Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Gozdzik z miasteczka Głowno. Mam przejechane 25205.03 kilometrów w tym 6305.87 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 19.00 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 105398 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Gozdzik.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

Wycieczki i wyprawy

Dystans całkowity:10667.78 km (w terenie 2868.50 km; 26.89%)
Czas w ruchu:574:30
Średnia prędkość:18.57 km/h
Maksymalna prędkość:71.00 km/h
Suma podjazdów:48369 m
Liczba aktywności:125
Średnio na aktywność:85.34 km i 4h 35m
Więcej statystyk
  • DST 50.10km
  • Teren 18.00km
  • Czas 03:10
  • VAVG 15.82km/h
  • VMAX 30.00km/h
  • Podjazdy 216m
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Skierniewice i okolice

Sobota, 18 marca 2023 · dodano: 22.03.2023 | Komentarze 0

Wycieczka na rozpoczęcie sezonu rowerowego 2023 Grupy Rowerowej Green Velo.
Wycieczka pod znakiem awarii i uciekającego czasu  przez co plan naszej wycieczki  nie został zrealizowany.

Skład: Waldek, Adam, Andrzej, Grzegorz, Goździk

Trasa: Skierniewice - Rawiczów - Trzcianna - Helenków - Doleck - Psary - Lisna - Esterka - Jeruzal - Patoki - Sewerynów - Suliszew - Trzcianna - Budy Trzcińskie Podstrobów - SkiSkierniewice.
W Skierniewicach


Na trasie

Na trasie

Na trasie

Wesoła ekipą na trasie




  • DST 56.00km
  • Teren 6.00km
  • Czas 03:00
  • VAVG 18.67km/h
  • VMAX 36.40km/h
  • Podjazdy 244m
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Podlaski Szlak Bociani - Dzień 4

Wtorek, 30 sierpnia 2022 · dodano: 14.09.2022 | Komentarze 0

Jak ja nie lubię takich dni. Dni gdy kończy się wyprawa rowerowa. A dziś to już podwójnie nie lubię tego dnia. Bo wyprawa się nie kończy. Wyprawa kończy się dla mnie. Dziś pożegnam Waldka i Grzegorza i ja pojadę w stronę Białegostoku, a moi przyjaciele w stronę końca Podlaskiego Szlaku Bocianiego. Ale zanim nastąpi pożegnania czas to jeszcze przejedziemy wspólnie parę kilometrów naszym szlakiem i zjemy pod sklepem śniadanko w terenie.
Noc była spokojna. Nad ranem zaczął się trochę trzepotać namiot.
Wyjrzałem.
I niebo niestety nie zapowiadało nic dobrego na dzisiejszy dzień. Chociaż to była dopiero 5 rano wiec może jednak się przetrze bo wiatr wiał dość silny. Dobra na razie nie ma co się przejmować. Jeszcze przynajmniej 2 godziny snu.
Gdzieś około 6 rano.
Głośno jak na wielkiej pardubickiej.
Co u licha jest???
Ponownie zapuszczam żurawia z namiotu.
I co widzę. Stado koni przemyka w pobliży namiotów. Pewnie na pastwisko gdzieś.
Dobra poszły.
Za chwile szczekanie, ujadanie tumult kopyt.
Co tym razem?
Tym razem krowy pędzone są też w tą samą stronę co konie. Za chwile kolejne stado i kolejne. No jak nic jesteśmy na śniadaniowym szlaku zwierząt zagrodowych.
Nie było szansy na dalszy sen.
To urok spania na dziko.
Widok na rzekę, wschodzące słońce, zwierzęta i przyrodę budzącą się ze snu. Tak jak my. Fajne doświadczenie, fajna pobudka.
Dobrze, czas zebrać manatki, posprzątać nasze obozowisko, zabrać śmieci i ruszyć dalej.
Ruszamy na szlak do wioski Stękowa Góra.
Po pierwsze tu jest najbliższy sklep, po drugie tu się rozstaniemy, a po trzecie ta wioska jest dla nas symbolem. Miejscem niezwykłym z punktu widzenia tego co nas dzisiaj łączy,
W 2018 roku, kiedy to Waldek, Andrzej i ja ruszyliśmy pierwszy raz szlakiem Green Velo i zatrzymaliśmy się na jeden z postojów właśnie w Stękowej Górze, pierwszy raz spotkaliśmy i zamieniliśmy kilka słów z Leną i Grzegorzem. Przez kolejne 3 dni czasami gdzieś na szlaku się spotkaliśmy i pogadaliśmy. Dziś razem z Leną i Grzegorzem tworzymy jedną paczkę i wspólnie obmyślamy plany kolejnych wspólnych już wypadów. Takie przypadkowe, niewinne spotkanie pod wiejskim sklepikiem w Stękowej Górze zaowocowała przyjaźnią, która mam nadzieję będzie trwała latami. Dziś w tym dla nas symbolicznym miejscu jemy śniadanko i się żegnamy. Chłopaki ruszaj dalej Podlaskim Szlakiem Bocianim do Stańczyków, a potem za kilka dni do Suwałk. A ja najpierw szlakiem GV do Tykocina, potem Obwodnicą rowerową Narwiańskiego Parku Narodowego do miejscowości Choroszcz, gdzie ponownie wpadam na szlak GV, który doprowadza mnie pod same drzwi Stacji PKP w Białymstoku.
Cała dzisiejsza 56 kilometrowa trasa to uciekanie przed deszczem który niewątpliwie mnie gonił i się zbliżał. Co prawda chmury nie wyglądały bardzo złowrogo, ale było widać jak gdzieniegdzie pada deszcz. I można powiedzieć, że prawie mi się udało. Drobny deszczyk złapał mnie w miejscowości Choroszcz, a następnie już w Białymstoku gdzie podczas obiadu zastanawiałem się czy ruszyć do centrum na zwiedzanie. Czasu do pociągu miałem prawie 3 godziny więc jak najbardziej zasadne byłoby to wyzwanie, ale deszcze skutecznie wybił mi ten pomysł z głowy. Nie chciało mi się potem siedzieć w mokrych ciuchach w pociągu.
Zostałem więc w lokalu i wspominałem te wspólnie spędzone 3 dni.
Czas na małe podsumowanie mojej pierwszej namiotowej wycieczki.
Ale może najpierw o szlaku.
Jak dla mnie troszkę słabo oznaczony. W niektórych newralgicznych miejscach nie było oznaczenia, lub było ono mało widoczne. Oczywiście są oznaczenia na szlaku, ale w tej chwili mogę porównać je z oznaczeniem szlaku GV, które dla mnie na Podlasiu jest idealne. Widoczne i jednoznaczne w newralgicznych miejscach. Natomiast Podlaski Szlak Bociani nie jest tak wyrazisty. Ale generalnie oznakowanie jest.
Trasa. No jak dla mnie kwintesencji wyprawy rowerowej. Były, asfalty, szutry, dukty leśnie, piach, tarka, podjazdy, zjazdy. Było wszystko aby nie czuć asfaltowej nudy.
Cudownie poprowadzony szlak. Oczywiście moja opinia dotyczy tylko tej części co jechałem. Jak było od Carskiej Drogi to nie wiem. Mogę się tylko domyślać, bo trochę ten szlak pokrywał się ze szlakiem GV z 2018 roku, a poza tym chłopaki przesyłali mi zdjęcia z trasy, które tylko potwierdzały moje przypuszczenia co do dużej atrakcyjności szlaku.
Tak czy siak mam nadzieję ze kiedyś wrócę na ten szklak i przejadę go całego. Dziś mogę z czystym sercem polecić Podlaski Szlak Bociani.
Kwatery. Znaczy bazy noclegowe. Całą szkołę średnia i pierwsze dwa lata studiów spędzałem wakacje pod namiotem. A to na obozach, a to wyjeżdżając z paczką pod namiot nad morze czy jezioro na kilka dni. Wówczas mając lat 16-22 to była niesamowita frajda. Dziś mam 52 lata i ……. Kurcze fajnie było. Podobało mi się. Tak wiem nie wiadomo czy tak samo by mi się podobało jakby co noc lało, była burza itp. Ale wówczas to pewnie byśmy szukali kwatery jakieś agroturystyki, anie spali nad brzegiem rzeki pod drzewami. A że była tak pogoda jak była (Waldek i Grzegorz spędzili kolejne noce pod namiotem i w hamaku) to mogliśmy korzystać z dobroci natury, dzikiego obozowania i wstawania ze zwierzakami hihihi.
Zdecydowanie piszę się na kolejny taki wyjazd. Musze tylko trochę re-konfigurować swój sprzęt w szczególności sakwy (będą ciężkie negocjacje w domu) co mi pozwoli na pozbycie się worka leżącego w poprzek bagażnika i sakw czyniąc je bardzo mało dostępne podczas postoju. I będzie wówczas super.
Waldek, Grzegorz bardzo Wam dziękuję za te 3 dni sielanki, trzy dni oderwania od rzeczywistości, kłopotów, problemów, pracy, trzy dni śmiechu i radości. Przepraszam, że trochę odstawałem, ale ten sezon jest dla mnie całkowicie stracony. No może nie cały ale początek był do bani i brak jazdy wychodził na trasie.
No to by było na tyle.

