Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Gozdzik z miasteczka Głowno. Mam przejechane 22121.83 kilometrów w tym 5230.87 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 19.04 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 88615 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Gozdzik.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Kwiecień, 2015

Dystans całkowity:223.00 km (w terenie 41.30 km; 18.52%)
Czas w ruchu:11:41
Średnia prędkość:19.09 km/h
Maksymalna prędkość:36.50 km/h
Suma podjazdów:855 m
Liczba aktywności:4
Średnio na aktywność:55.75 km i 2h 55m
Więcej statystyk
  • DST 31.30km
  • Teren 11.70km
  • Czas 01:35
  • VAVG 19.77km/h
  • VMAX 36.50km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 157m
  • Sprzęt BASIC
  • Aktywność Jazda na rowerze

Między mżawką, a ulewą......

Niedziela, 26 kwietnia 2015 · dodano: 26.04.2015 | Komentarze 0

……….. pojawił się promyk nadziei na mały rowerowy wypad po okolicy.
Niestety tylko po okolicy, ponieważ chmur było sporo, a właściwie to same chmury, w których podstępnie czaił się deszcz, aby zaatakować mnie, gdy będę daleko od domku.
Nie było jakiegoś większego pomysłu na kierunek i cel wycieczki, dlatego tak bez większego celu pokręciłem się samotnie troszkę po lesie, troszkę po wioskach aż w końcu wylądowałem w Rezerwacie Przyrody Zabrzeźnia.
To miejsce jest oddalone od centrum (czyli ode mnie) Głowna jakieś 2 km i znajduje się jeszcze w granicach miasta. Stworzony został 1984 roku i ma na celu ochronę jodły pospolitej, która występuje tu na północnej granicy swojego naturalnego występowania. Bardzo dawno tu nie byłem, bo właściwie tylko oprócz tablicy informacyjnej nic nie było.To znaczy była przyroda oczywiście, ale nic poza tym.
Dlatego byłem bardzo pozytywnie zaskoczony jak się dziś tam zjawiłem.Pojawiły się ławeczki, pojawiły się tablice informacyjne, a przy ścieżce tablice opisujące dany gatunek czy to drzewa, paproci, bluszczu itp. Naprawdę ciekawie się tu zrobiło, ale długo nie mogłem się nacieszyć tym miejscem, bo właśnie złowrogi deszcz rozpoczął swój taniec na młodziutkich listkach.
Czas było uciekać do domku. Zdążyłem wejść i deszcz się na serio mocno się rozpadał. Dobrze, że pada. Jest ciepło więc przyroda ruszy teraz z całym impetem.
Trasa: Głowno – Grodzisko – Lubowidza – Kalinów – Wyskoki – Głowno
Foto:

Rezerwat Przyrody Zabrzeźnia
Rezerwat Przyrody Zabrzeźnia © GOZDZIK

Ścieżki w rezerwacie
Ścieżki w rezerwacie © GOZDZIK

W rezerwacie przyrody ZABRZEŹNIA
W rezerwacie przyrody ZABRZEŹNIA © GOZDZIK

Krótki kurs dla początkujących zbieraczy - to jemy :-)
Krótki kurs dla początkujących zbieraczy - te zbieramy :-) © GOZDZIK

... tych nie zbieramy i nie niszczymy !!!
... tych nie zbieramy i nie niszczymy !!! © GOZDZIK


Kategoria Po okolicy


  • DST 64.10km
  • Teren 25.00km
  • Czas 03:14
  • VAVG 19.82km/h
  • VMAX 34.23km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 220m
  • Sprzęt BASIC
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Po Kampinoskim PN, w wymarzonym skłądzie

