Info
Suma podjazdów to 105398 metrów.
Więcej o mnie.
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj4 - 0
- 2026, Kwiecień2 - 0
- 2026, Marzec3 - 0
- 2025, Listopad1 - 0
- 2025, Wrzesień2 - 0
- 2025, Sierpień7 - 1
- 2025, Lipiec5 - 0
- 2025, Czerwiec6 - 0
- 2025, Maj3 - 0
- 2025, Marzec4 - 0
- 2025, Luty1 - 1
- 2024, Grudzień1 - 0
- 2024, Październik1 - 0
- 2024, Wrzesień3 - 0
- 2024, Sierpień2 - 0
- 2024, Lipiec3 - 4
- 2024, Czerwiec6 - 0
- 2024, Maj4 - 0
- 2024, Kwiecień2 - 0
- 2024, Marzec2 - 0
- 2024, Luty2 - 0
- 2023, Październik1 - 0
- 2023, Wrzesień5 - 0
- 2023, Sierpień5 - 2
- 2023, Lipiec2 - 0
- 2023, Czerwiec6 - 0
- 2023, Maj3 - 0
- 2023, Kwiecień2 - 0
- 2023, Marzec2 - 0
- 2022, Październik2 - 0
- 2022, Wrzesień1 - 1
- 2022, Sierpień6 - 0
- 2022, Lipiec4 - 3
- 2022, Czerwiec2 - 0
- 2022, Kwiecień3 - 0
- 2022, Marzec4 - 7
- 2022, Luty1 - 0
- 2021, Październik3 - 0
- 2021, Wrzesień2 - 0
- 2021, Sierpień4 - 1
- 2021, Lipiec2 - 0
- 2021, Czerwiec6 - 1
- 2021, Maj3 - 1
- 2021, Kwiecień2 - 0
- 2021, Marzec4 - 4
- 2020, Listopad1 - 0
- 2020, Październik3 - 3
- 2020, Wrzesień1 - 0
- 2020, Sierpień8 - 5
- 2020, Lipiec3 - 2
- 2020, Czerwiec3 - 0
- 2020, Maj4 - 0
- 2020, Kwiecień1 - 2
- 2020, Marzec1 - 3
- 2020, Luty1 - 2
- 2020, Styczeń1 - 2
- 2019, Listopad1 - 2
- 2019, Październik2 - 4
- 2019, Wrzesień1 - 1
- 2019, Sierpień2 - 3
- 2019, Lipiec6 - 17
- 2019, Czerwiec4 - 8
- 2019, Maj2 - 7
- 2019, Marzec3 - 8
- 2019, Luty2 - 5
- 2018, Listopad1 - 3
- 2018, Październik1 - 3
- 2018, Wrzesień2 - 3
- 2018, Sierpień3 - 12
- 2018, Lipiec6 - 22
- 2018, Czerwiec1 - 5
- 2018, Maj3 - 11
- 2018, Kwiecień3 - 16
- 2018, Marzec2 - 7
- 2018, Luty2 - 6
- 2018, Styczeń1 - 11
- 2017, Listopad1 - 3
- 2017, Wrzesień2 - 6
- 2017, Sierpień3 - 7
- 2017, Lipiec6 - 6
- 2017, Czerwiec4 - 9
- 2017, Maj3 - 10
- 2017, Kwiecień2 - 9
- 2017, Marzec3 - 16
- 2016, Listopad1 - 1
- 2016, Październik1 - 1
- 2016, Sierpień5 - 19
- 2016, Lipiec4 - 14
- 2016, Czerwiec4 - 17
- 2016, Maj2 - 19
- 2016, Kwiecień2 - 8
- 2016, Marzec2 - 6
- 2016, Luty1 - 1
- 2015, Grudzień1 - 5
- 2015, Listopad1 - 5
- 2015, Październik3 - 14
- 2015, Wrzesień3 - 5
- 2015, Sierpień7 - 21
- 2015, Lipiec5 - 4
- 2015, Czerwiec4 - 9
- 2015, Maj4 - 13
- 2015, Kwiecień4 - 4
- 2015, Marzec5 - 10
- 2015, Luty1 - 2
- 2015, Styczeń1 - 0
- 2014, Listopad3 - 7
- 2014, Październik2 - 2
- 2014, Wrzesień3 - 11
- 2014, Sierpień8 - 19
- 2014, Lipiec3 - 8
- 2014, Czerwiec3 - 9
- 2014, Maj3 - 6
- 2014, Kwiecień2 - 4
- 2014, Marzec4 - 13
- 2014, Luty2 - 7
- 2014, Styczeń1 - 1
- 2013, Grudzień1 - 7
- 2013, Październik2 - 7
- 2013, Wrzesień1 - 1
- 2013, Sierpień6 - 23
- 2013, Lipiec5 - 16
- 2013, Czerwiec6 - 8
- 2013, Maj7 - 16
- 2013, Kwiecień5 - 11
- 2013, Marzec3 - 15
- 2012, Listopad3 - 10
- 2012, Październik2 - 12
- 2012, Sierpień5 - 19
- 2012, Lipiec3 - 17
- 2012, Czerwiec4 - 4
- 2012, Kwiecień5 - 0
- 2012, Marzec4 - 5
Wycieczki i wyprawy
| Dystans całkowity: | 10667.78 km (w terenie 2868.50 km; 26.89%) |
| Czas w ruchu: | 574:30 |
| Średnia prędkość: | 18.57 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 71.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 48369 m |
| Liczba aktywności: | 125 |
| Średnio na aktywność: | 85.34 km i 4h 35m |
| Więcej statystyk | |
- DST 71.70km
- Teren 40.00km
- Czas 04:31
- VAVG 15.87km/h
- VMAX 58.30km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 1012m
- Sprzęt GIANT TALON
- Aktywność Jazda na rowerze
Jurajskie Warownie i Pustynia
Środa, 23 sierpnia 2017 · dodano: 29.08.2017 | Komentarze 1
Na ostatnią
wycieraczkę nie miałem ochoty.
Nie chciało mi
się jechać.
Zero radości ze
zbliżającego się wyjazdu.
No po prostu
nic, zero.
A do tego
wszystkiego jeszcze myślałem jak się wyślizgać z tej jazdy.
Ewidentnie coś
mi było i to coś mnie dołowało.
A w takich
stanach duszy i ciała najlepiej jest przekonać się o co chodzi w boju, czyli na
rowerze, na wycieczce, a najlepiej w dobrym towarzystwie i w pięknych
okolicznościach przyrody i krajobrazu.
Doktorami
mojego stanu ducha zostali Daria i Rafał, a lekarstwem Jura
Krakowsko-Częstochowska z jej warowniami.
Prawda że taki
zestaw gwarantował 100% wyleczenie mnie z tego nie wiadomo czego.
Co prawda
wstanie o 4 rano aby dojechać na czas na miejsce spotkania do Podzamcza nie za
bardzo mi się uśmiechało, ale perspektywa spotkania z Darią i Rafałem i to do
tego na jurze gwarantowało powetowanie tych strat w śnie.
Jedynie
żałowałem tego, że Andrzej nie mógł uczestniczyć w tej naszej wycieczce, ale
niestety praca go zatrzymała.
