Info
Suma podjazdów to 105398 metrów.
Więcej o mnie.
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj4 - 0
- 2026, Kwiecień2 - 0
- 2026, Marzec3 - 0
- 2025, Listopad1 - 0
- 2025, Wrzesień2 - 0
- 2025, Sierpień7 - 1
- 2025, Lipiec5 - 0
- 2025, Czerwiec6 - 0
- 2025, Maj3 - 0
- 2025, Marzec4 - 0
- 2025, Luty1 - 1
- 2024, Grudzień1 - 0
- 2024, Październik1 - 0
- 2024, Wrzesień3 - 0
- 2024, Sierpień2 - 0
- 2024, Lipiec3 - 4
- 2024, Czerwiec6 - 0
- 2024, Maj4 - 0
- 2024, Kwiecień2 - 0
- 2024, Marzec2 - 0
- 2024, Luty2 - 0
- 2023, Październik1 - 0
- 2023, Wrzesień5 - 0
- 2023, Sierpień5 - 2
- 2023, Lipiec2 - 0
- 2023, Czerwiec6 - 0
- 2023, Maj3 - 0
- 2023, Kwiecień2 - 0
- 2023, Marzec2 - 0
- 2022, Październik2 - 0
- 2022, Wrzesień1 - 1
- 2022, Sierpień6 - 0
- 2022, Lipiec4 - 3
- 2022, Czerwiec2 - 0
- 2022, Kwiecień3 - 0
- 2022, Marzec4 - 7
- 2022, Luty1 - 0
- 2021, Październik3 - 0
- 2021, Wrzesień2 - 0
- 2021, Sierpień4 - 1
- 2021, Lipiec2 - 0
- 2021, Czerwiec6 - 1
- 2021, Maj3 - 1
- 2021, Kwiecień2 - 0
- 2021, Marzec4 - 4
- 2020, Listopad1 - 0
- 2020, Październik3 - 3
- 2020, Wrzesień1 - 0
- 2020, Sierpień8 - 5
- 2020, Lipiec3 - 2
- 2020, Czerwiec3 - 0
- 2020, Maj4 - 0
- 2020, Kwiecień1 - 2
- 2020, Marzec1 - 3
- 2020, Luty1 - 2
- 2020, Styczeń1 - 2
- 2019, Listopad1 - 2
- 2019, Październik2 - 4
- 2019, Wrzesień1 - 1
- 2019, Sierpień2 - 3
- 2019, Lipiec6 - 17
- 2019, Czerwiec4 - 8
- 2019, Maj2 - 7
- 2019, Marzec3 - 8
- 2019, Luty2 - 5
- 2018, Listopad1 - 3
- 2018, Październik1 - 3
- 2018, Wrzesień2 - 3
- 2018, Sierpień3 - 12
- 2018, Lipiec6 - 22
- 2018, Czerwiec1 - 5
- 2018, Maj3 - 11
- 2018, Kwiecień3 - 16
- 2018, Marzec2 - 7
- 2018, Luty2 - 6
- 2018, Styczeń1 - 11
- 2017, Listopad1 - 3
- 2017, Wrzesień2 - 6
- 2017, Sierpień3 - 7
- 2017, Lipiec6 - 6
- 2017, Czerwiec4 - 9
- 2017, Maj3 - 10
- 2017, Kwiecień2 - 9
- 2017, Marzec3 - 16
- 2016, Listopad1 - 1
- 2016, Październik1 - 1
- 2016, Sierpień5 - 19
- 2016, Lipiec4 - 14
- 2016, Czerwiec4 - 17
- 2016, Maj2 - 19
- 2016, Kwiecień2 - 8
- 2016, Marzec2 - 6
- 2016, Luty1 - 1
- 2015, Grudzień1 - 5
- 2015, Listopad1 - 5
- 2015, Październik3 - 14
- 2015, Wrzesień3 - 5
- 2015, Sierpień7 - 21
- 2015, Lipiec5 - 4
- 2015, Czerwiec4 - 9
- 2015, Maj4 - 13
- 2015, Kwiecień4 - 4
- 2015, Marzec5 - 10
- 2015, Luty1 - 2
- 2015, Styczeń1 - 0
- 2014, Listopad3 - 7
- 2014, Październik2 - 2
- 2014, Wrzesień3 - 11
- 2014, Sierpień8 - 19
- 2014, Lipiec3 - 8
- 2014, Czerwiec3 - 9
- 2014, Maj3 - 6
- 2014, Kwiecień2 - 4
- 2014, Marzec4 - 13
- 2014, Luty2 - 7
- 2014, Styczeń1 - 1
- 2013, Grudzień1 - 7
- 2013, Październik2 - 7
- 2013, Wrzesień1 - 1
- 2013, Sierpień6 - 23
- 2013, Lipiec5 - 16
- 2013, Czerwiec6 - 8
- 2013, Maj7 - 16
- 2013, Kwiecień5 - 11
- 2013, Marzec3 - 15
- 2012, Listopad3 - 10
- 2012, Październik2 - 12
- 2012, Sierpień5 - 19
- 2012, Lipiec3 - 17
- 2012, Czerwiec4 - 4
- 2012, Kwiecień5 - 0
- 2012, Marzec4 - 5
Wycieczki i wyprawy
| Dystans całkowity: | 10667.78 km (w terenie 2868.50 km; 26.89%) |
| Czas w ruchu: | 574:30 |
| Średnia prędkość: | 18.57 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 71.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 48369 m |
| Liczba aktywności: | 125 |
| Średnio na aktywność: | 85.34 km i 4h 35m |
| Więcej statystyk | |
- DST 107.00km
- Teren 15.00km
- Czas 05:32
- VAVG 19.34km/h
- VMAX 35.80km/h
- Temperatura 29.0°C
- Podjazdy 317m
- Sprzęt VAMP-irek
- Aktywność Jazda na rowerze
Green Velo 2019 - dzień drugi
Sobota, 27 lipca 2019 · dodano: 31.07.2019 | Komentarze 2
Dzień drugi rozpoczęliśmy od bardzo smacznego śniadanka serwowanego przez właścicieli pensjonatu. O właśnie w tym roku to taki dość miły dodatek do zarezerwowanych noclegów. W każdym z nich pyszne śniadanie (ostatni nocleg to mistrzostwo świata) w rodzaju szwedzkiego stołu. Bardzo duży wybór wędlin, serów i czegoś na ciepło oraz pomidorków, ogórków zielonych, kiszonych, sałatek i czegoś na słodko i na mlecznie hi hihi. W porównaniu z zeszłorocznymi śniadaniami w postaci kawałka kiełbasy albo puszki do suchej były tuż przed wyjazdem lub przy pierwszym napotkanym sklepie to istny „wersal”. To naprawdę dobry pomysł, bo najedzeni smacznym, dobrym i pożywnym śniadankiem mogliśmy od samego początku skupiać się na podziwianiu krajobrazu i pokonywaniu kolejnych kilometrów. A dzień dzisiejszy szykował dla nas wiele atrakcji tych, o których wiedzieliśmy i na nie czekaliśmy, oraz tych niespodziewanych, które nas zaskoczyły niesamowicie. Ruszamy wiec dość spokojna i senną drogą w kierunku miejscowości Eliaszuki, a następnie jedziemy nad Zalew Siemianówka, nad którym były kręcone sceny do filmu Opowieści z Narnii - Lew, Czarownica i Stara Szafa Tu zarządziliśmy, w demokratycznych wyborach, dłuższy postój, aby nacieszyć oczy i posiedzieć w chłodnym wiaterku nad brzegiem samego zalewu.
Ale niestety czas było ruszać dalej.
Pobyt nad zalewem tak mnie zrelaksował i wyciszył, że na najbliższym szybkim postoju (foto cerkwi) na MOR-e w Siemianówce zostawiłem mój plecak, w którym były pieniądze na cała wyjazd, dokumenty, bilet powrotny, karta do bankomatu (nie nie bez PIN-a hihihi). Piorun przypominający o tym, że nie mam części wyposażenia trafił mnie tak mniej więcej po przejechaniu 5 km. Zawróciłem prawie w miejscu, ciśnienie chyba 200 na 150 i taka moc w nogach, że czasówka na TdF byłaby spokojnie moja nawet z tymi sakwami. Grzegorz, który ruszył za mną, aby w razie, co pomóc mi wyszarpać zgubę z rąk sępów po kilkuset metrach nie zauważył nawet czy pojechałem prosto czy skręciłem tak jak szlak prowadził. Suma summarum pojechał dużo dalej ode mnie, bo ja dopadłem do MOR-a zobaczyłem, że plecak jest sprawdziłem, że portfel i kasa też są i prawie w takim samym tępię ruszyłem do miejsca, w którym zostawiłem grupę. Tak w tej miejscowości pojechałem inną droga krótszą, nie po szlaku i dlatego nie spotkaliśmy się z Grzegorzem, któremu musze tu jeszcze raz podziękować za to, że chciał mi pomóc. W oczekiwaniu na powrót naszego kolegi, który dotarł prawie pod sam zalew zanim zorientował się, że mnie tam nie ma a przede wszystkim raczył odebrać telefon i dowiedzieć się, że ja już dawno wróciłem, błogo poleżeliśmy sobie na trawie w cieniu i lekkim chłodzie. Jednak, ponieważ długo go nie było i zaczęliśmy się martwić że może ma jakąś awarię, a czas nam ucieka tym razem ja ruszyłem w jego stronę a reszta grupy pojechał dalej szlakiem aby dorwać jakiś sklep i zrobić małe zaopatrzenie. Więc ja ponownie rwę czym prędzej w stronę Siemiatówki aby Grzegorza ratować.
