Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Gozdzik z miasteczka Głowno. Mam przejechane 22121.83 kilometrów w tym 5230.87 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 19.04 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 88615 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Gozdzik.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Lipiec, 2020

Dystans całkowity:265.00 km (w terenie 88.50 km; 33.40%)
Czas w ruchu:14:46
Średnia prędkość:17.95 km/h
Maksymalna prędkość:37.40 km/h
Suma podjazdów:441 m
Liczba aktywności:3
Średnio na aktywność:88.33 km i 4h 55m
Więcej statystyk
  • DST 77.30km
  • Teren 5.00km
  • Czas 03:46
  • VAVG 20.52km/h
  • VMAX 35.00km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do Lipiec Reymontowskich przez Maków

Niedziela, 26 lipca 2020 · dodano: 27.07.2020 | Komentarze 0

Na dzisiejszy dzień przygotowałem dwie wycieczki.
Jedna gdy przyjdzie mi samemu pojechać sobie gdzieś, a drugą gdyby jednak Andrzej syn siostry zdecydował się na wspólne rowerowanie.
Pierwsza to oczywiście terenowe wzniesienia łódzkie. Tak, tak wiem mówiłem, że ostatnio mam dość terenu, ale już mi przeszło i wróciłbym na leśnie ścieżki.
Druga trasa to bardziej asfaltowa, ale za to dłuższa, choć oczywiście nie mogło zabraknąć terenowych akcentów. Miały być drobne i można by powiedzieć że były gdyby nie taki jeden „paskudniak” z piachem po kolana między dwoma polami w samo południe. Ojjj było ciepło, duszno, gorąco i ciężko. Bardziej było pchane niż jechane, ale jak już się przejechało to znaczy przepchało i w cieniu łyka wody skosztowało to było jak w raju cudownie.
Pomysł na wycieczkę był taki, aby Młodemu pokazać na własne oczy gdzie przez jakieś 2 lata nasz Noblista mieszkał, pracował i tworzył.
Czyli kierunek jak w tytule, na Lipce Reymontowskie. A że z Głowna do Lipiec niedaleka droga to trzeba było ją jakoś wydłużyć. I tak właśnie powstała wycieczka z Głowna do Lipiec przez Maków. Ciche i spokojne okoliczne wioski i małe miasteczka witały nas niedzielnym lenistwem. Czas upływał na podziwianiu sielankowych krajobrazów, aż tu nagle jak z pod ziemi kombajn żniwa rozpoczyna.
Jak to ?
Już ?
Przecież to dopiero początek li……. Ojjjjjj to już koniec lipca jest.
Jak to ?
Już ?
Znowu mi ktoś jakieś tygodnie zajumał.
Kto, gdzie i kiedy ??? Oj dowiem się i będzie z nim krucho.
Ale to potem.
Teraz trzeba do Lipiec dotrzeć i w cieniu trochę odpocząć bo po tym pustynnym rajdzie rowerowym sił nam trochę ubyło.
Poleżeliśmy pod drzewem w parku i pogadaliśmy. Andrzej zdradził mi swoje plany rowerowe, które zakładają pokonanie w najbliższym czasie pierwszych w jego życiu 100 km, a może i troszkę więcej. Będę mu w tym bardzo kibicował bo doskonale wiem co to znaczy i jak smakuje realizacja planów, bicie własnych słabości i pokonywanie wyznaczonych barier. Dziś dla Andrzeja jest to pierwsza setka (bez podtekstów mi tu ), w przyszłym roku może 200 km, a może kilkudniowy wyjazd rowerowy z sakwami, spaniem pod namiotem nad brzegiem jeziora? Kto to wie. Jest młody, bardzo młody, silny i ambitny chłopak, a do tego widzę że ma dobrze poukładane w głowie. Całe życie przed nim i może spokojnie je zaplanować. Na pewno będę go wspierał w turystycznych planach. Czy to rowerowych czy pieszych. Namawiał na zwiedzania i podróżowanie, aby kiedyś nie żałował tego że nie był tu czy tam, że nie pojechał tu czy tam, nie przeszedł szlaków tych górskich i tych nizinnych. Aby siedział wieczorami nad mapą i przewodnikiem i planował realne wycieczki, a nie jak ja jeździł tylko palcem po mapie i modlił się aby chociaż jedna się udała.
Eeeeeee dobra. Miało być o wycieczce, a nie o niespełnionych moich marzeniach, które może jeszcze kiedyś na starość się zrealizują. Ale tylko może.
No właśnie wycieczka bardzo fajna. Kolejna z Andrzejem wycieczka zrealizowana w pełnym zakresie i supernowej atmosferze. Było mi bardzo miło.
Andrzeju planuj setkę, chętnie z tobą pojadę, a potem z naszą grupą pomkniesz do Ciechanowa.