Do Podzamcza na
miejsce zbiórki udałam się więc samemu.
Trasa wycieczki
była całkowicie przygotowana przez Skowronków i w głównej mierze opierała się o
niebieski szlak warowni jurajskich oraz i czerwony Szlak orlich Gniazd z małymi
odstępstwami to tu to tam, ale tak aby zobaczyć cos ciekawego. Generalnie plan
naszej wycieczki zakładał dojechanie do Pustyni Błędowskiej z odwiedzeniem możliwie
wszystkich znajdujących się po drodze zamków i innych atrakcji i ciekawych
miejsc.
Niestety dziś
pogoda nas nie rozpieszczała a dodatkowo przygotowała nam atrakcję w postaci
deszczu w Kluczach, choć takowego w tych okolicach, a właściwie w tym rejonie
Polski prognozy podawane dzień wcześniej nie przewidywały. Ale cóż deszczowe
chmury o tym nie wiedziały i przywędrowały skutecznie mocząc nas w drodze z Rabsztyna
do Klucz. Jeszcze potem dostaliśmy mała poprawkę w drodze z Klucz na punkt
widokowy na Pustynię Błędowską w Chechle.
Szkoda bo
jednak dla mnie „ciepłolubnej kluchy” pogoda jest ważnym elementem, ale trudno
widoki, atrakcje i towarzystwo rekompensowały mi ta pogodowa niedogodność.
Dobra co tu
dużo pisać.
Wiadomo
jurajskie szlaki nie należą do najłatwiejszych, więc troszkę w kość dostałem. Podjazd
na Świniuszkę mimo że asfaltem, a nie terenem to dla mnie walko o oddech, ale
wygrana bo choć dopiero po tygodniu ale piszę tą relację hihihi.
Atrakcji całe
mnóstwo. Zamki, strażnice, widoki, szlaki… wszystko cudowne i fajne. Jednak mimo
tego wszystkiego coś nadal ze mną i jeżdżeniem nie tak. Dziś zamiast iść na
rower w przedostatni dzień mojego urlopu, w piękną słoneczna pogodę to
siedziałem w domu bez żadnego ładu składu i celu. Eeeeeeeeee.
A może podświadomie
koszmarny zeszłoroczny wrzesień i przeżycia z nim związane jakoś nie pozwalają mi
się cieszyć tym co jest, co mam, co mogę….. ???????.
Dobra czas się
ogarnąć ……………
Trasa: Mam
nadzieję ze nic nie pokręciłem.
Podzamcze –
Ryczów – Złożeniec – Smoleń – Krzywopłoty – Bydlin – Cieślin – Golczowice –
Jaroszowiec – Bogucin Duży – Bogucin Mały – Rabsztyn – Klucze – Chechło – Ogrodzieniec
– Podzamcze.
Foto
Zamek Ogrodzieniec © GOZDZIK
Strażnica Ryczów © GOZDZIK
Zamek Smoleń © GOZDZIK
Ruiny Zamku Smoleń foto Daria © GOZDZIK
Zamek Bydlin © GOZDZIK
Zamek Rabsztyn © GOZDZIK
Ruiny Zamku Rabsztyn © GOZDZIK
Gdzieś na jurajskim szlaku © GOZDZIK foto Daria
Daria, Rafał i Goździk.... a w tle Pustynia Błędowska punkt widokowy Chechło © GOZDZIK
Widok na Pustynie Błędowską z punktu widokowego Czubatka w Kluczach © GOZDZIK
- DST 118.00km
- Teren 5.50km
- Czas 05:33
- VAVG 21.26km/h
- VMAX 37.10km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 798m
- Sprzęt VAMP-irek
- Aktywność Jazda na rowerze
Mały "Rajd Kolarski Dookoła Ziemi Łódzkiej" odznaka PTTK cz 6
Czwartek, 17 sierpnia 2017 · dodano: 20.08.2017 | Komentarze 3
Już nawet nie
pamiętam kiedy ostatnio tak bardzo nie chciało mi się jechać na wycieczkę. Od
samego popołudnia dnia poprzedniego już myślałem co by tu zakombinować aby
znaleźć pretekst do siedzenia w domu. A przecież było wszystko jak należy. Mam urlop,
pogoda … no co prawda od samego rana tak do 13 nie była moją wymarzoną, ale oki
jako całodniowa była super, rower przygotowany wszystko naszykowane, trasa wytyczona.
No po prostu nie wiem.
Może to, że tym
razem wyruszałem sam, a nie tak jak poprzednich siedem wycieczek we wspaniałym
towarzystwie Darii, Rafała, Andrzeja czy Waldka?
A może to, że
jakoś tak spadł mi zapał do zaliczenia kolejnego odcinka trasy niezbędnej do
zdobycia Odznaki PTTK : „Mały -Rajd Kolarski dookoła Ziemi Łódzkiej”????
A może to, że
byłem trochę zmęczony pracami domowymi i ogrodowymi jakie sobie wymyśliłem na
czas urlopu i każdego dnia je sumiennie realizowałem ?????
Nie wiem…. A może
wszystkiego po trochu ???
Ale tak bardzo
mi się nie chciało, że nawet siedząc już w pociągu do Zduńskiej Woli (najpierw
do Ł. Kaliskiej gdzie była przesiadka i cudowny pretekst aby nie wsiadać do
następnego pociągu) myślałem o tym, że dobra na następnej stacji wysiadam i
sobie tu tylko pojeżdżę, nie no dobra na następnej , nie, nie na jeszcze jednaj.
I takim sposobem dojechałem do Zduńskiej Woli czyli startu mojego dzisiejszego
rowerowania.
Po takim
wstępie nie trudno się domyśleć, że raczej wycieczka bez większego szału,
radości i podniecenia z kolejno wykręcanych kilometrów.
Oczywiście
muszę tu powiedzieć, że trasa naprawdę bardzo miła i sympatyczna. Boczne
lokalne dróżki, prawie bez żadnego ruchu samochodowego. Lasy, pola, łąki i
spokój i cisza i małe miasteczka i wioski. Naprawdę bardzo urocza trasa.
I co właściwie to
już…..
Trasa: Zduńska
Wola – Szadek – Marcelin – Łobudzice – lichawa – Zygry – Dzierzązna Szlachecka –
Ruda Jeżewska – Góra Bałdrzychowska – Rąkczyn – Poddębice – Tarnowa – Psary –
Skórka – Parzęczew – Wytrzyszczki – Kowalewice – Wiktorów – Emilia – Kania Góra
– Dzierżązna – Biała – Szczawin – Swędów – Smolice – Stryków – Bratoszewice –
Wyskoki – Głowno
Foto (nawet tych jest tyle co kot napłakał):
Dwór Złotnickich w Zduńskiej Woli © GOZDZIK
Zygry - maszt radiowo-telewizyjny 346 m © GOZDZIK
Gdzieś na trasie - takie widoczki mi towarzyszyły © GOZDZIK
Tablica informacyjna o wsi Dzierżązna © GOZDZIK
Pałac w Dzierżąznej © GOZDZIK
Dzierżązna - tablica przed pałacem © GOZDZIK
- DST 75.60km
- Teren 26.00km
- Czas 03:59
- VAVG 18.98km/h
- VMAX 44.10km/h
- Temperatura 28.0°C
- Podjazdy 785m
- Sprzęt GIANT TALON
- Aktywność Jazda na rowerze
Mazury Cud Natury - dzień trzeci - Giżycko
Niedziela, 30 lipca 2017 · dodano: 01.08.2017 | Komentarze 4
Dzień
trzeci to dzień wyboru etap. Albo jedziemy dookoła jeziora Śniardwy, albo
wracamy do Giżycka zwiedzać Twierdzę Boyen, tylko, że oczywiście lokalnymi i
bocznymi drogami. Ze względu na drogę powrotna do domu oraz konieczność
zwolnienia kwatery wygrała opcja numer 2, czyli ponownie Giżycko i twierdza.