Jest … jedzie ….. uffff wszystko dobrze. Ruszamy wiec czym prędzej (ponownie) aby dogonić resztę. Dopadamy ich tuż przed miejscowością Mikłaszewo i dowiadujemy się że niestety najbliższy sklep jest w Narewce, a że nas mocno zmęczyły odcinki czym prędzej i pora zbliżała się obiadowa to odbiliśmy lekko ze szlaku aby znaleźć nie sklep ale jakiś bar z jedzeniem. I znaleźliśmy, a właściwie to znalazł go dla nas Mateusz który był naszą zwiadowcą. Bar niepozorny, mały, ciasny, ale jakieś menu jest.
Zamówiliśmy żurek.
Z pewna doza nieśmiałości zanurzamy łyżki w pięknie pachnącej zupie i…… i za chwile mamy poezję w ustach. Kubki smakowe dostają dokładnie to, czego oczekiwały. Pyszny żurek dobrze doprawiony z dużą ilością kiełbaski, jajeczko, ziemniaczki i to w dość pokaźnej miseczce. Naprawdę niebo w gębie. Spokojnie można były się najeść. Nie wspominając już o szarlotce, którą też była przepyszna. Z czystym sumieniem polecam niepozorny bar na wjeździe do Narewki od strony Mikłaszewa.
Takie to jedzonko było pyszne i smaczne że nie zauważyliśmy jak nad nasze głowy a dokładnie nad parasole nadeszła chmura z której luną deszcz , który nas przybił do kwadratu na dobre 1,5 godziny. Stracona godzina wcześniej teraz półtorej i nie wiadomo jak i kiedy mamy prawie 3 godziny w plecy. A dopiero była pierwsza z planowanych atrakcji. Już nie wspominam o błogim lenistwie nad zalewem, bo to było w planach. Dlatego jeszcze w ostatnich kroplach ulewy ruszamy na trasę, jednak nie wracamy do miejsca gdzie pożegnaliśmy się na chwilkę ze szlakiem GV tylko dobijamy do niego już za Narewką, a dokładnie w wiosce Guszczewina.
Przed nami za chwilkę Puszcza Białowieska i moc atrakcji. Właściwie to już sam przejazd szlakiem przez puszcze robi wrażenie. Drzewa, roślinność a to wszystko tuż po opadach deszczu skąpane w słońcu krople wody wydawały się, że tańczą na dywanie i ścianie zieleni. Bardzo mi się tu podobało. A jak do tego dołożymy „przejście” na rowerach hihihi szlakiem zwanym Żebra Żubra, wizytę w wieży widokowej w Białowieży, odwiedzenia restauracji Carska (bez konsumpcji, bo wypłaty by mi brakło na herbatę) to będzie całość piękna i atrakcji przyrodniczo krajobrazowych. A jeszcze trzeba dołożyć aspekt sentymentalny. Bo w Białowieży byłem, gdy miałem lat 18 na obozie zimowym. Co prawda nic nie poznawałem miasta, miejsca, ale wspomnienia ciepłych obozowych chwil wróciły.
Niestety czas gonił i to bardzo. Musieliśmy ruszać na kwaterę, która była w niedalekiej Hajnówce. Słońce pomalutku kładło się spać, a my po ostatniej taka mieliśmy nadzieję przygodzie, jaka nas potkała w Barze u Kolarza - rozcięty palec o zbite szkło – ruszyliśmy na ostatni odcinek dzisiejszej wycieczki. Na kwaterę dotarliśmy po godzinie 20 i zanim cała grupa się umyła przebrała i zeszła do restauracji to okazało się ze kucharz już skończył prace i nic, co wymaga większego przygotowania nie dostaniemy.
Szkoda ze w tym momencie nie pomyśleliśmy naszymi strudzonymi głowami o tym ze na 100% jedzenie będzie tuz obok na odbywającym się w Hajnówce koncercie. Dostaliśmy, co prawda dzięki uprzejmości obsługi hotelu odgrzane pierogi i pielmieni, ale nie dość, że czekaliśmy ponad godzinę to po wrażeniach dzisiejszego dnia mój brzunio domagał się więcej. Mogłem pójść z Leną Grzegorzem, Andrzejem i Grzegorzem na ten koncert. Ale potrzeba snu wygrała z potrzebą dopełnienia się. I dobrze, chociaż spokojny sen miałem, bo pielmieni strawiłem wchodząc po schodach do pokoju.
Kolejny wspaniały, sympatyczny, pełen wrażeń, emocji i tych negatywnych, ale przede wszystkim pozytywnych dzień. Mnóstwo śmiechu i zabawy, oraz niesamowitych widoków krajobrazowo-przyrodniczych.
Trasa : Michałowo – Nowa Wola – Suszcza – Eliaszuki – Nowa Łuka – Tarnopol – Siemianówka x3 hi hi hi – Mikłaszewo – Narewka – Guszczewina – Białowieża przez szlak Żebra Żubra – Pogorzelce – Teremiski – Budy – Hajnówka
Foto 
Na szlaku Green Velo © GOZDZIK
Nad zalewem Siemianówka © GOZDZIK
Siemianówka - tu nieopodal zostawiłem plecak © GOZDZIK
Na szlaku w Puszczy Białowieskiej © GOZDZIK
Na szlaku Żebra Żubra © GOZDZIK
Białowieża i wieża widokowa © GOZDZIK
Widok z wieży © GOZDZIK
Carska - To dawna stacja Białowieża Towarowa zbudowana dla cara Mikołaja II w 1903 roku © GOZDZIK
W Leśnym Zajeździe u Kolarza © GOZDZIK
- DST 94.20km
- Teren 10.00km
- Czas 05:01
- VAVG 18.78km/h
- VMAX 38.60km/h
- Temperatura 28.0°C
- Podjazdy 551m
- Sprzęt VAMP-irek
- Aktywność Jazda na rowerze
Green Velo 2019 dzień pierwszy
Piątek, 26 lipca 2019 · dodano: 31.07.2019 | Komentarze 2
Najbardziej smakują, cieszą i radują serce te wyjazdy, wydarzenia czy też spotkania, na które tak bardzo się szykujemy, a w pewnym momencie okazuje się ze istnieje całkiem poważna, granicząca z pewnością, groźba nieuczestniczenia w tych miłych dla nas okolicznościach. Tak było właśnie w tym roku z moja wycieczką szlakami Green Velo.
O wyjeździe w lipcu 2019 roku na GV i trasie zaplanowanej przez Waldka wiedziałem już w sierpniu 2018 roku. Tuż po naszym powrocie i jeszcze na fali zachwytu odbyta wówczas wycieczka. Szykowałem się na nią jak widać od blisko roku. Przeglądałem sobie przewodniki i mapy, co by gdzie można zobaczyć nie zbaczając zbytnio ze szlaku. I tak w cudownej atmosferze zbliżającego się terminu wyjazdu dotrwałem do końca marca.
A tu sruuuuuuuuu z grubej rury życie dołożyło swoje 5 groszy.
Taaaa 5 groszy ????
Raczej milion groszy.
I niestety przez kwiecień, maj i kawałek czerwca właściwie nie wiedziałem czy moja tegoroczna przygoda ze szklakiem, w towarzystwie wspaniałych ludzi będzie możliwa do realizacji. A i niestety tydzień przed wyjazdem też jeszcze nie widziałem światełka w tunelu. Tak naprawdę to dopiero jak ruszył nasz pociąg w stronę Białegostoku, to wrócił uśmiech i nadzieja, że jednak jadę, że jednak będę mógł podziwiać to wszystko, co nam Green Velo daje, że spotkam się z Leną, Grzegorzem i Mateuszem z którymi poznaliśmy się dokładnie rok temu właśnie na jednym z odcinków tego szlak i że w końcu również z Walkiem i Andrzejem troszkę pośmigam na rowerze. Bo niestety przez kopniaka od życia i losu minęły mnie dwie fajne wycieczki i jedna mała wyprawa na Kaszubską Marszrutę. No cóż serce bolało, ale nie dało się tego przeskoczyć. Tak musiało być.
Byłem naprawdę szczęśliwy, zadowolony, uśmiechnięty i bardzo podekscytowany zbliżającymi się kilometrami pokonywanymi na rowerze. Oczywiście cały czas w głowie siedzi u mnie niestety zadra związana z moją sytuacja domową, rodzinna i jakieś chwile smutku dopadały mnie na trasie. Ale generalnie byłem naprawdę szczęśliwy, a niesamowita ekipa nie pozwalała mi na zbyt długie chwile smutku i zadumy.
Dobrze to psychologiczny obraz sytuacji mamy możemy w końcu ruszyć na trasę tegorocznej wyprawy GREEN VELO 2019.
