździe do zamku po betonowych płytach stwierdzić,że sił zero jest. Na zamku kolejne przywitanie w postaci chmury komarów. Chyba poszła jakaś fama po zamkach i płacach że darmowe żarcie przyjeżdża dobrowolnie. Bo naprawdę powitania były godne.
Potem były lody w Wolbromiu , jakiś kamieniołom, Jaskinia Jasna, Zegarowe Skały, wdrapywanie i to dosłowne drogą krzyżową na Grodzisko Pańskie, Zamek Smoleń, kirkut w Pilicy i…… i na rynku w Pilicy czas rozstania nadszedł.
To był wspaniale spędzony dzień.
Niektórzy moi znajomi pytają . Mariusz jaki to sens wstać o 4 rano, jechać prawie 200 kilometrów w jedną stronę aby pojeździć, umordować się, spocić na rowerze podczas 50 kilometrowej wycieczki ???. Tak sobie myślę że nie ma sensu im tego tłumaczyć. Nie zrozumieją.
Zresztą sam siebie też nie do końca rozumiem. Czasem szkoda mi benzyny na podróż do Łodzi do pracy, aby szybciej wrócić do domu i jadę pociągiem a na wycieczkę rowerową leje do baku na ful i jadę. I nie żałuje żadnej z takich wycieczek.
Jeszcze raz dziękuję i choć było ciężko i trudno to już myślę o tym abyśmy w sierpniu gdzieś na tych Jurajskich Szlakach ponownie się spotkali.
Trasa Miedzy Pilicą a Wolbromiem.
Foro :

Na Górze Św. Piotra
Na Górze Św. Piotra © GOZDZIK
Pilica w Pole - Góra Św. Piotra
Pilica w Pole - Góra Św. Piotra © GOZDZIK
Pałac w Wierbce
Pałac w Wierbce © GOZDZIK
Ekipa na trasie
Ekipa na trasie © GOZDZIK
Takie widoki to miód na moje serce
Takie widoki to miód na moje serce © GOZDZIK
Ruiny zamku Udórz
Ruiny zamku Udórz © GOZDZIK
Widok z Grodziska Pańskiego
Widok z Grodziska Pańskiego © GOZDZIK
W oddali Smoleń
W oddali Smoleń © GOZDZIK
Na rynku w Pilicy - przygotowania do wycieczki.
Na rynku w Pilicy - przygotowania do wycieczki. © GOZDZIK




  • DST 64.37km
  • Teren 9.00km
  • Czas 03:28
  • VAVG 18.57km/h
  • VMAX 41.70km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 180m
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Traktem Bohaterów Bitwy Nad Bzurą

Sobota, 23 marca 2019 · dodano: 25.03.2019 | Komentarze 2

Gdy w lutym, ze względu na kiepską pogodę odwoływałem nasze rowerowe spotkanie i ustalałem kolejny termin tej wycieczki, to wydawał się on niebotycznie odległy. A tu nie wiadomo kiedy, nie wiadomo jak i miną miesiąc. A dodatkowo okienko pogodowe na rozpoczęcie sezonu idealne. Prawie cały tydzień padało, wiało było zimno, a tu proszę sobota prawie idealna. Co prawda ostry wiaterek był, ale i tak naprawdę było ciepło.
Trasa naszej pierwszej wspólnej tegorocznej wycieczki była już dawno zaplanowana i nawiązywała do czasów II WŚ. Dokładnie biegła przez miejscowości związane z wrześniem 1939 roku, a jeszcze dokładniej z Bitwą nad Bzurą. Oczywiście nie ja ją wymyśliłem bo generalnie miejsca te są wyznaczone i opisane w terenie. Jedynie co to nie są połączone jakimś wyznaczonym szlakiem i dojechanie do nich jest całkowicie dowolne.
Ale moment, trzeba tu napaść, że oficjalna nazwa tego „szlaku” brzmi Trakt Pamięci Bohaterów Bitwy Nad Bzurą 1939 r.
W książce pt: Bitwa Nad Bzurą autorstwa Panów Macieja i Jakuba Wojewodów są opisane, pokazane dwa etapy powstawanie tego traktu. Pierwszy zbudowany w roku 2014 i drugi opisany jako planowany na rok 2016. My dziś pojechaliśmy tym z roku 2014. W Muzeum Bitwy Nad Bzurą w Sochaczewie po skończonej wycieczce chciałem się dowiedzieć czy ta część planowana została wykonana i oznaczona w terenie. Niestety w muzeum nic o tym ni wiedzieli. To dziwne bo ta instytucja w jakimś tam stopniu patronuje tej idei. Nawet na ich stronie jest dokładnie opisana pierwsza cześć traktu. No cóż trzeba będzie to sprawdzić w boju. Czyli pojechać i zobaczyć czy miejscowości zaznaczone w książce są opisane, a opisy przeniesione w teren tak porządnie jak w części pierwszej.
Dobra to oficjalne przedstawienie miejsca akcji rozpoczęcia sezonu mamy już za sobą. Teraz trzeba przedstawić bohaterów tej wycieczki. A ponieważ zależało mi na tym abyśmy spotkali się w komplecie to dlatego termin tej wycieczki dość odległy. Ale dzięki temu na starcie pojawiła się Lena z Grzegorzem, Dominik i Andrzej. Oczywiście do kompletu brakuje nam jeszcze Waldka, ale może już niedługo i to się zmieni.
Ruszamy około 9.00 z pod muzeum w Sochaczewie. W pierwszej kolejności jedziemy odwiedzić sochaczewski zamek, a dokładnie ruiny zamku Książąt Mazowieckich. Po chwili zwiedzania ruszamy na główną atrakcję dzisiejszej wycieczki. Czyli odwiedziny miejsc związanych z Traktem Bohaterów Bitwy Nad Bzurą. Te miejsca to nie tylko cmentarze, choć w głównej mierze to one wyznaczają trakt i nie tylko ten, ale wiele innych związanych z okropnymi czasami II Wojny Światowej.
Udało nam się odwiedzić prawie wszystkie miejsca opisane na stronie internetowej muzeum. Ale to prawie robi różnice. Nie odnaleźliśmy cmentarza w Mistrzewicach, nie wiem ja nie widziałem żadnego oznaczenia, a że czas nas troszkę gonił to i tak bardzo dokładnie nie szukaliśmy oraz nie dotarliśmy ze względów czasowych do gajówki w Januszewie. Nie liczę miejscowości Budy Stare, które od razu zaliczyłem do II etapu. Oczywiście wszystko do nadrobienia następnym razem.
Wycieczka bardzo udana. Sezon otwarty. Gadania co niemiara, śmiechu i zabawy też. Oby więcej takich wycieczek.

