Info
Suma podjazdów to 105398 metrów.
Więcej o mnie.
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj4 - 0
- 2026, Kwiecień2 - 0
- 2026, Marzec3 - 0
- 2025, Listopad1 - 0
- 2025, Wrzesień2 - 0
- 2025, Sierpień7 - 1
- 2025, Lipiec5 - 0
- 2025, Czerwiec6 - 0
- 2025, Maj3 - 0
- 2025, Marzec4 - 0
- 2025, Luty1 - 1
- 2024, Grudzień1 - 0
- 2024, Październik1 - 0
- 2024, Wrzesień3 - 0
- 2024, Sierpień2 - 0
- 2024, Lipiec3 - 4
- 2024, Czerwiec6 - 0
- 2024, Maj4 - 0
- 2024, Kwiecień2 - 0
- 2024, Marzec2 - 0
- 2024, Luty2 - 0
- 2023, Październik1 - 0
- 2023, Wrzesień5 - 0
- 2023, Sierpień5 - 2
- 2023, Lipiec2 - 0
- 2023, Czerwiec6 - 0
- 2023, Maj3 - 0
- 2023, Kwiecień2 - 0
- 2023, Marzec2 - 0
- 2022, Październik2 - 0
- 2022, Wrzesień1 - 1
- 2022, Sierpień6 - 0
- 2022, Lipiec4 - 3
- 2022, Czerwiec2 - 0
- 2022, Kwiecień3 - 0
- 2022, Marzec4 - 7
- 2022, Luty1 - 0
- 2021, Październik3 - 0
- 2021, Wrzesień2 - 0
- 2021, Sierpień4 - 1
- 2021, Lipiec2 - 0
- 2021, Czerwiec6 - 1
- 2021, Maj3 - 1
- 2021, Kwiecień2 - 0
- 2021, Marzec4 - 4
- 2020, Listopad1 - 0
- 2020, Październik3 - 3
- 2020, Wrzesień1 - 0
- 2020, Sierpień8 - 5
- 2020, Lipiec3 - 2
- 2020, Czerwiec3 - 0
- 2020, Maj4 - 0
- 2020, Kwiecień1 - 2
- 2020, Marzec1 - 3
- 2020, Luty1 - 2
- 2020, Styczeń1 - 2
- 2019, Listopad1 - 2
- 2019, Październik2 - 4
- 2019, Wrzesień1 - 1
- 2019, Sierpień2 - 3
- 2019, Lipiec6 - 17
- 2019, Czerwiec4 - 8
- 2019, Maj2 - 7
- 2019, Marzec3 - 8
- 2019, Luty2 - 5
- 2018, Listopad1 - 3
- 2018, Październik1 - 3
- 2018, Wrzesień2 - 3
- 2018, Sierpień3 - 12
- 2018, Lipiec6 - 22
- 2018, Czerwiec1 - 5
- 2018, Maj3 - 11
- 2018, Kwiecień3 - 16
- 2018, Marzec2 - 7
- 2018, Luty2 - 6
- 2018, Styczeń1 - 11
- 2017, Listopad1 - 3
- 2017, Wrzesień2 - 6
- 2017, Sierpień3 - 7
- 2017, Lipiec6 - 6
- 2017, Czerwiec4 - 9
- 2017, Maj3 - 10
- 2017, Kwiecień2 - 9
- 2017, Marzec3 - 16
- 2016, Listopad1 - 1
- 2016, Październik1 - 1
- 2016, Sierpień5 - 19
- 2016, Lipiec4 - 14
- 2016, Czerwiec4 - 17
- 2016, Maj2 - 19
- 2016, Kwiecień2 - 8
- 2016, Marzec2 - 6
- 2016, Luty1 - 1
- 2015, Grudzień1 - 5
- 2015, Listopad1 - 5
- 2015, Październik3 - 14
- 2015, Wrzesień3 - 5
- 2015, Sierpień7 - 21
- 2015, Lipiec5 - 4
- 2015, Czerwiec4 - 9
- 2015, Maj4 - 13
- 2015, Kwiecień4 - 4
- 2015, Marzec5 - 10
- 2015, Luty1 - 2
- 2015, Styczeń1 - 0
- 2014, Listopad3 - 7
- 2014, Październik2 - 2
- 2014, Wrzesień3 - 11
- 2014, Sierpień8 - 19
- 2014, Lipiec3 - 8
- 2014, Czerwiec3 - 9
- 2014, Maj3 - 6
- 2014, Kwiecień2 - 4
- 2014, Marzec4 - 13
- 2014, Luty2 - 7
- 2014, Styczeń1 - 1
- 2013, Grudzień1 - 7
- 2013, Październik2 - 7
- 2013, Wrzesień1 - 1
- 2013, Sierpień6 - 23
- 2013, Lipiec5 - 16
- 2013, Czerwiec6 - 8
- 2013, Maj7 - 16
- 2013, Kwiecień5 - 11
- 2013, Marzec3 - 15
- 2012, Listopad3 - 10
- 2012, Październik2 - 12
- 2012, Sierpień5 - 19
- 2012, Lipiec3 - 17
- 2012, Czerwiec4 - 4
- 2012, Kwiecień5 - 0
- 2012, Marzec4 - 5
Wycieczki i wyprawy
| Dystans całkowity: | 10667.78 km (w terenie 2868.50 km; 26.89%) |
| Czas w ruchu: | 574:30 |
| Średnia prędkość: | 18.57 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 71.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 48369 m |
| Liczba aktywności: | 125 |
| Średnio na aktywność: | 85.34 km i 4h 35m |
| Więcej statystyk | |
- DST 50.10km
- Teren 18.00km
- Czas 03:10
- VAVG 15.82km/h
- VMAX 30.00km/h
- Podjazdy 216m
- Sprzęt VAMP-irek
- Aktywność Jazda na rowerze
Skierniewice i okolice
Sobota, 18 marca 2023 · dodano: 22.03.2023 | Komentarze 0
Wycieczka na rozpoczęcie sezonu rowerowego 2023 Grupy Rowerowej Green Velo.
Wycieczka pod znakiem awarii i uciekającego czasu przez co plan naszej wycieczki nie został zrealizowany.
Skład: Waldek, Adam, Andrzej, Grzegorz, Goździk
Trasa: Skierniewice - Rawiczów - Trzcianna - Helenków - Doleck - Psary - Lisna - Esterka - Jeruzal - Patoki - Sewerynów - Suliszew - Trzcianna - Budy Trzcińskie Podstrobów - SkiSkierniewice.
W Skierniewicach

Na trasie

Na trasie

Na trasie

Wesoła ekipą na trasie
- DST 56.00km
- Teren 6.00km
- Czas 03:00
- VAVG 18.67km/h
- VMAX 36.40km/h
- Podjazdy 244m
- Sprzęt VAMP-irek
- Aktywność Jazda na rowerze
Podlaski Szlak Bociani - Dzień 4
Wtorek, 30 sierpnia 2022 · dodano: 14.09.2022 | Komentarze 0
Jak ja nie lubię takich dni. Dni gdy kończy się wyprawa
rowerowa. A dziś to już podwójnie nie lubię tego dnia. Bo wyprawa się nie
kończy. Wyprawa kończy się dla mnie. Dziś pożegnam Waldka i Grzegorza i ja
pojadę w stronę Białegostoku, a moi przyjaciele w stronę końca Podlaskiego
Szlaku Bocianiego. Ale zanim nastąpi pożegnania czas to jeszcze przejedziemy
wspólnie parę kilometrów naszym szlakiem i zjemy pod sklepem śniadanko w
terenie.