Trasa: Zajki – Stękowa Góra – Łoś-Toczyłowo – Hermany – Nieciece – Tykocin – Siekierki – Złotoria – Choroszcz – Barszczewo – Sikorszczyzna – Białystok

Foto:
Koni mi sie nie udało złapać bo mnie zaskoczyły, ale mućki i owszem
Koni mi się nie udało złapać bo mnie zaskoczyły, ale mućki i owszem © GOZDZIK

Widok na nasze miejsce biwakowe. Było naprawdę urocze. Foto Waldek
Widok na nasze miejsce biwakowe. Było naprawdę urocze. Foto Waldek © GOZDZIK

Stękowa Góra i nasz symboliczny sklep. Dziś jako sklep pożegnalny.
Stękowa Góra i nasz symboliczny sklep. Dziś jako sklep pożegnalny. © GOZDZIK

W Tykocinie
W Tykocinie © GOZDZIK

I jeszcze jedno z Tykocina
I jeszcze jedno z Tykocina © GOZDZIK

W Białymstoku niedaleko PKP - To już jest koniec.
W Białymstoku niedaleko PKP - To już jest koniec. © GOZDZIK




  • DST 75.50km
  • Teren 12.00km
  • Czas 04:18
  • VAVG 17.56km/h
  • VMAX 36.40km/h
  • Podjazdy 254m
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Podlaski Szlak Bociani - Dzień 3