Trasa: Sochaczew – Kąty – Ruszki – Juliopol – Młodzieszyn – Leontynów – Rokicina – Leontynów – Młodzieszyn – Mistrzewice – Witkowice – Kamion – Witkowice – Brochów – Konary – Sochaczew.

Foto:
Ruiny zamku w Sochaczewie
Ruiny zamku w Sochaczewie © GOZDZIK

Takie tablice są w ważnych miejscach na trakcie - Ruszki
Takie tablice są w ważnych miejscach na trakcie - Ruszki © GOZDZIK

A oto i owa wieża - Ruszki
A oto i owa wieża - Ruszki © GOZDZIK

Juliopol
Juliopol © GOZDZIK

Juliopol cmentarz
Juliopol cmentarz © GOZDZIK

Dzwonnica w Młodzieszynie
Dzwonnica w Młodzieszynie © GOZDZIK
Młodzieszyn - Dzwonnica pełniąca w czasie wojny rolę więzienia
Młodzieszyn - Dzwonnica pełniąca w czasie wojny rolę więzienia © GOZDZIK

Kolejne miejsce na trakcie
Kolejne miejsce na trakcie © GOZDZIK

Cmentarz w Rokicinie
Cmentarz w Rokicinie © GOZDZIK

Kamion - na terenie szkoły
Kamion - na terenie szkoły © GOZDZIK

Kamion
Kamion © GOZDZIK

Brochów
Brochów © GOZDZIK

Na murach kościoła
Na murach kościoła © GOZDZIK

Na muach kościoła w Brochowie
Na murach kościoła w Brochowie © GOZDZIK

Muzeum w Sochaczewie
Muzeum w Sochaczewie © GOZDZIK




  • DST 85.00km
  • Teren 42.00km
  • Czas 04:50
  • VAVG 17.59km/h
  • VMAX 34.50km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 474m
  • Sprzęt GIANT TALON
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Między Sulejowem a Przedborzem

Niedziela, 14 października 2018 · dodano: 18.10.2018 | Komentarze 3

Pomału mój sezon rowerowy 2018 dobiega końca. Może jeszcze uda się wyskoczyć raz czy dwa na moje wzniesienia łódzkie, ale na pewno na sezon wyprawowy, czyli długie wycieczki czy też wycieczki z samochodowym dojazdem nadszedł kres.
Nie mogłem sobie wymarzyć lepszego zakończenia. Wspaniała, przepiękna słoneczna pogoda. Pani Jesień w pełnej krasie. W sukni mieniącej się wszystkimi kolorami oraz doborowe zgrane towarzystwo.
Wesoła, pełna energii i chęci przemierzania dróg, dróżek i bezdroży biegnących wzdłuż Pilicy, ekipa to Daria, Karolina, Darek, dwóch Rafałów, dwóch Marcinów, Dominik i moja skromna osoba.
Sam pomysł na wycieczkę w te okolice podyktowany był chęciom zamknięcia pewnej całości. We wrześniu zeszłego roku pojeździliśmy sobie trochę po prawej stronie Pilicy oraz w dół od Przedborza. Teraz tą wycieczką zrobiliśmy lewą stronę Pilicy od Sulejowa do Przedborza. Można powiedzieć, że teren okolic Przedborza i Sulejowa mamy objechany. A jak dołożymy do tego moją wycieczkę z 2004 roku dookoła zalewu Sulejowskiego oraz tegoroczna (sobotnią) Skowronków to możemy śmiało stwierdzić, że aż do Tomaszowa oba brzegi Pilicy mamy odwiedzone.
Trasę dzisiejszej wycieczki po wytyczeniu przesłałem do Skowronków, aby jeszcze bardziej ja urozmaicić i aby była jeszcze bardziej ciekawa. Nie wiem jak to robi Rafał, ale on zawsze wynajdzie jakieś inne bardziej ciekawe, co nieraz wiąże się z tym, że i trudniejsze (np. piachy) drogi i dróżki. Nie mówiąc już o atrakcjach.
Jak to się mówi - ma chłopak siódmy zmysł do takich spraw, albo inaczej - ma na to papiery hihihihi
Spotkaliśmy się w Sulejowie pod kościołem, bo parking pod strażą pożarną w remoncie i po krótkim przywitaniu w bardzo wesołych nastrojach ruszamy na trasę.
Pierwsza atrakcja to kamieniołom …. Zalany wodą. Cudownie czysta wodą.
Następnie ruszamy w dalszą drogę do miejsca zwanego Trzy Morgi z jego niewątpliwą atrakcją czyli jakby to powiedzieć …….mmmmmm nooooo z jego „Czarodziejskim Mostkiem”. Inaczej nazwać tego cudu inżynierii wodno-lądowej nazwać nie mogę. Sami zresztą zobaczcie na zdjęciach. Dodam tylko ze ponoć dziś wygląda jak po kapitalnym remoncie, bo kilka lat wcześniej był jeszcze znacznie przechylony, a dziś wygląda niczym Most Świętokrzyski w Warszawie. Po prostu piękny i idealny.Prawda.
Ci c nie przechodzili przez mostek nigdy musieli oczywiście to zrobić, co odważniejsi robili to z rowerami, a jakże. A bardziej bojaźliwi, ale wole trzymać się określenia: bardziej szanujący swój sprzęt, przeszli bez roweru.
Odliczenie składu czy nikt nie zagubił w konstrukcji tego cudu i ruszamy dalej.
Naszym następnym celem są ruiny zamku w Majkowicach, ruiny zamku w Bąkowej Górze oraz Zespół przyrodniczo-krajobrazowy Majowa Góra tuż przy granicy miasta Przedbórz z jego niewątpliwą atrakcją, czyli jazdą wąską dróżką tuż przy wąwozie będącym pozostałością po istniejącym tu do roku 1817 do lat 60 XX w kamieniołomie. Ojjjj powiem wam, że naprawdę fajna sprawa. Trzeba było naprawdę uważać, bo ścieżka wąska, kręta, cały czas góra-dół, drzewa bliziutko a i wąwóz też. Chwila nieuwagi i albo lądujemy w wąwozie albo na drzewie. Fajny był ten przejazd naprawdę.
Cała wycieczka była fajna i dlatego jak zbliżała się ku końcowi, który to koniec wyznaczało zachodzące słonko, trochę żal było się żegnać. Tym bardziej, że tak naprawdę z taką ekipa w takim składzie zobaczę się pewnie dopiero na wiosnę.
Skowronkom dziękuję bardzo za wprowadzone korekty do mojej trasy, przez co wycieczka stała się bardziej atrakcyjna i zróżnicowana terenowo. A pozostałym uczestnikom za świetna zabawę, miłe wspomnienia na zimowe wieczory i cudowna atmosferę. Nawet nie wicie jak bardzo potrzebne mi są takie chwile oderwania od ……..
Trzymajcie się wszyscy ciepło i zdrowo, co by na wiosnę się spotkać i ponownie razem ruszyć na szalki te asfaltowe, ale również i te piaszczyste, podmokłe, kamieniste, szutrowe itp. itp. itp…………….