Oczywiście trasa dookoła Jeziora Śniardwy nie ląduje do kosza tylko do zeszytu
marzeń i planów na przyszłość tuż obok marzenia o szlaku Latarni Morskich.
Ale
wracajmy na trasę dzisiejszej wycieczki. Tym razem udało się sprawie rano
wyszykować i już około 8.30 mknęliśmy do miejscowości Ławki , gdzie po chwili
jazdy dobiliśmy do czerwonego szlaku rowerowego. Potem była mała
drogowo-szlakowa improwizacja tak, aby było ciekawiej i do Giżycka wjechaliśmy
od strony miejscowości Wronka i Wilkasy.
Słoneczko
dziś nie odpuszczało nawet na chwilkę wiec jedynie słusznym kierunkiem w
Giżycku powinna być plaża, ale tajemnice i zabudowania Twierdzy Boyen ciągnęły
bardziej. Dlatego od razu pojechaliśmy zwiedzać ten obiekt militarny. Potem
była oczywiście i woda bardziej w wykonaniu skoku-zjazdu Andrzejowego roweru do
wody niż naszym, ale gdyby nie refleks Andrzeja to nie pozostawałoby nam nic
innego jak nurkować za nim.
Jeszcze
tylko rzut oka na jezioro Niegocin i ruszamy w drogę powrotną, podczas której
pochłanialiśmy i zapamiętywaliśmy te widoki, krajobraz, dróżki, małe mieścinki,
lasy, pola, jeziora wkomponowane we wzniesienia, górki i pagórki. Zapisać w
głowie jak najwięcej, bo nie wiadomo, kiedy tu wrócimy. Żegnając się z naszą
kwaterą w Tałtach nad Jeziorem Tałty oraz Mikołajkami nie mogliśmy na 100%
powiedzieć do zobaczenia za rok czy dwa. Na 100% mogę powiedzieć tylko tyle, że
chciałbym tu jeszcze kiedyś wrócić na weekend może dłużej. Jeszcze tyle do
zobaczenia i odwiedzenia tu jest.
Eeeeeeeee
.
Kolejna
cudowna weekendowa przygoda zakończona. Bardzo Wam Waldku i Andrzeju dziękuję
za wspaniały czas spędzony na rowerze i w waszym towarzystwie. Jak wiecie taki
wyjazd to moja jedyna forma wakacyjnego wypoczynku i dlatego, z kim jadę i jak
spędzam ten czas jest dla mnie najważniejsze.A z Wami mam gwarantowany pełny relaks, spokój i duuuużoooooo fajnego
rowerowania.
Do
następnego ………………. Roku ?
Mmmmm
a gdzie ???
A
to się okaże.
Oby
zdrowie i możliwości były.
Dzięki
panowie.
Trasa:
Tałty – Skorupki – Ławki – Stara Rudówka – Monetki – Staropole – Gorazdowo –
Szczybały Giżyckie – Wronka – Wilkasy – Giżycko – powrót dokładnie taką samą
trasa.
Film autor Waldek
https://youtu.be/AP0JILiJmeo
Foto:
Na trasie do Giżycka - gdzieś na trasie © GOZDZIK
I takie gdzieś tam na Mazurskich szlakach © GOZDZIK
Widok na jezioro Niegocin © GOZDZIK
W twierdzy Boyen © GOZDZIK
Twierdza Boyen w Giżycku © GOZDZIK
Giżycko w twierdzy © GOZDZIK
Ekspozycje w budynkach twierdzy © GOZDZIK
Ekspozycje w budynkach twierdzy © GOZDZIK
Makieta twierdzy © GOZDZIK
Na terenie twierdzy © GOZDZIK
Kolejka na kanale © GOZDZIK
I taki widoczek © GOZDZIK
Pięknie jest prawda © GOZDZIK
- DST 131.00km
- Teren 45.00km
- Czas 06:21
- VAVG 20.63km/h
- VMAX 45.90km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 1319m
- Sprzęt GIANT TALON
- Aktywność Jazda na rowerze
Mazury Cud Natury - dzień drugi - Mamerki
Sobota, 29 lipca 2017 · dodano: 01.08.2017 | Komentarze 1
Dzień
drugi zgodnie z prognoza pogody przywitał nas pięknym słonkiem i telefonem od
Andrzeja :
-
POBUDKA, jadę do was i już wstawać, bo na rower czas….
No
nie powiem, że było lekko wstać, bo bym skłamał.
Jakoś
tak to powietrze mazurskie wieczorem zadziałało, że rano głowa trochę bolała
hihihi. Nie wspomnę już o Waldkowej całonocnej rewolucji żołądkowej, bo to nie
blog o zdrowiu i urodzie oraz wylegiwaniu w łóżeczku tylko o rowerowaniu. O
czym Andrzejek stojąc nad nami jak kat nad dobrą dusza przypominał nam bardzo
wyraźnie i skutecznie.
Zebraliśmy
się w szyk bojowy (niestety tylko Andrzej i ja, bo Waldek naprawdę źle się czół
po wczorajszej kolacji - kartacze się zwała) około 9.30 i ruszyliśmy na podbój
zaplanowanych na dziś Rynu, Mamerek i Giżycka. Cudownym leśnym czerwonym
szlakiem biegnącym wzdłuż jeziora Tałty i Ryńskiego dojechaliśmy na zamek w
Rynie.
Zamek
hotel, czyli zwiedzanie albo niemożliwe, albo tylko z zewnątrz, albo tylko z
przewodnikiem. I w tym przypadku ostanie dwa albo się zgadzały. Jednak
zwiedzanie z przewodnikiem sobie odpuściliśmy.
Gdy
już mieliśmy zbierać się w dalszą część wycieczki dostaliśmy telefon od naszego
chorego kompana z wiadomością, że już się czuje dużo lepiej i że nie wybaczyłby
sobie gdyby dziś z nami jednak nie jeździł.Poprosi o chwilkę cierpliwości zaraz do nas dobije. I tak się stało
niecałą godzinka i byliśmy w komplecie.
Ruszamy
zdobywać Mamerki. Zgodnie z naszymi założeniami kluczyliśmy trochę pomiędzy
jeziorami wybierając jak najbardziej lokalne i boczne drogi, które dają
możliwość poczuć tego mazurskiego pofałdowanego terenu. Cały urok i czar w nich
tkwi. Oczywiście podstawa to woda, jeziora, ale my nie żeglarze, więc wodę
omijaliśmy, a szutry, piaski, górki i pagórki braliśmy z rozpędu i z uśmiechem
na ustach.