Poniedziałek, 29 sierpnia 2022 · dodano: 12.09.2022 | Komentarze 0

Aby przejść do opisu dzisiejszego dnia. Musze cofnąć się we wspomnieniach do roku 2018. W którym to roku wyruszyliśmy pierwszy raz na szlak Green Velo. Trasa tamtej wycieczki prowadziła z miejscowości Łapy do Suwałk. Główna atrakcję dnia pierwszego tej wycieczki miała być przeprawa kładkami z Waniewa do Śliwna i dotarcie do szlaku GV w okolicy miejscowości Rogowo-Kolonia. Niestety pech chciał, że wówczas z tego co pamiętam, kładki były w remoncie. I główna atrakcja musiała zostać ominięta. Alternatywną trasą był wówczas właśnie Podlaski Szlak Bociani, którym dotarliśmy do miejscowości Saniki. Dziś po 4 latach od tamtej wycieczki udało się wskoczyć na upragnione przez mnie ( tak to ja trułem ekipie o tym aby wrócić tu i zaliczyć ta atrakcję) kładeczki. Dlatego tym razem ze szlaku bocianiego odbijamy w Waniewie i ponownie spotkamy się z nim w miejscowości Saniki zaliczając niezliczony fragment GV z roku 2018. Czyli można powiedzieć że dzisiejsza wycieczka spięła dwa szlaki.
O to tytułem wprowadzenia.
A teraz dzień 3 naszej wycieczki.
Ponieważ dzisiejsza noc spędziliśmy na kampingu gdzie była również restauracja pozwoliliśmy sobie dziś na odrobinę luksusu i zjedliśmy śniadanko właśnie tam. Miejsce to nazywa się Bajdarka.
Bardzo fajne miejsce.
Dostęp do toalety, prysznica, a nawet (ale to chyba za dodatkowa opłatą) sauny i bali z gorąca woda jest.
Śniadanko w postaci szwedzkiego stołu za opłatą rzędu 30 zł i jesz ile się zmieści w brzuszku. Mogę polecić to miejsce.
Ruszamy na szlak. Dziś jestem bardzo podekscytowany i już nie mogę się doczekać kiedy dotrzemy do Waniewa a następnie będziemy się przeprawiać przez Narew. Dodatkowej pikanterii i pewnej dozy grozy do dnia dzisiejszego dodaje pogoda. Ma padać może i zagrzmi. Ale co nie ma co się bać trzeba ruszać na szlak co będzie to będzie.
Nawet nie wiem kiedy i jak, a stanęliśmy w Waniewie przed pierwszą pływającą kładką.
Oooooo jest ekscytacja. Pierwszy złapałem się za łańcuch i przyciągnąłem kładeczkę. Ale fajnie hihihihi. Cieszyłem się jak dziecko. Rowery zładowaliśmy i ruszamy. Super. Krótko, niewiele co widać ale fajnie. Teraz odcinek kładki stacjonarnej. Kilka zakosów, skrętów i jesteśmy na wieży widokowej. Tu postanawiamy spędzić dłuższy czas. Nasycić się widokiem, ukoić spokojem i ciszą. O matusiu jak tu było cudownie. Zapomnieliśmy o płynącym czasie i totalnie się nie nudząc spędziliśmy tu chyba 2 godziny, albo i lepiej.
Trzeba było się w końcu zebrać i ruszać dalej w drogę. W drogę podczas której prawie do samego Tykocina towarzyszył nam deszcz. Na początku większy, który przeczekaliśmy pod drzewami, nie wiedząc, że 100 m dalej jest piękny i suchy MOR, albo mniejszy, który całkowicie zignorowaliśmy i jechaliśmy sobie dalej. Tą sielska podróż niestety przerwały nam dwa kapcie jakie złapał Waldek w swojej maszynie. Ale doświadczenie w tego typu naprawach chłopak ma więc przy delikatnej pomocy Grzegorza awarie te usunięto w mig.
W Tykocinie podstawową sprawa do załatwienia były zakupy na nasz dzisiejszy biwak na dziko, oraz zjedzenie dobrego obiadu. Wybór padł na Alumnat. To kultowe miejsce w którym kręcono sceny do filmu U Pana Boga w …….. . To miejsce to restauracja Pani Struzikowej i potem jej faceta czyli „Bociana” hihihihi.
Niestety Pani Halinki Struzikowej nie zastaliśmy. Ale obiad był zacny.
Został już tylko kilkanaście kilometrów do naszego wypatrzonego na mapie obozowiska. Musimy ruszać bo nie wiadomo jak ono w rzeczywistości i teraźniejszości wygląda. Przede wszystkim czy są te drzewa i czy odległość miedzy nimi pozwoli Waldkowi rozłożyć hamak. Miejsce to wyglądało na zdjęciach i różnych obrazach w sieci na idealne, ale jak będzie to się okaże. Dlatego nie mogliśmy sobie pozwolić na dłuższy pobyt w Tykocinie. Zresztą nie było też i po co. Tykocin zwiedziliśmy w 2018 roku. Uliczki, plac, zamek wówczas mieliśmy sporo czasu.
Muszę się tu przyznać, ze na tym ostatnim kilku kilometrowym odcinku szlaku dopadł mnie mały kryzys. Kiepsko mi się jechało i zostawałem dość mocno. Wychodzą braki w tegorocznym jeżdżeniu. Oj wychodzą. Żal patrzeć.
Ale w końcu docieramy na miejsce. Tuż nad brzegiem rzeki Narwi. Wspaniałe miejsce. Teraz tylko my z Grzegorzem czekamy nie rozkładając sprzętu, aż Waldek dokona pomiarów.
Jest prawie ze git. Zostajemy. Huraaaaaa bo chyba bym już nie dał rady jechać dalej.
Zakładamy obóz nr 3. Wskakujemy do rzeki na kąpiel, potem malutka przekąska z odrobiną zupy chmielowej i idziemy spać.
To moja ostatnia nocka pod namiotem i jutro ostanie 7-8 km z moimi przyjaciółmi Waldkiem i Grzegorzem. Jutro chłopaki pojadą dalej Podlaskim Szlakiem Bocianim, a ja wrócę do Białegostoku, a potem do domku.
Na koniec może małe podsumowanie dotyczące kładek. Niewątpliwie jest to atrakcja niesamowita, niewątpliwie wygląda to fascynująco. Ale czy przyjechałbym tu jeszcze raz ??? Nie wiem. Zobaczyć, przejść i przepłynąć raz jak najbardziej tak. Czy kolejny raz ????? Może inna pora roku. Może wczesną wiosną. Takim początkiem maja. Dziś no cóż kładka i pomosty wśród ogromnej łąki. Oczywiście ma to swój urok i czar. Ale raz chyba wystarczy.
I drugie spostrzeżenie które dotyczy samego załadowani się z rowerem objuczonym w sakwy i namiot na ruchoma kładkę i zejścia z niej. Nas było trzech jeden trzymał pomost drugi podawał rowery trzeci je odbierał. Przy takim niskim stanie wody i taka dużą różnicą wysokości miedzy kładką pływającą, a pomostem stałym samemu ta operacja wymagałaby naprawdę dużej zręczności, siły i szczęścia. Nie byłaby to z pewnością łatwa i przyjemna operacja.
Dobra to co dzień zakończony.
Kolejny wspaniały, ciekawy i radosny dzień na Podlaskim Szlaku Bocianim.

Trasa: Suraż – Turośń Dolna – Bacity – Wólka Waniewska – Jeńki – Waniewo – Śliwno – Rogowo-Kolonia – Pańki – Rzędziany – Leśniki – Saniki – Tykocin – Tatary – Piaski – Łazy Duże – Zajki.

Foto:
Suraż - Bajdarka. Maszyny gotowe do drogi, a my na śniadanku
Suraż - Bajdarka. Maszyny gotowe do drogi, a my na śniadanku © GOZDZIK foto Waldek

Bajdarka. Na polu namiotowym
Bajdarka. Na polu namiotowym © GOZDZIK foto Waldek

Wólka Waniewska - Miejsce Pamieci Narodowej
Wólka Waniewska - Miejsce Pamięci Narodowej © GOZDZIK

Na szlaku
Na szlaku © GOZDZIK

Waniewo tuż przed przeprawą
Waniewo tuż przed przeprawą © GOZDZIK foto Waldek

Od lewej Waldek, Goździk, Grzegorz na kładkach Waniewo-Śliwno
Od lewej Waldek, Goździk, Grzegorz na kładkach Waniewo-Śliwno © GOZDZIK foto Waldek

Na kładkach Waniewo - Śliwno
Na kładkach Waniewo - Śliwno © GOZDZIK

Tu była baza na odpoczynek i regeneracje.
Tu była baza na odpoczynek i regeneracje. © GOZDZIK

Widok z wieży widokowej
Widok z wieży widokowej © GOZDZIK

Tablica informacyjna przy wieży
Tablica informacyjna przy wieży © GOZDZIK

I zaczęło padać. A tam w dole za Waldkiem jest MOR
I zaczęło padać. A tam w dole za Waldkiem jest MOR © GOZDZIK

Pierwsza awaria. Za kilka kilometrów była następna.
Pierwsza awaria. Za kilka kilometrów była następna. © GOZDZIK

Tykocin i Alumnat
Tykocin i Alumnat © GOZDZIK

Baza nr 3 założona
Baza nr 3 założona © GOZDZIK

Wieczorne mycie
Wieczorne mycie © GOZDZIK

Słonko kładzie się spać, a my zasiadamy do nocnych rozmów Polaków
Słonko kładzie się spać, a my zasiadamy do nocnych rozmów Polaków © GOZDZIK




  • DST 75.70km
  • Teren 25.00km
  • Czas 04:17
  • VAVG 17.67km/h
  • VMAX 30.10km/h
  • Podjazdy 246m
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Podlaski Szlak Bociani - Dzień 2