Trasa: Sulejów – Kurnędz – Adelinów – Winduga – Przewóz – Stobnica – Paskrzyn – Placówka – Łęg Ręczyński – Łęk Majkowski – Majkowice – Będzyn – Fandulanka – Wola Przedborska – Przedbórz – Wola Przedborska – Korytno – Kalinki – Bąkowa Góra – Dabrowa – Dobreniczki – Łęki Królewski – Ręczno – Czartoryja – Nowinki – Łęk Ręczyński – placówka – Adelinów - Sulejów

Foto:
Pilica w okolicy Sulejowa
Pilica w okolicy Sulejowa © GOZDZIK
Uroczy kamieniołom
Uroczy kamieniołom © GOZDZIK
Pilica gdzieś na szlaku
Pilica gdzieś na szlaku © GOZDZIK
Trzy Morgi i Czarodziejski Mostek
Trzy Morgi i Czarodziejski Mostek © GOZDZIK
Czarodziejski Mostek
Czarodziejski Mostek © GOZDZIK
Czarodziejski Mostek - Trzy Morgi
Czarodziejski Mostek - Trzy Morgi © GOZDZIK
Majkowice
Majkowice © GOZDZIK
Ruiny Zamku w Majkowicach
Ruiny Zamku w Majkowicach © GOZDZIK
Widok z Majowej Góry
Widok z Majowej Góry © GOZDZIK
Zamek w Bąkowej Górze
Zamek w Bąkowej Górze © GOZDZIK
Ekipa pod zamkiem w Bąkowej Górze
Ekipa pod zamkiem w Bąkowej Górze © GOZDZIK
Pani Jesień w pełnej krasie
Pani Jesień w pełnej krasie © GOZDZIK
Słonko kładzie się już spać, a ekipa szykuje się do ostatniego odcinka dzisiejszej wycieczki
Słonko kładzie się już spać, a ekipa szykuje się do ostatniego odcinka dzisiejszej wycieczki © GOZDZIK




  • DST 125.70km
  • Teren 4.60km
  • Czas 06:01
  • VAVG 20.89km/h
  • VMAX 40.80km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Podjazdy 368m
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do Koszelówki