Sobota, 18 kwietnia 2015 · dodano: 20.04.2015 | Komentarze 0

To był prawdziwy przysłowiowy dzień kwietniowy. Mieliśmy deszcz, śnieg, grad, słońce, chmury, czyste niebo, wiatr, ciszę, zimno i cieplutko. Po prostu wszystko, co mogła nam natura zaoferować, a burzy nie było tylko.
Na pierwszą wizytę w Puszczy Kampinoskiej musiałem dość długo czekać w tym roku, ponieważ tak jak pisałem w relacji z Bolimowskiego Parku Krajobrazowego, czekaliśmy na niespodziewaną wizytę w Polsce Waldka. To właśnie jego przyjazd na ten weekend spowodował to, że pogoda tym razem miała najmniejsze znaczenie i najmniejszy wpływ na to czy jedziemy do puszczy czy nie. Może jakby była ulewa od samego rana, albo jakby ten śnieg z gradem i deszczem padał podczas naszego startu, a nie złapał nas po 12 kilometrach, to może i byśmy nie wyruszyli, ale nic takiego od rana się nie wydarzyło, więc z ochotą ruszyliśmy do Kampinoskiego Parku Narodowego.
Skład wycieczki prawie, że doskonały. Prawie doskonały, bo niestety zabrakło nam tylko Kasi, która nie mogła w tą sobotę do nas dołączyć, ale ponoć podczas tych przelotnych opadów myślała o nas intensywnie.
Do puszczy ruszyliśmy od razu rowerkami z Sochaczewa przez Szczytno i Zawady, drogami, którymi ja przyznam się szczerze jechałem pierwszy raz i może, dlatego ten odcinek do Granicy umknął mi bardzo szybko. Nie liczę przymusowego postoju podczas ulewy z gradem i śniegiem, który to postój i tak spędziliśmy w wyśmienitych humorach.
Przystanek Granica i……… i zapoznanie się z nowym, a właściwie odnowionym i to na „bogota” parkingiem.Granica to takie miejsce gdzie swój początek ma wiele szlaków i miejsce, z którego większość turystów pieszych czy rowerowych rozpoczyna swoje wycieczki po puszczy. Czyli można powiedzieć, że taka wizytówka i dlatego teraz po remoncie wygląda tak jak wygląda. Dobra jest ładnie, jest elegancko jest na pokaz, ale mnie się osobiście wydaje ze troszkę to miejsce straciło na swoim charakterze. Charakterze leśnego miejsca wypadowego, a całkowity brak stolików z ławkami, przy których to można było spokojnie zjeść kanapki wypić herbatę czy kawę, posiedzieć i omówić trasę itp., no mnie sięnie podoba i już. Zdjęcia nie będzie, trzeba tam pojechać samemu i porównać, może ja mam spaczony gust i tyle.
Droga z Granicy do Górek to taki troszkę nudnawy odcinek, więc nie ma co o nim mówić za wiele po prostu przejechaliśmy go pod wiatr i z lekkim deszczykiem, a ku naszemu zaskoczeniu w sklepie w Górkach spotkała nas za to nagroda, wyszło piękne słoneczko, zrobiło się cieplutko, milutko i jak koty wystawialiśmy grzbiety do niego aby troszkę się osuszyć i ogrzać.
Po tych chwilkach luksusu pogodowego ruszyliśmy w las. Najpierw szlakiem niebieskim, a potem czerwonym w kierunku Obszaru Ochrony Ścisłej Krzywa Góra i znajdującym się tuż przy szklaku Dębie prof. Kobędzy, a następnie OOŚ Czerwińskie Góry i Czapliniec. Bardzo dawno nie jechałem tym fragmentem czerwonego szlaku, albo moja pamięć zawodzi troszeczkę, bo o ile Dąb Kobędzy i miejsce to jest mi znane i pamiętam te drogi to jakoś całkowicie nie kojarzyłem fragmentu tego szlaku od żółtego pieszego do Góry Kapturowej, do Miszor. Nie wiem co było nie tak, ale jechałem i podziwiałem wszystko jakbym tu był pierwszy raz. A może faktycznie tym blisko 6-7 km odcinkiem nigdy nie jechałem. Dobra nie ważne, ważne ze już jechałem hi hi hi i było naprawdę bardzo bardzo fajnie. Padający deszcze w lesie całkowicie nie przeszkadza, może troszkę bardziej jest się ubłoconym, ale w dobrym towarzystwie, w pięknym i ulubiony miejscu wszystko jest jak najbardziej wspaniałe i nic nie przeszkadza.
Do Sochaczewa wróciliśmy przez Plecewice i dzielnice Chodaków i Stare Kistki, gdzie na przejeździe przez tory tuż przed mostem na Utracie mimo wyraźnych ostrzeżeń wysyłanych przez Waldka: „UWAGA TORY” nasz Gołąbek zaliczył Orzełka i tym samym dołączył do panteonu „spadających gwiazd” w tym miejscu.
Oczywiście po sprawdzeniu czy wszystko jest w porządku czy nic się nie stało naszemu „orzełkowi” śmiechu mieliśmy do łez, bo okazało się ze niestety spodnie nie wytrzymały napięcia związanego z upadkiem i błyskawicznym podniesieniem się i pękły odsłaniając nienaganną muskulaturę mięśnia pośladkowego wielkiego oraz dwugłowego uda.
Widok bezcenny – Gołąbek w Sochaczewie z goła pupa po mieście jeździł …….
Ale tak bardziej poważnie to całe szczęście, że chłopakowi nic się nie stało, bo przejazd ten jest naprawdę dość wredny i znajduje się na bardzo ruchliwej ulicy. Na pocieszenie można powiedzieć, że nie on pierwszy i nie ostatni przewrócił się w tym miejscu.
Trasa: Sochaczew – Orły-Cesin – Szczytno – Zawady – Komorów – Granica – Górki – Miszory – Famułki Brochowskie – Wólka Smolna – Plecewice – Sochaczew
Foto:

Szczytno - deszcz+grad+śnieg - rewelacja
Szczytno - deszcz+grad+śnieg - rewelacja © GOZDZIK

Ale humorek nie opuszczał od poczatku do samego końca :-)
Ale humorek nie opuszczał od początku do samego końca :-) © GOZDZIK