Takie
wyznaczenie trasy niesie za sobą pewne niebezpieczeństwa. Niebezpieczeństwa
związane z uciekającym czasem, a nie koniecznie proporcjonalnym zbliżaniem się
do wyznaczonego celu. Co prawda nie byliśmy bardzo związani godzina powrotu na
bazę. Bo nikt na nas z obiadkiem nie czekał, ale jazda główną trasą z Giżycka
do Mikołajek (643 a potem 16) po tym jak słonko poszło spać nie należała do
przyjemnych, a w teren baliśmy się po zmroku zapuszczać aby nie pobłądzić.
Oczywiście zanim jednak pruliśmy jak oszalali tymi asfaltami spędziliśmy bardzo
miło czas w Giżycku pod zamkiem obserwując otwieranie przeprawy na Kanale
Łuczańskim. A jest to bardzo ciekawe zajęcie, ponieważ otwieranie tej przeprawy
odbywa się po przez obrócenie o 90 stopni mostu drogowego. Zbudowany w 1898
roku most stanowi interesujący zabytek techniki, i ze względu na typ
konstrukcji jest unikatowy w skali kraju i jeden z kilku mostów tego typu w Europie.
Przyznaje się bez bicia, że widziałem to pierwszy raz w życiu. Frajda
niesamowita. Żaglówek do przepłynięcia tyle, co samochodów na bramkach na A1.
Cudeńka i żaglówki i niektóre „syrenki” na nich się znajdujące hihihihi.
Tak
to nas właśnie wciągnęło, że potem trzeba było gać ile sił w nogach. Na
kwaterkę dotarliśmy tuż przed 21.00 i gdy emocje już opadły stwierdziliśmy, że
przeżyliśmy w trójkę bardzo miły i fantastyczny dzień. Oby takich jak najwięcej
było w naszym życiu.
Trasa:
Tałty – Skorupki – Mrówki – Rybical – Ryn – Głąbowo – Orłowo – Sterławki Małe –
Bogacko – Kamionki – Doba – Pilwa – Radzieje – Stawiska – Kamionek Wielki – Pniewo
- Mamerki – Pniewo – Kamionek Wielki – Sztynort – Harsz – Pieczarki – Świdry –
Giżycko – Wilkasy – Bogaczewo – Prażmowo – Szymonka – Woźnice – Mikołajki -Tałty.
Foto.

Widok na jezioro Ryńskie © GOZDZIK
Zamek w Rynie © GOZDZIK
Mazurskie drogi i dróżki © GOZDZIK
Mazurskie drogi i dróżki © GOZDZIK
Bunkry w Mamerkach © GOZDZIK
W bunkrach - Mamerki © GOZDZIK
W Mamekach - bunkry © GOZDZIK
Wieża widokowa w Mamerkach © GOZDZIK
Widok z wieży na jezioro Mamry © GOZDZIK
I może jeszcze taki widoczek © GOZDZIK
O i opis jednego z bunkrów © GOZDZIK
I na koniec on sam © GOZDZIK
Giżycko - zamek © GOZDZIK
Zamek w Giżycku © GOZDZIK
I jeszcze jeden widok na zamek © GOZDZIK
I nasz obrotowy most - stan nie płyniemy © GOZDZIK
Giżycko most obrotowy - stan płyniemy © GOZDZIK
I ruszyli © GOZDZIK
- DST 25.60km
- Teren 9.50km
- Czas 01:28
- VAVG 17.45km/h
- VMAX 42.20km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 265m
- Sprzęt GIANT TALON
- Aktywność Jazda na rowerze
Mazury Cud Natury - dzień pierwszy - Mikołajki
Piątek, 28 lipca 2017 · dodano: 01.08.2017 | Komentarze 0
Dokładnie
11 lat temu i dokładnie w lipcu i dokładnie na Mazurach rozpoczęła się moja
przygoda z weekendowymi wyjazdami rowerowymi. Dziś po 11 latach mogę śmiało też
powiedzieć, że ta przygoda rozpoczęła moją przyjaźń z Waldkiem, który wówczas
zabrał mnie w tą pełną emocji, wrażeń i przeżyć wycieczkę. Dlatego tak bardzo
się cieszyłem, że termin naszego dzisiejszego wyjazdu nadchodzi. Moja
radość była jeszcze większa, bo okazało się, że Andrzej mimo obowiązków
związanych z pracą również dojedzie do nas na miejsce w sobotę raniutko. Czyli główna
wycieczka tegorocznego weekendowego rowerowania będzie w pięknym, można by rzec
wymarzonym składzie.
Ten dzisiejszy wypad na Mazury ma jeszcze jeden taki,
symboliczny wymiar. I wtedy (tuż po powrocie) i dziś (tuż przed wyprawą)
dostałem wiadomości, które zmieniły coś wtedy i zmienią teraz już niedługo,
wiele w moim życiu. Może nie dokładnie w
pełnym zakresie życia, ale w tym rowerowym życiu. Już się nie mogę doczekać.Ale o tym cicho sza, aby nie zapeszać. Trzeba
czekać hihihi.
Ale
odkładamy na razie marzenia, odkładamy wspomnienia, odkładamy symbolikę i
ruszamy na mazurskie drogi i dróżki.
Plan
wycieczki był całkiem prosty w swoich założeniach. Dużo jazdy bocznymi drogami,
nawet, jeśli nadkładamy trasy oraz zwiedzanie tego, co możliwe.Widoki dostajemy w pakiecie podróżniczym i
chłoniemy je jak gąbka wodę.
Wyjazd
9.00 z Sochaczewa w kierunku Mikołajek, a potem do miejscowości Tałty, gdzie
mieliśmy naszą bazę wypadową.
Na
dzisiejszy pierwszy dzień pobytu nie planowaliśmy zbyt długiej trasy. Wiadomo
podróż, kwatera i aklimatyzacja hihihihi mogą nam zająć trochę czasu. Jak się
na miejscu okazało swoje trzy grosze wtrąciła tez pogoda, która niestety po
naszym przyjeździe trochę się popsuła i jak już pojechaliśmy rowerami na obiad
do Mikołajek przywitała nas rzęsistym deszczem.Co prawda udało nam się jeszcze troszkę pokręcić po samych Mikołajkach i
podjechać na przeprawę promową Wierzba, ale dalsza droga do Rucianego-Nida była
obarczona zbyt dużym ryzykiem totalnego zmoknięcia. I jak się okazało to całe szczęście,
że nie ruszyliśmy tam, bo zdążyliśmy dotrzeć na kwaterę i deszcz rozpadał się
już na dobre. Deszcz i tak nam humorów nie popsuł, bo wiedzieliśmy, że pogoda
na weekend ma być wymarzona – ciepła i słoneczna .
I
była.