Ale zanim ruszyliśmy na trasę szlaku, tak starannie przygotowaną przez Waldka musieliśmy już po raz drugi przełknąć gorzką, oj bardzo gorzką pigułkę zwaną kładki Waniewo-Śliwno. I w zeszłym roku i w tym roku specjalnie naszą stacją początkową były Łapy. Aby z nich dostać się do Waniewa, a potem niesamowitą atrakcją Narwiańskiego Parku Narodowego przejść i przepłynąć kładkami przez Narew do Śliwna, aby ruszyć dalej do szlaku. W zeszłym roku na drodze do szczęścia stanął nam człowiek i odbywający się kapitalny remont tej przeprawy, a w tym roku natura, która niestety skąpi nam wody i wody w rzekach po prostu brak. Szkoda, duża szkoda. Ponownie mogę tylko powiedzieć trudno, nie przeskoczysz tego człowieku i już.
Ruszamy, więc z Łap do Uhowa a potem do miejscowości Turośń Dolna do niebieskiego szlaku biegnącego przez Baciuty, Zawady, Gajowniki w pobliże Choroszczy gdzie wpijamy się na naszą drogę przewodnią, na nasz szlak wiodący i patronujący nam przez kolejne 4 dni. Szlak Green Velo.
Tak jak w zeszłym roku tak i w tym roku naszą główną atrakcja jest sam szlak GV i to, co znajduje się tuż przy niem. Nie zbaczamy specjalnie z drogi aby dojechać do innych atrakcji, chyba że jest to dosłownie kilkaset metrów i czasowo kilkanaście minut oderwania od szlaku. Dlatego w Białymstoku wybieramy opcję objazdu miasta, a nie wbijania się do centrum, gdzie pewnie stracilibyśmy bardzo dużo czasu. A dla niektórych z nas dzisiejsza podróż zaczęło się już o 3 nad ranem i dojazd do kwatery i odpoczynek to nadrzędny cel. Bezproblemowo mijamy Białystok i prujemy do Supraśla. Tu oczywiście trzeba zobaczyć zabytki miasta, troszkę pokręcić się po uliczkach, zerknąć tu i tam i ruszyć dalej w przepięknej scenerii Parku Krajobrazowego Puszczy Knyszyńskiej w kierunku kultowej wioski Królowy Most.
Nie było takiej mocy, która by mnie odwiodła od zrobienia sobie zdjęcia przy tabliczce z nazwą miejscowości. Nie ma takich zdjęć, po prostu nie robię sobie ich zbyt często, ale tu nie było siły, aby postąpić zgodnie z tym, co robię, a raczej nie robię.
Fota musiała być.
Później to już prosta droga do Michałowa gdzie mieliśmy swój pierwszy nocleg.
Dzień zakończony pysznym obiadem w pobliskim barze i trwającymi do wieczornych godzin spokojnych rozmowach przy nierozpalonym ognisku.
Super cudny dzień.
Trasa: początek to Łapy – Uhowo- Stoczki – Turośń Dolna – Dobrowoda – Baciuty – Zaczerlany i teraz tylko po szlaku Green Velo – Białystok – Supraśl – Kłodno – Załuki – Waliły – Waliły Stacja – Gródek – Pieńki – Michałowo.
Foto:
Wesoła ekipa na szlaku ku Green Velo © GOZDZIK
Już na trasie GV w okolicy miejscowości Choroszcz © GOZDZIK
I sam Pomnik © GOZDZIK
To również ten sam pomnik © GOZDZIK
I pomnik w całej okazałości © GOZDZIK
Na szlaku Green Velo w Białymstoku © GOZDZIK
Supraśl - Prawosławny Monastyr © GOZDZIK
Supraśl - Pałac Buchholtza © GOZDZIK
Supraśl i pałac w pełnej krasie © GOZDZIK
W Puszczy Knyszyńskiej © GOZDZIK
Dumny jestem z tego zdjęcia, ale do komendanta i księdza nie wpadałem :-) © GOZDZIK
Michałowo - Ratusz © GOZDZIK
Michałowo - Cerkiew © GOZDZIK
Michałowo - popołudniowe rozmowy przy ognisku. Oczywiście nierozpalonym © GOZDZIK
- DST 56.80km
- Teren 32.00km
- Czas 03:45
- VAVG 15.15km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 696m
- Sprzęt GIANT TALON
- Aktywność Jazda na rowerze
Pilica i Okolice
Sobota, 8 czerwca 2019 · dodano: 14.06.2019 | Komentarze 3
Powrót do Pilicy i jej najbliższych okolic to wycieczka
sentymentalna. Powrót do chwil kiedy to jeszcze z żonką Beatką jeździliśmy
razem na cały dzień w Jurę. Rok 2008 to był ostatni rok takich wypadów. Czyli
trochę czasu minęło, a wspomnienia zostały, żal i smutek za tamtymi dniami przyszedł
teraz. To były naprawdę fajne, ciekawe i przyjemne wycieczki.
Teraz jest inaczej.
Też wspaniale, ciekawie, wesoło i poznaje wspaniałych ludzi.
Ale tamtych czasów wspólnych wycieczek mimo wszystko mi brakuje.
Czy jeszcze kiedyś będą ????
Nie sądzę.
Ale teraz jest teraz, jest tak jak jest i muszę się cieszyć
z tego co jest, bo jeszcze miesiąc temu nie myślałem o tym że w ogóle w tym
roku gdzieś się uda wjechać. A dziś coraz śmielej myślę o tym że uda się
wyjechać z bardzo ciekawą i wspaniałą ekipą na szlaki Green Velo. Ale o tym
cicho sza aby nie zapeszyć.
Dzisiejsza wycieczka w całości została opracowana i przygotowana
przez Darie i Rafała, za co jestem im bardzo wdzięczny i ślę podziękowania. Podziękowania
również dla wszystkich uczestników tej wycieczki za atmosferę, za radochę
wspólnego rowerowania po prostu za to że byli. I że kolejny raz mogłem poznać
nowych wspaniale zakręconych ludzi.
A skoro w środku relacji pojawiły się podziękowanie więc może
wymienię uczestników tej wycieczki. Nasze panie Daria, Kasia i Ewa oraz panowie
Rafał, Marcin, Dominik, Sylwek, Maciek, Tomek i Mateusz ……… Naprawdę doborowa
ekipa.
Dobra czyli wstęp i zakończenie właściwie mam. Teraz by
wypadało cos powiedzieć o samej wycieczce. Czyli o sercu tego dnia.
A sercem były miejsca które odwiedziliśmy. Miejsca do
których wiodły drogi kręte, szutrowe, piaszczyste pod górkę i z górki, leśne
dukty i asfalty. Cała sieć drogowych żył dających życie sercu.
Na dzień dobry był podjazd pod historyczną Góra Św. Piotra,
na której widoczne są pozostałości dawnego modrzewiowego kościółka Św. Piotra i
Pawła z XVI wieku w postaci drewnianej, małej dzwonnicy. Ledwo co udało mi się
złapać oddech, oczy wsadzić na swoje miejsce i wyciągnąć język z łańcucha ruszyliśmy
dalej do miejscowości Wierbka. Tam odwiedziliśmy ruiny pałacu. Pałac w Wierbce
to jeden z najmłodszych zabytków, a równocześnie jeden z tych ,o których
niewiele wiadomo. Zbudowany został dla Aleksandra Moesa. Ukończony został około
1889 r. Na pałacowym terenie przywitała nas naprawdę wspaniała delegacja. Myślę
że na bank około miliona komarów. Wygłodniałych, chudzieńkich komarów, oj
przepraszam wycieniowanych i smukłych
komarzyc. Niektóre z nich leża do dziś najedzone jak bąki. Tu musiał nastąpić
szybka ewakuacja i jedziemy dalej pod Góry Baranie w Cisowej, a potem na Udórz.
Aby na podjeździe do zamku po betonowych płytach stwierdzić,że sił zero jest. Na zamku kolejne
przywitanie w postaci chmury komarów. Chyba poszła jakaś fama po zamkach i płacach
że darmowe żarcie przyjeżdża dobrowolnie. Bo naprawdę powitania były godne.
Potem były lody w Wolbromiu , jakiś kamieniołom, Jaskinia
Jasna, Zegarowe Skały, wdrapywanie i to dosłowne drogą krzyżową na Grodzisko
Pańskie, Zamek Smoleń, kirkut w Pilicy i…… i na rynku w Pilicy czas rozstania
nadszedł.
To był wspaniale spędzony dzień.
Niektórzy moi znajomi pytają . Mariusz jaki to sens wstać o