Noc była spokojna. Nad ranem zaczął się trochę trzepotać
namiot.
Wyjrzałem.
I niebo niestety nie zapowiadało nic dobrego na dzisiejszy
dzień. Chociaż to była dopiero 5 rano
wiec może jednak się przetrze bo wiatr wiał dość silny. Dobra na razie nie ma
co się przejmować. Jeszcze przynajmniej 2 godziny snu.
Gdzieś około 6 rano.
Głośno jak na wielkiej pardubickiej.
Co u licha jest???
Ponownie zapuszczam żurawia z namiotu.
I co widzę. Stado koni przemyka w pobliży namiotów. Pewnie
na pastwisko gdzieś.
Dobra poszły.
Za chwile szczekanie, ujadanie tumult kopyt.
Co tym razem?
Tym razem krowy pędzone są też w tą samą stronę co konie. Za
chwile kolejne stado i kolejne. No jak nic jesteśmy na śniadaniowym szlaku
zwierząt zagrodowych.
Nie było szansy na dalszy sen.
To urok spania na dziko.
Widok na rzekę, wschodzące słońce, zwierzęta i przyrodę
budzącą się ze snu. Tak jak my. Fajne doświadczenie, fajna pobudka.
Dobrze, czas zebrać manatki, posprzątać nasze obozowisko,
zabrać śmieci i ruszyć dalej.
Ruszamy na szlak do wioski Stękowa Góra.
Po pierwsze tu jest najbliższy sklep, po drugie tu się rozstaniemy,
a po trzecie ta wioska jest dla nas symbolem. Miejscem niezwykłym z punktu
widzenia tego co nas dzisiaj łączy,
W 2018 roku, kiedy to Waldek, Andrzej i ja ruszyliśmy
pierwszy raz szlakiem Green Velo i zatrzymaliśmy się na jeden z postojów właśnie
w Stękowej Górze, pierwszy raz spotkaliśmy i zamieniliśmy kilka słów z Leną i
Grzegorzem. Przez kolejne 3 dni czasami gdzieś na szlaku się spotkaliśmy i
pogadaliśmy. Dziś razem z Leną i Grzegorzem tworzymy jedną paczkę i wspólnie
obmyślamy plany kolejnych wspólnych już wypadów. Takie przypadkowe, niewinne
spotkanie pod wiejskim sklepikiem w Stękowej Górze zaowocowała przyjaźnią,
która mam nadzieję będzie trwała latami. Dziś w tym dla nas symbolicznym
miejscu jemy śniadanko i się żegnamy. Chłopaki ruszaj dalej Podlaskim Szlakiem
Bocianim do Stańczyków, a potem za kilka dni do Suwałk. A ja najpierw szlakiem
GV do Tykocina, potem Obwodnicą rowerową Narwiańskiego Parku Narodowego do miejscowości
Choroszcz, gdzie ponownie wpadam na szlak GV, który doprowadza mnie pod same
drzwi Stacji PKP w Białymstoku.
Cała dzisiejsza 56 kilometrowa trasa to uciekanie przed
deszczem który niewątpliwie mnie gonił i się zbliżał. Co prawda chmury nie wyglądały
bardzo złowrogo, ale było widać jak gdzieniegdzie pada deszcz. I można powiedzieć,
że prawie mi się udało. Drobny deszczyk złapał mnie w miejscowości Choroszcz, a
następnie już w Białymstoku gdzie podczas obiadu zastanawiałem się czy ruszyć do centrum na
zwiedzanie. Czasu do pociągu miałem prawie 3 godziny więc jak najbardziej
zasadne byłoby to wyzwanie, ale deszcze skutecznie wybił mi ten pomysł z głowy.
Nie chciało mi się potem siedzieć w mokrych ciuchach w pociągu.
Zostałem więc w lokalu i wspominałem te wspólnie spędzone 3
dni.
Czas na małe podsumowanie mojej pierwszej namiotowej
wycieczki.
Ale może najpierw o szlaku.
Jak dla mnie troszkę słabo oznaczony. W niektórych newralgicznych
miejscach nie było oznaczenia, lub było ono mało widoczne. Oczywiście są
oznaczenia na szlaku, ale w tej chwili mogę porównać je z oznaczeniem szlaku GV,
które dla mnie na Podlasiu jest idealne. Widoczne i jednoznaczne w
newralgicznych miejscach. Natomiast Podlaski Szlak Bociani nie jest tak
wyrazisty. Ale generalnie oznakowanie jest.
Trasa. No jak dla mnie kwintesencji wyprawy rowerowej. Były,
asfalty, szutry, dukty leśnie, piach, tarka, podjazdy, zjazdy. Było wszystko aby
nie czuć asfaltowej nudy.
Cudownie poprowadzony szlak. Oczywiście moja opinia dotyczy
tylko tej części co jechałem. Jak było od Carskiej Drogi to nie wiem. Mogę się tylko
domyślać, bo trochę ten szlak pokrywał się ze szlakiem GV z 2018 roku, a poza
tym chłopaki przesyłali mi zdjęcia z trasy, które tylko potwierdzały moje przypuszczenia
co do dużej atrakcyjności szlaku.
Tak czy siak mam nadzieję ze kiedyś wrócę na ten szklak i
przejadę go całego. Dziś mogę z czystym sercem polecić Podlaski Szlak Bociani.
Kwatery. Znaczy bazy noclegowe. Całą szkołę średnia i
pierwsze dwa lata studiów spędzałem wakacje pod namiotem. A to na obozach, a to
wyjeżdżając z paczką pod namiot nad morze czy jezioro na kilka dni. Wówczas mając
lat 16-22 to była niesamowita frajda. Dziś mam 52 lata i ……. Kurcze fajnie
było. Podobało mi się. Tak wiem nie wiadomo czy tak samo by mi się podobało
jakby co noc lało, była burza itp. Ale wówczas to pewnie byśmy szukali kwatery jakieś
agroturystyki, anie spali nad brzegiem
rzeki pod drzewami. A że była tak pogoda jak była (Waldek i Grzegorz spędzili
kolejne noce pod namiotem i w hamaku) to mogliśmy korzystać z dobroci natury, dzikiego
obozowania i wstawania ze zwierzakami hihihi.
Zdecydowanie piszę się na kolejny taki wyjazd. Musze tylko
trochę re-konfigurować swój sprzęt w szczególności sakwy (będą ciężkie negocjacje
w domu) co mi pozwoli na pozbycie się worka leżącego w poprzek bagażnika i sakw
czyniąc je bardzo mało dostępne podczas postoju. I będzie wówczas super.