Trasa:
Tałty – Mikołajki – Wierzba – Mikołajki – Tałty
Foto:
Mikołajki © GOZDZIK
Przeprawa promowa -Wierzba © GOZDZIK
- DST 99.00km
- Teren 15.00km
- Czas 04:32
- VAVG 21.84km/h
- VMAX 39.10km/h
- Temperatura 23.0°C
- Podjazdy 559m
- Sprzęt GIANT TALON
- Aktywność Jazda na rowerze
Skowronki w Głownie - dzień drugi
Sobota, 8 lipca 2017 · dodano: 11.07.2017 | Komentarze 0
Dzisiejszy
dzień rozpoczęliśmy z małym poślizgiem. I powiem szczerze, że nie wiem jak i
kiedy on się pojawił, bo wszystko szło zgodnie z planem. A tu nagle gdy
zasiadaliśmy do śniadania, Andrzej u bram mych stoi i się dziwi czemu my
jeszcze w piżamach ganiamy ????
Właściwie
dobre pytanie ?????
Skoro
umówiłem się z nim o 8:45 to powinniśmy być już przynajmniej w kaskach i
rękawiczkach.. prawda…..?
Ale
cóż … my dopiero do śniadanka zasiadamy.
Trzeba
trochę skompresować ruchy, bo Andrzejek śniadaniem nie dał się przekupić i stał
nad nami jak kat nad dobrą duszą czekając na nas maruderów.
Jeszcze
tylko łyczek herbatki na drogę i już uciekamy.
Nieeee
nooo nieee jest źle … 9.20 już właściwie jedziemy. Mamy cały dzień. Damy radę.
Główną
naszą dzisiejsza atrakcją była Zagroda Bednarza w Bednarach. Ta sama zagroda,
która odwiedziłem w zeszłym roku i która była zamknięta, nieczynna, pan
właściciel nie miał dla mnie czasu, a i tak przegadaliśmy, a właściwie
opowiadał mi Pan o eksponatach przez prawie półtorej godziny. To co będzie dziś
kiedy jesteśmy umówieni, zapowiedziani i oczekiwani ???????
Ojjjjj
było…… opowiadania, anegdoty, dowcipy, opisy…… było pięknie, ciekawie i miło.
Miejsce i jego gospodarz wyjątkowe.
Przepełnione
pasja, wiedzą o posiadanym sprzęcie……
i miłością do zwierząt.
Opowieści
są ciekawe, a do tego można każdą rzecz dotknąć sprawdzić nie ma tu gablot,
szyb, sznurków i napisów „proszę nie dotykać eksponatów”.
Naprawdę
miejsce godne polecenia i z czystym sumieniem polecam wszystkim, którzy będą w
okolicy. To miejsce ma po prostu urok i klimat.
Panie
Marcinie dziękujemy i życzymy zdrówka i wszystkiego dobrego.
Oczywiście
będąc w Bednarach nie mogliśmy sobie odmówić wizyty w prywatnym browarze. Ci,
co lubią piwko mieli piwko ci, co lody mieli …… godzinę czekania na nie
hihihihi
Druga
atrakcja to Skansen w Małrzycach. Znajduje się tu ekspozycja etnograficzna
prezentująca budynki dawnej wsi Łowickiej. Miejsce również bardzo ciekawe i
godne polecenia. Tuż przy skansenie na rzece Słudwi znajduje się pierwszy na
świecie most spawany oddany do użytku w 1929 roku, a zaprojektowany przez prof.
Stefana Bryłę. Reszta informacjo do poczytania w necie, a ciekawy to temat.
Dzień,
a właściwie wycieczka pomału dobiega do końca. Jeszcze tylko kilkanaście
kilometrów po spokojnych łowickich i bielawskich wiejskich drogach i dróżkach,
po leśnych duktach lasu Stanisławów i Głowno.
Jeszcze
tylko myciu, myciu, paciorek i spać …….. jakie spać? jakie spać ?….
Ognicho
i nocne rozmowy Polaków czas zacząć.
I
tak zakończył się dzień drugi.
Jaki
był ???? wydaje mi się ze udany. Spędziłem go w bardzo miłym towarzystwie Darii
Rafała i Andrzeja, odwiedziłem niesamowite miejsce, ale cóż najważniejsze, aby
goście czuli się dobrze i im się podobało.
Pogoda
Zapowiadana:
przelotne burze i deszcze
Była:
nawet kropla deszczu na nas nie spadła
PS
Pozdrawiamy
również grupę rowerzystów turystów z Rogowa i Brzezin których spotkaliśmy po
drodze i w Bełchowie pod kościołem troszkę sobie pogadaliśmy.
Trasa:
Głowno – Lubianków – Łyszkowice – Bełchów – Arkadia – Mysłaków – Janówek –
Bednary – Kompina – Łowicz – Małszyce – Klewków – Niedźwiada – Maurzyce –
Strugienice – Urzecze – Chruślin – Wojewodza – Władysławów Bielawski – Wola
Zbrożkowa – Głowno.
Foto:
W Zagrodzie Bednarza... słuchamy © GOZDZIK
KLEMENTYNKA.... i goście..... oraz Niesamowity GOSPODARZ © GOZDZIK
Piwko i lody w browarze Bednary © GOZDZIK
- DST 78.10km
- Teren 43.00km
- Czas 04:25
- VAVG 17.68km/h
- VMAX 43.70km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 718m
- Sprzęt GIANT TALON
- Aktywność Jazda na rowerze
Góra Kamieńsk i okolice Kopalni Bełchatów
Niedziela, 18 czerwca 2017 · dodano: 19.06.2017 | Komentarze 2
Nasza
wycieczka w okolice Bełchatowa była już kilka razy przekładana z powodu …. oczywiście,
że tak z powodu.... pogody bo jakby inaczej.
Sobotni
aura również nie napawała optymizmem.
A
jednak ostatnia niedziela wiosny przywitała nas super fajną, ciepła, miłą i
pogodną pogodą (taaaa no co kto mi zabroni takiej zbitki użyć no kto :-)))))
Tak
wiem, ze rano było jak było ale już o tej 10.00 było rewelacyjnie i tak
utrzymało się przez cała niedziele.
Góra
Kamieńsk oraz kopalnia Bełchatów i okolice były już dawno w mojej sferze, a
raczej w moim notatniku wycieczek do odbycia i zaliczenia ( tak na marginesie
dodam, że w tym notatniku też są wycieczki – marzenia…. czekają na spełnienie).
A
że w grupie zawsze wycieczki są fajniejsze to czekaliśmy na dogodne warunki pogodowe
i możliwości przyjazdu.
Wszystko
to udało się połączyć właśnie w tą ostatnią wiosenną niedziele, podczas której
to wiosna chciała nas chyba przeprosić za kwiecień i ponad połowę maja.
Dobra
przeprosiny przyjęte ale aby mi to było ostatni raz taki kwiecień i maj do
bani…..
Temat
pogody mamy rozliczony.
Na
bazę wypadową tej wycieczki obraliśmy Kleszczów, a dokładnie parking pod
kościołem w Kleszczowie.
Po
przywitaniu, chwili na rozmowę i przygotowaniu sprzętu oraz siebie do podróży
ruszyliśmy na punkt widokowy Kopalni Bełchatów.
Łaaałłłłłłłłłł
ale to wielkie!!!!!!!
Matusiu
kochana ….. ja w życiu takiej dziury w ziemi nie widziałem ….. 12 km długa, w
najszerszym miejscu ma 3 km i głęboka na 200 metrów, a jak do tego zestawienia
dołożymy 300 metrowe kominy cieplnej elektrowni znajdujące się prawi, że przy
samym wyrobisku to jest efekt ….. „kochanie zamknij usta bo ci mucha wleci…”
Naprawdę
robi to wrażenie i te maszyny, samochody na dnie wyrobiska… takie jak zabawkowe
resoraki….. to trzeba zobaczyć i tyle.