4 rano, jechać prawie 200 kilometrów w jedną stronę aby pojeździć, umordować
się, spocić na rowerze podczas 50 kilometrowej wycieczki ???. Tak sobie myślę
że nie ma sensu im tego tłumaczyć. Nie zrozumieją.
Zresztą sam siebie też nie do końca rozumiem. Czasem szkoda
mi benzyny na podróż do Łodzi do pracy, aby szybciej wrócić do domu i jadę pociągiem
a na wycieczkę rowerową leje do baku na ful i jadę. I nie żałuje żadnej z
takich wycieczek.
Jeszcze raz dziękuję i choć było ciężko i trudno to już myślę
o tym abyśmy w sierpniu gdzieś na tych Jurajskich Szlakach ponownie się
spotkali.
Trasa Miedzy Pilicą a Wolbromiem.
Foro :
Na Górze Św. Piotra © GOZDZIK
Pilica w Pole - Góra Św. Piotra © GOZDZIK
Pałac w Wierbce © GOZDZIK
Ekipa na trasie © GOZDZIK
Takie widoki to miód na moje serce © GOZDZIK
Ruiny zamku Udórz © GOZDZIK
Widok z Grodziska Pańskiego © GOZDZIK
W oddali Smoleń © GOZDZIK
Na rynku w Pilicy - przygotowania do wycieczki. © GOZDZIK
- DST 64.37km
- Teren 9.00km
- Czas 03:28
- VAVG 18.57km/h
- VMAX 41.70km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 180m
- Sprzęt VAMP-irek
- Aktywność Jazda na rowerze
Traktem Bohaterów Bitwy Nad Bzurą
Sobota, 23 marca 2019 · dodano: 25.03.2019 | Komentarze 2
Gdy w lutym, ze względu na kiepską pogodę odwoływałem nasze rowerowe
spotkanie i ustalałem kolejny termin tej wycieczki, to wydawał się on niebotycznie
odległy. A tu nie wiadomo kiedy, nie wiadomo jak i miną miesiąc. A dodatkowo okienko
pogodowe na rozpoczęcie sezonu idealne. Prawie cały tydzień padało, wiało było
zimno, a tu proszę sobota prawie idealna. Co prawda ostry wiaterek był, ale i
tak naprawdę było ciepło.
Trasa naszej pierwszej wspólnej tegorocznej wycieczki była
już dawno zaplanowana i nawiązywała do czasów II WŚ. Dokładnie biegła przez
miejscowości związane z wrześniem 1939 roku, a jeszcze dokładniej z Bitwą nad
Bzurą. Oczywiście nie ja ją wymyśliłem bo generalnie miejsca te są wyznaczone i
opisane w terenie. Jedynie co to nie są połączone jakimś wyznaczonym szlakiem i
dojechanie do nich jest całkowicie dowolne.
Ale moment, trzeba tu napaść, że oficjalna nazwa tego „szlaku” brzmi Trakt Pamięci
Bohaterów Bitwy Nad Bzurą 1939 r.
W książce pt: Bitwa Nad Bzurą autorstwa Panów Macieja i
Jakuba Wojewodów są opisane, pokazane dwa etapy powstawanie tego traktu. Pierwszy
zbudowany w roku 2014 i drugi opisany jako planowany na rok 2016. My dziś
pojechaliśmy tym z roku 2014. W Muzeum Bitwy Nad Bzurą w Sochaczewie po
skończonej wycieczce chciałem się dowiedzieć czy ta część planowana została
wykonana i oznaczona w terenie. Niestety w muzeum nic o tym ni wiedzieli. To
dziwne bo ta instytucja w jakimś tam stopniu patronuje tej idei. Nawet na ich
stronie jest dokładnie opisana pierwsza cześć traktu. No cóż trzeba będzie to
sprawdzić w boju. Czyli pojechać i zobaczyć czy miejscowości zaznaczone w
książce są opisane, a opisy przeniesione w teren tak porządnie jak w części
pierwszej.
Dobra to oficjalne przedstawienie miejsca akcji rozpoczęcia sezonu
mamy już za sobą. Teraz trzeba przedstawić bohaterów tej wycieczki. A ponieważ
zależało mi na tym abyśmy spotkali się w komplecie to dlatego termin tej
wycieczki dość odległy. Ale dzięki temu na starcie pojawiła się Lena z
Grzegorzem, Dominik i Andrzej. Oczywiście do kompletu brakuje nam jeszcze Waldka,
ale może już niedługo i to się zmieni.
Ruszamy około 9.00 z pod muzeum w Sochaczewie. W pierwszej
kolejności jedziemy odwiedzić sochaczewski zamek, a dokładnie ruiny zamku
Książąt Mazowieckich. Po chwili zwiedzania ruszamy na główną atrakcję dzisiejszej
wycieczki. Czyli odwiedziny miejsc związanych z Traktem Bohaterów Bitwy Nad
Bzurą. Te miejsca to nie tylko cmentarze, choć w głównej mierze to one wyznaczają
trakt i nie tylko ten, ale wiele innych związanych z okropnymi czasami II Wojny
Światowej.
Udało nam się odwiedzić prawie wszystkie miejsca opisane na
stronie internetowej muzeum. Ale to prawie robi różnice. Nie odnaleźliśmy
cmentarza w Mistrzewicach, nie wiem ja nie widziałem żadnego oznaczenia, a że
czas nas troszkę gonił to i tak bardzo dokładnie nie szukaliśmy oraz nie
dotarliśmy ze względów czasowych do gajówki w Januszewie. Nie liczę
miejscowości Budy Stare, które od razu zaliczyłem do II etapu. Oczywiście
wszystko do nadrobienia następnym razem.
Wycieczka bardzo udana. Sezon otwarty. Gadania co niemiara,
śmiechu i zabawy też. Oby więcej takich wycieczek.
Trasa: Sochaczew – Kąty – Ruszki – Juliopol – Młodzieszyn –
Leontynów – Rokicina – Leontynów – Młodzieszyn – Mistrzewice – Witkowice –
Kamion – Witkowice – Brochów – Konary – Sochaczew.
Foto:
Ruiny zamku w Sochaczewie © GOZDZIK
Takie tablice są w ważnych miejscach na trakcie - Ruszki © GOZDZIK
A oto i owa wieża - Ruszki © GOZDZIK
Juliopol © GOZDZIK
Juliopol cmentarz © GOZDZIK
Dzwonnica w Młodzieszynie © GOZDZIK
Młodzieszyn - Dzwonnica pełniąca w czasie wojny rolę więzienia © GOZDZIK
Kolejne miejsce na trakcie © GOZDZIK
Cmentarz w Rokicinie © GOZDZIK
Kamion - na terenie szkoły © GOZDZIK
Kamion © GOZDZIK
Brochów © GOZDZIK
Na murach kościoła © GOZDZIK
Na murach kościoła w Brochowie © GOZDZIK
Muzeum w Sochaczewie © GOZDZIK
- DST 85.00km
- Teren 42.00km
- Czas 04:50
- VAVG 17.59km/h
- VMAX 34.50km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 474m
- Sprzęt GIANT TALON
- Aktywność Jazda na rowerze
Między Sulejowem a Przedborzem
Niedziela, 14 października 2018 · dodano: 18.10.2018 | Komentarze 3
Pomału
mój sezon rowerowy 2018 dobiega końca. Może jeszcze uda się wyskoczyć raz czy
dwa na moje wzniesienia łódzkie, ale na pewno na sezon wyprawowy, czyli długie
wycieczki czy też wycieczki z samochodowym dojazdem nadszedł kres.
Nie
mogłem sobie wymarzyć lepszego zakończenia. Wspaniała, przepiękna słoneczna
pogoda. Pani Jesień w pełnej krasie. W sukni mieniącej się wszystkimi kolorami
oraz doborowe zgrane towarzystwo.
Wesoła,
pełna energii i chęci przemierzania dróg, dróżek i bezdroży biegnących wzdłuż Pilicy,
ekipa to Daria, Karolina, Darek, dwóch Rafałów, dwóch Marcinów, Dominik i moja
skromna osoba.
Sam
pomysł na wycieczkę w te okolice podyktowany był chęciom zamknięcia pewnej
całości. We wrześniu zeszłego roku pojeździliśmy sobie trochę po prawej stronie
Pilicy oraz w dół od Przedborza. Teraz tą wycieczką zrobiliśmy lewą stronę
Pilicy od Sulejowa do Przedborza. Można powiedzieć, że teren okolic Przedborza
i Sulejowa mamy objechany. A jak dołożymy do tego moją wycieczkę z 2004 roku
dookoła zalewu Sulejowskiego oraz tegoroczna (sobotnią) Skowronków to możemy
śmiało stwierdzić, że aż do Tomaszowa oba brzegi Pilicy mamy odwiedzone.
Trasę
dzisiejszej wycieczki po wytyczeniu przesłałem do Skowronków, aby jeszcze