Waldek, Grzegorz bardzo Wam dziękuję za te 3 dni sielanki,
trzy dni oderwania od rzeczywistości, kłopotów, problemów, pracy, trzy dni
śmiechu i radości. Przepraszam, że trochę odstawałem, ale ten sezon jest dla
mnie całkowicie stracony. No może nie cały ale początek był do bani i brak
jazdy wychodził na trasie.
No to by było na tyle.
Trasa: Zajki – Stękowa Góra – Łoś-Toczyłowo – Hermany – Nieciece
– Tykocin – Siekierki – Złotoria – Choroszcz – Barszczewo – Sikorszczyzna –
Białystok
Foto:
Koni mi się nie udało złapać bo mnie zaskoczyły, ale mućki i owszem © GOZDZIK
Widok na nasze miejsce biwakowe. Było naprawdę urocze. Foto Waldek © GOZDZIK
Stękowa Góra i nasz symboliczny sklep. Dziś jako sklep pożegnalny. © GOZDZIK
W Tykocinie © GOZDZIK
I jeszcze jedno z Tykocina © GOZDZIK
W Białymstoku niedaleko PKP - To już jest koniec. © GOZDZIK
- DST 75.50km
- Teren 12.00km
- Czas 04:18
- VAVG 17.56km/h
- VMAX 36.40km/h
- Podjazdy 254m
- Sprzęt VAMP-irek
- Aktywność Jazda na rowerze
Podlaski Szlak Bociani - Dzień 3
Poniedziałek, 29 sierpnia 2022 · dodano: 12.09.2022 | Komentarze 0
Aby przejść do opisu dzisiejszego dnia. Musze cofnąć się we
wspomnieniach do roku 2018. W którym to roku wyruszyliśmy pierwszy raz na szlak
Green Velo. Trasa tamtej wycieczki prowadziła z miejscowości Łapy do Suwałk.
Główna atrakcję dnia pierwszego tej wycieczki miała być przeprawa kładkami z
Waniewa do Śliwna i dotarcie do szlaku GV w okolicy miejscowości Rogowo-Kolonia.
Niestety pech chciał, że wówczas z tego co pamiętam, kładki były w remoncie. I
główna atrakcja musiała zostać ominięta. Alternatywną trasą był wówczas właśnie
Podlaski Szlak Bociani, którym dotarliśmy do miejscowości Saniki. Dziś po 4
latach od tamtej wycieczki udało się wskoczyć na upragnione przez mnie ( tak to
ja trułem ekipie o tym aby wrócić tu i zaliczyć ta atrakcję) kładeczki. Dlatego
tym razem ze szlaku bocianiego odbijamy w Waniewie i ponownie spotkamy się z
nim w miejscowości Saniki zaliczając niezliczony fragment GV z roku 2018. Czyli
można powiedzieć że dzisiejsza wycieczka spięła dwa szlaki.
O to tytułem wprowadzenia.
A teraz dzień 3 naszej wycieczki.
Ponieważ dzisiejsza noc spędziliśmy na kampingu gdzie była również
restauracja pozwoliliśmy sobie dziś na odrobinę luksusu i zjedliśmy śniadanko właśnie
tam. Miejsce to nazywa się Bajdarka.
Bardzo fajne miejsce.
Dostęp do toalety, prysznica, a nawet (ale to chyba za
dodatkowa opłatą) sauny i bali z gorąca woda jest.
Śniadanko w postaci szwedzkiego stołu za opłatą rzędu 30 zł i jesz
ile się zmieści w brzuszku. Mogę polecić to miejsce.
Ruszamy na szlak. Dziś jestem bardzo podekscytowany i już nie
mogę się doczekać kiedy dotrzemy do Waniewa a następnie będziemy się
przeprawiać przez Narew. Dodatkowej pikanterii i pewnej dozy grozy do dnia dzisiejszego
dodaje pogoda. Ma padać może i zagrzmi. Ale co nie ma co się bać trzeba ruszać
na szlak co będzie to będzie.
Nawet nie wiem kiedy i jak, a stanęliśmy w Waniewie przed
pierwszą pływającą kładką.
Oooooo jest ekscytacja. Pierwszy złapałem się za łańcuch i
przyciągnąłem kładeczkę. Ale fajnie hihihihi. Cieszyłem się jak dziecko. Rowery
zładowaliśmy i ruszamy. Super. Krótko, niewiele co widać ale fajnie. Teraz odcinek
kładki stacjonarnej. Kilka zakosów, skrętów i jesteśmy na wieży widokowej. Tu
postanawiamy spędzić dłuższy czas. Nasycić się widokiem, ukoić spokojem i
ciszą. O matusiu jak tu było cudownie. Zapomnieliśmy o płynącym czasie i totalnie
się nie nudząc spędziliśmy tu chyba 2 godziny, albo i lepiej.
Trzeba było się w końcu zebrać i ruszać dalej w drogę. W drogę
podczas której prawie do samego Tykocina towarzyszył nam deszcz. Na początku większy,
który przeczekaliśmy pod drzewami, nie wiedząc, że 100 m dalej jest piękny i suchy MOR, albo
mniejszy, który całkowicie zignorowaliśmy i jechaliśmy sobie dalej. Tą sielska
podróż niestety przerwały nam dwa kapcie jakie złapał Waldek w swojej maszynie.
Ale doświadczenie w tego typu naprawach chłopak ma więc przy delikatnej pomocy
Grzegorza awarie te usunięto w mig.
W Tykocinie podstawową sprawa do załatwienia były zakupy na
nasz dzisiejszy biwak na dziko, oraz zjedzenie dobrego obiadu. Wybór padł na
Alumnat. To kultowe miejsce w którym kręcono sceny do filmu U Pana Boga w ……..
. To miejsce to restauracja Pani Struzikowej i potem jej faceta czyli „Bociana”
hihihihi.
Niestety Pani Halinki Struzikowej nie zastaliśmy. Ale obiad był
zacny.
Został już tylko kilkanaście kilometrów do naszego
wypatrzonego na mapie obozowiska. Musimy ruszać bo nie wiadomo jak ono w rzeczywistości
i teraźniejszości wygląda. Przede wszystkim czy są te drzewa i czy odległość
miedzy nimi pozwoli Waldkowi rozłożyć hamak. Miejsce to wyglądało na zdjęciach i
różnych obrazach w sieci na idealne, ale jak będzie to się okaże. Dlatego nie mogliśmy
sobie pozwolić na dłuższy pobyt w Tykocinie. Zresztą nie było też i po co.
Tykocin zwiedziliśmy w 2018 roku. Uliczki, plac, zamek wówczas mieliśmy sporo
czasu.
Muszę się tu przyznać, ze na tym ostatnim kilku kilometrowym
odcinku szlaku dopadł mnie mały kryzys. Kiepsko mi się jechało i zostawałem dość
mocno. Wychodzą braki w tegorocznym jeżdżeniu. Oj wychodzą. Żal patrzeć.
Ale w końcu docieramy na miejsce. Tuż nad brzegiem rzeki
Narwi. Wspaniałe miejsce. Teraz tylko my
z Grzegorzem czekamy nie rozkładając sprzętu, aż Waldek dokona pomiarów.