Czwartek, 30 sierpnia 2018 · dodano: 31.08.2018 | Komentarze 3

Dzisiejsza wycieczka to podróż w przeszłość. Podróż do lat młodości. Podróż do lat kiedy wszystko było takie łatwe i proste. Wystarczyło chodzić do szkoły, słuchać rodziców i właściwie to wszystko. Do lat kiedy nie było Internetu, GPS, telefonów komórkowych. Do lat kiedy wakacje trwały ponad dwa miesiące a nie dwa tygodnie, a za cały wakacyjny standard wystarczył namiot, plecak i kilka konserw mielonki turystycznej i paprykarzu szczecińskiego. Do lat kiedy „daj łyka” czy „daj gryza” nie niosło za sobą miliona niebezpieczeństw. Powrót do miejscowości od której jako chyba 16 lub 17-latek rozpocząłem samodzielne wjazdy pod namiot. Oczywiście wcześniej były kolonie potem obozy PCK (pamięta ktoś takie obozy?? ktoś był na takim?? Nauka od rana do południa pierwszej pomocy a potem obozowe cudowne życie ????), ale to nie było to. Wyjazd pod namiot w gronie przyjaciół. Samodzielna podróż autobusem PKS lub pociągiem, znalezienie na miejscu kwatery czy też dobre rozbicie namiotu. TO BYŁO TOOOOOO. Bo oznaczało to, że rodzice mają do ciebie zaufanie i traktują cię jako poważnego, dorosłego człowieka. Dla mnie jako 16 -17-latak było to ważne.
Ojjj łezka na plaży się dziś zakręciła. I o dziwo bardzo dokładnie pamiętam jak tam było wówczas. Pole namiotowe u sołtysa, jakaś jadłodajnia do której chyba sanepid to nie zaglądał, ale było pyszne jedzonko, molo – no dziś zupełnie inne niż wówczas. Te wszystkie pogaduchy, ogniska, nowi poznani ludzie płyci różnej hihihi. Kolacje, śniadania i beztroskie leżenie na plaży przez cały dzień – bo co innego było do robienia.
Dziś to miejsce wygląda zupełnie inaczej niż wtedy. Dziś to wygląda bardzo komercyjnie, wtedy to była cudowna dziura spokoju i dla mnie pierwszej wolności. Nawet udało mi się odszukać drogę przez las, którą z Gąbina należało dojść w jedną czy w drugą stronę, aby dojść do Koszelówki.
No i można powiedzieć że koło się zamknęło. Wówczas, na starcie w dorosłe życie to wyprawa życia. Dziś gdzie życie raczej już ku końcowi leci to kilkugodzinna wycieczka rowerowa.
Dobrze ten temat mam rozliczony.
Teraz marzy mi się wycieczka do Wapnicy. Tam jako dzieciak spędzałem obowiązkowo każde wakacje ponieważ tam znajdował się ośrodek wypoczynkowy zakładów pracy mojego taty. Czyli obowiązkowa wizyta chyba każdego pracownika WZM – 3 Głowno. I również pamiętam że dla mnie szczyla z podstawówki było tam kosmicznie cudownie. Muszę tam pojechać.
Trasa: Głowno – Zgoda – Walewice – Sobota – Bąków Dolny – Bąków Górny – Wiskienice Górne – Wiskienice Dolne – Zalesie – Złaków Borowy – Długie – Stępów – Luszyn – Podczachy – Anatolin – Lwówek – Lipińskie – Gąbin Koszelówka – Gąbin – Nowy Kamień – Lipińskie – i dalej dokładnie tak jak trasa w tamtą stronę.
Foto:
Luszyn - Pałac
Luszyn - Pałac © GOZDZIK
Ojjjjj łezka się zakręciła
Ojjjjj łezka się zakręciła © GOZDZIK
Jezioro Zdworskie w Koszelówce
Jezioro Zdworskie w Koszelówce © GOZDZIK
Koszelówka - Jezioro Zdworskie
Koszelówka - Jezioro Zdworskie © GOZDZIK
Leśna droga z Gąbina do Koszelówki
Leśna droga z Gąbina do Koszelówki © GOZDZIK




  • DST 157.00km
  • Teren 14.00km
  • Czas 07:32
  • VAVG 20.84km/h
  • VMAX 40.90km/h
  • Temperatura 29.0°C
  • Podjazdy 601m
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mały "Rajd Kolarski Dookoła Ziemi Łódzkiej" odznaka PTTK cz. 7 i ostatnia

Czwartek, 23 sierpnia 2018 · dodano: 27.08.2018 | Komentarze 5

A podtytuł to tej wycueczki to:
Kryzys, Kryzys Kryzys….
Całkowity mój kryzys. Kryzys wszystkiego: przede wszystkim sił które mnie opuściły na 50 km przed domem, ochoty, egzystencjonalny, wieku, trasy… nie wiem jeszcze czego ale totalnie wszystkiego……
Od samego rana jakoś nie czułem frajdy z tego, że spędzę na rowerze fajny długi dzień w cudownym towarzystwie Andrzeja, podczas fajnej wycieczki i do tego w końcu tym odcinkiem zakończę objazd trasy zamykającej pętlę niezbędną do zdobycia małej odznaki PTTK Dookoła Ziemi Łódzkiej. No i czy to nie jest kryzys egzystencjonalno-życiowo-sportowy ????????????? No jest jak z bicza strzelił.
A do tego wszystkiego aparat fotograficzny zabierany na wycieczki popsuł się więc zdjęcia musiałem robić telefonem, którego zapomniałem dobrze naładować i biedny służył jako aparat foto, nawigacja i oczywiście telefon. A to wszystko spowodował, że ostatnie 50 kilometrów jechał na 10 % baterii. Więc go nie używałem za bardzo. A w domu okazało się że nawigacja GPS jaką używam do zapisywania śladów nie zapisała sobie około 20 km początku wycieczki i 5 km końca wycieczki mimo iż na karcie pamięcią jeszcze wolne miejsce było. No i tu następny kryzys się pojawia czyli kryzys sprzętowy.
Nie wiem jak opisać inaczej tą wycieczką. Naprawdę wszystko co powyżej zostało powiedziane sprawiło że chyba nic ciekawego nie widziałem.
Oczywiście odwiedziliśmy muzeum w Bełchatowie, zamek w Piotrkowie, park przy pałacu w Ujeździe, ale no cóż pop prostu odwiedziliśmy i tyle.
Dobrze nie będę się chyba bardziej pastwił nad sobą i nad tą wycieczką. Trudno taka była i taką trzeba ją przyjąć.
Natomiast muszę bardzo, bardzo mocno podziękować Andrzejowi, który naprawdę wspierał mnie na tych ostatnich kilometrach, bo gdyby nie on to już za Koluszkami zadzwonił bym po męża siostry aby wyjechał po mnie na trasę i gdzieś z jakiegoś rowu zebrał padlinę nie zapominając o rowerze. A tak to jadąc za Andrzejem wiedziałem że muszę dać radę, że trzeba jechać nie wolno się poddawać. Andrzej nadawał fajne tempo nie za wolne i nie za szybkie. Takie abym go widział i cały czas się starał nie tracić go z oczu tylko troszkę go gonił. Gdyby dostosował się do mojego tempa i jechał przy mnie to chyba jeszcze byśmy jechali. Andrzeju dzięki Ci bardzo.
Dobra było i mam nadzieję ze się skończyło. Jeszcze do wczoraj nawet nie chciało mi się siadać i opisywać tej wycieczki, a już o kolejnej wycieczce nie chciałem nawet słyszeć ( a urlopik jest) Dziś już jakiś opis się pojawił i do tego mały plan na wycieczkę w czwartek hihihi.
Trasa :Łask – Brodnia Dolna i Górna – Buczek – Ignaców – Zelów – Parzno – Domiechowice – Bełchatów – Dobiecin – Mąkolice – Piekarki – Rokszyce II – Piotrków Trybunalski – Polichno – Wolbórz – Ujazd – Wykno – Mikołajew – Stary Redzeń – Katarzynów – Koluszki – Brzeziny – Kołacin – Nagawki – Głowno.