Niedziela, 28 sierpnia 2022 · dodano: 11.09.2022 | Komentarze 0

Powiem tak.
Fajnie jest obudzić się w ciepłym łóżeczku pod miła kołderka. Miło jest po obudzeniu pójść pod prysznic. Ale nie ma nic bardziej ekscytującego jak wstać rano odsunąć ekspres namiotu i widzieć słońce, słyszeć szum rzeki, śpiew ptaków, rześkie miłe poranne powietrze. Oczywiście jest to tez cudownie miłe gdy jest ciepło, świeci słońce. Jak będzie jak będzie padało, będzie zimno i chłodno ?????? Na razie nie wiem. Penie mniej miło ale myślę, że równie ekscytująco.
Dobrze. Moja pierwsza po blisko 30 latach noc w namiocie przebiegła bez kłopotów. Wstałem rześki, bez żadnych bólów pleców, szyi, rąk czy też innych członków ciała.
Od rana polecieliśmy do sklepiku po zakupy na śniadanko, które zjedliśmy nad brzegiem rzeki w słonku i przy szumie przepływającej rzeki.
Chwila na pakowanie, zwijanie obozowiska, sprzątanie wszelkich oznak naszej bytności tu i ruszamy w drogę.
Już po kilku minutach jazdy wiedzieliśmy, że dziś słonko da nam w kość. Jednak na koniec dnia okazało się, że słonko miało po drodze jeszcze kompanów w postaci piachu i szutrowej „tarki”. No cóż było trzech na trzech. I wygraliśmy tą walkę.
Dzisiejszym motywem przewodnim naszej wycieczki, oprócz oczywiście tytułowego szlaku, można śmiało powiedzieć że była rzeka Narew, którą kilka razy przekraczaliśmy. I właściwie cała dzisiejsza trasa biegła w mniejszej lub większej odległości od niej. Niesamowitą atrakcją było przejście przez kładkę nad rzeka, która nie budziła naszego zaufania. Bo choć była to kładka stacjonarna to jednak dość ruchoma, ale się udało.
Druga atrakcja dnia to pobyt w wiosce Trześcianka, która jest nazywana Kraina Otwartych Okiennic. Tu udało nam się zjeść naprawdę bardzo dobry swojski obiad w przeuroczym miejscu. Swojskim, prostym i klimatycznym miejscu. W takich miejscach obiad smakuje inaczej. Domowo
To był wspaniały dzień. Pełen wrażeń, emocji (przejście przez kładkę z objuczonym rowerem to naprawdę wyzwanie), pięknych widoków, obcowania z przyrodą, śmiechu i radości. Ciężki dzień i wymagająca trasa. To prawda, ale było pięknie i sympatycznie.

Trasa: Narewka – Zabłotczyzna – Podlewkowie – Podochrymy – Eliaszuki – Suszcza – Bieńdziuga – Odrynki – Bruszkowszczyzna – Narew – Ancuty – Trześcianka – Puchły – Kaniuki – Zajączki – Czerewki – Doktorce – Suraż

Foto:
Narewka - chwila zadumy przed ruszeniem na trasę dnia 2 - foto Waldek
Narewka - chwila zadumy przed ruszeniem na trasę dnia 2 - foto Waldek © GOZDZIK

Na szlaku foto Waldek
Na szlaku foto Waldek © GOZDZIK

Gdzieś na szlaku
Gdzieś na szlaku © GOZDZIK

Ruchomy, choć stacjonarny moztek nad rz. Narew - foto Waldek
Ruchomy, choć stacjonarny mostek nad rz. Narew - foto Waldek © GOZDZIK

Trześcianka - nasza jadłodajnie - foto Waldek
Trześcianka - nasza jadłodajnie - foto Waldek © GOZDZIK

W oczekiwaniu na obiadek - Trześcianka
W oczekiwaniu na obiadek - Trześcianka © GOZDZIK

Yrześcianka Cerkiew św. MIchała Archanioła
Trześcianka Cerkiew św. Michała Archanioła © GOZDZIK

Nie może zabraknąć okiennic - Trześcianka
Nie może zabraknąć okiennic - Trześcianka © GOZDZIK

I może jeszcze jedno, a było tego bardzo dużo - Trześcianka
I może jeszcze jedno, a było tego bardzo dużo - Trześcianka © GOZDZIK

Tareczka na szlaku - foto Waldek
Tareczka na szlaku - foto Waldek © GOZDZIK

Suraż - baza nr 2 założona tuż nad rzeką Narew
Suraż - baza nr 2 założona tuż nad rzeką Narew © GOZDZIK

A to widok tuż przy namiocie - Suraż
A to widok tuż przy namiocie - Suraż © GOZDZIK




  • DST 72.10km
  • Teren 43.00km
  • Czas 03:49
  • VAVG 18.89km/h
  • VMAX 34.80km/h
  • Podjazdy 360m
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Podlaski Szlak Bociani - Dzień 1

Sobota, 27 sierpnia 2022 · dodano: 07.09.2022 | Komentarze 0

Nie udało się pojechać z ekipą w czerwcu szlakiem Green Velo (kolejnym jego odcinkiem z Rzeszowa do Końskich)
Nie udało się pojechać z ekipą na wycieczkę szlakiem Kanału Elbląskiego.
Została już ostatnia w tym roku wycieczka hamakowo-namiotowa. I tak bardzo bałem się, że też nie uda mi się pojechać na tą wycieczkę, że nawet w piątek wieczorem nie wierzyłem w to, że rano jadę. To ostatnia dłuższa wyprawa opracowana i zaplanowana przez Waldka.
Kierunek to oczywiście jego, ale i moje ulubione tereny. Czyli Podlasie.
Pomysł na tą ostatnią wyprawę to przejechanie całego (plus małe dodatki na dojazdy ze stacji i do stacji PKP) Podlaskiego Szlaku Bocianiego. Jest to najdłuższy wytyczony i oznakowany turystyczny szlak na Podlasiu. Liczy on blisko 413 km. .
Szlak biegnie z Białowieży do Stańczyków. Nasza trasa miała początek w miejscowości Czeremcha, a koniec w Suwałkach, a w środku był nasz bociani szlak. Bohater naszej wycieczki. Wycieczka opracowana i zaplanowana na 7 dni. Ja niestety z przyczyn ................... życiowych mogłem Waldkowi i Grześkowi towarzyszyć tylko przez pierwsze 3 dni. Czwartego dnia musiałem już odbić ze szlaku i wracać do Białegostoku na pociąg do Łodzi.
W tym miejscu muszę jeszcze powiedzieć, aby dopełnić całego obraz wyprawy, że ta wyprawa to kolejny szczebel w mojej edukacji, w moim rozwoju turystyki rowerowej, kolejny etap. Bo jest to maja pierwsza wyprawa z namiotem. Tak, tak jeszcze dwa lata temu mówiłem, że jestem za stary aby po całym dniu jazdy na rowerze rozbijać gdzieś w krzakach namiot i iść spać. Bez kąpieli w ciepłej wodzie, bez miękkiego i ciepłego łóżeczka w miłym pokoiku. Co się dzieje????????
Czy mi się podobało ?? Czy po powrocie namiot i pozostałe gadżety turystyczne wylądowały w koszy ??? Czy w przyszłym roku będę czekał z niecierpliwością na wycieczkę hamakowo-namiotową ????   o tym będzie w ostatnim odcinku relacji.