bardziej ja urozmaicić i aby była jeszcze bardziej ciekawa. Nie wiem jak to
robi Rafał, ale on zawsze wynajdzie jakieś inne bardziej ciekawe, co nieraz
wiąże się z tym, że i trudniejsze (np. piachy) drogi i dróżki. Nie mówiąc już o
atrakcjach.
Jak
to się mówi - ma chłopak siódmy zmysł do takich spraw, albo inaczej - ma na to
papiery hihihihi
Spotkaliśmy
się w Sulejowie pod kościołem, bo parking pod strażą pożarną w remoncie i po
krótkim przywitaniu w bardzo wesołych nastrojach ruszamy na trasę.
Pierwsza
atrakcja to kamieniołom …. Zalany wodą. Cudownie czysta wodą.
Następnie
ruszamy w dalszą drogę do miejsca zwanego Trzy Morgi z jego niewątpliwą
atrakcją czyli jakby to powiedzieć …….mmmmmm
nooooo z jego „Czarodziejskim Mostkiem”. Inaczej nazwać tego cudu inżynierii
wodno-lądowej nazwać nie mogę. Sami zresztą zobaczcie na zdjęciach. Dodam tylko
ze ponoć dziś wygląda jak po kapitalnym remoncie, bo kilka lat wcześniej był
jeszcze znacznie przechylony, a dziś wygląda niczym Most Świętokrzyski w
Warszawie. Po prostu piękny i idealny.Prawda.
Ci
c nie przechodzili przez mostek nigdy musieli oczywiście to zrobić, co
odważniejsi robili to z rowerami, a jakże. A bardziej bojaźliwi, ale wole
trzymać się określenia: bardziej szanujący swój sprzęt, przeszli bez roweru.
Odliczenie
składu czy nikt nie zagubił w konstrukcji tego cudu i ruszamy dalej.
Naszym
następnym celem są ruiny zamku w Majkowicach, ruiny zamku w Bąkowej Górze oraz
Zespół przyrodniczo-krajobrazowy Majowa Góra tuż przy granicy miasta Przedbórz
z jego niewątpliwą atrakcją, czyli jazdą wąską dróżką tuż przy wąwozie będącym
pozostałością po istniejącym tu do roku 1817 do lat 60 XX w kamieniołomie.
Ojjjj powiem wam, że naprawdę fajna sprawa. Trzeba było naprawdę uważać, bo ścieżka
wąska, kręta, cały czas góra-dół, drzewa bliziutko a i wąwóz też. Chwila
nieuwagi i albo lądujemy w wąwozie albo na drzewie. Fajny był ten przejazd naprawdę.
Cała
wycieczka była fajna i dlatego jak zbliżała się ku końcowi, który to koniec
wyznaczało zachodzące słonko, trochę żal było się żegnać. Tym bardziej, że tak
naprawdę z taką ekipa w takim składzie zobaczę się pewnie dopiero na wiosnę.
Skowronkom
dziękuję bardzo za wprowadzone korekty do mojej trasy, przez co wycieczka stała
się bardziej atrakcyjna i zróżnicowana terenowo. A pozostałym uczestnikom za
świetna zabawę, miłe wspomnienia na zimowe wieczory i cudowna atmosferę. Nawet
nie wicie jak bardzo potrzebne mi są takie chwile oderwania od ……..
Trzymajcie
się wszyscy ciepło i zdrowo, co by na wiosnę się spotkać i ponownie razem
ruszyć na szalki te asfaltowe, ale również i te piaszczyste, podmokłe,
kamieniste, szutrowe itp. itp. itp…………….
Trasa:
Sulejów – Kurnędz – Adelinów – Winduga – Przewóz – Stobnica – Paskrzyn –
Placówka – Łęg Ręczyński – Łęk Majkowski – Majkowice – Będzyn – Fandulanka –
Wola Przedborska – Przedbórz – Wola Przedborska – Korytno – Kalinki – Bąkowa
Góra – Dabrowa – Dobreniczki – Łęki Królewski – Ręczno – Czartoryja – Nowinki –
Łęk Ręczyński – placówka – Adelinów - Sulejów
Foto:
Pilica w okolicy Sulejowa © GOZDZIK
Uroczy kamieniołom © GOZDZIK
Pilica gdzieś na szlaku © GOZDZIK
Trzy Morgi i Czarodziejski Mostek © GOZDZIK
Czarodziejski Mostek © GOZDZIK
Czarodziejski Mostek - Trzy Morgi © GOZDZIK
Majkowice © GOZDZIK
Ruiny Zamku w Majkowicach © GOZDZIK
Widok z Majowej Góry © GOZDZIK
Zamek w Bąkowej Górze © GOZDZIK
Ekipa pod zamkiem w Bąkowej Górze © GOZDZIK
Pani Jesień w pełnej krasie © GOZDZIK
Słonko kładzie się już spać, a ekipa szykuje się do ostatniego odcinka dzisiejszej wycieczki © GOZDZIK
- DST 125.70km
- Teren 4.60km
- Czas 06:01
- VAVG 20.89km/h
- VMAX 40.80km/h
- Temperatura 28.0°C
- Podjazdy 368m
- Sprzęt VAMP-irek
- Aktywność Jazda na rowerze
Do Koszelówki
Czwartek, 30 sierpnia 2018 · dodano: 31.08.2018 | Komentarze 3
Dzisiejsza wycieczka to podróż w przeszłość. Podróż do lat
młodości. Podróż do lat kiedy wszystko było takie łatwe i proste. Wystarczyło chodzić
do szkoły, słuchać rodziców i właściwie to wszystko. Do lat kiedy nie było Internetu,
GPS, telefonów komórkowych. Do lat kiedy wakacje trwały ponad dwa miesiące a
nie dwa tygodnie, a za cały wakacyjny standard wystarczył namiot, plecak i
kilka konserw mielonki turystycznej i paprykarzu szczecińskiego. Do lat kiedy „daj
łyka” czy „daj gryza” nie niosło za sobą miliona niebezpieczeństw. Powrót do miejscowości od której jako chyba 16
lub 17-latek rozpocząłem samodzielne wjazdy pod namiot. Oczywiście wcześniej były
kolonie potem obozy PCK (pamięta ktoś takie obozy?? ktoś był na takim?? Nauka
od rana do południa pierwszej pomocy a potem obozowe cudowne życie ????), ale
to nie było to. Wyjazd pod namiot w gronie przyjaciół. Samodzielna podróż
autobusem PKS lub pociągiem, znalezienie na miejscu kwatery czy też dobre rozbicie
namiotu. TO BYŁO TOOOOOO. Bo oznaczało to, że rodzice mają do ciebie zaufanie i
traktują cię jako poważnego, dorosłego człowieka. Dla mnie jako 16 -17-latak było to ważne.
Ojjj łezka na plaży się dziś zakręciła. I o dziwo bardzo
dokładnie pamiętam jak tam było wówczas. Pole namiotowe u sołtysa, jakaś
jadłodajnia do której chyba sanepid to nie zaglądał, ale było pyszne jedzonko, molo
– no dziś zupełnie inne niż wówczas. Te wszystkie pogaduchy, ogniska, nowi
poznani ludzie płyci różnej hihihi. Kolacje, śniadania i beztroskie leżenie na
plaży przez cały dzień – bo co innego było do robienia.
Dziś to miejsce wygląda zupełnie inaczej niż wtedy. Dziś to
wygląda bardzo komercyjnie, wtedy to była cudowna dziura spokoju i dla mnie
pierwszej wolności. Nawet udało mi się odszukać drogę przez las, którą z Gąbina
należało dojść w jedną czy w drugą stronę, aby dojść do Koszelówki.
No i można powiedzieć że koło się zamknęło. Wówczas, na
starcie w dorosłe życie to wyprawa życia. Dziś gdzie życie raczej już ku
końcowi leci to kilkugodzinna wycieczka rowerowa.
Dobrze ten temat mam rozliczony.
Teraz marzy mi się wycieczka
do Wapnicy. Tam jako dzieciak spędzałem obowiązkowo każde wakacje ponieważ tam
znajdował się ośrodek wypoczynkowy zakładów pracy mojego taty. Czyli
obowiązkowa wizyta chyba każdego pracownika WZM – 3 Głowno. I również pamiętam
że dla mnie szczyla z podstawówki było tam kosmicznie cudownie. Muszę tam
pojechać.
Trasa: Głowno – Zgoda – Walewice – Sobota – Bąków Dolny –
Bąków Górny – Wiskienice Górne – Wiskienice Dolne – Zalesie – Złaków Borowy –
Długie – Stępów – Luszyn – Podczachy – Anatolin – Lwówek – Lipińskie – Gąbin Koszelówka
– Gąbin – Nowy Kamień – Lipińskie – i dalej dokładnie tak jak trasa w tamtą
stronę.
Foto:
Luszyn - Pałac © GOZDZIK
Ojjjjj łezka się zakręciła © GOZDZIK