Druga
atrakcja, nierozerwalnie bym powiedział związana z opisana powyżej dziurą, to
Góra Kamieńsk usypana z tego co wybrano nieopodal. Wysoką na prawie 395 metrów
górkę zalesiono, zagospodarowano turystycznie, stworzono szlaki rowerowe o
łącznej długości prawie 42 km i tym samym stworzono z niczego niewątpliwą
atrakcję turystyczna.
Jest
góra, są szlaki rowerowe - terenowe, jest też podjazd asfaltowy więc i znalazła
się grupka turystów którzy postanawiają wjechać na sama górę……. Oczywiście nie
my pierwsi i nie ostatni… chociaż ja raczej tak hihihihi
Ojjjjjjjjjjj
gdybym ja widział, że to tak wygląda …. Ojjjjjjjjj….
Nastała
powtórka efektu z wyrobiska tylko inne zakończenie …„kochanie zamknij usta bo… bo ci się język w
łańcuch wkręci……”
Ale
za to zjazd….. mmmm malina, poemat, miodzio………… i na dole złote słowa Rafała….
No to jeszcze raz wjeżdżamy i zjedziemy z drugiej strony…… od strony skoku
narciarskiego…. No ma chłopak szczęście że pompka w plecaku była ……..cóż trzeba
to trzeba…… i ponownie zjazd… troszkę trudniejszy bo kamienisty, ale cudeńko,
malina….. na dole czekałem tylko na słowa Rafała … no dobra to jeszcze raz
wjedziemy, bo….. ale tylko szum wiatru było słychać … ufffffffffff……
Chwila
na odszukanie i umiejscowienie serducha, które wyleciało i na plecach tlenu
szukało jak karp przed wigilią i ruszamy w dalszą drogę po tak zwanej szeroko
pojętej okolicy. Oczywiście staraliśmy się wybierać leśne i polne szlaki,
dukty, ścieżki ale i kawałkami asfaltu i pięknymi ściekami rowerowymi nie
gardziliśmy.
Podsumowując
wycieczkę to mieliśmy i gigantyczny dół i największa górę w środkowej Polsce i
las i pola i wodę i pach i szutry i asfalty i pot i super towarzystwo i…. i
było wszystko co składa się na SUPER WYCIECZKĘ.
Daria,
Rafał dzięki za tą niedzielę i mam nadzieję że tak jak rozmawialiśmy do
rychłego zobaczenia …..
Trasa:
Kleszczów – Czyżów – Góra Kamieńska –
Stefanowizna – Zbiornik Słok –
Rząsawa – Kuźnica Kaszewska – Słupa – Zarzecze – Trząs – Bogumiłów Kamień –
Dębina – Żłobnica – Kleszczów.
Foto:

Widok na Kopalnie © GOZDZIK
I z innego punktu widokowego © GOZDZIK
Może jeszcze taki widoczek © GOZDZIK
Na szczycie Góry Kamieńsk © GOZDZIK
Zjazd z Góry Kamieńsk jednym ze szlaków © GOZDZIK
Mmmmmm okazuje się że za wiele zdjęć z tej wycieczki to nie mam :-(.....
odsyłam więc do relacji skowronka. Tam na bank będzie więcej i ładniejszych zdjęć...
Co ze mną się stało kurcze .... zdjęć nie robić na wycieczce..... poraża jakaś
- DST 85.80km
- Teren 0.50km
- Czas 04:15
- VAVG 20.19km/h
- VMAX 38.30km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 567m
- Sprzęt VAMP-irek
- Aktywność Jazda na rowerze
Po latach do Radziejowic
Sobota, 27 maja 2017 · dodano: 29.05.2017 | Komentarze 6
Takie powinny
być dni na wycieczki rowerowe!
Taki właśnie
powinien być MAJ !
Ciepły,
słoneczny, pachnący bzem i cieszący oko kwitnącymi różanecznikami i azaliami
nie wspominając o majowej piwonii. W takie majowe dni to prawie, że same koła
od roweru się kręcą. Nie trzeba zbyt wielkiego wysiłku, aby jechać przed siebie
i radować się z zaistniałych okoliczności.
W taki oto właśnie
dzień udało się nam (Andrzejowi i mnie) wspólnie wybrać na wycieczkę rowerową
do Radziejowic. A dokładnie z Szymanowa do Radziejowic
Odwiedzenie tej
miejscowości już dawno chodziło mi po głowie.
Dlaczego ?
A dlatego że
była to moja jedna z pierwszych dłuższych wycieczek i chyba w ogóle jedna z
pierwszych długich wycieczka z Waldkiem i jeśli mnie pamięć nie zawodzi to
pierwsza w SPD
Prawda, że
sporo tych przyczyn do powrotu w te okolice?
Wycieczka, o
której wspominam powyżej odbyła się w kwietniu 2006 roku i oczywiście
przebiegała zupełnie inną trasą, ale chodzi o punkt docelowy – Radziejowice.
Dobrze ale
wracamy do teraźniejszości, a nie do tego co było 11 lat temu…… o w mordę już
11 lat ????????
Rano szybkie
zakupy na sobotę i niedzielę a następnie wskakuję do samochodu, aby przed 9.00 odmeldować
się u Andrzeja w Szymanowie.
Jestem.
Chwila na
przywitanie i ruszamy w trasę.
Jeśli chodzi o
drogę w stronę Radziejowic to miałem ją jakoś ułożoną i zaplanowana. Zresztą
nie było tu wielkiej filozofii, bo i odległość od Szymanowa nie jest jakaś
powalająca, a i do zobaczenie i odwiedzenia właściwie tylko dwie warte uwagi
miejscowości. Jedna to Guzów i znajdujący się tu pałac wzorowany na stylu
zamków nad Loarą, a druga to Żyrardów ze wszystkimi jego zabytkami związanymi z
osadą fabryczną z przełomu XIX i XX wieku.
Żyrardowska osada fabryczna jest obecnie
jedynym w Europie, zachowanym w całości, zespołem urbanistycznym miasta
przemysłowego z tego okresu. Większość budynków
mieszkalnych i użyteczności publicznej nadal pełni swoją funkcję. Osada
Fabryczna została uznana w styczniu 2012 za Pomnik historii (informacja Wikipedia).
Nie będę tu opisywał
i wymieniał wszystkich zabytków, bo jak się nam udało dowiedzieć od
przewodnika, który akurat samotnie czekał na grupę turystów pod pałacem
Dittricha, Żyrardów ma ponda 200 zabytków ujętych w rejestrze zabytków. Czyli jest co zwiedzać i co oglądać. Dlatego
ciekawskich historii odsyłam do innych lepszych źródeł wiedzy.
Natomiast my po
zdobyciu pieczęci w Muzeum Lniarstwa ruszyliśmy do celu naszej wycieczki, czyli
do Radziejowic.