Trasa : Głowno – Ostrołęka – Albinów – Wola Lubiankowska – Czatolin Łyszkowice – Pszczonów – Słomków – Maków – Mokra Lewa – Krężce – Dąbrowice – Zapady – Godzianów – Kawęczyn – Drzewce – Lipce Reymontowskie – Mszadla – Siciska – Nadolna – Kraszew – Janów – Grodzisk – Dmosin Drugi – Osiny – Głowno

Foto:

Tak miejscówka na trasie miedzy Makowem a Skierniewicami
Tak miejscówka na trasie miedzy Makowem a Skierniewicami © GOZDZIK

To to samo miejsce
To to samo miejsce © GOZDZIK

Tu było naprawdę gorąco, parno i piaszczysto
Tu było naprawdę gorąco, parno i piaszczysto © GOZDZIK

I cel naszej wycieczki
I cel naszej wycieczki © GOZDZIK


Kategoria Po okolicy


  • DST 51.00km
  • Teren 2.50km
  • Czas 02:30
  • VAVG 20.40km/h
  • VMAX 37.40km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 122m
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Głowno i okolice

Niedziela, 19 lipca 2020 · dodano: 20.07.2020 | Komentarze 0

Po ostatniej właściwie terenowej wycieczce jakoś nie ciągnęło wilka do lasu. Znaczy się wilczka do lasu. Mam na razie przesyt leśnych klimatów, piasków, krzaków, szyszek o korzenie. A jak nie ja to na 100% moje szanowne zadnie 4 litery. Dlatego dziś, korzystając z tego że pogoda piękna wbrew zapowiedziom, ruszam na podbój okolic po asfaltowych drogach. A że asfaltowo ma być wiec zaprosiłem do udziału w wycieczce syna siostry Andrzeja. Niestety Andrzej kontuzjowany i wyłączony na jakiś czas z jazdy na rowerze.
Ruszam więc sam.
Bez większego pomysłu na to gdzie i po co, ale za to z radością że jadę.
Trasa lekka łatwa i przyjemna prowadziła mnie przez okoliczne wioski.
Spokój, cisza, słonko, cieplutki wietrzyk to towarzysze mojej dzisiejszej mini wycieczki.
Wyjeżdżając z domu kontaktowałem się z Waldkiem, który również w tym samym czasie tylko że na Zielonej Wyspie też wybierał się na wycieczkę. Można wiec powiedzieć że byliśmy razem, w czasie, bo przestrzenie niestety oddalone setki kilometr. Ale fajnie było wiedzieć, ze pedałujemy razem ja tu on tam.
Do domu przegnały mnie zbierające się od południa chmury i niebezpieczne pomruki burzy, która co prawda moje miasteczko ominęła, ale na bank gdzieś nieopodal lunęło i to zdrowo bo od razu powietrze się zmieniło.

Trasa: Głowno – Wyskoki – Bratoszewice – Szczecin – Dmosin Pierwszy – Dmosin – Grodzisk – Kraszew Wielki – Michałów – Kuźmy – Wola Lubiankowska – Albinów – Ostrołęka – i po Głownie

Foto:
W drodze do Bratoszewic
W drodze do Bratoszewic © GOZDZIK
Ostrołęka
Ostrołęka © GOZDZIK


Kategoria Po okolicy


  • DST 136.70km
  • Teren 81.00km
  • Czas 08:30
  • VAVG 16.08km/h
  • VMAX 32.40km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Podjazdy 319m
  • Sprzęt Góralek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kampinoski Szlak Rowerowy