Foto (mało bo bateria umierała) :
Niedostępny pałac - Brodnia Dolna
Niedostępny pałac - Brodnia Dolna © GOZDZIK
W zelowie - tak aby było wiadomo że byłem
W Zelowie - tak aby było wiadomo że byłem © GOZDZIK
Muzeum Regionalne w Bełchatowie
Muzeum Regionalne w Bełchatowie © GOZDZIK
Zamek w Piotrkowie Trybunalskim i muzeum
Zamek w Piotrkowie Trybunalskim i muzeum © GOZDZIK
Pałac w Wolborzu
Pałac w Wolborzu © GOZDZIK




  • DST 85.70km
  • Teren 44.00km
  • Czas 05:01
  • VAVG 17.08km/h
  • VMAX 42.50km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 534m
  • Sprzęt GIANT TALON
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Załęczański Park Krajobrazowy

Niedziela, 12 sierpnia 2018 · dodano: 13.08.2018 | Komentarze 4

Kolejny punkt planu rowerowego na 2018 rok udało się zrealizować. Wizyta w Załęczański Parku Krajobrazowym odbyła się dzięki moim przyjaciołom z Częstochowy Darii i Rafała. Bo choć tak jak wspomniałem na początku planowałem tu być to jakoś cały czas wyjazd ten odkładałem na potem. A teraz zostałem przyparty do muru sms, który właściwie informował o tym ze wycieczka taka jest zaplanowana na dzień 12.08. Zbiórka w Działoszynie o 9.00 i koniec tematu. A nie przepraszam miałem jeszcze możliwość dodania do i tak już pewnie długiej listy atrakcji i ciekawych miejsc, swoje miejsca, które bym chciał zobaczyć i odwiedzić. Oczywiście nie było takiej potrzeby, bo wycieczki organizowane przez Skowronków właściwie obejmują wszelkie atrakcje na danej wycieczce, a że nie byłem tu nigdy wiec wszystko będzie ciekawe. Do wyjazdu udało mi się namówić również Andrzeja i Dominika, którego zabrałem z Łodzi, a z Andrzejem spotkaliśmy się na MOP-e autostrady A1. Chwilka na pogaduchy i ruszamy na miejsce zbiórki. Tym razem nie byliśmy pierwsi. Wyprzedziła nas Piotrek, a chwilkę po nas dotarli Ciuran, Daria i dwa Rafały.
Rozkładanie, a właściwie składnie rowerów, zakładanie ubrania rowerowego oraz kompletowanie sprzętu fotograficznego i telekomunikacyjnego zajęło nam chwilkę. Wszyscy bardzo już chcieliśmy ruszać na trasę, dlatego sprawnie to wszystko poszło. Co prawda niepokoiły mnie ostrzeżenia Rafała, który już od jakiegoś czasu je wysyłał, a dotyczyły dużej ilości piachu. Przyjemność ze wspólnego spędzenia czasu z fajną ekipą, na wycieczce rowerowej w całkowicie nieznanym mi ternie ostrzeżenia te przyćmiły i odstawiły na tor boczny. Przecież piach to nie rzeka. Jak się nie przejedzie to się przepchnie i już. Wiodącym szklakiem, którym podróżowaliśmy był czerwony szlak Jury Wieluńskiej, ale i nie omieszkaliśmy pojechać i czarnym szlakiem Kurhanów Książęcych i niebieskim Rezerwatów Przyrody Załęczańskiego PK i Konnym Łódzkim oraz innymi ścieżkami i duktami leśnymi. I właśnie na jednej z takich leśnych dróg spotkała nas wielka niespodzianka. Nikt by się jej nie spodziewał w lesie gdzie nie było żadnego parkingu, zajazdu miejsca postojowego. Po prostu leśna droga a na niej kilkanaście samochodów. Troszkę nas to zaskoczyło bo właściwie zastawiali wjazd na szlak i nie za bardzo mogliśmy się na niego dostać. Ale po chwili zostało im to wszystko wybaczone. Okazało się bowiem, że owe samochody to obsługa techniczna idącej pielgrzymki na Jasną Górę. Obsługa techniczna z wielką, polowa wojskową kuchnią ciągnięto przez samochód ciężarowy, a w niej przepyszny krupnik. Nie sposób było ominąć panią która właściwie siłą nas zaciągnęła do kotła i wydała zupę. Smakował jak nigdy. Nawet tym co to za zupami nie przepadają. Oczywiście nie obeszło się bez dolewki. Naprawdę super niespodzianka w samym środku lasu.
A z pozostałych atrakcji to byliśmy przy Źródełku Objawienia i Floriana, odwiedziliśmy Kurhany Książęce oraz Rezerwa Węże i znajdujące się tam jaskinie, popatrzyliśmy na Górę Św. Genowefy i Żabi Staw oraz oczywiście gdzie tylko się dało na pięknie meandrującą Warte.
Wycieczka oczywiście bardzo udana, choć powiem szczerze że na razie wyleczyłem się z wycieczek terenowych i musze pojeździć troszkę po asfaltach. Dziękuję bardzo wszystkim za miła niedzielę, Skowronkom za organizację i zaproszenie i do miłego zobaczyska.

Trasa: Działoszyn – Kuźnica – Stara Wieś – Załęcze Wielkie – Dzietrzniki – Bieniec – Łaszew Rządowy – Przywóz – Kamion – Krzeczów – Kochlew – Broników – Niżankowice – Bobrowniki – Raciszyn – Zalesiaki – Działoszyn.