Do Czeremchy przybywamy dzięki uprzejmości  PKP trochę po g. 11.
Drobne zakupy w najbliższym sklepie i już ruszamy na szlak. Dziś niestety mało czasu na rozrywki i spokojna jazdę. Trzeba dotrzeć do zaplanowanego w Narewce miejsca biwakowania, a przecież po drodze mnóstwo atrakcji, a droga wcale nie asfaltowa przez cały czas. 
Nie trzeba było robić wielu kilometrów, aby poczuć smak i klimat Podlasia. Dosłownie po kilku kilometrach wjechaliśmy na cudowne szutrowe drogi biegnące przez spokojne pola, łąki i lasy. Spokój, cisza, bezkresna przyroda, to bieguny które przyciągają w te rejony Polski. Ja wiem, że bieguny są dwa, ale tu jest ich całe mnóstwo i przyciągają.
W Białowieży tuż przy miejscu gdzie rozpoczyna się szlak zrobiliśmy sobie przerwę na obiadek. Urzeczeniu pięknem i potęga lasów Puszczy Białowieskiej  przerwa przeciągnęła nam się odrobinę.
Przywitanie z naszym szlakiem i ruszamy do Narewki, gdzie nad brzegiem rzeki Narewki czekał na nas pierwszy nocleg. Mój pierwszy po 30 latach nocleg pod namiotem.
Na miejsce naszego biwaku przybywamy gdzieś w okolicy godziny osiemnastej. Szybkie zakupy w pobliskim sklepie (hurrraaaaaaa jutro handlowa niedziela), rozbicie namiotu i chlup do Narewki. O kurcze jaka zimna..... eeee nieeeee. Chwila pływania, pluskania i było przyjemnie.
Dalsza część wieczoru to męskie pogaduchy przy małym kufelku piwa.
Bardzo miły dzień, cudowny wieczór i wspaniały relaks.
Tego mi brakowało.
Tego potrzebowałem.

Trasa: Czeremcha - Repczyce - Dobrowoda - Pohulanka - Wojnówka - Starzyna - Majdan - Topiło - Podcerkwy - Białowieża - Pogorzelce - Narewka

Foto:
No to ruszamy - oznakowanie szlaku na trasie
No to ruszamy - oznakowanie szlaku na trasie © GOZDZIK
Na trasie
Na trasie © GOZDZIK
Opaka Duża - Cerkiew Narodzenia NMP
Opaka Duża - Cerkiew Narodzenia NMP © GOZDZIK . A dookoła las

Szutrowe autostrady i właściwe na nich bolidy
Szutrowe autostrady i właściwe na nich bolidy © GOZDZIK

Topiło - Kapliczka Leśna upamiętniająca leśników zabitych w latach 1939-45
Topiło - Kapliczka Leśna upamiętniająca leśników zabitych w latach 1939-45 © GOZDZIK

Narewka - baza nr 1 założona. Czas na odpoczynek
Narewka - baza nr 1 założona. Czas na odpoczynek © GOZDZIK




  • DST 89.20km
  • Teren 30.00km
  • Czas 04:46
  • VAVG 18.71km/h
  • VMAX 37.40km/h
  • Podjazdy 341m
  • Sprzęt Góralek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Po Bolimowskim Parku Krajobrazowym

Sobota, 30 kwietnia 2022 · dodano: 06.05.2022 | Komentarze 0

W tym roku długi majowy weekend zapowiadał się całkiem przyjemnie. Może trochę szkoda, że 1 maja nie wypadł w poniedziałek, ale i tak był dość długi i pomimo wcześniejszych zapowiedzi całkiem przyjemny i ciepły. Jak to bywa w większej grupie i przy tak długim weekendzie nie zawsze uda się dopasować wszystkim do jednego celu, planu. Dlatego w tym roku należy uznać, że majówkę nasza Grupa Rowerowa Green Velo spędzała aktywnie w dwóch różnych miejscach.
Waldek, Grzegorz i ja na Mazowszu, a Andrzej nad morzem. No gdzieś właśnie tam. Może nie nad samym Bałtykiem, ale gdzieś w pobliżu.
Ja mogę tylko skupić się nad dzisiejsza wycieczką bo tylko w niej i tylko dziś mogłem czynne uczestniczyć.
Do Bolimowskiego Parku Krajobrazowego przyjechaliśmy na specjalne życzenie Grzegorza, który jak nam powiedział nigdy tu nie był i bardzo chciałby poznać to miejsce. Tak się złożyło, ze w 2020 roku Waldek opracował bardzo fajną wycieczkę po tym parku, która w sposób kompleksowy, jak dla mnie, pokazuje to urocze, ciekawe i obciążone historią miejsce.
W tym 2020 roku podczas wycieczki delikatnie ja zmodyfikowaliśmy, bo zaczął padać deszcz, ale już w tym roku przejechaliśmy trasę tak jak został ona wyznaczona.
Pogoda do jazdy była dziś naprawdę wymarzona. Słoneczko, budząca się do życia przyroda oraz często zahaczany  Rezerwat Rzeki Rawki zrobiły mega robotę, a towarzystwo dopełniło szczęścia.
Tak, lubię to miejsce i lubię tu jeździć. I na pewno jeszcze tu wrócę.
Czy spodobało się Grzegorzowi ????
Trasa: Nieborów – Piaski – Ruda – Samice – Kamion – Suliszew – Stara Rawka – Nowy Dwór – Psary – Dzwonkowice – Doleck – Jeruzal – Sewerynów – Nowy Karolinów – Ruda – Bartniki – Joachimów-Mogiły – Wólka Łasiecka – Piaski – Nieborów.
Foto:
Rezerwat Rzeki Rawki
Rezerwat Rzeki Rawki © GOZDZIK
Na szlaku w Bolimowskim PK
Na szlaku w Bolimowskim PK © GOZDZIK (foto Waldek)
Grzegorz i Goździk na trasie
Grzegorz i Goździk na trasie © GOZDZIK (foto Waldek)
Dość ciekawy mostek nad rzeką Rawką
Dość ciekawy mostek nad rzeką Rawką © GOZDZIK (foto Waldek)
Rezerwat Rzeki Rawki
Rezerwat Rzeki Rawki © GOZDZIK
Grzegorz nad Rawką
Grzegorz nad Rawką © GOZDZIK
Wesoła ekipa w Bolimowskim Parku Krajobrazowym
Wesoła ekipa w Bolimowskim Parku Krajobrazowym © GOZDZIK (foto Waldek)