Jest prawie ze git. Zostajemy. Huraaaaaa bo chyba bym już nie
dał rady jechać dalej.
Zakładamy obóz nr 3. Wskakujemy do rzeki na kąpiel, potem
malutka przekąska z odrobiną zupy chmielowej i idziemy spać.
To moja ostatnia nocka pod namiotem i jutro ostanie 7-8 km z
moimi przyjaciółmi Waldkiem i Grzegorzem. Jutro chłopaki pojadą dalej Podlaskim
Szlakiem Bocianim, a ja wrócę do Białegostoku, a potem do domku.
Na koniec może małe podsumowanie dotyczące kładek. Niewątpliwie
jest to atrakcja niesamowita, niewątpliwie wygląda to fascynująco. Ale czy
przyjechałbym tu jeszcze raz ??? Nie wiem. Zobaczyć, przejść i przepłynąć raz
jak najbardziej tak. Czy kolejny raz ????? Może inna pora roku. Może wczesną
wiosną. Takim początkiem maja. Dziś no cóż kładka i pomosty wśród ogromnej łąki.
Oczywiście ma to swój urok i czar. Ale raz chyba wystarczy.
I drugie spostrzeżenie które dotyczy samego załadowani się z
rowerem objuczonym w sakwy i namiot na ruchoma kładkę i zejścia z niej. Nas było
trzech jeden trzymał pomost drugi podawał rowery trzeci je odbierał. Przy takim
niskim stanie wody i taka dużą różnicą wysokości miedzy kładką pływającą, a
pomostem stałym samemu ta operacja wymagałaby naprawdę dużej zręczności, siły i
szczęścia. Nie byłaby to z pewnością łatwa i przyjemna operacja.
Dobra to co dzień zakończony.
Kolejny wspaniały, ciekawy i radosny dzień na Podlaskim
Szlaku Bocianim.
Trasa: Suraż – Turośń Dolna – Bacity – Wólka Waniewska –
Jeńki – Waniewo – Śliwno – Rogowo-Kolonia – Pańki – Rzędziany – Leśniki –
Saniki – Tykocin – Tatary – Piaski – Łazy Duże – Zajki.
Foto:
Suraż - Bajdarka. Maszyny gotowe do drogi, a my na śniadanku © GOZDZIK foto Waldek
Bajdarka. Na polu namiotowym © GOZDZIK foto Waldek
Wólka Waniewska - Miejsce Pamięci Narodowej © GOZDZIK
Na szlaku © GOZDZIK
Waniewo tuż przed przeprawą © GOZDZIK foto Waldek
Od lewej Waldek, Goździk, Grzegorz na kładkach Waniewo-Śliwno © GOZDZIK foto Waldek
Na kładkach Waniewo - Śliwno © GOZDZIK
Tu była baza na odpoczynek i regeneracje. © GOZDZIK
Widok z wieży widokowej © GOZDZIK
Tablica informacyjna przy wieży © GOZDZIK
I zaczęło padać. A tam w dole za Waldkiem jest MOR © GOZDZIK
Pierwsza awaria. Za kilka kilometrów była następna. © GOZDZIK
Tykocin i Alumnat © GOZDZIK
Baza nr 3 założona © GOZDZIK
Wieczorne mycie © GOZDZIK
Słonko kładzie się spać, a my zasiadamy do nocnych rozmów Polaków © GOZDZIK
- DST 75.70km
- Teren 25.00km
- Czas 04:17
- VAVG 17.67km/h
- VMAX 30.10km/h
- Podjazdy 246m
- Sprzęt VAMP-irek
- Aktywność Jazda na rowerze
Podlaski Szlak Bociani - Dzień 2
Niedziela, 28 sierpnia 2022 · dodano: 11.09.2022 | Komentarze 0
Powiem tak.
Fajnie jest obudzić się w ciepłym łóżeczku pod miła
kołderka. Miło jest po obudzeniu pójść pod prysznic. Ale nie ma nic bardziej
ekscytującego jak wstać rano odsunąć ekspres namiotu i widzieć słońce, słyszeć
szum rzeki, śpiew ptaków, rześkie miłe poranne powietrze. Oczywiście jest to
tez cudownie miłe gdy jest ciepło, świeci słońce. Jak będzie jak będzie padało,
będzie zimno i chłodno ?????? Na razie nie wiem. Penie mniej miło ale myślę, że
równie ekscytująco.
Dobrze. Moja pierwsza po blisko 30 latach noc w namiocie
przebiegła bez kłopotów. Wstałem rześki, bez żadnych bólów pleców, szyi, rąk
czy też innych członków ciała.
Od rana polecieliśmy do sklepiku po zakupy na śniadanko,
które zjedliśmy nad brzegiem rzeki w słonku i przy szumie przepływającej rzeki.
Chwila na pakowanie, zwijanie obozowiska, sprzątanie
wszelkich oznak naszej bytności tu i ruszamy w drogę.
Już po kilku minutach jazdy wiedzieliśmy, że dziś słonko da nam
w kość. Jednak na koniec dnia okazało się, że słonko miało po drodze jeszcze kompanów
w postaci piachu i szutrowej „tarki”. No cóż było trzech na trzech. I
wygraliśmy tą walkę.
Dzisiejszym motywem przewodnim naszej wycieczki, oprócz
oczywiście tytułowego szlaku, można śmiało powiedzieć że była rzeka Narew, którą
kilka razy przekraczaliśmy. I właściwie cała dzisiejsza trasa biegła w
mniejszej lub większej odległości od niej. Niesamowitą atrakcją było przejście
przez kładkę nad rzeka, która nie budziła naszego zaufania. Bo choć była to kładka stacjonarna to jednak dość ruchoma, ale się udało.
Druga atrakcja dnia to pobyt w wiosce Trześcianka, która
jest nazywana Kraina Otwartych Okiennic. Tu udało nam się zjeść naprawdę bardzo
dobry swojski obiad w przeuroczym miejscu. Swojskim, prostym i klimatycznym
miejscu. W takich miejscach obiad smakuje inaczej. Domowo
To był wspaniały dzień. Pełen wrażeń, emocji (przejście
przez kładkę z objuczonym rowerem to naprawdę wyzwanie), pięknych widoków,
obcowania z przyrodą, śmiechu i radości. Ciężki dzień i wymagająca trasa. To
prawda, ale było pięknie i sympatycznie.
