Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Gozdzik z miasteczka Głowno. Mam przejechane 25205.03 kilometrów w tym 6305.87 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 19.00 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 105398 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Gozdzik.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

Wycieczki i wyprawy

Dystans całkowity:10667.78 km (w terenie 2868.50 km; 26.89%)
Czas w ruchu:574:30
Średnia prędkość:18.57 km/h
Maksymalna prędkość:71.00 km/h
Suma podjazdów:48369 m
Liczba aktywności:125
Średnio na aktywność:85.34 km i 4h 35m
Więcej statystyk
  • DST 71.70km
  • Teren 40.00km
  • Czas 04:31
  • VAVG 15.87km/h
  • VMAX 58.30km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 1012m
  • Sprzęt GIANT TALON
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Jurajskie Warownie i Pustynia

Środa, 23 sierpnia 2017 · dodano: 29.08.2017 | Komentarze 1

Na ostatnią wycieraczkę nie miałem ochoty.
Nie chciało mi się jechać.
Zero radości ze zbliżającego się wyjazdu.
No po prostu nic, zero.
A do tego wszystkiego jeszcze myślałem jak się wyślizgać z tej jazdy.
Ewidentnie coś mi było i to coś mnie dołowało.
A w takich stanach duszy i ciała najlepiej jest przekonać się o co chodzi w boju, czyli na rowerze, na wycieczce, a najlepiej w dobrym towarzystwie i w pięknych okolicznościach przyrody i krajobrazu.
Doktorami mojego stanu ducha zostali Daria i Rafał, a lekarstwem Jura Krakowsko-Częstochowska z jej warowniami.
Prawda że taki zestaw gwarantował 100% wyleczenie mnie z tego nie wiadomo czego.
Co prawda wstanie o 4 rano aby dojechać na czas na miejsce spotkania do Podzamcza nie za bardzo mi się uśmiechało, ale perspektywa spotkania z Darią i Rafałem i to do tego na jurze gwarantowało powetowanie tych strat w śnie.
Jedynie żałowałem tego, że Andrzej nie mógł uczestniczyć w tej naszej wycieczce, ale niestety praca go zatrzymała.
Do Podzamcza na miejsce zbiórki udałam się więc samemu.
Trasa wycieczki była całkowicie przygotowana przez Skowronków i w głównej mierze opierała się o niebieski szlak warowni jurajskich oraz i czerwony Szlak orlich Gniazd z małymi odstępstwami to tu to tam, ale tak aby zobaczyć cos ciekawego. Generalnie plan naszej wycieczki zakładał dojechanie do Pustyni Błędowskiej z odwiedzeniem możliwie wszystkich znajdujących się po drodze zamków i innych atrakcji i ciekawych miejsc.
Niestety dziś pogoda nas nie rozpieszczała a dodatkowo przygotowała nam atrakcję w postaci deszczu w Kluczach, choć takowego w tych okolicach, a właściwie w tym rejonie Polski prognozy podawane dzień wcześniej nie przewidywały. Ale cóż deszczowe chmury o tym nie wiedziały i przywędrowały skutecznie mocząc nas w drodze z Rabsztyna do Klucz. Jeszcze potem dostaliśmy mała poprawkę w drodze z Klucz na punkt widokowy na Pustynię Błędowską w Chechle.
Szkoda bo jednak dla mnie „ciepłolubnej kluchy” pogoda jest ważnym elementem, ale trudno widoki, atrakcje i towarzystwo rekompensowały mi ta pogodowa niedogodność.
Dobra co tu dużo pisać.
Wiadomo jurajskie szlaki nie należą do najłatwiejszych, więc troszkę w kość dostałem. Podjazd na Świniuszkę mimo że asfaltem, a nie terenem to dla mnie walko o oddech, ale wygrana bo choć dopiero po tygodniu ale piszę tą relację hihihi.
Atrakcji całe mnóstwo. Zamki, strażnice, widoki, szlaki… wszystko cudowne i fajne. Jednak mimo tego wszystkiego coś nadal ze mną i jeżdżeniem nie tak. Dziś zamiast iść na rower w przedostatni dzień mojego urlopu, w piękną słoneczna pogodę to siedziałem w domu bez żadnego ładu składu i celu. Eeeeeeeeee.
A może podświadomie koszmarny zeszłoroczny wrzesień i przeżycia z nim związane jakoś nie pozwalają mi się cieszyć tym co jest, co mam, co mogę….. ???????.
Dobra czas się ogarnąć ……………

Trasa: Mam nadzieję ze nic nie pokręciłem.
Podzamcze – Ryczów – Złożeniec – Smoleń – Krzywopłoty – Bydlin – Cieślin – Golczowice – Jaroszowiec – Bogucin Duży – Bogucin Mały – Rabsztyn – Klucze – Chechło – Ogrodzieniec – Podzamcze.

Foto

Zamek Ogrodzieniec
Zamek Ogrodzieniec © GOZDZIK

Straznica Ryczów
Strażnica Ryczów © GOZDZIK

Zamek Smoleń
Zamek Smoleń © GOZDZIK

Ruiny Zamku Smoleń foto Daria
Ruiny Zamku Smoleń foto Daria © GOZDZIK

Zamek Bydlin
Zamek Bydlin © GOZDZIK

Zamek Rabsztyn
Zamek Rabsztyn © GOZDZIK

Ruiny Zamku Rabsztyn
Ruiny Zamku Rabsztyn © GOZDZIK

Gdzieś na jurajskim szlaku
Gdzieś na jurajskim szlaku © GOZDZIK foto Daria

Daria, Rafał i Goździk.... a w tle Pustynia Błędowska punkt widokowy Chechło
Daria, Rafał i Goździk.... a w tle Pustynia Błędowska punkt widokowy Chechło © GOZDZIK

Widok na Pustynie Błędowską z punktu widokowego Czubatka w Kluczach
Widok na Pustynie Błędowską z punktu widokowego Czubatka w Kluczach © GOZDZIK





  • DST 118.00km
  • Teren 5.50km
  • Czas 05:33
  • VAVG 21.26km/h
  • VMAX 37.10km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 798m
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mały "Rajd Kolarski Dookoła Ziemi Łódzkiej" odznaka PTTK cz 6