Tu na miejscu w
parku zespołu zamkowo-pałacowego zrobiliśmy sobie dłuższą przerwę, podczas
której Andrzej zapoznał mnie z wymyśloną przez siebie droga powrotną. Była to
cudowna wiadomość, bo ja niestety przyznam się bez bici nic mądrego nie
wymyśliłem. Natomiast trasa jaka
zaproponował Andrzej nie dość, że prowadziła przez ciekawe miejscowości (
Kuklówka Zarzeczna i Teresien) to do
tego była jeszcze cudownie malowniczą i spokojną żeglugą wśród kwitnących
sadów, ogrody, łąk i pól Mazowsza.
Już na sam
koniec naszego dzisiejszego rowerowego wędrowania odwiedziliśmy pałac w samym
Szymanowie. Tu nie zabawiliśmy zbyt długo, ponieważ na terenie parku przy
pałacu odbywały się jakieś uroczystości czy też przyjmowanie pielgrzymki. Nie
wiem dokładnie ale, dziś pałac stanowi główną siedzibę Zgromadzenia Sióstr Niepokalanego
Poczęcia Najświętszej Marii Panny i to
tu mieści się słynna szkoła dla dziewcząt (gimnazjum i liceum), prowadzona
przez siostry niepokalanki.No i chyba wszystko jasne prawda. A dodatkowo
zaczęliśmy się dziwnie z Andrzej czuć. Ponieważ jak okiem sięgną żadnego faceta
na horyzoncie nie było widać, a już na 100 % w krótkich obcisłych tu i tam
gaciach. Szybkie foto i uciekamy krążąc alejkami przypałacowego parku, a miedzy
czasie Andrzej opowiada mi trochę faktów i przybliża historię swojej
miejscowości.
Jeszcze tylko
chwilka na dojazd do mojego samochodu i … cyk … sielanka zakończona.
Ojjjjj bardzo
szybko minął mi ten dzień. Dodawać do tego informację o tym, że było miło i
sympatycznie to zbędne….. bo oczywiście że było REWELACYJNIE i tyle
podsumowania.
PS
Obecnie pałac w Guzowie jest w fazie remontu. Spadkobiercy ostatniego właściciela pałacu starają się przywrócić obiektowi dawny blask
http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/sobanscy-prz...
Trasa: Szymanów
– Maurycew – Guzów – Wiskitki – Nowy Drzewicz – Feliksów – Nowe Kozłowice –
Żyrardów – Tartak Brzózki – Radziejowice – Kuklówka Zarzeczna – Chylice –
Jaktorów – Baranów -Kaski – Teresin –
Szymanów.
Foto:
Guzów - Pałac od strony ogrodu © GOZDZIK
Pałac w Guzowie © GOZDZIK
Żyrardów Zespół Pałacowy Dittricha © GOZDZIK
Pałacyk Tyrolski to najstarszy reprezentacyjny budynek w Żyrardowie © GOZDZIK
Radziejowice zespół zamkowo-pałacowy © GOZDZIK
Radzejowice © GOZDZIK
Kuklówka © GOZDZIK
Pomnik turzycy - Jaktorów © GOZDZIK
Pałac w Teresinie © GOZDZIK
Teresin © GOZDZIK
Pałac w Szymanowie © GOZDZIK
Pałac w Szymanowie od strony parku © GOZDZIK
Andrzej i Goździk w pałacowym parku - chyba tam nie pasowaliśmy © GOZDZIK
- DST 82.90km
- Teren 55.00km
- Czas 05:13
- VAVG 15.89km/h
- VMAX 49.90km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 1300m
- Sprzęt GIANT TALON
- Aktywność Jazda na rowerze
Powrót na "Jurajskie Szlaki" czyli z Zawiercia do Częstochowy
Niedziela, 26 marca 2017 · dodano: 27.03.2017 | Komentarze 4
Niech będzie chwalony dzień w Jurze pobytu.
Ostatni raz na jurajskich szlakach byłem w październiku 2015
roku.
Dystans zadany wówczas zaliczyłem.
Pokutą zaś było to, że we wrześniu 2016 roku być na jurze i
szaleć na siwuchowych szlakach nie mogłem…..(i już więcej o tym przeklętym
wrześniu i październiku 2016 słowa nie powiem)
O tak to mniej więcej trzeba zacząć ten opis.
Dlaczego ?
Ponieważ tęsknota za tymi widokami, ścieżkami, szutrami,
skałkami, ostańcami, podjazdami hihihi, zamkami i świetnym towarzystwem była
tak wielka, że przesłoniła mi racjonalne myślenie. No bo kto myślący, wybiera
się z silną dobrze jeżdżącą i zaprawioną w jurajskich szlakach ekipą na
wycieczkę w tym terenie będąc w tym roku tylko 2 razy na rowerze i do tego w
tak bardzo znienawidzony chłodny, a wręcz zimny dzień.
Tylko ja to mogłem być, a do tego jeszcze namówiłem na ten
szalony pomysł Andrzeja.
Już od czwartku wszelki prognozy trąbiły o tym, że weekend
będzie raczej chłodny, wręcz zimny, a do tego jeszcze możliwość opadów będzie
duża.
No i trąbiły i co z tego jak ich nie słuchałem i pojechałem.
Znaczy pojechaliśmy.
A zaczęło się tak.
Kilkanaście dni wcześniej Daria podesłał mi plan wycieczki,
która na papierze, czyli na mapie wyglądała bardzo obiecująco. Sporo terenu,
szlaków i oczywiście związanych z nimi atrakcji turystycznych, których jeszcze
nie widziałem zapowiadało naprawdę fajną wycieczkę. A jak do tego dołożymy
grupę ludzi, którzy mimo zimna chcieli nam towarzyszyć podczas tej wycieczki,
to mam właściwie gotowy przepis na doskonałe spędzenie niedzielnego dnia
wolnego.
Jeszcze tylko piękny słoneczny i ciepły dzień by się przydał
pomyślałem, ale i tak zgodziłem się na ten przyjazd bez gadania.No dobra pomarudziłem trochę Darii w piątek,
że tak wspaniale och i ach tylko ta pogoda nie halo……. Niestety nie udało mi
się wymusić odwołania. Machina przygotowań ruszyła.
Jeszcze tylko w sobotę rano telefon od Andrzeja, abym nie marudził,
bo ma nie padać, a to najważniejsze, a przecież mamy marzec a nie lipiec, więc
temperatura jest adekwatna do pory roku i jest git.
Cóż było robić. Jak git to git.
Zbiórka w Głownie 6.00. Przepakowanie do mnie Andrzejowego
sprzętu i ruszamy.
7.45 meldujemy się pod blokiem Rafała i po chwili rozbijamy pierwszy
obóz na stacji PKP w celu oczekiwania na Skowronków (pociąg nie był najważniejszy
hihihi) i jak się okazało po chwili również na Przemka i Agnieszkę, których
było nam bardzo miło poznać i cieszyliśmy się, że naprawdę na starcie zbierze
się poważna ekipa. Bo przecież w pociągu miał być już Adii, Parker i Sikor.Ooooooo 10-czka nas się zebrała i wylądowała w obozie numer dwa w Zawierciu. Obóz nr 2 był niezbędny,
ponieważ ja z pociągu wyszedłem w całkowitej rozsypce i nieprzygotowany do
startu.
Oj tam oj tam……się tak złożyło, znaczy rozłożyło w pociągu i
tyle.