Trasa: Narewka – Zabłotczyzna – Podlewkowie – Podochrymy – Eliaszuki
– Suszcza – Bieńdziuga – Odrynki – Bruszkowszczyzna – Narew – Ancuty –
Trześcianka – Puchły – Kaniuki – Zajączki – Czerewki – Doktorce – Suraż
Foto:
Narewka - chwila zadumy przed ruszeniem na trasę dnia 2 - foto Waldek © GOZDZIK
Na szlaku foto Waldek © GOZDZIK
Gdzieś na szlaku © GOZDZIK
Ruchomy, choć stacjonarny mostek nad rz. Narew - foto Waldek © GOZDZIK
Trześcianka - nasza jadłodajnie - foto Waldek © GOZDZIK
W oczekiwaniu na obiadek - Trześcianka © GOZDZIK
Trześcianka Cerkiew św. Michała Archanioła © GOZDZIK
Nie może zabraknąć okiennic - Trześcianka © GOZDZIK
I może jeszcze jedno, a było tego bardzo dużo - Trześcianka © GOZDZIK
Tareczka na szlaku - foto Waldek © GOZDZIK
Suraż - baza nr 2 założona tuż nad rzeką Narew © GOZDZIK
A to widok tuż przy namiocie - Suraż © GOZDZIK
- DST 72.10km
- Teren 43.00km
- Czas 03:49
- VAVG 18.89km/h
- VMAX 34.80km/h
- Podjazdy 360m
- Sprzęt VAMP-irek
- Aktywność Jazda na rowerze
Podlaski Szlak Bociani - Dzień 1
Sobota, 27 sierpnia 2022 · dodano: 07.09.2022 | Komentarze 0
Nie udało się pojechać z ekipą w czerwcu szlakiem Green Velo (kolejnym jego odcinkiem z Rzeszowa do Końskich)
Nie udało się pojechać z ekipą na wycieczkę szlakiem Kanału Elbląskiego.
Została już ostatnia w tym roku wycieczka hamakowo-namiotowa. I tak bardzo bałem się, że też nie uda mi się pojechać na tą wycieczkę, że nawet w piątek wieczorem nie wierzyłem w to, że rano jadę. To ostatnia dłuższa wyprawa opracowana i zaplanowana przez Waldka.
Kierunek to oczywiście jego, ale i moje ulubione tereny. Czyli Podlasie.
Pomysł na tą ostatnią wyprawę to przejechanie całego (plus małe dodatki na dojazdy ze stacji i do stacji PKP) Podlaskiego Szlaku Bocianiego. Jest to najdłuższy wytyczony i oznakowany turystyczny szlak na Podlasiu. Liczy on blisko 413 km. .
Szlak biegnie z Białowieży do Stańczyków. Nasza trasa miała początek w miejscowości Czeremcha, a koniec w Suwałkach, a w środku był nasz bociani szlak. Bohater naszej wycieczki. Wycieczka opracowana i zaplanowana na 7 dni. Ja niestety z przyczyn ................... życiowych mogłem Waldkowi i Grześkowi towarzyszyć tylko przez pierwsze 3 dni. Czwartego dnia musiałem już odbić ze szlaku i wracać do Białegostoku na pociąg do Łodzi.
W tym miejscu muszę jeszcze powiedzieć, aby dopełnić całego obraz wyprawy, że ta wyprawa to kolejny szczebel w mojej edukacji, w moim rozwoju turystyki rowerowej, kolejny etap. Bo jest to maja pierwsza wyprawa z namiotem. Tak, tak jeszcze dwa lata temu mówiłem, że jestem za stary aby po całym dniu jazdy na rowerze rozbijać gdzieś w krzakach namiot i iść spać. Bez kąpieli w ciepłej wodzie, bez miękkiego i ciepłego łóżeczka w miłym pokoiku. Co się dzieje????????
Czy mi się podobało ?? Czy po powrocie namiot i pozostałe gadżety turystyczne wylądowały w koszy ??? Czy w przyszłym roku będę czekał z niecierpliwością na wycieczkę hamakowo-namiotową ???? o tym będzie w ostatnim odcinku relacji.
Do Czeremchy przybywamy dzięki uprzejmości PKP trochę po g. 11.
Drobne zakupy w najbliższym sklepie i już ruszamy na szlak. Dziś niestety mało czasu na rozrywki i spokojna jazdę. Trzeba dotrzeć do zaplanowanego w Narewce miejsca biwakowania, a przecież po drodze mnóstwo atrakcji, a droga wcale nie asfaltowa przez cały czas.
Nie trzeba było robić wielu kilometrów, aby poczuć smak i klimat Podlasia. Dosłownie po kilku kilometrach wjechaliśmy na cudowne szutrowe drogi biegnące przez spokojne pola, łąki i lasy. Spokój, cisza, bezkresna przyroda, to bieguny które przyciągają w te rejony Polski. Ja wiem, że bieguny są dwa, ale tu jest ich całe mnóstwo i przyciągają.
W Białowieży tuż przy miejscu gdzie rozpoczyna się szlak zrobiliśmy sobie przerwę na obiadek. Urzeczeniu pięknem i potęga lasów Puszczy Białowieskiej przerwa przeciągnęła nam się odrobinę.
Przywitanie z naszym szlakiem i ruszamy do Narewki, gdzie nad brzegiem rzeki Narewki czekał na nas pierwszy nocleg. Mój pierwszy po 30 latach nocleg pod namiotem.
Na miejsce naszego biwaku przybywamy gdzieś w okolicy godziny osiemnastej. Szybkie zakupy w pobliskim sklepie (hurrraaaaaaa jutro handlowa niedziela), rozbicie namiotu i chlup do Narewki. O kurcze jaka zimna..... eeee nieeeee. Chwila pływania, pluskania i było przyjemnie.
Dalsza część wieczoru to męskie pogaduchy przy małym kufelku piwa.
Bardzo miły dzień, cudowny wieczór i wspaniały relaks.
Tego mi brakowało.
Tego potrzebowałem.
Trasa: Czeremcha - Repczyce - Dobrowoda - Pohulanka - Wojnówka - Starzyna - Majdan - Topiło - Podcerkwy - Białowieża - Pogorzelce - Narewka
Foto:
No to ruszamy - oznakowanie szlaku na trasie © GOZDZIK
Na trasie © GOZDZIK
Opaka Duża - Cerkiew Narodzenia NMP © GOZDZIK . A dookoła las
Szutrowe autostrady i właściwe na nich bolidy © GOZDZIK
Topiło - Kapliczka Leśna upamiętniająca leśników zabitych w latach 1939-45 © GOZDZIK
Narewka - baza nr 1 założona. Czas na odpoczynek © GOZDZIK
- DST 89.20km
- Teren 30.00km
- Czas 04:46
- VAVG 18.71km/h
- VMAX 37.40km/h
- Podjazdy 341m
- Sprzęt Góralek
- Aktywność Jazda na rowerze
Po Bolimowskim Parku Krajobrazowym
Sobota, 30 kwietnia 2022 · dodano: 06.05.2022 | Komentarze 0
W tym roku długi majowy weekend zapowiadał się całkiem
przyjemnie. Może trochę szkoda, że 1 maja nie wypadł w poniedziałek, ale i tak
był dość długi i pomimo wcześniejszych zapowiedzi całkiem przyjemny i ciepły.
Jak to bywa w większej grupie i przy tak długim weekendzie nie zawsze uda się
dopasować wszystkim do jednego celu, planu. Dlatego w tym roku należy uznać, że
majówkę nasza Grupa Rowerowa Green Velo spędzała aktywnie w dwóch różnych
miejscach.
Waldek, Grzegorz i ja na Mazowszu, a Andrzej nad morzem. No gdzieś właśnie tam. Może nie nad samym
Bałtykiem, ale gdzieś w pobliżu.