Czwartek, 17 sierpnia 2017 · dodano: 20.08.2017 | Komentarze 3

Już nawet nie pamiętam kiedy ostatnio tak bardzo nie chciało mi się jechać na wycieczkę. Od samego popołudnia dnia poprzedniego już myślałem co by tu zakombinować aby znaleźć pretekst do siedzenia w domu. A przecież było wszystko jak należy. Mam urlop, pogoda … no co prawda od samego rana tak do 13 nie była moją wymarzoną, ale oki jako całodniowa była super, rower przygotowany wszystko naszykowane, trasa wytyczona. No po prostu nie wiem.
Może to, że tym razem wyruszałem sam, a nie tak jak poprzednich siedem wycieczek we wspaniałym towarzystwie Darii, Rafała, Andrzeja czy Waldka?
A może to, że jakoś tak spadł mi zapał do zaliczenia kolejnego odcinka trasy niezbędnej do zdobycia Odznaki PTTK : „Mały -Rajd Kolarski dookoła Ziemi Łódzkiej”????
A może to, że byłem trochę zmęczony pracami domowymi i ogrodowymi jakie sobie wymyśliłem na czas urlopu i każdego dnia je sumiennie realizowałem ?????
Nie wiem…. A może wszystkiego po trochu ???
Ale tak bardzo mi się nie chciało, że nawet siedząc już w pociągu do Zduńskiej Woli (najpierw do Ł. Kaliskiej gdzie była przesiadka i cudowny pretekst aby nie wsiadać do następnego pociągu) myślałem o tym, że dobra na następnej stacji wysiadam i sobie tu tylko pojeżdżę, nie no dobra na następnej , nie, nie na jeszcze jednaj. I takim sposobem dojechałem do Zduńskiej Woli czyli startu mojego dzisiejszego rowerowania.
Po takim wstępie nie trudno się domyśleć, że raczej wycieczka bez większego szału, radości i podniecenia z kolejno wykręcanych kilometrów.
Oczywiście muszę tu powiedzieć, że trasa naprawdę bardzo miła i sympatyczna. Boczne lokalne dróżki, prawie bez żadnego ruchu samochodowego. Lasy, pola, łąki i spokój i cisza i małe miasteczka i wioski. Naprawdę bardzo urocza trasa.
I co właściwie to już…..

Trasa: Zduńska Wola – Szadek – Marcelin – Łobudzice – lichawa – Zygry – Dzierzązna Szlachecka – Ruda Jeżewska – Góra Bałdrzychowska – Rąkczyn – Poddębice – Tarnowa – Psary – Skórka – Parzęczew – Wytrzyszczki – Kowalewice – Wiktorów – Emilia – Kania Góra – Dzierżązna – Biała – Szczawin – Swędów – Smolice – Stryków – Bratoszewice – Wyskoki – Głowno

Foto (nawet tych jest tyle co kot napłakał):

Dwór Złotnickich w Zduńskiej Woli
Dwór Złotnickich w Zduńskiej Woli © GOZDZIK

Zygry - maszt radiowo-telewizyjny 346 m
Zygry - maszt radiowo-telewizyjny 346 m © GOZDZIK

Gdzieś na trasie  - takie widoczki mi towarzyszyły
Gdzieś na trasie - takie widoczki mi towarzyszyły © GOZDZIK

Tablica informacyjna o wsi Dzierżązna
Tablica informacyjna o wsi Dzierżązna © GOZDZIK

Pałac w Dzierżąznej
Pałac w Dzierżąznej © GOZDZIK

Dzierżązna - tablica przed pałacem
Dzierżązna - tablica przed pałacem © GOZDZIK




  • DST 75.60km
  • Teren 26.00km
  • Czas 03:59
  • VAVG 18.98km/h
  • VMAX 44.10km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Podjazdy 785m
  • Sprzęt GIANT TALON
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mazury Cud Natury - dzień trzeci - Giżycko

Niedziela, 30 lipca 2017 · dodano: 01.08.2017 | Komentarze 4

Dzień trzeci to dzień wyboru etap. Albo jedziemy dookoła jeziora Śniardwy, albo wracamy do Giżycka zwiedzać Twierdzę Boyen, tylko, że oczywiście lokalnymi i bocznymi drogami. Ze względu na drogę powrotna do domu oraz konieczność zwolnienia kwatery wygrała opcja numer 2, czyli ponownie Giżycko i twierdza. Oczywiście trasa dookoła Jeziora Śniardwy nie ląduje do kosza tylko do zeszytu marzeń i planów na przyszłość tuż obok marzenia o szlaku Latarni Morskich.
Ale wracajmy na trasę dzisiejszej wycieczki. Tym razem udało się sprawie rano wyszykować i już około 8.30 mknęliśmy do miejscowości Ławki , gdzie po chwili jazdy dobiliśmy do czerwonego szlaku rowerowego. Potem była mała drogowo-szlakowa improwizacja tak, aby było ciekawiej i do Giżycka wjechaliśmy od strony miejscowości Wronka i Wilkasy.
Słoneczko dziś nie odpuszczało nawet na chwilkę wiec jedynie słusznym kierunkiem w Giżycku powinna być plaża, ale tajemnice i zabudowania Twierdzy Boyen ciągnęły bardziej. Dlatego od razu pojechaliśmy zwiedzać ten obiekt militarny. Potem była oczywiście i woda bardziej w wykonaniu skoku-zjazdu Andrzejowego roweru do wody niż naszym, ale gdyby nie refleks Andrzeja to nie pozostawałoby nam nic innego jak nurkować za nim.
Jeszcze tylko rzut oka na jezioro Niegocin i ruszamy w drogę powrotną, podczas której pochłanialiśmy i zapamiętywaliśmy te widoki, krajobraz, dróżki, małe mieścinki, lasy, pola, jeziora wkomponowane we wzniesienia, górki i pagórki. Zapisać w głowie jak najwięcej, bo nie wiadomo, kiedy tu wrócimy. Żegnając się z naszą kwaterą w Tałtach nad Jeziorem Tałty oraz Mikołajkami nie mogliśmy na 100% powiedzieć do zobaczenia za rok czy dwa. Na 100% mogę powiedzieć tylko tyle, że chciałbym tu jeszcze kiedyś wrócić na weekend może dłużej. Jeszcze tyle do zobaczenia i odwiedzenia tu jest.
Eeeeeeeee .
Kolejna cudowna weekendowa przygoda zakończona. Bardzo Wam Waldku i Andrzeju dziękuję za wspaniały czas spędzony na rowerze i w waszym towarzystwie. Jak wiecie taki wyjazd to moja jedyna forma wakacyjnego wypoczynku i dlatego, z kim jadę i jak spędzam ten czas jest dla mnie najważniejsze.A z Wami mam gwarantowany pełny relaks, spokój i duuuużoooooo fajnego rowerowania.
Do następnego ………………. Roku ?
Mmmmm a gdzie ???
A to się okaże.
Oby zdrowie i możliwości były.
Dzięki panowie.

Trasa: Tałty – Skorupki – Ławki – Stara Rudówka – Monetki – Staropole – Gorazdowo – Szczybały Giżyckie – Wronka – Wilkasy – Giżycko – powrót dokładnie taką samą trasa.