Foto:
Na czerwonym szlaku - Wapiennik
Na czerwonym szlaku - Wapiennik © GOZDZIK
Warta i czerwony szlak
Warta i czerwony szlak © GOZDZIK
Źródełko Objawienia
Źródełko Objawienia © GOZDZIK
Przy Źródełku
Przy Źródełku © GOZDZIK
Kurhany Książęce
Kurhany Książęce © GOZDZIK
Tablica przy kurhanach
Tablica przy kurhanach © GOZDZIK
Źródełko Floriana
Źródełko Floriana © GOZDZIK
Leśna zupa niespodzianka
Leśna zupa niespodzianka © GOZDZIK
Góra Św. Genowefy
Góra Św. Genowefy © GOZDZIK
Tablica
Tablica © GOZDZIK
Gdzieś na szlaku w Załęczańskim PK
Gdzieś na szlaku w Załęczańskim PK © GOZDZIK
I obowiazkowa Warta
I obowiązkowa Warta © GOZDZIK





  • DST 93.80km
  • Teren 39.00km
  • Czas 05:04
  • VAVG 18.51km/h
  • VMAX 35.30km/h
  • Temperatura 31.0°C
  • Podjazdy 178m
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Moja przygoda z Green Velo dzień 3

Niedziela, 29 lipca 2018 · dodano: 06.08.2018 | Komentarze 5

Dzień trzeci to już ostatni etap naszej mini wyprawy. I jak to w takich dniach bywa trochę mi smutno, że kończy się nasz trzydniowy rajd szlakiem Green Velo. Co prawda mamy jeszcze przed sobą ostatnią noc na pogaduchy, opowiadania i żarciki. Pociąg w drogę powrotna do domu rusza rano, wiec zamiast czatować na stacji to zamówiliśmy sobie kwaterkę aby wygodnie się wyspać.
Ale zanim leżakowanie to jakoś musieliśmy dotrzeć do Suwałk.
A zrobiliśmy to tak.
W Augustowie po śniadanku ruszyliśmy do muzeum Kanału Augustowskiego. Jednak z powodu zapowiadających na dziś dużych burz i dość długiej naszej dzisiejszej trasy nie mieliśmy zbytnio czasu na zwiedzanie samego muzeum. Zatrzymaliśmy się tylko na obiekcie kilka fotek i ruszamy.
Nasz kierunek to nie bezpośrednio Suwałki najkrótsza drogą tylko tak jak prowadzi nasz bohater, czyli szlak Green Velo. A prowadzi on malowniczymi drogami tuż przy Kanale Augustowskim, gdzie w miejscowości Płaska zobaczyliśmy na własne oczy jak taka przeprawa przez śluzę się odbywa. No niestety trochę czasu nam to zabrało, ale było warto.
Żar z nieba lał się okrutny. Nawet mnie kochającemu ciepełko troszeczkę dokuczał, ale tylko odrobinkę.
Tak w znakomitych nastrojach ścieżka rowerowa przy drodze 672 dotarliśmy do Mikoszówki i obraliśmy w końcu kierunek Suwałki. A dokładniej na Wigierski Park Narodowy i były klasztor Kamedułów położony na wzgórzu nad Wigrami. Po drodze nie mogliśmy sobie jednak odmówić kąpieli w Czarnej Hańczy, no może ciężko to nazwać kąpielą, ale schodziliśmy się znakomicie w wodach tej pięknej rzeki, a kilkadziesiąt metrów dalej w jakże uroczym sklepiku uzupełniliśmy wypocone cenne minerały, a szczególności chmiel hihihihi.
Pora robiła się dość późna, a właściwie to bardziej obiadowa niż późna, w koło nas zaczęły gromadzić się chmury burzowe, nawet słychać już było grzmoty. To czym prędzej musieliśmy znaleźć jakieś fajne miejsce na odpoczynek, przeczekanie burzy jeśli przyjdzie (przyszła podczas obiadu) i oczywiście syty i dobry obiadek. Akie miejsce znaleźliśmy w miejscowości Maćkowa Ruda. Polecam pomidorowa i kurkowa rewelacyjne zupki a drugie dania jeszcze lepsze. Chociaż Andrzej twierdzi że wątróbkę robi lepszą – wiadomo gdzie na nią teraz będziemy jeździli hihihihihihi.
Po ulewnym deszczu ruszyliśmy w dalszą drogę.
Nagrzany asfalt szybko pozbył się nadmiaru wody i właściwie do klasztoru nic oprócz zachmurzonego nieba nie wskazywał na to, że przed chwila dość mocno padało.
Wizyta na wieży widokowej to właściwie ostatni punkt z listy atrakcji zaplanowany na dzień dzisiejszy. Teraz już tylko okrążenie jeziora i prosta ścieżka rowerowa wzdłuż drogi 653 do Suwałk gdzie czekała na nas przytulna kwatera z milutka kołderka. I jak to było w poprzednich dniach przyszedł czas na wieczorne rozmowy Polaków. Troszkę smutniejsze, troszkę bardziej refleksyjne, troszkę już bardziej wspominkowe bo to nasz pożegnalny wieczór. Jutro już będziemy w swoich domkach opowiadać bliskim jak to było na Szlaku GREEN VELO.
A było tak :