Ja mogę tylko skupić się nad dzisiejsza wycieczką bo tylko w
niej i tylko dziś mogłem czynne uczestniczyć.
Do Bolimowskiego Parku Krajobrazowego przyjechaliśmy na
specjalne życzenie Grzegorza, który jak nam powiedział nigdy tu nie był i
bardzo chciałby poznać to miejsce. Tak się złożyło, ze w 2020 roku Waldek
opracował bardzo fajną wycieczkę po tym parku, która w sposób kompleksowy, jak
dla mnie, pokazuje to urocze, ciekawe i obciążone historią miejsce.
W tym 2020 roku podczas wycieczki delikatnie ja zmodyfikowaliśmy,
bo zaczął padać deszcz, ale już w tym roku przejechaliśmy trasę tak jak został
ona wyznaczona.
Pogoda do jazdy była dziś naprawdę wymarzona. Słoneczko, budząca
się do życia przyroda oraz często zahaczany Rezerwat Rzeki Rawki zrobiły
mega robotę, a towarzystwo dopełniło szczęścia.
Tak, lubię to miejsce i lubię
tu jeździć. I na pewno jeszcze tu wrócę.
Czy spodobało się Grzegorzowi ????
Trasa: Nieborów – Piaski – Ruda – Samice – Kamion – Suliszew – Stara
Rawka – Nowy Dwór – Psary – Dzwonkowice – Doleck – Jeruzal – Sewerynów – Nowy
Karolinów – Ruda – Bartniki – Joachimów-Mogiły – Wólka Łasiecka – Piaski –
Nieborów.
Foto:
Rezerwat Rzeki Rawki © GOZDZIK
Na szlaku w Bolimowskim PK © GOZDZIK (foto Waldek)
Grzegorz i Goździk na trasie © GOZDZIK (foto Waldek)
Dość ciekawy mostek nad rzeką Rawką © GOZDZIK (foto Waldek)
Rezerwat Rzeki Rawki © GOZDZIK
Grzegorz nad Rawką © GOZDZIK
Wesoła ekipa w Bolimowskim Parku Krajobrazowym © GOZDZIK (foto Waldek)
- DST 62.00km
- Teren 25.00km
- Czas 04:31
- VAVG 13.73km/h
- VMAX 46.60km/h
- Podjazdy 694m
- Sprzęt Góralek
- Aktywność Jazda na rowerze
Z Olsztyna do Olsztyna po Jurajskich Szlakach
Piątek, 22 kwietnia 2022 · dodano: 27.04.2022 | Komentarze 0
Kwietniowe wycieczki są obdarzone dużym ryzykiem związanym z
pogodą. Jak to kwiecień co przeplata. Czyli może być całkiem ładnie a może być i
kiepsko. Nic się złego nie dzieje jak wycieczkę planuje się dzień wcześniej lub
rano jak się wstanie i stwierdzi, że pogoda jest oki. Gorzej jak wycieczkę
planuje się dużo wcześniej, aby dostosować się do dni wolnych osoby która od
października mnie truła abym zabrał ją w Jurę do Skowronków i do tego jeszcze bierze
się urlop lub odbiór godzin w pracy aby to dograć aby wszystkim pasowało. No tu
już niestety bierze się całe dobrodziejstwo dnia, albo rezygnuje z wyjazdu. Ale
co tak zrezygnować ze spotkania z jurajskimi szlakami i widokami ???? Nie zapowiadali
ulewy ani mrozów. Tylko chłodny i bezsłoneczny dzień z ewentualnym małym
deszczykiem w popołudniowych godzinach. Trudno jedziemy Paweł tak bardzo chciał
więc nie odwołuję wycieczki.
Ciach dzwoni gość w środę wieczorem że on jednak nie da rady.
On na jurajskie szlaki, podjazdy i zjazdy się nie nadaje. No ręce mi opadły.
Oooo nie, nie ma mowy ja jadę. Skowronki też się szykują. Trudno,
maruda nie chce sprawdzić charakteru to nie. Niech żałuje.
Do Olsztyna, na miejsce zbiórki przybywał trochę po godzinie
ósmej. Ojjjjj rześko. Dobrze że samochód kombi to oprócz roweru weszła jeszcze
szafa ciepłej odzieży.
Jest co zakładać. Cebulka rośnie hihihi. Są i Skowronki. Super.
Chwila na przywitanie i ruszamy na trasę. Trasa całkowicie wymyślona i
opracowana przez Darię i Rafała i za to im chwała bo zawsze jest bardzo
atrakcyjna, zróżnicowana i można zobaczyć wiele ciekawych rzeczy. Ja miałem
tylko prośba do nich abyśmy odwiedzili Jaskinię Na Dupce. Taki sentymentalny
kaprys.
Pierwszy niewielki podjazd na punkt widokowy Kamieniołomu
Kielniki i dwie warstwy cebulki spadają i wcale nie dlatego, że wyszło słońce. Potem
odwiedzamy Skałę św. Idziego, źródełko i kapliczkę również tego świętego,
którego postać trochę przybliżyła mi Daria opowiadając o nim i o tych
miejscach. Po kolejnych kilku kilometrach mijamy Pustynie Siedlecką i wspinamy się
do Jaskini na Dupce, gdzie spada kolejna warstwa cebulki. Jeszcze kilka takich
podjazdów i koszulka z krótkim rękawem będzie zbyteczna. Chwila zwiedzania,
chwila zadumy, wspomnień i jedziemy dalej. A dalej to miejsca w lesie z jakimiś
dziwnymi drewnianymi domkami, zabudowaniami, konstrukcjami nawet drewniany fort
jest. Ponoć służy to do jakiś gier i zabaw, ale co i jak to trudno powiedzieć. Wizyta
w Jurze bez odwiedzenia jakiś zamków, skałek czy strażnic była by nieważna,
niepełna, nie spełniona. Dlatego potem były dwie strażnice. Pierwsza to
strażnica obronna w Przewodziszowicach o druga Łutowiec, a po drodze do Żarek był
i Mirów. W Żarkach niespodziewanie i znienacka dopadł mnie gość zwany kryzysem.
Całe szczęście że tu był przystanek na pyszne gofry i kawusie.
Droga powrotna z Żarek to podróż w delikatnej mżawce, która
nie utrudniała jazdy, ale była mało przyjemna. Do Olsztyna dotarliśmy po g. 16.
Bardzo fajna wycieczki. Dużo różnorakich atrakcji. Kamieniołomy,
strażnice, jaskinie, podjazdy, zjazdy, skałki, super widoki, dziwne miejsca,
pustynia oraz chłód i deszczyk, a nie to już nie atrakcja. Ale było warto wziąć urlop i pojechać w to
cudowne miejsc.
Bardzo Wam dziękuję.