Film autor Waldek
https://youtu.be/AP0JILiJmeo

Foto:

Na trasie do Giżycka - gdzieś na trasie
Na trasie do Giżycka - gdzieś na trasie © GOZDZIK

I takie gdzieś tam na Mazurskich szlakach
I takie gdzieś tam na Mazurskich szlakach © GOZDZIK

Widok na jezioro Niegocin
Widok na jezioro Niegocin © GOZDZIK

W twierdzy Boyen
W twierdzy Boyen © GOZDZIK

Twierdza Boyen w Giżycku
Twierdza Boyen w Giżycku © GOZDZIK

Giżycko w twierdzy
Giżycko w twierdzy © GOZDZIK

Ekspozycje w budynkach twierdzy
Ekspozycje w budynkach twierdzy © GOZDZIK

Ekspozycje w budynkach twierdzy
Ekspozycje w budynkach twierdzy © GOZDZIK

Makieta twierdzy
Makieta twierdzy © GOZDZIK

Na terenie twierdzy
Na terenie twierdzy © GOZDZIK

Kolejka na kanale
Kolejka na kanale © GOZDZIK

I taki widoczek
I taki widoczek © GOZDZIK

Pięknie jest prawda
Pięknie jest prawda © GOZDZIK




  • DST 131.00km
  • Teren 45.00km
  • Czas 06:21
  • VAVG 20.63km/h
  • VMAX 45.90km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 1319m
  • Sprzęt GIANT TALON
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mazury Cud Natury - dzień drugi - Mamerki

Sobota, 29 lipca 2017 · dodano: 01.08.2017 | Komentarze 1

Dzień drugi zgodnie z prognoza pogody przywitał nas pięknym słonkiem i telefonem od Andrzeja :
- POBUDKA, jadę do was i już wstawać, bo na rower czas….
No nie powiem, że było lekko wstać, bo bym skłamał.
Jakoś tak to powietrze mazurskie wieczorem zadziałało, że rano głowa trochę bolała hihihi. Nie wspomnę już o Waldkowej całonocnej rewolucji żołądkowej, bo to nie blog o zdrowiu i urodzie oraz wylegiwaniu w łóżeczku tylko o rowerowaniu. O czym Andrzejek stojąc nad nami jak kat nad dobrą dusza przypominał nam bardzo wyraźnie i skutecznie.
Zebraliśmy się w szyk bojowy (niestety tylko Andrzej i ja, bo Waldek naprawdę źle się czół po wczorajszej kolacji - kartacze się zwała) około 9.30 i ruszyliśmy na podbój zaplanowanych na dziś Rynu, Mamerek i Giżycka. Cudownym leśnym czerwonym szlakiem biegnącym wzdłuż jeziora Tałty i Ryńskiego dojechaliśmy na zamek w Rynie.
Zamek hotel, czyli zwiedzanie albo niemożliwe, albo tylko z zewnątrz, albo tylko z przewodnikiem. I w tym przypadku ostanie dwa albo się zgadzały. Jednak zwiedzanie z przewodnikiem sobie odpuściliśmy.
Gdy już mieliśmy zbierać się w dalszą część wycieczki dostaliśmy telefon od naszego chorego kompana z wiadomością, że już się czuje dużo lepiej i że nie wybaczyłby sobie gdyby dziś z nami jednak nie jeździł.Poprosi o chwilkę cierpliwości zaraz do nas dobije. I tak się stało niecałą godzinka i byliśmy w komplecie.
Ruszamy zdobywać Mamerki. Zgodnie z naszymi założeniami kluczyliśmy trochę pomiędzy jeziorami wybierając jak najbardziej lokalne i boczne drogi, które dają możliwość poczuć tego mazurskiego pofałdowanego terenu. Cały urok i czar w nich tkwi. Oczywiście podstawa to woda, jeziora, ale my nie żeglarze, więc wodę omijaliśmy, a szutry, piaski, górki i pagórki braliśmy z rozpędu i z uśmiechem na ustach.
Takie wyznaczenie trasy niesie za sobą pewne niebezpieczeństwa. Niebezpieczeństwa związane z uciekającym czasem, a nie koniecznie proporcjonalnym zbliżaniem się do wyznaczonego celu. Co prawda nie byliśmy bardzo związani godzina powrotu na bazę. Bo nikt na nas z obiadkiem nie czekał, ale jazda główną trasą z Giżycka do Mikołajek (643 a potem 16) po tym jak słonko poszło spać nie należała do przyjemnych, a w teren baliśmy się po zmroku zapuszczać aby nie pobłądzić. Oczywiście zanim jednak pruliśmy jak oszalali tymi asfaltami spędziliśmy bardzo miło czas w Giżycku pod zamkiem obserwując otwieranie przeprawy na Kanale Łuczańskim. A jest to bardzo ciekawe zajęcie, ponieważ otwieranie tej przeprawy odbywa się po przez obrócenie o 90 stopni mostu drogowego. Zbudowany w 1898 roku most stanowi interesujący zabytek techniki, i ze względu na typ konstrukcji jest unikatowy w skali kraju i jeden z kilku mostów tego typu w Europie. Przyznaje się bez bicia, że widziałem to pierwszy raz w życiu. Frajda niesamowita. Żaglówek do przepłynięcia tyle, co samochodów na bramkach na A1. Cudeńka i żaglówki i niektóre „syrenki” na nich się znajdujące hihihihi.
Tak to nas właśnie wciągnęło, że potem trzeba było gać ile sił w nogach. Na kwaterkę dotarliśmy tuż przed 21.00 i gdy emocje już opadły stwierdziliśmy, że przeżyliśmy w trójkę bardzo miły i fantastyczny dzień. Oby takich jak najwięcej było w naszym życiu.

Trasa: Tałty – Skorupki – Mrówki – Rybical – Ryn – Głąbowo – Orłowo – Sterławki Małe – Bogacko – Kamionki – Doba – Pilwa – Radzieje – Stawiska – Kamionek Wielki – Pniewo - Mamerki – Pniewo – Kamionek Wielki – Sztynort – Harsz – Pieczarki – Świdry – Giżycko – Wilkasy – Bogaczewo – Prażmowo – Szymonka – Woźnice – Mikołajki -Tałty.

Foto.

Widok na jezioro Ryńskie
Widok na jezioro Ryńskie © GOZDZIK

Zamek w Rynie
Zamek w Rynie © GOZDZIK

Mazurskie drogi i dróżki
Mazurskie drogi i dróżki © GOZDZIK

Mazurskie drogi i dróżki
Mazurskie drogi i dróżki © GOZDZIK

Bunkry w Mamerkach
Bunkry w Mamerkach © GOZDZIK

W bunkrach - Mamerki
W bunkrach - Mamerki © GOZDZIK

W Mamekach - bunkry
W Mamekach - bunkry © GOZDZIK

Wieża widokowa w Mamerkach
Wieża widokowa w Mamerkach © GOZDZIK

Widok z wieży na jezioro Mamry
Widok z wieży na jezioro Mamry © GOZDZIK

I może jeszcze taki widoczek
I może jeszcze taki widoczek © GOZDZIK

O i opis jednego z bunkrów
O i opis jednego z bunkrów © GOZDZIK

I na koniec on sam
I na koniec on sam © GOZDZIK

Giżycko - zamek
Giżycko - zamek © GOZDZIK

Zamek w Giżycku
Zamek w Giżycku © GOZDZIK

I jeszce jeden widok na zamek
I jeszcze jeden widok na zamek © GOZDZIK

I nasz obrotowy most - stan nie płyniemy
I nasz obrotowy most - stan nie płyniemy © GOZDZIK