  • DST 62.00km
  • Teren 25.00km
  • Czas 04:31
  • VAVG 13.73km/h
  • VMAX 46.60km/h
  • Podjazdy 694m
  • Sprzęt Góralek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Z Olsztyna do Olsztyna po Jurajskich Szlakach

Piątek, 22 kwietnia 2022 · dodano: 27.04.2022 | Komentarze 0

Kwietniowe wycieczki są obdarzone dużym ryzykiem związanym z pogodą. Jak to kwiecień co przeplata. Czyli może być całkiem ładnie a może być i kiepsko. Nic się złego nie dzieje jak wycieczkę planuje się dzień wcześniej lub rano jak się wstanie i stwierdzi, że pogoda jest oki. Gorzej jak wycieczkę planuje się dużo wcześniej, aby dostosować się do dni wolnych osoby która od października mnie truła abym zabrał ją w Jurę do Skowronków i do tego jeszcze bierze się urlop lub odbiór godzin w pracy aby to dograć aby wszystkim pasowało. No tu już niestety bierze się całe dobrodziejstwo dnia, albo rezygnuje z wyjazdu. Ale co tak zrezygnować ze spotkania z jurajskimi szlakami i widokami ???? Nie zapowiadali ulewy ani mrozów. Tylko chłodny i bezsłoneczny dzień z ewentualnym małym deszczykiem w popołudniowych godzinach. Trudno jedziemy Paweł tak bardzo chciał więc nie odwołuję wycieczki.
Ciach dzwoni gość w środę wieczorem że on jednak nie da rady. On na jurajskie szlaki, podjazdy i zjazdy się nie nadaje. No ręce mi opadły.
Oooo nie, nie ma mowy ja jadę. Skowronki też się szykują. Trudno, maruda nie chce sprawdzić charakteru to nie. Niech żałuje.
Do Olsztyna, na miejsce zbiórki przybywał trochę po godzinie ósmej. Ojjjjj rześko. Dobrze że samochód kombi to oprócz roweru weszła jeszcze szafa ciepłej odzieży.
Jest co zakładać. Cebulka rośnie hihihi. Są i Skowronki. Super. Chwila na przywitanie i ruszamy na trasę. Trasa całkowicie wymyślona i opracowana przez Darię i Rafała i za to im chwała bo zawsze jest bardzo atrakcyjna, zróżnicowana i można zobaczyć wiele ciekawych rzeczy. Ja miałem tylko prośba do nich abyśmy odwiedzili Jaskinię Na Dupce. Taki sentymentalny kaprys.
Pierwszy niewielki podjazd na punkt widokowy Kamieniołomu Kielniki i dwie warstwy cebulki spadają i wcale nie dlatego, że wyszło słońce. Potem odwiedzamy Skałę św. Idziego, źródełko i kapliczkę również tego świętego, którego postać trochę przybliżyła mi Daria opowiadając o nim i o tych miejscach. Po kolejnych kilku kilometrach mijamy Pustynie Siedlecką i wspinamy się do Jaskini na Dupce, gdzie spada kolejna warstwa cebulki. Jeszcze kilka takich podjazdów i koszulka z krótkim rękawem będzie zbyteczna. Chwila zwiedzania, chwila zadumy, wspomnień i jedziemy dalej. A dalej to miejsca w lesie z jakimiś dziwnymi drewnianymi domkami, zabudowaniami, konstrukcjami nawet drewniany fort jest. Ponoć służy to do jakiś gier i zabaw, ale co i jak to trudno powiedzieć. Wizyta w Jurze bez odwiedzenia jakiś zamków, skałek czy strażnic była by nieważna, niepełna, nie spełniona. Dlatego potem były dwie strażnice. Pierwsza to strażnica obronna w Przewodziszowicach o druga Łutowiec, a po drodze do Żarek był i Mirów. W Żarkach niespodziewanie i znienacka dopadł mnie gość zwany kryzysem. Całe szczęście że tu był przystanek na pyszne gofry i kawusie.
Droga powrotna z Żarek to podróż w delikatnej mżawce, która nie utrudniała jazdy, ale była mało przyjemna. Do Olsztyna dotarliśmy po g. 16.
Bardzo fajna wycieczki. Dużo różnorakich atrakcji. Kamieniołomy, strażnice, jaskinie, podjazdy, zjazdy, skałki, super widoki, dziwne miejsca, pustynia oraz chłód i deszczyk, a nie to już nie atrakcja. Ale było warto wziąć urlop i pojechać w to cudowne miejsc.
Bardzo Wam dziękuję.

Trasa: Olsztyn – Zrębice – Krasawa – Siedlec – Ostrężnik – Czatachowa – Łutowiec – Mirów – Żarki – Jaroszów – Suliszowice – Biskupice – Olsztyn

Foto:
Zamek w Olsztynie. Miejsce zbiórki
Zamek w Olsztynie. Miejsce zbiórki © GOZDZIK
Widok na Kamieniołom Kielniki
Widok na Kamieniołom Kielniki © GOZDZIK
Skała Świętego Idziego
Skała Świętego Idziego © GOZDZIK
Przy Źródełku Św. Idziego
Przy Źródełku Św. Idziego © GOZDZIK
Goździk w Jaskini na Dupce, nie powiem że w........hihi
Goździk w Jaskini na Dupce, nie powiem że w........hihi © GOZDZIK
Kamieniołom Warszawska
Kamieniołom Warszawska © GOZDZIK
Skała Dinozaur
Skała Dinozaur © GOZDZIK
Drewniany Fort
Drewniany Fort © GOZDZIK
Strażnica Łutowiec
Strażnica Łutowiec © GOZDZIK
W oddali Rezerwat Sokole Góry czyli meta już bisko.
W oddali Rezerwat Sokole Góry czyli meta już blisko. © GOZDZIK




  • DST 78.80km
  • Teren 15.00km
  • Czas 04:09
  • VAVG 18.99km/h
  • VMAX 35.30km/h
  • Podjazdy 215m
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Grupa Rowerowa Green Velo rozpoczyna sezon