  1. Kwatery wszystkie bardzo dobre. Domki w Goniądzu rewelacja i super kwatera dla lubiących troszkę połowić ryb. Opłatę wnosi się u gospodarza i można wędkować w Biebrzy. Augustów i Suwałki miłe domki z przytulnym ogrodem.
  2. Trasa – bardzo zróżnicowana taka, jaka powinna być. Trochę szutru, trochę piachu, trochę asfaltu, trochę kostki i wspaniałe krajobrazy pól, lasów, łąk, jezior, rzek, bagien i rozlewisk. Oznaczona jak dla mnie wystarczająco. Wszytko było jasne i zrozumiałe. Może odrobinę więcej przydało by się oznaczeń kilometrów do najbliższej miejscowości. Tak, aby wiedzieć czy np. uda się dojechać przed burzą czy raczej poczekać i przeczekać tu gdzie się jest. Ale to drobiazg, bo zawsze można sprawdzić w dostępnych pomocach internetowych (tylko trzeba się zatrzymać) (tu dodam że jechałem na rowerze trekkingowym z oponami 1,75 na nawierzchnię mieszana – dawały rade spokojnie – może komuś się przyda ta informacja)
  3. Towarzystwo – no tu chyba nie muszę nic mówić … albo powiem … z Wami chłopaki to nawet na koniec świata ruszę rzeknijcie tylko słowo. Bardzo Wam dziękuję za te trzy dni i kilka godzin podróży dnia czwartego. Było wspaniale.
  4. Pogoda no i tu oczywiście będą na bak zdania podzielone, ponieważ dla mnie była bardzo dobra, wręcz idealna ciepło, słońce może ciut za duszno, parno, ale było pięknie, a dla Waldka i Andrzeja stanowczo za gorąco.
  5. Zdobyte nowe doświadczenia np. w pakowaniu sakwy – po co ci była potrzebna Goździku ta ciepła bluza skoro zapowiadali upały co ???? (pytanie retoryczne bardziej prawda….przecież Suwałki to Polski biegun zimna prawda.... )i nowe znajomości – Lena, Grzegorz i Mateusz fajnie było was poznać pogadać i pośmiać się na trasie.

Ot i tak kończy się moja pierwsza przygoda z GV.

PS
Ponieważ relację piszę kilka dni po powrocie, to mogę już powiedzieć, że trzy dni temu przyszedł sms od Waldka, który poinformował mnie, że ostatni weekend lipca 2019 będę spędzał ……………………….. no gdzie jak myślicie ??? ………….. no jasne, że na GREEN VELO. I już się nie mogę doczekać.

Trasa: Augustów – Studzieniczna – Płaska – Mikaszówka – Dworczysko – Okółek – Głęboki Bród -Gulbin – Ciemny Las – Wysoki Most – Maćkowa Ruda – Mikołajewo – czerwony Folwark – Wigry – Ryżówka – Leszczewek – Suwałki.

Foto:
Aukustów i wszystko jasne
Augustów i wszystko jasne © GOZDZIK

Widok na Kanał Augustowski w Augustowie
Widok na Kanał Augustowski w Augustowie © GOZDZIK

Studzieniczna - Pomnik
Studzieniczna - Pomnik © GOZDZIK

Napis na pomniku
Napis na pomniku © GOZDZIK

Taki szlak nam się przewijał w okolicy Augustowa
Taki szlak nam się przewijał w okolicy Augustowa © GOZDZIK

Płaska - Śluza lewa strona
Płaska - Śluza lewa strona © GOZDZIK

Płaska - Śluza prawa strona - widać różnicę poziomów
Płaska - Śluza prawa strona - widać różnicę poziomów © GOZDZIK

Ściezka rowerowa przy drodze 672
Ścieżka rowerowa przy drodze 672 © GOZDZIK

Czarna Hańcza
Czarna Hańcza © GOZDZIK

Uroczy sklepik
Uroczy sklepik © GOZDZIK

Na szlaku Green Velo
Na szlaku Green Velo © GOZDZIK

Troszke padało - na obiadku
Troszkę padało - na obiadku © GOZDZIK

Klasztor pokamedulski
Klasztor pokamedulski © GOZDZIK

Widok z wieży zegarowej na Wigry
Widok z wieży zegarowej na Wigry © GOZDZIK

A tu klasztor z przeciwnej strony jeziora
A tu klasztor z przeciwnej strony jeziora © GOZDZIK

Na trasie Green Velo
Na trasie Green Velo © GOZDZIK

To jest już koniec - Suwałki
To jest już koniec - Suwałki © GOZDZIK





  • DST 76.50km
  • Teren 30.00km
  • Czas 03:57
  • VAVG 19.37km/h
  • VMAX 33.90km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 234m
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Moja przygoda z Green Velo dzień 2