Jezioro Zdworskie w Koszelówce © GOZDZIK
Koszelówka - Jezioro Zdworskie © GOZDZIK
Leśna droga z Gąbina do Koszelówki © GOZDZIK
- DST 157.00km
- Teren 14.00km
- Czas 07:32
- VAVG 20.84km/h
- VMAX 40.90km/h
- Temperatura 29.0°C
- Podjazdy 601m
- Sprzęt VAMP-irek
- Aktywność Jazda na rowerze
Mały "Rajd Kolarski Dookoła Ziemi Łódzkiej" odznaka PTTK cz. 7 i ostatnia
Czwartek, 23 sierpnia 2018 · dodano: 27.08.2018 | Komentarze 5
A podtytuł to tej wycueczki to:
Kryzys, Kryzys Kryzys….
Całkowity mój kryzys. Kryzys
wszystkiego: przede wszystkim sił które mnie
opuściły na 50 km przed domem, ochoty, egzystencjonalny, wieku, trasy… nie wiem
jeszcze czego ale totalnie wszystkiego……
Od samego rana jakoś nie czułem frajdy z tego, że spędzę na
rowerze fajny długi dzień w cudownym towarzystwie Andrzeja, podczas fajnej
wycieczki i do tego w końcu tym odcinkiem zakończę objazd trasy zamykającej
pętlę niezbędną do zdobycia małej odznaki PTTK Dookoła Ziemi Łódzkiej. No i czy
to nie jest kryzys egzystencjonalno-życiowo-sportowy ????????????? No jest jak
z bicza strzelił.
A do tego wszystkiego aparat fotograficzny zabierany na
wycieczki popsuł się więc zdjęcia musiałem robić telefonem, którego zapomniałem
dobrze naładować i biedny służył jako aparat foto, nawigacja i oczywiście
telefon. A to wszystko spowodował, że ostatnie 50 kilometrów jechał na 10 % baterii.
Więc go nie używałem za bardzo. A w domu okazało się że nawigacja GPS jaką
używam do zapisywania śladów nie zapisała sobie około 20 km początku wycieczki
i 5 km końca wycieczki mimo iż na karcie pamięcią jeszcze wolne miejsce było. No
i tu następny kryzys się pojawia czyli kryzys sprzętowy.
Nie wiem jak opisać inaczej tą wycieczką. Naprawdę wszystko
co powyżej zostało powiedziane sprawiło że chyba nic ciekawego nie widziałem.
Oczywiście odwiedziliśmy muzeum w Bełchatowie, zamek w
Piotrkowie, park przy pałacu w Ujeździe, ale no cóż pop prostu odwiedziliśmy i
tyle.
Dobrze nie będę się chyba bardziej pastwił nad sobą i nad tą
wycieczką. Trudno taka była i taką trzeba ją przyjąć.
Natomiast muszę bardzo, bardzo mocno podziękować Andrzejowi,
który naprawdę wspierał mnie na tych ostatnich kilometrach, bo gdyby nie on to już
za Koluszkami zadzwonił bym po męża siostry aby wyjechał po mnie na trasę i
gdzieś z jakiegoś rowu zebrał padlinę nie zapominając o rowerze. A tak to jadąc
za Andrzejem wiedziałem że muszę dać radę, że trzeba jechać nie wolno się poddawać.
Andrzej nadawał fajne tempo nie za wolne i nie za szybkie. Takie abym go
widział i cały czas się starał nie tracić go z oczu tylko troszkę go gonił.
Gdyby dostosował się do mojego tempa i jechał przy mnie to chyba jeszcze byśmy jechali.
Andrzeju dzięki Ci bardzo.
Dobra było i mam nadzieję ze się skończyło. Jeszcze do
wczoraj nawet nie chciało mi się siadać i opisywać tej wycieczki, a już o
kolejnej wycieczce nie chciałem nawet słyszeć ( a urlopik jest) Dziś już jakiś
opis się pojawił i do tego mały plan na wycieczkę w czwartek hihihi.
Trasa :Łask – Brodnia Dolna i Górna – Buczek – Ignaców –
Zelów – Parzno – Domiechowice – Bełchatów – Dobiecin – Mąkolice – Piekarki –
Rokszyce II – Piotrków Trybunalski – Polichno – Wolbórz – Ujazd – Wykno –
Mikołajew – Stary Redzeń – Katarzynów – Koluszki – Brzeziny – Kołacin – Nagawki
– Głowno.
Foto (mało bo bateria umierała) : 
Niedostępny pałac - Brodnia Dolna © GOZDZIK
W Zelowie - tak aby było wiadomo że byłem © GOZDZIK
Muzeum Regionalne w Bełchatowie © GOZDZIK
Zamek w Piotrkowie Trybunalskim i muzeum © GOZDZIK
Pałac w Wolborzu © GOZDZIK
- DST 85.70km
- Teren 44.00km
- Czas 05:01
- VAVG 17.08km/h
- VMAX 42.50km/h
- Temperatura 26.0°C
- Podjazdy 534m
- Sprzęt GIANT TALON
- Aktywność Jazda na rowerze
Załęczański Park Krajobrazowy
Niedziela, 12 sierpnia 2018 · dodano: 13.08.2018 | Komentarze 4
Kolejny
punkt planu rowerowego na 2018 rok udało się zrealizować. Wizyta w Załęczański
Parku Krajobrazowym odbyła się dzięki moim przyjaciołom z Częstochowy Darii i
Rafała. Bo choć tak jak wspomniałem na początku planowałem tu być to jakoś cały
czas wyjazd ten odkładałem na potem. A teraz zostałem przyparty do muru sms,
który właściwie informował o tym ze wycieczka taka jest zaplanowana na dzień
12.08. Zbiórka w Działoszynie o 9.00 i koniec tematu. A nie przepraszam miałem
jeszcze możliwość dodania do i tak już pewnie długiej listy atrakcji i
ciekawych miejsc, swoje miejsca, które bym chciał zobaczyć i odwiedzić.
Oczywiście nie było takiej potrzeby, bo wycieczki organizowane przez Skowronków
właściwie obejmują wszelkie atrakcje na danej wycieczce, a że nie byłem tu
nigdy wiec wszystko będzie ciekawe. Do wyjazdu udało mi się namówić również
Andrzeja i Dominika, którego zabrałem z Łodzi, a z Andrzejem spotkaliśmy się na
MOP-e autostrady A1. Chwilka na
pogaduchy i ruszamy na miejsce zbiórki. Tym razem nie byliśmy pierwsi.
Wyprzedziła nas Piotrek, a chwilkę po nas dotarli Ciuran, Daria i dwa Rafały.
Rozkładanie,
a właściwie składnie rowerów, zakładanie ubrania rowerowego oraz kompletowanie
sprzętu fotograficznego i telekomunikacyjnego zajęło nam chwilkę. Wszyscy
bardzo już chcieliśmy ruszać na trasę, dlatego sprawnie to wszystko poszło. Co
prawda niepokoiły mnie ostrzeżenia Rafała, który już od jakiegoś czasu je
wysyłał, a dotyczyły dużej ilości piachu. Przyjemność ze wspólnego spędzenia
czasu z fajną ekipą, na wycieczce rowerowej w całkowicie nieznanym mi ternie ostrzeżenia
te przyćmiły i odstawiły na tor boczny. Przecież piach to nie rzeka. Jak się nie
przejedzie to się przepchnie i już. Wiodącym szklakiem, którym podróżowaliśmy był
czerwony szlak Jury Wieluńskiej, ale i nie omieszkaliśmy pojechać i czarnym
szlakiem Kurhanów Książęcych i niebieskim Rezerwatów Przyrody Załęczańskiego PK
i Konnym Łódzkim oraz innymi ścieżkami i duktami leśnymi. I właśnie na jednej z
takich leśnych dróg spotkała nas wielka niespodzianka. Nikt by się jej nie
spodziewał w lesie gdzie nie było żadnego parkingu, zajazdu miejsca
postojowego. Po prostu leśna droga a na niej kilkanaście samochodów. Troszkę
nas to zaskoczyło bo właściwie zastawiali wjazd na szlak i nie za bardzo mogliśmy
się na niego dostać. Ale po chwili zostało im to wszystko wybaczone. Okazało się
bowiem, że owe samochody to obsługa techniczna idącej pielgrzymki na Jasną Górę.
Obsługa techniczna z wielką, polowa wojskową kuchnią ciągnięto przez samochód
ciężarowy, a w niej przepyszny krupnik. Nie sposób było ominąć panią która właściwie
siłą nas zaciągnęła do kotła i wydała zupę. Smakował jak nigdy. Nawet tym co to
za zupami nie przepadają. Oczywiście nie obeszło się bez dolewki. Naprawdę
super niespodzianka w samym środku lasu.
A z