Trasa: Olsztyn – Zrębice – Krasawa – Siedlec – Ostrężnik –
Czatachowa – Łutowiec – Mirów – Żarki – Jaroszów – Suliszowice – Biskupice –
Olsztyn
Foto:
Zamek w Olsztynie. Miejsce zbiórki © GOZDZIK
Widok na Kamieniołom Kielniki © GOZDZIK
Skała Świętego Idziego © GOZDZIK
Przy Źródełku Św. Idziego © GOZDZIK
Goździk w Jaskini na Dupce, nie powiem że w........hihi © GOZDZIK
Kamieniołom Warszawska © GOZDZIK
Skała Dinozaur © GOZDZIK
Drewniany Fort © GOZDZIK
Strażnica Łutowiec © GOZDZIK
W oddali Rezerwat Sokole Góry czyli meta już blisko. © GOZDZIK
- DST 78.80km
- Teren 15.00km
- Czas 04:09
- VAVG 18.99km/h
- VMAX 35.30km/h
- Podjazdy 215m
- Sprzęt VAMP-irek
- Aktywność Jazda na rowerze
Grupa Rowerowa Green Velo rozpoczyna sezon
Sobota, 19 marca 2022 · dodano: 22.03.2022 | Komentarze 0
Na dzień w którym nasza samozwańcza Grupa Rowerowa Green
Velo rozpoczyna sezon czekam zawsze z utęsknieniem. Z niektórymi moimi
przyjaciółmi z grupy nie widzę się bowiem kilka miesięcy. Przerwa zimowa a do
tego czasami brak możliwości wspólnego wyjazdu w sierpniu czy wrześniu
powoduje, że tych dni rozłąki, dni bez wspólnego rowerowanie jest naprawdę
sporo. I dlatego właśnie dzień rozpoczęcia sezonu jest wspaniałym wydarzeniem.
Tym bardziej tegoroczne rozpoczęcie sezonu jest wyjątkowe, ponieważ tak się przydarzyło,
że nie było oficjalnego wspólnego zakończenia sezonu 2021. I tak właśnie z
niecierpliwością oczekiwałem dzisiejszego dnia. Z niepokojem sprawdzałem pogodę
i z niepokojem patrzyłem i obserwowałem to co się dzieje u mnie w domu.
Jest sobota 19.03.2022.
Na dachach poranny szron.
Uśmiech na twarzy od samego rana.
Słonko na niebo się wspina mozolnie. Nie będzie upałów, ale
pogoda zapowiada się i tak rewelacyjnie.
Tak właśnie zaczyna się dzień rozpoczęcia sezonu. Trasa
opracowana i zaplanowana całkowicie przez Waldka z Sochaczewa do Warszawy
przebiegała przez drogi i dróżki spokojnych mazowieckich wiosek, miast i
miasteczek. Całkiem spory fragment trasy prowadził nas przez teren
Kampinoskiego Parku Narodowego, a to po to aby odwiedzić miejsce zwane Łużowa
Góra. Po drodze nie ominęła nas mała awaria Grześkowego roweru, a dokładniej
rzecz ujmując koła czyli klasyczny kapeć, który niestety jeszcze raz dał o
sobie znać już w samej Warszawie pod dworcem Wschodnim. Zresztą w tym miejscu
była jakaś epidemia kapci bo i Adama rower dopadła ta sama przypadłość. Całe
szczęście, że właśnie w tym miejscu następował koniec naszej dzisiejszej trasy.
Razem z Waldkiem, Adamem i Andrzejem pożegnaliśmy godnie Grzegorza i Kolejami
Mazowieckimi ruszyliśmy w drogę powrotną.
To był wspaniały dzień, piękny, słoneczny i jak na marzec
ciepły i prawie bezwietrzny. Słowo prawie ma tu znaczenie bo delikatny i
niestety wschodni wiatr był z nami przez cały czas . Ale nam on całkowicie nie
przeszkadzał. Uśmiechy, dobra zabawa, a do tego trasa która była wspaniała
rekompensowała nam trudy wiejącego w twarz wiatru. Po tak długim okresie
niewidzenia się opowieści i gadania było na cała trasę i wszystkie przerwy.
Dobrze się bawiliśmy i już uzgodniliśmy kolejny grupowy wypad. Mam nadzieje, ze
pogoda tez nam dopisze i ponownie spotkamy się na wspólnej wycieczce.
Trasa: Sochaczew – Nowe Mostki – Szczytno – Skarbikowo –
Zawady – Podkampinos – Gawartowa Wola – Czarnów – Grądki – Leszno – Zaborów –
Koczargi Stare – Izabelin B – Laski – Łomianki - Warszawa
Foto:
Leszno - pałac z I połowy XVIII w. © GOZDZIK
Odpoczynek na trasie © GOZDZIK
KPN - Łużowa Góra © GOZDZIK
Łużowa Góra © GOZDZIK
Warszawa - Wisła © GOZDZIK
- DST 75.10km
- Teren 33.00km
- Czas 04:00
- VAVG 18.77km/h
- VMAX 34.30km/h
- Podjazdy 316m
- Sprzęt Góralek
- Aktywność Jazda na rowerze
Po Bolimowskim PK
Sobota, 25 września 2021 · dodano: 28.09.2021 | Komentarze 0
Prawie cały tydzień słyszałem w różnych TV i różnych programach radiowych, że weekend będzie piękny. Bedzie słoneczny a przede wszystkim nie będzie padał deszcz. Jeszcze siedząc rano w samochodzie w Nieborowie i czekając aż przejdzie mżawka w radio słyszałem :
- dziś w całym kraju ładna słoneczna pogoda, niewielkie opady deszczu tylko na północnym-wschodzi i to po południu.
A ja siedzę w samochodzie i włączam wycieraczki co jakiś czas aby zobaczyć gdzie to słońce. A może ja na innej planecie jestem, a może w równoległym wymiarze. Ostatni miesiąc miałem bardzo ciężki więc może mój mózg wyparł ten świat prawdziwy realny i jestem poza nim. No normalnie pada deszcz.
Tak, nie była to ulewa ale mżawka, która tez nie jest super fajna. Bo jakby był regularny deszcz to byłaby nadzieja ze może przejdzie a tak to sino, mglisto mokro i mało nadziei na słońce.
Dobra nie było co czekać robiło się już późno a tu blisko 80 km do przejechania. Mam kurtkę wiec może nie będzie tak źle. I faktycznie nie było tak źle. Co prawda ta mżawka przeszkadzała bo na okularach wycieraczek nie ma więc poszły w odstawkę, a jak poszły w odstawkę to wszelki latające w lesie mikro stworki wlatywały mi do oczu. No tak źle i tak nie dobrze, ale z każdym kilometrem robiło mi się co raz fajniej. Las, jego jesienny zapach, taki grzybowy, taki inny niż w upalne dni, do tego mżawka i delikatna mgiełka między drzewami. Mgiełka chowająca się za drzewa za krzaki, wychodząca z runa leśnego. I Rawka, rezerwat rzeki Rawka. Naprawdę bardzo mi się podobało. I miejsca które sobie wybrałem do odwiedzenia taż miały swój urok, klimat i kawałek historii. Wszystko było klimatyczne.
Do czasu.
Niestety w okolicach miejscowości Jeruzal mżawka zmieniła się w normalny regularny deszcz i niestety trochę przemokłem. Ten fragment wycieczki nie był miły. Dodatkowo jak zawiał wiatr do jeszcze porcja wody z drzew mnie dopadała. Byłem trochę zły. ale za to później wyszło na troszkę to obiecane słonko i ponownie było całkiem fajnie.