Ruszamy………..
O w mordę jak zimno……… !!!!!!!!!!!!!
Pierwsze kilometry nadal zimno…..
Podjazd …. Ooooo ciepło ……
Zjazd ooo w mordę jeszcze zimniej…
Zastanawiam się, co lepsze czy podjeżdżać bo ciepło, ale
siły nie te, czy zjeżdżać bo nie pedałuje siły na zero ale zimno jak cholera.
I tak oto wewnętrzne rozterki i dylematy, miłe rozmowy, żarty
i ciekawe opowieści oraz wspaniałe i ukochane krajobrazy i atrakcje pochłonęły
mnie całkowicie co spowodowało, że nie wiadomo kiedy, nie wiadomo jak wybiła
godzina 16.30 i czas było wracać najkrótszą z możliwych dróg.
I tu się posypało. Bo na ostatnich 17 – 20 km poległem. No
tak nie będę oszukiwał i owijał w bawełnę. Padłem jak kawka ustrzelona z procy.
Siły odeszły, zimno zagnieździło się we mnie już na dobre .. znaczy się
zamarzłem. Kryzys niestety już nie odpuścił do końca tak jak i ja nie opuściłem
już ostatniego miejsca w peletonie, za peletonem znaczy się.
Oczywiście w takich przypadkach w głowie włączył się
obowiązkowy zestaw kryzysowy – czyli po co ci to, na co, niedziela w domku z
piwkiem na kanapie, a nie tu brudny, zmęczony, obolały, zmarznięty … po co ??
!!!.
Do Głowna dotarliśmy około 20.00 szybka kąpiel, pyszny
rosołek i….
I zaczęły spływać informację o udostępnionych przez kompanów
wycieczki zdjęciach.
I wszystko puściło , wszystko odeszło. Złe i głupie
kryzysowe myśli poszły precz.
A przyszło to co właśnie jest najfajniejsze i
najpiękniejsze. To, po co to wszystko jest.
Bo było pięknie, było fajnie, było wesoło, przyjemnie. Były
niezapomniane widoki, miejsca do którym penie już się nie wróci, które się
widziało i utrwaliło na papierze fotograficznym aby w zimowe wieczory sobie
przywołać te właśnie wspaniałe chwile spędzone z ludźmi z pasją i serduchem. I
nie ważne że zimno, ze brak sił było. Ważne z kim, jak i gdzie.
A było …… wiadomo jak :-)))))))))))))))))))))))))))
Bardzo bardzo dziękuję wszystkim za wspaniałą wycieczkę, za
fajną i wesoła atmosferę… no za wszystko. No co ja tu będę jeszcze pisał.
Dziękuję i do następnego razu…… gdy na niebie słonko będzie,
a polarek zbędnym będzie … czytaj sierpień :-))))
PS
Papier fotograficzny – tak to nie pomyłka. Ja jestem stary
dziad i uważam że urok i magię zdjęć oddaje tylko papier, a nie elektroniczne
nośniki i dlatego staram się aby mieć je w albumie na papierze.
Trasa: Zawiercie – Kromołów – Okiennik Wielki – Skarżyce –
Zamek Morsko – Podlesice – Lgotka – Góra Zborów – Skały Rzędkowickie –
Rzędkowice – Góra Włodowska – Jaworznik – Żarki – Przewodziszewice – Pustelnia
Ducha Św. – Ostrężnik – Siedlec – Biskupice – Częstochowa.
Foto
Kromołów i źródło Wart © GOZDZIK
Okiennik Wielki i prawie cała ekipa - Parker był na górze © GOZDZIK
Zamek Morsko © GOZDZIK
Widok ze Skał Rzędkowickich © GOZDZIK
Skały Rzędkowickie - i co by nie było że nie byłem na górze © GOZDZIK
Kuesta Jurajska © GOZDZIK
Ruiny kościoła z 1763 r. pw Św. Stanisława tuż przed Żarkami © GOZDZIK
Sanktuarium w Żarkach © GOZDZIK
Przewodziszowice - strażnica z 2 połowy XIV w © GOZDZIK
Pustelnia Ducha Świętego © GOZDZIK
Ostrężnik - i obiadek na łonie natury, a potem było to nieszczęsne ostatnie 20 km © GOZDZIK
- DST 73.30km
- Teren 6.50km
- Czas 03:40
- VAVG 19.99km/h
- VMAX 36.50km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 388m
- Sprzęt VAMP-irek
- Aktywność Jazda na rowerze
Mały "Rajd Kolarski Dookoła Ziemi Łódzkiej" odznaka PTTK cz 5
Wtorek, 23 sierpnia 2016 · dodano: 29.08.2016 | Komentarze 5
Oj już bardzo dawno nie odwiedzałem miejscowości związanych
z tym właśnie szlakiem, a raczej odznaką PTTK. Tak naprawdę to był sierpień
2013 roku… ja cię kręcę jak ten czas ucieka. Co prawda jedną miejscowość
zaliczyłem w zeszłym roku ale to przy okazji innej wycieczki. W takim tempie to
ja za 10 lat zdobędę ta odznakę. Masakra.
Dobra ale nie trzeba rozmyślać tylko działać.
Pogoda miała być bardzo ładna (niestety była kiepska) wiec
ruszamy w drogę.
Generalnie poza zamkiem w Łęczycy i spokojnym krajobrazem
polskiej wsi to nic ciekawego po drodze do Poddębic nie ma i nie było. Nawet w
samych Poddębicach raczej niczego ciekawego nie spodziewałem się odkryć
oczywiście poza pięknym pałacem, a jak podają niektóre źródła najpiękniejszym w
tej części Polski zabytkiem renesansu. I faktycznie wygląda bardzo ładnie, a do
tego tuż przy pałacu zrobiony jest cudowny park geotermalny Ogród Zmysłów
(zdjęcia poniżej).
Naprawdę rewelacyjnie się tam odpoczywał i spacerowało.
Niesamowicie ciekawa sprawa.
Trasa: Łęczyca – Krzepocin Drugi – Sucha Dolna – Wierzbowa –
Wola Niedźwiedzia – Gostków – Tur – Poddębice – Praga – Bałdrzychów – Praga –
Chropy – Spędoszyn Kolonia – Wartkowice – Gostków – Wola Niedźwiedzia – Wierzbowa
– Łęczyca.
Foto: 
Pałac w Poddębicach © GOZDZIK
Poddębice pałac © GOZDZIK
Park w Poddębicach © GOZDZIK
A oto i one © GOZDZIK
Dalej wędrujemy po parku © GOZDZIK
I proszę bardzo ściana wodna © GOZDZIK
To może teraz to... ? © GOZDZIK
Proszę bardzo oto i one © GOZDZIK
I jeszcze na koniec to © GOZDZIK
Proszę bardzo oto i one © GOZDZIK
I takie siedziska też są :-) © GOZDZIK
A całość schematycznie wygląda tak © GOZDZIK
Dla porządku muszę dodać jeszcze to miejsce. Nie wchodziłem i nie oglądałem zwierzaków za kratami-ogrodzeniami. Wolę jednak podglądać je na wolności © GOZDZIK
I w drodze powrotnej - Stary Gostków © GOZDZIK