Gożycko most obrotowy - stan płyniemy
Giżycko most obrotowy - stan płyniemy © GOZDZIK
I ruszyli
I ruszyli © GOZDZIK




  • DST 25.60km
  • Teren 9.50km
  • Czas 01:28
  • VAVG 17.45km/h
  • VMAX 42.20km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 265m
  • Sprzęt GIANT TALON
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mazury Cud Natury - dzień pierwszy - Mikołajki

Piątek, 28 lipca 2017 · dodano: 01.08.2017 | Komentarze 0

Dokładnie 11 lat temu i dokładnie w lipcu i dokładnie na Mazurach rozpoczęła się moja przygoda z weekendowymi wyjazdami rowerowymi. Dziś po 11 latach mogę śmiało też powiedzieć, że ta przygoda rozpoczęła moją przyjaźń z Waldkiem, który wówczas zabrał mnie w tą pełną emocji, wrażeń i przeżyć wycieczkę. Dlatego tak bardzo się cieszyłem, że termin naszego dzisiejszego wyjazdu nadchodzi. Moja radość była jeszcze większa, bo okazało się, że Andrzej mimo obowiązków związanych z pracą również dojedzie do nas na miejsce w sobotę raniutko. Czyli główna wycieczka tegorocznego weekendowego rowerowania będzie w pięknym, można by rzec wymarzonym składzie.
Ten dzisiejszy wypad na Mazury ma jeszcze jeden taki, symboliczny wymiar. I wtedy (tuż po powrocie) i dziś (tuż przed wyprawą) dostałem wiadomości, które zmieniły coś wtedy i zmienią teraz już niedługo, wiele w moim życiu. Może nie dokładnie w pełnym zakresie życia, ale w tym rowerowym życiu. Już się nie mogę doczekać.Ale o tym cicho sza, aby nie zapeszać. Trzeba czekać hihihi.
Ale odkładamy na razie marzenia, odkładamy wspomnienia, odkładamy symbolikę i ruszamy na mazurskie drogi i dróżki.
Plan wycieczki był całkiem prosty w swoich założeniach. Dużo jazdy bocznymi drogami, nawet, jeśli nadkładamy trasy oraz zwiedzanie tego, co możliwe.Widoki dostajemy w pakiecie podróżniczym i chłoniemy je jak gąbka wodę.
Wyjazd 9.00 z Sochaczewa w kierunku Mikołajek, a potem do miejscowości Tałty, gdzie mieliśmy naszą bazę wypadową.
Na dzisiejszy pierwszy dzień pobytu nie planowaliśmy zbyt długiej trasy. Wiadomo podróż, kwatera i aklimatyzacja hihihihi mogą nam zająć trochę czasu. Jak się na miejscu okazało swoje trzy grosze wtrąciła tez pogoda, która niestety po naszym przyjeździe trochę się popsuła i jak już pojechaliśmy rowerami na obiad do Mikołajek przywitała nas rzęsistym deszczem.Co prawda udało nam się jeszcze troszkę pokręcić po samych Mikołajkach i podjechać na przeprawę promową Wierzba, ale dalsza droga do Rucianego-Nida była obarczona zbyt dużym ryzykiem totalnego zmoknięcia. I jak się okazało to całe szczęście, że nie ruszyliśmy tam, bo zdążyliśmy dotrzeć na kwaterę i deszcz rozpadał się już na dobre. Deszcz i tak nam humorów nie popsuł, bo wiedzieliśmy, że pogoda na weekend ma być wymarzona – ciepła i słoneczna .
I była.

Trasa: Tałty – Mikołajki – Wierzba – Mikołajki – Tałty

Foto:

Mikołajki
Mikołajki © GOZDZIK

Przeprawa promowa -Wierzba
Przeprawa promowa -Wierzba © GOZDZIK




  • DST 99.00km
  • Teren 15.00km
  • Czas 04:32
  • VAVG 21.84km/h
  • VMAX 39.10km/h
  • Temperatura 23.0°C
  • Podjazdy 559m
  • Sprzęt GIANT TALON
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Skowronki w Głownie - dzień drugi

Sobota, 8 lipca 2017 · dodano: 11.07.2017 | Komentarze 0

Dzisiejszy dzień rozpoczęliśmy z małym poślizgiem. I powiem szczerze, że nie wiem jak i kiedy on się pojawił, bo wszystko szło zgodnie z planem. A tu nagle gdy zasiadaliśmy do śniadania, Andrzej u bram mych stoi i się dziwi czemu my jeszcze w piżamach ganiamy ????
Właściwie dobre pytanie ?????
Skoro umówiłem się z nim o 8:45 to powinniśmy być już przynajmniej w kaskach i rękawiczkach.. prawda…..?
Ale cóż … my dopiero do śniadanka zasiadamy.
Trzeba trochę skompresować ruchy, bo Andrzejek śniadaniem nie dał się przekupić i stał nad nami jak kat nad dobrą duszą czekając na nas maruderów.
Jeszcze tylko łyczek herbatki na drogę i już uciekamy.
Nieeee nooo nieee jest źle … 9.20 już właściwie jedziemy. Mamy cały dzień. Damy radę.
Główną naszą dzisiejsza atrakcją była Zagroda Bednarza w Bednarach. Ta sama zagroda, która odwiedziłem w zeszłym roku i która była zamknięta, nieczynna, pan właściciel nie miał dla mnie czasu, a i tak przegadaliśmy, a właściwie opowiadał mi Pan o eksponatach przez prawie półtorej godziny. To co będzie dziś kiedy jesteśmy umówieni, zapowiedziani i oczekiwani ???????
Ojjjjj było…… opowiadania, anegdoty, dowcipy, opisy…… było pięknie, ciekawie i miło. Miejsce i jego gospodarz wyjątkowe.
Przepełnione pasja, wiedzą o posiadanym sprzęcie…… i miłością do zwierząt.
Opowieści są ciekawe, a do tego można każdą rzecz dotknąć sprawdzić nie ma tu gablot, szyb, sznurków i napisów „proszę nie dotykać eksponatów”.
Naprawdę miejsce godne polecenia i z czystym sumieniem polecam wszystkim, którzy będą w okolicy. To miejsce ma po prostu urok i klimat.
Panie Marcinie dziękujemy i życzymy zdrówka i wszystkiego dobrego.
Oczywiście będąc w Bednarach nie mogliśmy sobie odmówić wizyty w prywatnym browarze. Ci, co lubią piwko mieli piwko ci, co lody mieli …… godzinę czekania na nie hihihihi
Druga atrakcja to Skansen w Małrzycach. Znajduje się tu ekspozycja etnograficzna prezentująca budynki dawnej wsi Łowickiej. Miejsce również bardzo ciekawe i godne polecenia. Tuż przy skansenie na rzece Słudwi znajduje się pierwszy na świecie most spawany oddany do użytku w 1929 roku, a zaprojektowany przez prof. Stefana Bryłę. Reszta informacjo do poczytania w necie, a ciekawy to temat.