Sobota, 28 lipca 2018 · dodano: 04.08.2018 | Komentarze 5

Dzień drugi przywitał nas zachmurzonym niebem, brakiem słoneczka, sporą wilgotnością i wycieczką do sklepu po śniadanko dla Mariuszka. Znaczy się wycieczkę miałem tylko ja, koledzy dosypiali sobie spokojnie i miło lub pomalutku zabierali się za jedzenia. No cóż jak ktoś głupi i wieczorem nie zrobił zakupów to tak ma. Ale za to mam 3 km więcej tego dnia zrobione hihihihi.
Na trasę wyruszyliśmy o godzinie 9.00 i przynajmniej teoretycznie powinno już być słonko . Niestety nie było. Niestety dla mnie bo ja jednak wole słonko. Andrzejowi i Waldkowi pogoda bardzo pasowała.
Na początek punkt widokowy w Goniądzu, a potem już na trasę Green Velo do Augustowa. Plan na dziś zakładał znacznie miej kilometrów do przejechania, ale za to chcieliśmy troszkę po Augustowie połazić po jego centrum. I nawet był cel tego chodzenia, bo zostaliśmy zaproszenie przez Lenę i Grzegorza na wspólny obiad, ale w połowie drogi zorientowaliśmy się, że od naszej kwatery to jest za daleko jak dla nas na dziś. Przepraszamy Was za to mocno.
Oj troszkę wyprzedziłem fakty i zaraz po ruszeniu opisałem koniec dnia, a przecież na trasie działo się wiele fajnych rzeczy.
To wracamy na trasę.
Tak jak na wstępie na razie ze słońcem nic się nie zmieniło – nie było go.
Ale już podczas pierwszej przerwy w Dolistowie Nowym chmurki zaczynały chyżo znikać z nieba i zanim wjechaliśmy na najbardziej atrakcyjny odcinek drogi podczas dzisiejszej trasy słonko już mocno dopiekało. A ten cudowny odcinek trasy to doga wzdłuż Biebrzy właściwie tuz przy Biebrzy na skraju Biebrzańskiego PN z Dolistowa Starego do prawie że samych Mogielnic. Naprawdę kolejny cudowny widok na bezmiar przyrody, łąk, rozlewisk, bagien i samej meandrującej rzeki Biebrzy, na której co jakiś czas spotykaliśmy turystów nią płynących na różnych „pojazdach” wodnych. Niezapomniane wrażenie to wszystko robi. Cisza spokój i co jakiś czas pozdrawiający się, a to rowerzyści rowerzystów, a to wodniacy rowerzystów i tylko, co jakiś czas a sielankę psuł przejeżdżający samochód. Ale że to drogo piaszczysto – szutrowa z dołkami gdzie nie gdzie to wolniutko jeździli, więc nie było źle.
I w takich to pięknych warunkach przyrodniczo – krajobrazowych dotarliśmy do miejscowości Białobrzegi, gdzie skwar lejący się z nieba zmusił nas do uzupełnienia zapasów płynów w najbliższym napotkanym sklepie. Gdy tak właśnie sobie siedzieliśmy i chłodziliśmy się, jedynym słusznym w takich okolicznościach trunkiem z domieszką chmielu, podjechał do źródełka najpierw Mateusz, a za chwilkę Lena i Grzegorz. Oczywiście wszyscy bardzo się ucieszyliśmy, że ponownie się widzimy i od razu zaczęliśmy od dzielenia się wrażeniami z dnia wczorajszego, noclegu i dzisiejszego odcinka. Gadamy, śmiejemy się popijamy zupkę chmielowa co by w gardle nie zaschło było fajnie. Mnie trudno usiedzieć w takich chwilach wiec sobie łażę tu i tam . Podziwiam rowery, sakwy, bagaże, osprzęt ….. ojjj chwilka …. a co to jakiś obcy rower ktoś nam podrzucił z miejscowych. Taki bez przerzutki przedniej, bez przerzutki tylnej, bez hamulca tylnego z kierownica co ma chyba 30-40 cm do tego tak rzucony bez ładu i składu. Podnoszę chce odstawić na bok, co by się pod nogami tu obcy nie kręcił a tu nagle słyszę głos Leny
- ale to mój ci on, mój….

I taka cisza zapadła.
A za chwilkę

- Lena ty z Białegostoku do Suwałk jedziesz na takim rowerku ?????
- Tak . No co nazwa jest ważna to Mustang jest przecież

No tak ma racje dziewczyna to przecież samo jedzie .
I sam już nie wiem, co powiedzieć …. Ale szacun i tyle, bo ja bym nie miał odwagi i myślę, że nie jeden z nas by tez tego nie zrobił aby się wybrać na takim egzemplarzu i to jeszcze z bagażem na plecach, a nie w sakwach. Jesteś wielka.
Po ochłonięciu z wrażeń dostarczonych nam przez rower Leny, oraz zaspokojeniu pragnienia ruszamy grupkami dalej w kierunku Augustowa, ale objeżdżając jezioro Sajno i Sajenek, a następnie, aby było ciekawiej i piękniej ruszamy na miejscowość Studzieniczna, aby z niej tuż przy jeziorze Białym Augustowskim dotrzeć do samego Augustowa. Po drodze jeszcze kilkakrotnie spotykaliśmy i Lenę i Grzegorza i Mateusza i za każdym razem bardzo fajnie się gadało i śmiało. Jednak każde z nas miało w innej części Augustowa i pobliżu Augustowa soje kwatery, więc tuż przed nim rozstaliśmy się z nadzieja, że się może spotkamy na wspólnym obiedzie. Niestety nasza kwaterka była co prawda w Augustowie ale jednak dość daleko od centrum i dlatego gdy szliśmy na ten umówiony obiad energii nam brakło na Kanale Augustowskim i zakotwiczyliśmy tuż przy nim. Oczywiście powiadomiliśmy naszych znajomych.
No i co tu na koniec powiedzieć?
Powtórzyć się ze było fajnie, cudownie, wesoło…. No tak powtórzę się .
Dodam może jeszcze tylko to, że wieczorne rozmowy z moimi przyjaciółmi Waldkiem i Andrzejem maja swój niesamowity klimat, urok i bardzo mnie uspakajają i wyciszają hihihihihi

Trasa: Goniądz – Dawidowizna – Wroceń – Dolistowo Nowe – Dolistowo Stare – Jasionowo Dębowskie – Mogilnice – Wrotki – Sosnowo – Bór – Białobrzegi – Studzieniczna – Augustów.
 
Foto :
Goniądz widok z punktu widokowego
Goniądz widok z punktu widokowego © GOZDZIK
Punkt widokowy Goniądz
Punkt widokowy Goniądz © GOZDZIK
Zaczynamy najpięknieszy odcinek dzisiejszej trasy
Zaczynamy najpiękniejszy odcinek dzisiejszej trasy © GOZDZIK
Biebrza tuż przy szlaku
Biebrza tuż przy szlaku © GOZDZIK
Na szlaku Green Velo
Na szlaku Green Velo © GOZDZIK
Na trasie Green Velo tuż przy Biebrzy
Na trasie Green Velo tuż przy Biebrzy © GOZDZIK
Nasza wesoła ekipa od lewej Goździk, Lena, Waldek, Grzegorz i za nim Mateusz, Andrzej
Nasza wesoła ekipa od lewej Goździk, Lena, Waldek, Grzegorz i za nim Mateusz, Andrzej © GOZDZIK
Kanał Augustowski - tablica informacyjna
Kanał Augustowski - tablica informacyjna © GOZDZIK
Jedna ze śluz kanału
Jedna ze śluz kanału © GOZDZIK
Ojjjjj pieknie było
Ojjjjj pięknie było © GOZDZIK
Na szlaku Green Velo
Na szlaku Green Velo © GOZDZIK
Gdzies na szlaku GV
Gdzies na szlaku GV © GOZDZIK