Sobota, 19 marca 2022 · dodano: 22.03.2022 | Komentarze 0

Na dzień w którym nasza samozwańcza Grupa Rowerowa Green Velo rozpoczyna sezon czekam zawsze z utęsknieniem. Z niektórymi moimi przyjaciółmi z grupy nie widzę się bowiem kilka miesięcy. Przerwa zimowa a do tego czasami brak możliwości wspólnego wyjazdu w sierpniu czy wrześniu powoduje, że tych dni rozłąki, dni bez wspólnego rowerowanie jest naprawdę sporo. I dlatego właśnie dzień rozpoczęcia sezonu jest wspaniałym wydarzeniem. Tym bardziej tegoroczne rozpoczęcie sezonu jest wyjątkowe, ponieważ tak się przydarzyło, że nie było oficjalnego wspólnego zakończenia sezonu 2021. I tak właśnie z niecierpliwością oczekiwałem dzisiejszego dnia. Z niepokojem sprawdzałem pogodę i z niepokojem patrzyłem i obserwowałem to co się dzieje u mnie w domu.
Jest sobota 19.03.2022.
Na dachach poranny szron.
Uśmiech na twarzy od samego rana.
Słonko na niebo się wspina mozolnie. Nie będzie upałów, ale pogoda zapowiada się i tak rewelacyjnie.
Tak właśnie zaczyna się dzień rozpoczęcia sezonu. Trasa opracowana i zaplanowana całkowicie przez Waldka z Sochaczewa do Warszawy przebiegała przez drogi i dróżki spokojnych mazowieckich wiosek, miast i miasteczek. Całkiem spory fragment trasy prowadził nas przez teren Kampinoskiego Parku Narodowego, a to po to aby odwiedzić miejsce zwane Łużowa Góra. Po drodze nie ominęła nas mała awaria Grześkowego roweru, a dokładniej rzecz ujmując koła czyli klasyczny kapeć, który niestety jeszcze raz dał o sobie znać już w samej Warszawie pod dworcem Wschodnim. Zresztą w tym miejscu była jakaś epidemia kapci bo i Adama rower dopadła ta sama przypadłość. Całe szczęście, że właśnie w tym miejscu następował koniec naszej dzisiejszej trasy. Razem z Waldkiem, Adamem i Andrzejem pożegnaliśmy godnie Grzegorza i Kolejami Mazowieckimi ruszyliśmy w drogę powrotną.
To był wspaniały dzień, piękny, słoneczny i jak na marzec ciepły i prawie bezwietrzny. Słowo prawie ma tu znaczenie bo delikatny i niestety wschodni wiatr był z nami przez cały czas . Ale nam on całkowicie nie przeszkadzał. Uśmiechy, dobra zabawa, a do tego trasa która była wspaniała rekompensowała nam trudy wiejącego w twarz wiatru. Po tak długim okresie niewidzenia się opowieści i gadania było na cała trasę i wszystkie przerwy. Dobrze się bawiliśmy i już uzgodniliśmy kolejny grupowy wypad. Mam nadzieje, ze pogoda tez nam dopisze i ponownie spotkamy się na wspólnej wycieczce.

Trasa: Sochaczew – Nowe Mostki – Szczytno – Skarbikowo – Zawady – Podkampinos – Gawartowa Wola – Czarnów – Grądki – Leszno – Zaborów – Koczargi Stare – Izabelin B – Laski – Łomianki - Warszawa
Foto:

Leszno - pałac z I połowy XVIII w.
Leszno - pałac z I połowy XVIII w. © GOZDZIK

Odpoczynek na trasie
Odpoczynek na trasie © GOZDZIK

KPN - Łużowa Góra
KPN - Łużowa Góra © GOZDZIK

Łużowa Góra
Łużowa Góra © GOZDZIK

Warszawa - Wisła
Warszawa - Wisła © GOZDZIK




  • DST 75.10km
  • Teren 33.00km
  • Czas 04:00
  • VAVG 18.77km/h
  • VMAX 34.30km/h
  • Podjazdy 316m
  • Sprzęt Góralek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Po Bolimowskim PK

Sobota, 25 września 2021 · dodano: 28.09.2021 | Komentarze 0

Prawie cały tydzień słyszałem w różnych TV i różnych programach radiowych, że weekend będzie piękny. Bedzie słoneczny a przede wszystkim nie będzie padał deszcz. Jeszcze siedząc rano w samochodzie w Nieborowie i czekając aż przejdzie mżawka w radio słyszałem :
- dziś w całym kraju ładna słoneczna pogoda, niewielkie opady deszczu tylko na północnym-wschodzi i to po południu.

A ja siedzę w samochodzie i włączam wycieraczki co jakiś czas aby zobaczyć gdzie to słońce. A może ja na innej planecie jestem, a może w równoległym wymiarze. Ostatni miesiąc miałem bardzo ciężki więc może mój mózg wyparł ten świat prawdziwy realny i jestem poza nim. No normalnie pada deszcz.
Tak, nie była to ulewa ale mżawka, która tez nie jest super fajna. Bo jakby był regularny deszcz to byłaby nadzieja ze może przejdzie a tak to sino, mglisto mokro i mało nadziei na słońce.
Dobra nie było co czekać robiło się już późno a tu blisko 80 km do przejechania. Mam kurtkę wiec może nie będzie tak źle. I faktycznie nie było tak źle. Co prawda ta mżawka przeszkadzała bo na okularach wycieraczek nie ma więc poszły w odstawkę, a jak poszły w odstawkę to wszelki latające w lesie mikro stworki wlatywały mi do oczu. No tak źle i tak nie dobrze, ale z każdym kilometrem robiło mi się co raz fajniej. Las, jego jesienny zapach,  taki grzybowy, taki inny niż w upalne dni, do tego mżawka i delikatna mgiełka między drzewami. Mgiełka chowająca się za drzewa za krzaki, wychodząca z runa leśnego. I Rawka, rezerwat rzeki Rawka. Naprawdę bardzo mi się podobało. I miejsca które sobie wybrałem do odwiedzenia taż miały swój urok, klimat i kawałek historii. Wszystko było klimatyczne.
Do czasu. 
Niestety w okolicach miejscowości Jeruzal mżawka zmieniła się w normalny regularny deszcz i niestety trochę przemokłem. Ten fragment wycieczki nie był miły. Dodatkowo jak zawiał wiatr do jeszcze porcja wody z drzew mnie dopadała. Byłem trochę zły. ale za to później wyszło na troszkę to obiecane słonko i ponownie było całkiem fajnie.
Wycieczka ta była w przeważającej mierze oparta na zeszłorocznej trasie opracowanej przez Waldka. Bardzo mi się wówcza podobała pomimo tego że też padał deszcz.
Chyba to miejsce bez deszczu i mżawki nie miałoby takiego klimatu.