Dzień, a właściwie wycieczka pomału dobiega do końca. Jeszcze tylko kilkanaście kilometrów po spokojnych łowickich i bielawskich wiejskich drogach i dróżkach, po leśnych duktach lasu Stanisławów i Głowno.
Jeszcze tylko myciu, myciu, paciorek i spać …….. jakie spać? jakie spać ?….
Ognicho i nocne rozmowy Polaków czas zacząć.
I tak zakończył się dzień drugi.
Jaki był ???? wydaje mi się ze udany. Spędziłem go w bardzo miłym towarzystwie Darii Rafała i Andrzeja, odwiedziłem niesamowite miejsce, ale cóż najważniejsze, aby goście czuli się dobrze i im się podobało.

Pogoda
Zapowiadana: przelotne burze i deszcze
Była: nawet kropla deszczu na nas nie spadła

PS
Pozdrawiamy również grupę rowerzystów turystów z Rogowa i Brzezin których spotkaliśmy po drodze i w Bełchowie pod kościołem troszkę sobie pogadaliśmy.

Trasa: Głowno – Lubianków – Łyszkowice – Bełchów – Arkadia – Mysłaków – Janówek – Bednary – Kompina – Łowicz – Małszyce – Klewków – Niedźwiada – Maurzyce – Strugienice – Urzecze – Chruślin – Wojewodza – Władysławów Bielawski – Wola Zbrożkowa – Głowno.

Foto:

W Zagrodzie Bednarza... słuchamy
W Zagrodzie Bednarza... słuchamy © GOZDZIK

KLEMENTYNKA.... i goście..... oraz Niesamowity GOSPODARZ
KLEMENTYNKA.... i goście..... oraz Niesamowity GOSPODARZ © GOZDZIK

Piwko i lody w browarze Bednary
Piwko i lody w browarze Bednary © GOZDZIK





  • DST 78.10km
  • Teren 43.00km
  • Czas 04:25
  • VAVG 17.68km/h
  • VMAX 43.70km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 718m
  • Sprzęt GIANT TALON
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Góra Kamieńsk i okolice Kopalni Bełchatów

Niedziela, 18 czerwca 2017 · dodano: 19.06.2017 | Komentarze 2

Nasza wycieczka w okolice Bełchatowa była już kilka razy przekładana z powodu …. oczywiście, że tak z powodu.... pogody bo jakby inaczej.
Sobotni aura również nie napawała optymizmem.
A jednak ostatnia niedziela wiosny przywitała nas super fajną, ciepła, miłą i pogodną pogodą (taaaa no co kto mi zabroni takiej zbitki użyć no kto :-)))))
Tak wiem, ze rano było jak było ale już o tej 10.00 było rewelacyjnie i tak utrzymało się przez cała niedziele.
Góra Kamieńsk oraz kopalnia Bełchatów i okolice były już dawno w mojej sferze, a raczej w moim notatniku wycieczek do odbycia i zaliczenia ( tak na marginesie dodam, że w tym notatniku też są wycieczki – marzenia…. czekają na spełnienie).
A że w grupie zawsze wycieczki są fajniejsze to czekaliśmy na dogodne warunki pogodowe i możliwości przyjazdu.
Wszystko to udało się połączyć właśnie w tą ostatnią wiosenną niedziele, podczas której to wiosna chciała nas chyba przeprosić za kwiecień i ponad połowę maja.
Dobra przeprosiny przyjęte ale aby mi to było ostatni raz taki kwiecień i maj do bani…..
Temat pogody mamy rozliczony.
Na bazę wypadową tej wycieczki obraliśmy Kleszczów, a dokładnie parking pod kościołem w Kleszczowie.
Po przywitaniu, chwili na rozmowę i przygotowaniu sprzętu oraz siebie do podróży ruszyliśmy na punkt widokowy Kopalni Bełchatów.
Łaaałłłłłłłłłł ale to wielkie!!!!!!!
Matusiu kochana ….. ja w życiu takiej dziury w ziemi nie widziałem ….. 12 km długa, w najszerszym miejscu ma 3 km i głęboka na 200 metrów, a jak do tego zestawienia dołożymy 300 metrowe kominy cieplnej elektrowni znajdujące się prawi, że przy samym wyrobisku to jest efekt ….. „kochanie zamknij usta bo ci mucha wleci…”
Naprawdę robi to wrażenie i te maszyny, samochody na dnie wyrobiska… takie jak zabawkowe resoraki….. to trzeba zobaczyć i tyle.
Druga atrakcja, nierozerwalnie bym powiedział związana z opisana powyżej dziurą, to Góra Kamieńsk usypana z tego co wybrano nieopodal. Wysoką na prawie 395 metrów górkę zalesiono, zagospodarowano turystycznie, stworzono szlaki rowerowe o łącznej długości prawie 42 km i tym samym stworzono z niczego niewątpliwą atrakcję turystyczna.
Jest góra, są szlaki rowerowe - terenowe, jest też podjazd asfaltowy więc i znalazła się grupka turystów którzy postanawiają wjechać na sama górę……. Oczywiście nie my pierwsi i nie ostatni… chociaż ja raczej tak hihihihi
Ojjjjjjjjjjj gdybym ja widział, że to tak wygląda …. Ojjjjjjjjj….
Nastała powtórka efektu z wyrobiska tylko inne zakończenie …„kochanie zamknij usta bo… bo ci się język w łańcuch wkręci……”
Ale za to zjazd….. mmmm malina, poemat, miodzio………… i na dole złote słowa Rafała…. No to jeszcze raz wjeżdżamy i zjedziemy z drugiej strony…… od strony skoku narciarskiego…. No ma chłopak szczęście że pompka w plecaku była ……..cóż trzeba to trzeba…… i ponownie zjazd… troszkę trudniejszy bo kamienisty, ale cudeńko, malina….. na dole czekałem tylko na słowa Rafała … no dobra to jeszcze raz wjedziemy, bo….. ale tylko szum wiatru było słychać … ufffffffffff……
Chwila na odszukanie i umiejscowienie serducha, które wyleciało i na plecach tlenu szukało jak karp przed wigilią i ruszamy w dalszą drogę po tak zwanej szeroko pojętej okolicy. Oczywiście staraliśmy się wybierać leśne i polne szlaki, dukty, ścieżki ale i kawałkami asfaltu i pięknymi ściekami rowerowymi nie gardziliśmy.
Podsumowując wycieczkę to mieliśmy i gigantyczny dół i największa górę w środkowej Polsce i las i pola i wodę i pach i szutry i asfalty i pot i super towarzystwo i…. i było wszystko co składa się na SUPER WYCIECZKĘ.
Daria, Rafał dzięki za tą niedzielę i mam nadzieję że tak jak rozmawialiśmy do rychłego zobaczenia …..