Sobota, 4 lipca 2020 · dodano: 11.07.2020 | Komentarze 2

Puszcza Kampinoska od wielu wielu lat jest jednym z podstawowych miejsc które odwiedzam co roku. I to nie raz ale dwa a nieraz i trzy razy. Lubie zabierać na puszczańskie szklaki moich znajomych. Tą miłością, tą przyjemnością podróżowania po kampinoskich szklakach zaraził mnie kilka lat temu Waldek. Potem sam uciekł na obczyznę, a mnie zostawił z tym uczuciem. Przez te wszystkie lata ( od 2005 roku) i wszystkie odbyte wycieczki przejechałem chyba wszystkie szlaki oznaczone szlaki. Przejechałem je w rożnych kombinacjach. Dużo by o tym pisać. To znaczy nie to że nie mam ochoty, bo mam, a do tego taki opis tych wycieczek jest mi niezbędny do zdobycia odznaki turystycznej Miłośnika Puszczy Kampinoskiej, ale teraz nie o o chodzi. Bo rzecz się tyczy tego że nie przejechałem jednego szlaku. Co prawda kawałkami tak oczywiście, gdyż pokrywa on się z innymi szlakami które przemierzałem. Jednak jego jedynego całego od początku do końca nie przejechałem. Mówię tu o Kampinoskim Szlaku Rowerowym.
Czemu ???
Nie wiem.
Trudno mi nawet na to pytanie odpowiedzieć.
Przecież wydawałoby się to logiczne.
Kocham Puszce Kampinoską i jadę jej królewskim szlakiem .
Proste ?
Bardzo proste.
Ale najważniejsze że w wieku 50 lat dojrzałem, zmądrzałem (choć nie wszyscy się z tym zgadzają) i postanowiłem go przejechać.
Szlak według rożnych źródeł ma około 140 km. Gdzie nie gdzie mówi się o 145, a gdzieś indziej o 135. Mnie wg mapy papierowej szlaku wychodził dystans 136 km.
Decyzja …........... Jadę.
Dzielę się moją decyzją i postanowieniem z moimi grupowymi przyjaciółmi i........ i się zaczęło.
Goździk po co ci to ?
Tam piachu dużo.
Nie jedź.
To za duże wyzwanie dla ciebie!!!!
Rozbij na dwa dni!!
Po co ci się tak męczyć!
Daj spokój.
I tylko jeden głos nadziei.
Głos Grzegorza.
Goździk jadę z tobą.
Uffff całe szczęście.
Jest jeszcze jeden wariat który chce to zrobić. I chwała mu za to bo normalnie zaczynałem się zastanawiać nad tym, czy faktycznie takie wyzwania są dla mnie.
Chociaż niestety całe życie należałem i należę do osób którym jak coś się mówiło że za trudno, że za ciężko, że nie tak, że po co ci to, że nie da się, to ja niestety to robiłem. Oczywiście kończyło się to różnie. Nie raz chwałą i sukcesem, a nieraz siniakami i obiciami. Ale dopóki się czegoś nie spróbuje, nie zobaczy, nie zaryzykuje to się tego nie wiem czy się da czy nie. I lepiej spróbować i powiedzieć faktycznie nie da się niż siedzieć i nie spróbować.
I spróbowałem. Spróbowaliśmy razem z Grzegorzem.
Zbiórka o 6.40 na parkingu w Granicy. 6.60 ruszamy do boju.
Pierwsze kilometry superowe. Nastrój wspaniały. Pogaduchy, śmichy chichy itp.
Kilometry leca.
OOŚ Zamczysko, OOŚ Karpaty, Julinek myk i już Leszno, mocniejsze pociągnięcia i Zaborów. Uf mały odpoczynek.
Śniadanko, telefony do bliskich, fotki do przyjaciół i lecimy dalej. Czym bliżej Warszawy tym puszcza mniej przypomina puszczę a bardziej obszary miejscowości letniskowych, sypialnie dużego miasta, nie wiem jak to określić. Sporo ludzi, dużo domów, samochodów, asfaltu itp. Pokonujemy tą bardziej zurbanizowaną cześć granic Puszczy Kampinoskiej i mkniemy dalej.