Trasa: Nieborów - Piaski - Budy Grabskie - Skierniewice - Ruda - Kamion - Suliszew - Doleck - Jeruzal - Patoki - Sewerynów - Nowy Karolinów - Ruda - Joachimów-Mogiły - Wólka Łasiecka - Łasiecznik - Nieborów

Foto:
Chyleniec - Głaz upamiętnia żołnierzy z 36. pułku saperów, którzy zginęli w wyniku wybuchu i pożaru składów amunicji
Chyleniec - Głaz upamiętnia żołnierzy z 36. pułku saperów, którzy zginęli w wyniku wybuchu i pożaru składów amunicji © GOZDZIK

Bardzo sympatyczne uroczysko
Bardzo sympatyczne uroczysko © GOZDZIK
Most Kopersztajna
Most Kopersztajna © GOZDZIK

Rzeka Rawka i Most Kopersztajna
Rzeka Rawka i Most Kopersztajna © GOZDZIK
Kładka nad Rawką.
Kładka nad Rawką. © GOZDZIK
W Bolimowskim PK
W Bolimowskim PK © GOZDZIK
Na szlaku
Na szlaku © GOZDZIK
Zbiornik Joachimów-Ziemiary
Zbiornik Joachimów-Ziemiary © GOZDZIK
Kolejna urocza kładka nad Rawką
Kolejna urocza kładka nad Rawką © GOZDZIK




  • DST 81.30km
  • Teren 10.00km
  • Czas 04:31
  • VAVG 18.00km/h
  • VMAX 39.60km/h
  • Podjazdy 308m
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Konin i Dwie Wieże

Czwartek, 19 sierpnia 2021 · dodano: 23.08.2021 | Komentarze 1

Wracając samochodem ze Złotowa z moim chrzestnym, dostrzegłem po lewej stronie tuż za Koninem wieże widokową. Zainteresował nie ten obiekt i jak tylko wróciłem do domu zacząłem wertować strony internetowe w poszukiwaniu informacji o tej budowli. Nie było to zadanie trudne. Wieża widokowa w Paprotni gm. Krzymów jest dość dobrze opisana w necie. Są zdjęcia informacje o budowie i dacie oddania do użytku, która to dana jest naprawdę wyjątkowa jak na obiekt budowlany hihihi 1 kwietnia 2015 roku. Prawda że ciekawa !
Dodatkowo znalazłem też opis drugiej wieży znajdującej się niedaleko tej w Paprotni. Wieży widokowej na Złotej Górze. Okazuje się, że ta właśnie wieża położona w rezerwacie Złota Góra, jest troszkę starsza i wyższa od tej którą zauważyłem jadąc samochodem "starą dwójką". Mając jeszcze gdzieś w pamięci informację o tym, że w samym Koninie znajduje się najstarszy w Polsce, a może i w Europie znak drogowy, właściwie słup drogowy z roku 1151, wpadłem na pomysł wycieczki rowerowej po okolicach Konina. Wycieczki która połączyłaby dwie wieże, słup drogowy w Koninie i Licheń. Opracowując trasę wycieczki i szukając powrotu z Lichenia do Krzymowa, gdzie założyłem bazę wypadową mojej wycieczki, dostrzegłem na mapie przeprawę promową na Warcie. Zostało tylko sprawdzić czy jest czynna i jak tak to rysować trasę palcem po mapie. Dokładnie to kursorem w odpowiedniej dla mojego urządzenia nawigacyjnego aplikacji. Trasa i atrakcje zapowiadały się naprawdę imponująco. Ponieważ do tych atrakcji, które wymieniłem, doszedł jeszcze Skansen Maszyn Górniczych i Zamek w Gosławicach oraz pałac w Lubstowie. Do atrakcji tej wycieczki doliczyłbym jeszcze drogę z Gosławic do samego Starego Lichenia. Droga, a właściwie ulice Rybacka, a następnie Gosławicka biegną między wodami z jednej strony jeziora Pątnowskiego i Licheńskiego, a z drugiej strony wodami chyba jakiegoś gospodarstwa rybackiego. Naprawdę niesamowity odcinek, którego samotnie wieczorową porą jednak bałbym się przemierzać. Do wycieczki udało mi się nakłonić Andrzeja i wspólnie przemierzaliśmy drogi i dróżki okolic Konina.
Warto było pokonać 105 stopni wieży widokowej w Paprotni i 140 stopni wieży widokowej na Złotej Górze. Widoki były niesamowite. Może pogoda nie była super idealna ale z obu wieży widzieliśmy kopuły bazyliki w Licheniu i niesamowite widoki na okolicę. A ponieważ wieża na Złotej Gorze króluje ponad konary drzew więc na las tym razem mogliśmy popatrzeć z góry. Niesamowicie fajne przeżycie. Taki lot nad lasem. Jak ptaki.
Co tu dużo pisać. Super fajna wycieczka. Nawet bardzo silnie wiejący wiatr i jazda 10 kilometrowym odcinkiem dość ruchliwej drogą 266 nie popsuły nam tego dnia, tej wycieczki.
Bardzo mi ten dzień poprawił humor, nastrój i nastawienie. Bo pomimo tego, że właśnie rozpocząłem urlop to jakoś nic mnie nie cieszyło, nie bawiło. Krótko mówiąc nastroju urlopowego to nie miałem. A dzisiejszy dzień i spotkanie z Andrzejem z którym mogłem sobie pogadać, pożartować i pośmiać się poprawiło mi nastrój. Oby taki został do końca urlopu.
Wycieczkę, po spakowaniu roweru do samochodu i przebraniu się zakończyłem mega dużym lodem świderkiem zakupionym w Krzymowie przy parkingu. Był przepyszny i naprawdę bardzo duży.

Trasa: Krzymów - Paprotnia - Kałek - Smólnik - Ignacew - Rezerwat Złota Góra - Żychlin - Konin - Międzylesie - Wola Łaszczowa - Wieruszew - Gosławice - Licheń Stary - Stefanowo - Lubstówek - Błonawy - Lubstów - Młynek - Jasionka - Bilczew - Kramsk - Podgór Milin - Borki - Piersk - Krzymów.

Foto:
Wieża widokowa w Paprotni
Wieża widokowa w Paprotni © GOZDZIK
I widok z owej wieży
I widok z owej wieży © GOZDZIK
Wieża widokowa na Złotej Górze
Wieża widokowa na Złotej Górze © GOZDZIK
Lot nad koronami drzew
Lot nad koronami drzew © GOZDZIK
Słup drogowy z 1151 oznaczał idelanie połowe drogi między Kaliszem a Kruszwicą
Słup drogowy z 1151 oznaczał idealnie połowę drogi między Kaliszem a Kruszwicą © GOZDZIK
Oczywiście Koń i dwóch mało znanych obywateli - Goździk i Andrzej
Oczywiście Koń i dwóch mało znanych obywateli - Goździk i Andrzej © GOZDZIK
Gosławice
Gosławice © GOZDZIK
I takie tam włałsnie machiny były
I takie tam właśnie machiny były © GOZDZIK
Na terenie Muzeum
Na terenie Muzeum © GOZDZIK
To one
To one © GOZDZIK
Na zamku w Gosławicach
Na zamku w Gosławicach © GOZDZIK
Na zamku
Na zamku © GOZDZIK
Gosławice - zamek
Gosławice - zamek © GOZDZIK
Jedziemy do Lichenia
Jedziemy do Lichenia © GOZDZIK
W oddali Bazylika w Licheniu
W oddali Bazylika w Licheniu © GOZDZIK
Bazylika w Licheniu
Bazylika w Licheniu © GOZDZIK
Lubstów - pałac
Lubstów - pałac © GOZDZIK
Na promie
Na promie © GOZDZIK