Trasa: Kleszczów – Czyżów – Góra Kamieńska – Stefanowizna – Zbiornik Słok – Rząsawa – Kuźnica Kaszewska – Słupa – Zarzecze – Trząs – Bogumiłów Kamień – Dębina – Żłobnica – Kleszczów.

Foto:
Widok na Kopalnie
Widok na Kopalnie © GOZDZIK

I z innego punktu widokowego
I z innego punktu widokowego © GOZDZIK

Może jeszce taki widoczek
Może jeszcze taki widoczek © GOZDZIK

Na szczycie Góry Kamieńsk
Na szczycie Góry Kamieńsk © GOZDZIK

Zjazd z Góry Kamieńsk jednym ze szlaków
Zjazd z Góry Kamieńsk jednym ze szlaków © GOZDZIK

Mmmmmm okazuje się że za wiele zdjęć z tej wycieczki to nie mam :-(.....
odsyłam więc do relacji skowronka. Tam na bank będzie więcej i ładniejszych zdjęć...

Co ze mną się stało kurcze .... zdjęć nie robić na wycieczce..... poraża jakaś




  • DST 85.80km
  • Teren 0.50km
  • Czas 04:15
  • VAVG 20.19km/h
  • VMAX 38.30km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 567m
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Po latach do Radziejowic

Sobota, 27 maja 2017 · dodano: 29.05.2017 | Komentarze 6

Takie powinny być dni na wycieczki rowerowe!
Taki właśnie powinien być MAJ !
Ciepły, słoneczny, pachnący bzem i cieszący oko kwitnącymi różanecznikami i azaliami nie wspominając o majowej piwonii. W takie majowe dni to prawie, że same koła od roweru się kręcą. Nie trzeba zbyt wielkiego wysiłku, aby jechać przed siebie i radować się z zaistniałych okoliczności.
W taki oto właśnie dzień udało się nam (Andrzejowi i mnie) wspólnie wybrać na wycieczkę rowerową do Radziejowic. A dokładnie z Szymanowa do Radziejowic
Odwiedzenie tej miejscowości już dawno chodziło mi po głowie.
Dlaczego ?
A dlatego że była to moja jedna z pierwszych dłuższych wycieczek i chyba w ogóle jedna z pierwszych długich wycieczka z Waldkiem i jeśli mnie pamięć nie zawodzi to pierwsza w SPD
Prawda, że sporo tych przyczyn do powrotu w te okolice?
Wycieczka, o której wspominam powyżej odbyła się w kwietniu 2006 roku i oczywiście przebiegała zupełnie inną trasą, ale chodzi o punkt docelowy – Radziejowice.
Dobrze ale wracamy do teraźniejszości, a nie do tego co było 11 lat temu…… o w mordę już 11 lat ????????

Rano szybkie zakupy na sobotę i niedzielę a następnie wskakuję do samochodu, aby przed 9.00 odmeldować się u Andrzeja w Szymanowie.
Jestem.
Chwila na przywitanie i ruszamy w trasę.
Jeśli chodzi o drogę w stronę Radziejowic to miałem ją jakoś ułożoną i zaplanowana. Zresztą nie było tu wielkiej filozofii, bo i odległość od Szymanowa nie jest jakaś powalająca, a i do zobaczenie i odwiedzenia właściwie tylko dwie warte uwagi miejscowości. Jedna to Guzów i znajdujący się tu pałac wzorowany na stylu zamków nad Loarą, a druga to Żyrardów ze wszystkimi jego zabytkami związanymi z osadą fabryczną z przełomu XIX i XX wieku.

Żyrardowska osada fabryczna jest obecnie jedynym w Europie, zachowanym w całości, zespołem urbanistycznym miasta przemysłowego z tego okresu. Większość budynków mieszkalnych i użyteczności publicznej nadal pełni swoją funkcję. Osada Fabryczna została uznana w styczniu 2012 za Pomnik historii (informacja Wikipedia).

Nie będę tu opisywał i wymieniał wszystkich zabytków, bo jak się nam udało dowiedzieć od przewodnika, który akurat samotnie czekał na grupę turystów pod pałacem Dittricha, Żyrardów ma ponda 200 zabytków ujętych w rejestrze zabytków. Czyli jest co zwiedzać i co oglądać. Dlatego ciekawskich historii odsyłam do innych lepszych źródeł wiedzy.
Natomiast my po zdobyciu pieczęci w Muzeum Lniarstwa ruszyliśmy do celu naszej wycieczki, czyli do Radziejowic.
Tu na miejscu w parku zespołu zamkowo-pałacowego zrobiliśmy sobie dłuższą przerwę, podczas której Andrzej zapoznał mnie z wymyśloną przez siebie droga powrotną. Była to cudowna wiadomość, bo ja niestety przyznam się bez bici nic mądrego nie wymyśliłem. Natomiast trasa jaka zaproponował Andrzej nie dość, że prowadziła przez ciekawe miejscowości ( Kuklówka Zarzeczna i Teresien) to do tego była jeszcze cudownie malowniczą i spokojną żeglugą wśród kwitnących sadów, ogrody, łąk i pól Mazowsza.
Już na sam koniec naszego dzisiejszego rowerowego wędrowania odwiedziliśmy pałac w samym Szymanowie. Tu nie zabawiliśmy zbyt długo, ponieważ na terenie parku przy pałacu odbywały się jakieś uroczystości czy też przyjmowanie pielgrzymki. Nie wiem dokładnie ale, dziś pałac stanowi główną siedzibę Zgromadzenia Sióstr Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny i to tu mieści się słynna szkoła dla dziewcząt (gimnazjum i liceum), prowadzona przez siostry niepokalanki.No i chyba wszystko jasne prawda. A dodatkowo zaczęliśmy się dziwnie z Andrzej czuć. Ponieważ jak okiem sięgną żadnego faceta na horyzoncie nie było widać, a już na 100 % w krótkich obcisłych tu i tam gaciach. Szybkie foto i uciekamy krążąc alejkami przypałacowego parku, a miedzy czasie Andrzej opowiada mi trochę faktów i przybliża historię swojej miejscowości.
Jeszcze tylko chwilka na dojazd do mojego samochodu i … cyk … sielanka zakończona.
Ojjjjj bardzo szybko minął mi ten dzień. Dodawać do tego informację o tym, że było miło i sympatycznie to zbędne….. bo oczywiście że było REWELACYJNIE i tyle podsumowania.

PS
Obecnie pałac w Guzowie jest w fazie remontu. Spadkobiercy ostatniego właściciela pałacu starają się przywrócić obiektowi dawny blask
http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/sobanscy-prz...