Wycieczka ta była w przeważającej mierze oparta na zeszłorocznej trasie opracowanej przez Waldka. Bardzo mi się wówcza podobała pomimo tego że też padał deszcz.
Chyba to miejsce bez deszczu i mżawki nie miałoby takiego klimatu.
Trasa: Nieborów - Piaski - Budy Grabskie - Skierniewice - Ruda - Kamion - Suliszew - Doleck - Jeruzal - Patoki - Sewerynów - Nowy Karolinów - Ruda - Joachimów-Mogiły - Wólka Łasiecka - Łasiecznik - Nieborów
Foto:
Chyleniec - Głaz upamiętnia żołnierzy z 36. pułku saperów, którzy zginęli w wyniku wybuchu i pożaru składów amunicji © GOZDZIK
Bardzo sympatyczne uroczysko © GOZDZIK
Most Kopersztajna © GOZDZIK
Rzeka Rawka i Most Kopersztajna © GOZDZIK
Kładka nad Rawką. © GOZDZIK
W Bolimowskim PK © GOZDZIK
Na szlaku © GOZDZIK
Zbiornik Joachimów-Ziemiary © GOZDZIK
Kolejna urocza kładka nad Rawką © GOZDZIK
- DST 81.30km
- Teren 10.00km
- Czas 04:31
- VAVG 18.00km/h
- VMAX 39.60km/h
- Podjazdy 308m
- Sprzęt VAMP-irek
- Aktywność Jazda na rowerze
Konin i Dwie Wieże
Czwartek, 19 sierpnia 2021 · dodano: 23.08.2021 | Komentarze 1
Wracając samochodem ze Złotowa z moim chrzestnym, dostrzegłem po lewej stronie tuż za Koninem wieże widokową. Zainteresował nie ten obiekt i jak tylko wróciłem do domu zacząłem wertować strony internetowe w poszukiwaniu informacji o tej budowli. Nie było to zadanie trudne. Wieża widokowa w Paprotni gm. Krzymów jest dość dobrze opisana w necie. Są zdjęcia informacje o budowie i dacie oddania do użytku, która to dana jest naprawdę wyjątkowa jak na obiekt budowlany hihihi 1 kwietnia 2015 roku. Prawda że ciekawa !
Dodatkowo znalazłem też opis drugiej wieży znajdującej się niedaleko tej w Paprotni. Wieży widokowej na Złotej Górze. Okazuje się, że ta właśnie wieża położona w rezerwacie Złota Góra, jest troszkę starsza i wyższa od tej którą zauważyłem jadąc samochodem "starą dwójką". Mając jeszcze gdzieś w pamięci informację o tym, że w samym Koninie znajduje się najstarszy w Polsce, a może i w Europie znak drogowy, właściwie słup drogowy z roku 1151, wpadłem na pomysł wycieczki rowerowej po okolicach Konina. Wycieczki która połączyłaby dwie wieże, słup drogowy w Koninie i Licheń. Opracowując trasę wycieczki i szukając powrotu z Lichenia do Krzymowa, gdzie założyłem bazę wypadową mojej wycieczki, dostrzegłem na mapie przeprawę promową na Warcie. Zostało tylko sprawdzić czy jest czynna i jak tak to rysować trasę palcem po mapie. Dokładnie to kursorem w odpowiedniej dla mojego urządzenia nawigacyjnego aplikacji. Trasa i atrakcje zapowiadały się naprawdę imponująco. Ponieważ do tych atrakcji, które wymieniłem, doszedł jeszcze Skansen Maszyn Górniczych i Zamek w Gosławicach oraz pałac w Lubstowie. Do atrakcji tej wycieczki doliczyłbym jeszcze drogę z Gosławic do samego Starego Lichenia. Droga, a właściwie ulice Rybacka, a następnie Gosławicka biegną między wodami z jednej strony jeziora Pątnowskiego i Licheńskiego, a z drugiej strony wodami chyba jakiegoś gospodarstwa rybackiego. Naprawdę niesamowity odcinek, którego samotnie wieczorową porą jednak bałbym się przemierzać. Do wycieczki udało mi się nakłonić Andrzeja i wspólnie przemierzaliśmy drogi i dróżki okolic Konina.
Warto było pokonać 105 stopni wieży widokowej w Paprotni i 140 stopni wieży widokowej na Złotej Górze. Widoki były niesamowite. Może pogoda nie była super idealna ale z obu wieży widzieliśmy kopuły bazyliki w Licheniu i niesamowite widoki na okolicę. A ponieważ wieża na Złotej Gorze króluje ponad konary drzew więc na las tym razem mogliśmy popatrzeć z góry. Niesamowicie fajne przeżycie. Taki lot nad lasem. Jak ptaki.
Co tu dużo pisać. Super fajna wycieczka. Nawet bardzo silnie wiejący wiatr i jazda 10 kilometrowym odcinkiem dość ruchliwej drogą 266 nie popsuły nam tego dnia, tej wycieczki.
Bardzo mi ten dzień poprawił humor, nastrój i nastawienie. Bo pomimo tego, że właśnie rozpocząłem urlop to jakoś nic mnie nie cieszyło, nie bawiło. Krótko mówiąc nastroju urlopowego to nie miałem. A dzisiejszy dzień i spotkanie z Andrzejem z którym mogłem sobie pogadać, pożartować i pośmiać się poprawiło mi nastrój. Oby taki został do końca urlopu.
Wycieczkę, po spakowaniu roweru do samochodu i przebraniu się zakończyłem mega dużym lodem świderkiem zakupionym w Krzymowie przy parkingu. Był przepyszny i naprawdę bardzo duży.
Trasa: Krzymów - Paprotnia - Kałek - Smólnik - Ignacew - Rezerwat Złota Góra - Żychlin - Konin - Międzylesie - Wola Łaszczowa - Wieruszew - Gosławice - Licheń Stary - Stefanowo - Lubstówek - Błonawy - Lubstów - Młynek - Jasionka - Bilczew - Kramsk - Podgór Milin - Borki - Piersk - Krzymów.
Foto: 
Wieża widokowa w Paprotni © GOZDZIK
I widok z owej wieży © GOZDZIK
Wieża widokowa na Złotej Górze © GOZDZIK
Lot nad koronami drzew © GOZDZIK
Słup drogowy z 1151 oznaczał idealnie połowę drogi między Kaliszem a Kruszwicą © GOZDZIK
Oczywiście Koń i dwóch mało znanych obywateli - Goździk i Andrzej © GOZDZIK
Gosławice © GOZDZIK
I takie tam właśnie machiny były © GOZDZIK
Na terenie Muzeum © GOZDZIK
To one © GOZDZIK
Na zamku w Gosławicach © GOZDZIK
Na zamku © GOZDZIK
Gosławice - zamek © GOZDZIK
Jedziemy do Lichenia © GOZDZIK
W oddali Bazylika w Licheniu © GOZDZIK
Bazylika w Licheniu © GOZDZIK
Lubstów - pałac © GOZDZIK
Na promie © GOZDZIK