pozostałych atrakcji to byliśmy przy Źródełku Objawienia i Floriana,
odwiedziliśmy Kurhany Książęce oraz Rezerwa Węże i znajdujące się tam jaskinie,
popatrzyliśmy na Górę Św. Genowefy i Żabi Staw oraz oczywiście gdzie tylko się
dało na pięknie meandrującą Warte.
Wycieczka
oczywiście bardzo udana, choć powiem szczerze że na razie wyleczyłem się z
wycieczek terenowych i musze pojeździć troszkę po asfaltach. Dziękuję bardzo
wszystkim za miła niedzielę, Skowronkom za organizację i zaproszenie i do
miłego zobaczyska.
Trasa:
Działoszyn – Kuźnica – Stara Wieś – Załęcze Wielkie – Dzietrzniki – Bieniec –
Łaszew Rządowy – Przywóz – Kamion – Krzeczów – Kochlew – Broników – Niżankowice
– Bobrowniki – Raciszyn – Zalesiaki – Działoszyn.
Foto: 
Na czerwonym szlaku - Wapiennik © GOZDZIK
Warta i czerwony szlak © GOZDZIK
Źródełko Objawienia © GOZDZIK
Przy Źródełku © GOZDZIK
Kurhany Książęce © GOZDZIK
Tablica przy kurhanach © GOZDZIK
Źródełko Floriana © GOZDZIK
Leśna zupa niespodzianka © GOZDZIK
Góra Św. Genowefy © GOZDZIK
Tablica © GOZDZIK
Gdzieś na szlaku w Załęczańskim PK © GOZDZIK
I obowiązkowa Warta © GOZDZIK
- DST 93.80km
- Teren 39.00km
- Czas 05:04
- VAVG 18.51km/h
- VMAX 35.30km/h
- Temperatura 31.0°C
- Podjazdy 178m
- Sprzęt VAMP-irek
- Aktywność Jazda na rowerze
Moja przygoda z Green Velo dzień 3
Niedziela, 29 lipca 2018 · dodano: 06.08.2018 | Komentarze 5
Dzień
trzeci to już ostatni etap naszej mini wyprawy. I jak to w takich dniach bywa
trochę mi smutno, że kończy się nasz trzydniowy rajd szlakiem Green Velo. Co
prawda mamy jeszcze przed sobą ostatnią noc na pogaduchy, opowiadania i
żarciki. Pociąg w drogę powrotna do domu rusza rano, wiec zamiast czatować na
stacji to zamówiliśmy sobie kwaterkę aby wygodnie się wyspać.
Ale
zanim leżakowanie to jakoś musieliśmy dotrzeć do Suwałk.
A
zrobiliśmy to tak.
W
Augustowie po śniadanku ruszyliśmy do muzeum Kanału Augustowskiego. Jednak z
powodu zapowiadających na dziś dużych burz i dość długiej naszej dzisiejszej trasy
nie mieliśmy zbytnio czasu na zwiedzanie samego muzeum. Zatrzymaliśmy się tylko
na obiekcie kilka fotek i ruszamy.
Nasz
kierunek to nie bezpośrednio Suwałki najkrótsza drogą tylko tak jak prowadzi
nasz bohater, czyli szlak Green Velo. A prowadzi on malowniczymi drogami tuż
przy Kanale Augustowskim, gdzie w miejscowości Płaska zobaczyliśmy na własne
oczy jak taka przeprawa przez śluzę się odbywa. No niestety trochę czasu nam to
zabrało, ale było warto.
Żar
z nieba lał się okrutny. Nawet mnie kochającemu ciepełko troszeczkę dokuczał,
ale tylko odrobinkę.
Tak
w znakomitych nastrojach ścieżka rowerowa przy drodze 672 dotarliśmy do
Mikoszówki i obraliśmy w końcu kierunek Suwałki. A dokładniej na Wigierski Park
Narodowy i były klasztor Kamedułów położony na wzgórzu nad Wigrami. Po drodze
nie mogliśmy sobie jednak odmówić kąpieli w Czarnej Hańczy, no może ciężko to
nazwać kąpielą, ale schodziliśmy się znakomicie w wodach tej pięknej rzeki, a
kilkadziesiąt metrów dalej w jakże uroczym sklepiku uzupełniliśmy wypocone
cenne minerały, a szczególności chmiel hihihihi.
Pora
robiła się dość późna, a właściwie to bardziej obiadowa niż późna, w koło nas
zaczęły gromadzić się chmury burzowe, nawet słychać już było grzmoty. To czym
prędzej musieliśmy znaleźć jakieś fajne miejsce na odpoczynek, przeczekanie
burzy jeśli przyjdzie (przyszła podczas obiadu) i oczywiście syty i dobry
obiadek. Akie miejsce znaleźliśmy w miejscowości Maćkowa Ruda. Polecam
pomidorowa i kurkowa rewelacyjne zupki a drugie dania jeszcze lepsze. Chociaż
Andrzej twierdzi że wątróbkę robi lepszą – wiadomo gdzie na nią teraz będziemy
jeździli hihihihihihi.
Po
ulewnym deszczu ruszyliśmy w dalszą drogę.
Nagrzany
asfalt szybko pozbył się nadmiaru wody i właściwie do klasztoru nic oprócz
zachmurzonego nieba nie wskazywał na to, że przed chwila dość mocno padało.
Wizyta
na wieży widokowej to właściwie ostatni punkt z listy atrakcji zaplanowany na
dzień dzisiejszy. Teraz już tylko okrążenie jeziora i prosta ścieżka rowerowa wzdłuż drogi 653 do
Suwałk gdzie czekała na nas przytulna kwatera z milutka kołderka. I jak to było
w poprzednich dniach przyszedł czas na
wieczorne rozmowy Polaków. Troszkę smutniejsze, troszkę bardziej refleksyjne,
troszkę już bardziej wspominkowe bo to nasz pożegnalny wieczór. Jutro już
będziemy w swoich domkach opowiadać bliskim jak to było na Szlaku GREEN VELO.
A
było tak :
- Kwatery wszystkie bardzo dobre. Domki w Goniądzu rewelacja i super kwatera dla lubiących troszkę połowić ryb. Opłatę wnosi się u gospodarza i można wędkować w Biebrzy. Augustów i Suwałki miłe domki z przytulnym ogrodem.
- Trasa – bardzo zróżnicowana taka, jaka powinna być. Trochę szutru, trochę piachu, trochę asfaltu, trochę kostki i wspaniałe krajobrazy pól, lasów, łąk, jezior, rzek, bagien i rozlewisk. Oznaczona jak dla mnie wystarczająco. Wszytko było jasne i zrozumiałe. Może odrobinę więcej przydało by się oznaczeń kilometrów do najbliższej miejscowości. Tak, aby wiedzieć czy np. uda się dojechać przed burzą czy raczej poczekać i przeczekać tu gdzie się jest. Ale to drobiazg, bo zawsze można sprawdzić w dostępnych pomocach internetowych (tylko trzeba się zatrzymać) (tu dodam że jechałem na rowerze trekkingowym z oponami 1,75 na nawierzchnię mieszana – dawały rade spokojnie – może komuś się przyda ta informacja)
- Towarzystwo – no tu chyba nie muszę nic mówić … albo powiem … z Wami chłopaki to nawet na koniec świata ruszę rzeknijcie tylko słowo. Bardzo Wam dziękuję za te trzy dni i kilka godzin podróży dnia czwartego. Było wspaniale.
- Pogoda no i tu oczywiście będą na bak zdania podzielone, ponieważ dla mnie była bardzo dobra, wręcz idealna ciepło, słońce może ciut za duszno, parno, ale było pięknie, a dla Waldka i Andrzeja stanowczo za gorąco.
- Zdobyte nowe doświadczenia np. w pakowaniu sakwy – po co ci była potrzebna Goździku ta ciepła bluza skoro zapowiadali upały co ???? (pytanie retoryczne bardziej prawda….przecież Suwałki to Polski biegun zimna prawda.... )i nowe znajomości – Lena, Grzegorz i Mateusz fajnie było was poznać pogadać i pośmiać się na trasie.
Ot i tak kończy się moja pierwsza przygoda z GV.
PS
Ponieważ relację piszę kilka dni po powrocie, to mogę już powiedzieć, że trzy dni temu przyszedł sms od Waldka, który poinformował mnie, że ostatni weekend lipca 2019 będę spędzał ……………………….. no gdzie jak myślicie ??? ………….. no jasne, że na GREEN VELO. I już się nie mogę doczekać.
Trasa: Augustów – Studzieniczna – Płaska – Mikaszówka – Dworczysko – Okółek – Głęboki Bród -Gulbin – Ciemny Las – Wysoki Most – Maćkowa Ruda – Mikołajewo – czerwony Folwark – Wigry – Ryżówka – Leszczewek – Suwałki.
Foto:

Augustów i wszystko jasne © GOZDZIK

Widok na Kanał Augustowski w Augustowie © GOZDZIK

Studzieniczna - Pomnik © GOZDZIK

Napis na pomniku © GOZDZIK

Taki szlak nam się przewijał w okolicy Augustowa © GOZDZIK

Płaska - Śluza lewa strona © GOZDZIK

Płaska - Śluza prawa strona - widać różnicę poziomów © GOZDZIK

Ścieżka rowerowa przy drodze 672 © GOZDZIK

Czarna Hańcza © GOZDZIK

Uroczy sklepik © GOZDZIK

Na szlaku Green Velo © GOZDZIK

Troszkę padało - na obiadku © GOZDZIK

Klasztor pokamedulski © GOZDZIK

Widok z wieży zegarowej na Wigry © GOZDZIK

A tu klasztor z przeciwnej strony jeziora © GOZDZIK

Na trasie Green Velo © GOZDZIK

To jest już koniec - Suwałki © GOZDZIK
- DST 76.50km
- Teren 30.00km
- Czas 03:57
- VAVG 19.37km/h
- VMAX 33.90km/h
- Temperatura 30.0°C
- Podjazdy 234m
- Sprzęt VAMP-irek
- Aktywność Jazda na rowerze
Moja przygoda z Green Velo dzień 2
Sobota, 28 lipca 2018 · dodano: 04.08.2018 | Komentarze 5
Dzień
drugi przywitał nas zachmurzonym niebem, brakiem słoneczka, sporą wilgotnością
i wycieczką do sklepu po śniadanko dla Mariuszka. Znaczy się wycieczkę miałem
tylko ja, koledzy dosypiali sobie spokojnie i miło lub pomalutku zabierali się
za jedzenia. No cóż jak ktoś głupi i wieczorem nie zrobił zakupów to tak ma.
Ale za to mam 3 km więcej tego dnia zrobione hihihihi.
Na
trasę wyruszyliśmy o godzinie 9.00 i przynajmniej teoretycznie powinno już być
słonko . Niestety nie było. Niestety dla mnie bo ja jednak wole słonko.
Andrzejowi i Waldkowi pogoda bardzo pasowała.
Na
początek punkt widokowy w Goniądzu, a potem już na trasę Green Velo do
Augustowa. Plan na dziś zakładał znacznie miej kilometrów do przejechania, ale
za to chcieliśmy troszkę po Augustowie połazić po jego centrum. I nawet był cel
tego chodzenia, bo zostaliśmy zaproszenie przez Lenę i Grzegorza na wspólny
obiad, ale w połowie drogi zorientowaliśmy się, że od naszej kwatery to jest za
daleko jak dla nas na dziś. Przepraszamy Was za to mocno.
Oj
troszkę wyprzedziłem fakty i zaraz po ruszeniu opisałem koniec dnia, a przecież
na trasie działo się wiele fajnych rzeczy.
To
wracamy na trasę.
Tak
jak na wstępie na razie ze słońcem nic się nie zmieniło – nie było go.
Ale
już podczas pierwszej przerwy w Dolistowie Nowym chmurki zaczynały chyżo znikać
z nieba i zanim wjechaliśmy na najbardziej
atrakcyjny odcinek drogi podczas dzisiejszej trasy słonko już mocno dopiekało.
A ten cudowny odcinek trasy to doga wzdłuż Biebrzy właściwie tuz przy Biebrzy
na skraju Biebrzańskiego PN z Dolistowa Starego do prawie że samych Mogielnic.
Naprawdę kolejny cudowny widok na bezmiar przyrody, łąk, rozlewisk, bagien i
samej meandrującej rzeki Biebrzy, na której co jakiś czas spotykaliśmy turystów
nią płynących na różnych „pojazdach” wodnych. Niezapomniane wrażenie to
wszystko robi. Cisza spokój i co jakiś czas pozdrawiający się, a to rowerzyści
rowerzystów, a to wodniacy rowerzystów i tylko, co jakiś czas a sielankę psuł
przejeżdżający samochód. Ale że to drogo piaszczysto – szutrowa z dołkami gdzie
nie gdzie to wolniutko jeździli, więc nie było źle.
I
w takich to pięknych warunkach przyrodniczo – krajobrazowych dotarliśmy do
miejscowości Białobrzegi, gdzie skwar lejący się z nieba zmusił nas do
uzupełnienia zapasów płynów w najbliższym napotkanym sklepie. Gdy tak właśnie
sobie siedzieliśmy i chłodziliśmy się, jedynym słusznym w takich
okolicznościach trunkiem z domieszką chmielu, podjechał do źródełka najpierw Mateusz, a za chwilkę Lena i Grzegorz. Oczywiście wszyscy bardzo się
ucieszyliśmy, że ponownie się widzimy i od razu zaczęliśmy od dzielenia się
wrażeniami z dnia wczorajszego, noclegu i dzisiejszego odcinka. Gadamy, śmiejemy
się popijamy zupkę chmielowa co by w gardle nie zaschło było fajnie. Mnie
trudno usiedzieć w takich chwilach wiec sobie łażę tu i tam . Podziwiam rowery,
sakwy, bagaże, osprzęt ….. ojjj chwilka …. a co to jakiś obcy rower ktoś nam
podrzucił z miejscowych. Taki bez przerzutki przedniej, bez przerzutki tylnej,
bez hamulca tylnego z kierownica co ma chyba 30-40 cm do tego tak rzucony bez
ładu i składu. Podnoszę chce odstawić na bok, co by się pod nogami tu obcy nie
kręcił a tu nagle słyszę głos Leny
-
ale to mój ci on, mój….
I
taka cisza zapadła.
A za chwilkę
-
Lena ty z Białegostoku do Suwałk jedziesz na takim rowerku ?????
-
Tak . No co nazwa jest ważna to Mustang jest przecież
No
tak ma racje dziewczyna to przecież samo jedzie .
I
sam już nie wiem, co powiedzieć …. Ale szacun i tyle, bo ja bym nie miał odwagi
i myślę, że nie jeden z nas by tez tego nie zrobił aby się wybrać na takim
egzemplarzu i to jeszcze z bagażem na plecach, a nie w sakwach. Jesteś wielka.
Po
ochłonięciu z wrażeń dostarczonych nam przez rower Leny, oraz zaspokojeniu
pragnienia ruszamy grupkami dalej w kierunku Augustowa, ale objeżdżając jezioro
Sajno i Sajenek, a następnie, aby było ciekawiej i piękniej ruszamy na
miejscowość Studzieniczna, aby z niej tuż przy jeziorze Białym Augustowskim
dotrzeć do samego Augustowa. Po drodze jeszcze kilkakrotnie spotykaliśmy i Lenę
i Grzegorza i Mateusza i za każdym razem bardzo fajnie się gadało i śmiało.
Jednak każde z nas miało w innej części Augustowa i pobliżu Augustowa soje
kwatery, więc tuż przed nim rozstaliśmy się z nadzieja, że się może spotkamy na
wspólnym obiedzie. Niestety nasza kwaterka była co prawda w Augustowie ale
jednak dość daleko od centrum i dlatego
gdy szliśmy na ten umówiony obiad energii nam brakło na Kanale Augustowskim i
zakotwiczyliśmy tuż przy nim. Oczywiście powiadomiliśmy naszych znajomych.
No
i co tu na koniec powiedzieć?
Powtórzyć
się ze było fajnie, cudownie, wesoło…. No tak powtórzę się .
Dodam
może jeszcze tylko to, że wieczorne rozmowy z moimi przyjaciółmi Waldkiem i
Andrzejem maja swój niesamowity klimat, urok i bardzo mnie uspakajają i wyciszają
hihihihihi
Trasa:
Goniądz – Dawidowizna – Wroceń – Dolistowo Nowe – Dolistowo Stare – Jasionowo
Dębowskie – Mogilnice – Wrotki – Sosnowo – Bór – Białobrzegi – Studzieniczna –
Augustów.
Foto
:
Goniądz widok z punktu widokowego © GOZDZIK
Punkt widokowy Goniądz © GOZDZIK
Zaczynamy najpiękniejszy odcinek dzisiejszej trasy © GOZDZIK
Biebrza tuż przy szlaku © GOZDZIK
Na szlaku Green Velo © GOZDZIK
Na trasie Green Velo tuż przy Biebrzy © GOZDZIK
Nasza wesoła ekipa od lewej Goździk, Lena, Waldek, Grzegorz i za nim Mateusz, Andrzej © GOZDZIK
Kanał Augustowski - tablica informacyjna © GOZDZIK
Jedna ze śluz kanału © GOZDZIK
Ojjjjj pięknie było © GOZDZIK
Na szlaku Green Velo © GOZDZIK
Gdzies na szlaku GV © GOZDZIK