Trasa: Szymanów – Maurycew – Guzów – Wiskitki – Nowy Drzewicz – Feliksów – Nowe Kozłowice – Żyrardów – Tartak Brzózki – Radziejowice – Kuklówka Zarzeczna – Chylice – Jaktorów – Baranów -Kaski – Teresin – Szymanów.

Foto:

Guzów - Pałac od strony ogrodu
Guzów - Pałac od strony ogrodu © GOZDZIK
Pałac w Guzowie
Pałac w Guzowie © GOZDZIK
Żyrardów Zespół Pałacowy Dittricha
Żyrardów Zespół Pałacowy Dittricha © GOZDZIK
Pałacyk Tyrolski to najstarszy reprezentacyjny budynek w Żyrardowie
Pałacyk Tyrolski to najstarszy reprezentacyjny budynek w Żyrardowie © GOZDZIK

Radziejowice zespół zamkowo-pałacowy
Radziejowice zespół zamkowo-pałacowy © GOZDZIK

Radzejowice
Radzejowice © GOZDZIK
Kuklówka
Kuklówka © GOZDZIK

Pomnik turzycy - Jaktorów
Pomnik turzycy - Jaktorów © GOZDZIK

Pałac w Teresinie
Pałac w Teresinie © GOZDZIK

Teresin
Teresin © GOZDZIK

Pałac w Szymanowie
Pałac w Szymanowie © GOZDZIK
Pałac w Szymanowie od strony parku
Pałac w Szymanowie od strony parku © GOZDZIK

Andrzej i Goździk w pałacowym parku - chyba tam nie pasowaliśmy
Andrzej i Goździk w pałacowym parku - chyba tam nie pasowaliśmy © GOZDZIK







  • DST 82.90km
  • Teren 55.00km
  • Czas 05:13
  • VAVG 15.89km/h
  • VMAX 49.90km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 1300m
  • Sprzęt GIANT TALON
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Powrót na "Jurajskie Szlaki" czyli z Zawiercia do Częstochowy

Niedziela, 26 marca 2017 · dodano: 27.03.2017 | Komentarze 4

Niech będzie chwalony dzień w Jurze pobytu.
Ostatni raz na jurajskich szlakach byłem w październiku 2015 roku.
Dystans zadany wówczas zaliczyłem.
Pokutą zaś było to, że we wrześniu 2016 roku być na jurze i szaleć na siwuchowych szlakach nie mogłem…..(i już więcej o tym przeklętym wrześniu i październiku 2016 słowa nie powiem)
O tak to mniej więcej trzeba zacząć ten opis.
Dlaczego ?
Ponieważ tęsknota za tymi widokami, ścieżkami, szutrami, skałkami, ostańcami, podjazdami hihihi, zamkami i świetnym towarzystwem była tak wielka, że przesłoniła mi racjonalne myślenie. No bo kto myślący, wybiera się z silną dobrze jeżdżącą i zaprawioną w jurajskich szlakach ekipą na wycieczkę w tym terenie będąc w tym roku tylko 2 razy na rowerze i do tego w tak bardzo znienawidzony chłodny, a wręcz zimny dzień.
Tylko ja to mogłem być, a do tego jeszcze namówiłem na ten szalony pomysł Andrzeja.
Już od czwartku wszelki prognozy trąbiły o tym, że weekend będzie raczej chłodny, wręcz zimny, a do tego jeszcze możliwość opadów będzie duża.
No i trąbiły i co z tego jak ich nie słuchałem i pojechałem. Znaczy pojechaliśmy.
A zaczęło się tak.
Kilkanaście dni wcześniej Daria podesłał mi plan wycieczki, która na papierze, czyli na mapie wyglądała bardzo obiecująco. Sporo terenu, szlaków i oczywiście związanych z nimi atrakcji turystycznych, których jeszcze nie widziałem zapowiadało naprawdę fajną wycieczkę. A jak do tego dołożymy grupę ludzi, którzy mimo zimna chcieli nam towarzyszyć podczas tej wycieczki, to mam właściwie gotowy przepis na doskonałe spędzenie niedzielnego dnia wolnego.
Jeszcze tylko piękny słoneczny i ciepły dzień by się przydał pomyślałem, ale i tak zgodziłem się na ten przyjazd bez gadania.No dobra pomarudziłem trochę Darii w piątek, że tak wspaniale och i ach tylko ta pogoda nie halo……. Niestety nie udało mi się wymusić odwołania. Machina przygotowań ruszyła.
Jeszcze tylko w sobotę rano telefon od Andrzeja, abym nie marudził, bo ma nie padać, a to najważniejsze, a przecież mamy marzec a nie lipiec, więc temperatura jest adekwatna do pory roku i jest git.
Cóż było robić. Jak git to git.
Zbiórka w Głownie 6.00. Przepakowanie do mnie Andrzejowego sprzętu i ruszamy.
7.45 meldujemy się pod blokiem Rafała i po chwili rozbijamy pierwszy obóz na stacji PKP w celu oczekiwania na Skowronków (pociąg nie był najważniejszy hihihi) i jak się okazało po chwili również na Przemka i Agnieszkę, których było nam bardzo miło poznać i cieszyliśmy się, że naprawdę na starcie zbierze się poważna ekipa. Bo przecież w pociągu miał być już Adii, Parker i Sikor.Ooooooo 10-czka nas się zebrała i wylądowała w obozie numer dwa w Zawierciu. Obóz nr 2 był niezbędny, ponieważ ja z pociągu wyszedłem w całkowitej rozsypce i nieprzygotowany do startu.
Oj tam oj tam……się tak złożyło, znaczy rozłożyło w pociągu i tyle.
Ruszamy………..
O w mordę jak zimno……… !!!!!!!!!!!!!
Pierwsze kilometry nadal zimno…..
Podjazd …. Ooooo ciepło ……
Zjazd ooo w mordę jeszcze zimniej…
Zastanawiam się, co lepsze czy podjeżdżać bo ciepło, ale siły nie te, czy zjeżdżać bo nie pedałuje siły na zero ale zimno jak cholera.
I tak oto wewnętrzne rozterki i dylematy, miłe rozmowy, żarty i ciekawe opowieści oraz wspaniałe i ukochane krajobrazy i atrakcje pochłonęły mnie całkowicie co spowodowało, że nie wiadomo kiedy, nie wiadomo jak wybiła godzina 16.30 i czas było wracać najkrótszą z możliwych dróg.
I tu się posypało. Bo na ostatnich 17 – 20 km poległem. No tak nie będę oszukiwał i owijał w bawełnę. Padłem jak kawka ustrzelona z procy. Siły odeszły, zimno zagnieździło się we mnie już na dobre .. znaczy się zamarzłem. Kryzys niestety już nie odpuścił do końca tak jak i ja nie opuściłem już ostatniego miejsca w peletonie, za peletonem znaczy się.
Oczywiście w takich przypadkach w głowie włączył się obowiązkowy zestaw kryzysowy – czyli po co ci to, na co, niedziela w domku z piwkiem na kanapie, a nie tu brudny, zmęczony, obolały, zmarznięty … po co ?? !!!.
Do Głowna dotarliśmy około 20.00 szybka kąpiel, pyszny rosołek i….
I zaczęły spływać informację o udostępnionych przez kompanów wycieczki zdjęciach.
I wszystko puściło , wszystko odeszło. Złe i głupie kryzysowe myśli poszły precz.
A przyszło to co właśnie jest najfajniejsze i najpiękniejsze. To, po co to wszystko jest.
Bo było pięknie, było fajnie, było wesoło, przyjemnie. Były niezapomniane widoki, miejsca do którym penie już się nie wróci, które się widziało i utrwaliło na papierze fotograficznym aby w zimowe wieczory sobie przywołać te właśnie wspaniałe chwile spędzone z ludźmi z pasją i serduchem. I nie ważne że zimno, ze brak sił było. Ważne z kim, jak i gdzie.
A było …… wiadomo jak :-)))))))))))))))))))))))))))
Bardzo bardzo dziękuję wszystkim za wspaniałą wycieczkę, za fajną i wesoła atmosferę… no za wszystko. No co ja tu będę jeszcze pisał.
Dziękuję i do następnego razu…… gdy na niebie słonko będzie, a polarek zbędnym będzie … czytaj sierpień :-))))