Musze tu dodać, ze pogoda dziś jest rewelacyjna. Bardzo ciepło i słonecznie. Piszę o tym ponieważ ma to niebagatelny wpływ na to jak się czujemy i jak nam idzie. A idzie nam tak , że w Leoncinie pod sklepem w cieniu padamy i pochłaniamy słodkości, zimne lody oraz wypijamy hektolitry wody.
Siły wracają, a myśl o tym, że za około 25 km w Osadzie Puszczańskiej w Tułowicach zjemy sobie pyszny obiadek powoduj, ze na szlak wracamy z ochota.
Po chwili wjeżdżamy w las. Słońce, upał oraz to że niedawno padało non stop powoduje to ze w lesie jest parno, duszno nie ma czym oddychać, a to niestety podcina mi skrzydła. Ale co się dziwić. Na rowerze w tym roku jestem tyle co kot napłakał. W czerwcu trochę zacząłem biegać aby poprawić wydolność, ale to znowu kolano z zerwanym wiązadłem krzyżowym po 8 biegach odmówiło posłuszeństwa. No co tu gadać. Dopadł mnie kryzys. Dopadł nie już tu zdradzę, ze trzymał prawie do samego końca. Chociaż po odpoczynku w Żelazowej Woli zrobiło się trochę lepiej.
Ale wracajmy na szklak w okolicy Śladowa.
Ty wjechaliśmy na wał wzdłuż Kanału Kromnowskiego.
Czy aby oddać przyjemność jechania tym odcinkiem szlaku wystarczy że powiem : trawa, kaszaki i jeżyny do pasa??? Myślę że tak.
Ale my nakręceni myślą ze w Tułowicach czeka już na nas obiad przemknęliśmy ten odcinek tak, że dwóch napotkanych rowerzystów, którzy od Warszawy również jechali tym szlakiem, po pierwszej cześć jazdy po krzaczyskach zrezygnowali z dalszej jazdy szlakiem i odbili na asfalt. Mięczaki.....
My jednak mkniemy dalej szlakiem, nie odpuszczamy. Nagroda ma być pyszny posiłek w Osadzie.
Jeszcze 5 km.
Jeszcze 2 km
Już 1 km.
Już widać, jest, już jesteśmy na trenie, już widzimy oczami wyobraźni rosołek, albo żurek, albo ziemniaczki i schabowy albo …. kur...... REZERWACJA. Jedzenie nie będzie. Ręce, nogi i …. opadają. Czyje jak uchodzi ze mnie powietrze.
Ale od czego ma się w takich przypadkach przyjaciół którzy jadą z tobą ?? No właśnie od tego aby pocieszyć, aby wspomóc, aby powiedzieć dobre słowa aby rozweselić i zmotywować. I właśnie po chwili odpoczynku Grzegorz motywuje ,mnie do dalszej jazdy. Wsiadamy i mkniemy dalej. To już naprawdę jest niedaleko i dość łatwa trasa. Końcówka tylko po piachu, ale tak jak wspomniałem wyżej od Żelazowej Woli było już całkiem znośnie. Nie powiem że super bo bym skłamał, ale było znośnie.
Udało się.
Paradoksalnie te wszystkie głosy, które mówiły że NIE...... spowodowały że w głowi mi siedziało że TAK.
Nie wiem czy dałbym radę sam? Pewnie tak. Może bardziej bym był zdemolowany, ale moja zawziętość by m i nie pozwoliła na to aby to przerwać. Zresztą tak naradę był tylko jeden moment w którym przerwanie trasy miało by sens. Po przekroczeni tego punkt nie miało to żadnego znaczenia czy zawracam i jadę do Granicy innymi szlakami czy kontynuuje podróż szlakiem.
Grzegorz bardzo, bardzo ale to bardzo ci dziękuję za to że byłeś ze mną, że mnie wspierałaś w trudnych momentach i że się nam udało.

Trasa : Kampinoski Szlak Rowerowy

Foto.


Przy OOŚ Zamczysko
Przy OOŚ Zamczysko © GOZDZIK

Na Kampinoskim Szlaku Rowerowym
Na Kampinoskim Szlaku Rowerowym © GOZDZIK
Na kampinoskim szlaku
Na kampinoskim szlaku © GOZDZIK
Czasami i rowerek na plecach musiał byc.
Czasami i rowerek na plecach musiał być. © GOZDZIK
Szlak przy kanale
Szlak przy kanale © GOZDZIK
Na szlaku w Brochowie
Na szlaku w Brochowie © GOZDZIK



Kategoria Kampinoski PN