PS
Papier fotograficzny – tak to nie pomyłka. Ja jestem stary dziad i uważam że urok i magię zdjęć oddaje tylko papier, a nie elektroniczne nośniki i dlatego staram się aby mieć je w albumie na papierze.

Trasa: Zawiercie – Kromołów – Okiennik Wielki – Skarżyce – Zamek Morsko – Podlesice – Lgotka – Góra Zborów – Skały Rzędkowickie – Rzędkowice – Góra Włodowska – Jaworznik – Żarki – Przewodziszewice – Pustelnia Ducha Św. – Ostrężnik – Siedlec – Biskupice – Częstochowa.

Foto
Kromołów i źródło Wart
Kromołów i źródło Wart © GOZDZIK

Okiennik Wielki i prawie cała ekipa - Parker był na górze
Okiennik Wielki i prawie cała ekipa - Parker był na górze © GOZDZIK

Zamek Morsko
Zamek Morsko © GOZDZIK

Widok ze Skał Rzędkowickich
Widok ze Skał Rzędkowickich © GOZDZIK

Skały Rzędkowickie - i co by nie było że nie byłem na górze
Skały Rzędkowickie - i co by nie było że nie byłem na górze © GOZDZIK

Kuesta Jurajska
Kuesta Jurajska © GOZDZIK

Ruiny kościoła z 1763 r. pw Św. Stanisława tuż przed Żarkami
Ruiny kościoła z 1763 r. pw Św. Stanisława tuż przed Żarkami © GOZDZIK

Sanktuarium w Żarkach
Sanktuarium w Żarkach © GOZDZIK

Przewodziszowice - strażnica z 2 połowy XIV w
Przewodziszowice - strażnica z 2 połowy XIV w © GOZDZIK

Pustelnia Ducha Świętego
Pustelnia Ducha Świętego © GOZDZIK

Ostrężnik - i obiadek na łonie natury, a potem było to nieszczęsne ostatnie 20 km
Ostrężnik - i obiadek na łonie natury, a potem było to nieszczęsne ostatnie 20 km © GOZDZIK




  • DST 73.30km
  • Teren 6.50km
  • Czas 03:40
  • VAVG 19.99km/h
  • VMAX 36.50km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 388m
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mały "Rajd Kolarski Dookoła Ziemi Łódzkiej" odznaka PTTK cz 5

Wtorek, 23 sierpnia 2016 · dodano: 29.08.2016 | Komentarze 5

Oj już bardzo dawno nie odwiedzałem miejscowości związanych z tym właśnie szlakiem, a raczej odznaką PTTK. Tak naprawdę to był sierpień 2013 roku… ja cię kręcę jak ten czas ucieka. Co prawda jedną miejscowość zaliczyłem w zeszłym roku ale to przy okazji innej wycieczki. W takim tempie to ja za 10 lat zdobędę ta odznakę. Masakra.
Dobra ale nie trzeba rozmyślać tylko działać.
Pogoda miała być bardzo ładna (niestety była kiepska) wiec ruszamy w drogę.
Generalnie poza zamkiem w Łęczycy i spokojnym krajobrazem polskiej wsi to nic ciekawego po drodze do Poddębic nie ma i nie było. Nawet w samych Poddębicach raczej niczego ciekawego nie spodziewałem się odkryć oczywiście poza pięknym pałacem, a jak podają niektóre źródła najpiękniejszym w tej części Polski zabytkiem renesansu. I faktycznie wygląda bardzo ładnie, a do tego tuż przy pałacu zrobiony jest cudowny park geotermalny Ogród Zmysłów (zdjęcia poniżej).
Naprawdę rewelacyjnie się tam odpoczywał i spacerowało. Niesamowicie ciekawa sprawa.

Trasa: Łęczyca – Krzepocin Drugi – Sucha Dolna – Wierzbowa – Wola Niedźwiedzia – Gostków – Tur – Poddębice – Praga – Bałdrzychów – Praga – Chropy – Spędoszyn Kolonia – Wartkowice – Gostków – Wola Niedźwiedzia – Wierzbowa – Łęczyca.

Foto:

Pałac w Poddębicach
Pałac w Poddębicach © GOZDZIK
Poddębice pałac
Poddębice pałac © GOZDZIK

Park w Poddębicach
Park w Poddębicach © GOZDZIK

A oto i one
A oto i one © GOZDZIK

Dalej wędrujemy po parku
Dalej wędrujemy po parku © GOZDZIK

I proszę bardzo ściana wodna
I proszę bardzo ściana wodna © GOZDZIK

To może teraz to... ?
To może teraz to... ? © GOZDZIK

Proszę bardzo oto i one
Proszę bardzo oto i one © GOZDZIK

I jeszce na koniec to
I jeszcze na koniec to © GOZDZIK

Proszę bardzo oto i one
Proszę bardzo oto i one © GOZDZIK
I takie siedziska też są :-)
I takie siedziska też są :-) © GOZDZIK

A całość schematycznie wygląda tak
A całość schematycznie wygląda tak © GOZDZIK

Dla porządku muszę dodać jeszce to miejsce. Nie wchodziłem i nie oglądałem zwierzkaów za kratami. Wolę jednak podglądać je na wolności
Dla porządku muszę dodać jeszcze to miejsce. Nie wchodziłem i nie oglądałem zwierzaków za kratami-ogrodzeniami. Wolę jednak podglądać je na wolności © GOZDZIK

I w drodze powrotnej - Stary Gostków
I w drodze powrotnej - Stary Gostków © GOZDZIK