Granica i kawałeczek nowego parkingu - mnie sie nie podoba :-(
Granica i kawałeczek nowego parkingu - mnie się nie podoba :-( © GOZDZIK

Na puszczańskich szlakach
Na puszczańskich szlakach © GOZDZIK

Gdzieś na szlaku
Gdzieś na szlaku © GOZDZIK

Miszory - to co kierunek baza ?
Miszory - to co kierunek baza ? © GOZDZIK


Kategoria Kampinoski PN


  • DST 90.10km
  • Teren 2.80km
  • Czas 05:00
  • VAVG 18.02km/h
  • VMAX 33.40km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Podjazdy 373m
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Do Kiernozi

Niedziela, 12 kwietnia 2015 · dodano: 13.04.2015 | Komentarze 4

Proszę, kilka wycieczek absencji Ciapka w naszym rowerowym gronie i po powrocie od razu zostaje bohaterem. Co ten chłopak w sobie ma ?
Trudno powiedzieć, ale w zeszłym roku w pełni go podziwiałem jak z dwóch wycieczek wracał na totalnym kapciu, a tu jeszcze dobrze sezon rowerowy się nie zaczął, a gość ponownie mnie powalił. Ponieważ tym razem …… a dobra to może bardziej chronologicznie o wycieczce i zdarzeniach.

Totalnie rozpieszczeni i maksymalnie zmotywowani sobotnią letnią pogodą, nawet nie chcieliśmy słyszeć i dopuścić do wiadomości to, że niedziela może być kiepska jeśli chodzi o dłuższy wyjazd.
Rano pobudka i pędem do okna….. eeee no piknie nie jest, ale nie pada … chyba wieje dość mocno?, są chmury, nooo, ale nie pada wiec, na co czekać.
Aby nie dać moim kompanom powodu do rozpoczęcia dywagacji na temat jedziemy - nie jedziemy, to na wszelki wypadek nie pytałem ich, co i jak tylko czekałem na miejscu zbiórki.
Oooooo matko pojawili się bez spóźnienia, to już jakaś nowość, a może metody wychowawcze zaczynają powoli odnosić skutek ??? Dobra są nic nie komentuje nie wspominam o pogodzie, trudne tematy na bok.
Kurczę chłodno jednak …. Wieje, o kurde jak wieje jak się wyjechało zza budynków, ja pierdziu jaki wicher na szczerych polach. Po 6-8 km mam ochotę zadzwonić po wóz techniczny i do domku wrócić. Przecież w niektórych momentach prędkość spada do 10 km /h, a dzisiejszy plan to Kiernozia czyli dystans około 90-100 km.
Rozpacz, nawet czarna rozpacz.
I tak docieramy do miejscowości Sobota, zawijamy na zameczek, którego do tej pory jeszcze nie odwiedził Gołąbek. Tu chwila przerwy i oczekuję na pierwsze słowa zwątpienia i chęci powrotu do domu, ale cisza, chłopaki dobrze się bawią to, co no ja pierwszy się nie poddam przecież. No jakby to wyglądało co ? Wiec dobrze się bawię z kolegami oglądając i podziwiając jak pięknie został oczyszczony, a raczej jest oczyszczany park wokół zameczku. Naprawdę robi się pięknie. Nie ma krzaków, samosiejek i niepotrzebnych drzewek. Te drzewa, co są dorodne, ładne pewnie stare opisane są jakimiś numerami.
Pięknie wszystko widać. Naprawdę podoba mi się tu.
Po chwili spędzonej w tak miłym i cichym miejscu ruszamy dalej w drogę. Już za pierwszym zakrętem kolega wicher sobie o nas przypomniał i dalej lewy skos w twarz i lewy bok atak ile natura dała.
Masakra. Naprawdę jechało się bardzo ciężko i w momentach gdy trasa prowadziła idealnie pod wiatr super ciężko. Dopiero na jakieś 8-10 km przed Kiernozią mieliśmy odcinek drogi gdzie wiatr był naszym przyjacielem. Jak się okazało dla Ciapka właśnie na tym odcinku w drodze powrotnej wiatr był jego największym wrogiem. Wrogiem, bo niestety wiał prosto w twarz i nasz kolega, a raczej jego kolano nie wytrzymało walki i coś puściło, zagrzechotało i zabolało.
Cała powrotna droga to to jest około 35-40 km jechał biedny pedałując tylko jedna nogą (nie w SPD) drugiej pomagał naciskając kolano ręką. No, co to za jazda. Prędkość spadła nam do 12-15 km/h, ale chłopak dała radę dojechał do domu na rowerze. Co prawda na twarzy naprawdę było widać, że go boli i cierpi, ale się nie poddał.
Tak to prawda dość głupie postanowienie i nieodpowiedzialne z jednej strony, bo mógł sobie wyrządzić większe szkody, ale z drugiej strony … no cóż szacuneczek Marcinie i tyle.
Ktoś mi kiedyś powiedział, ze ból kształtuje charakter. I może coś w ty jest.

A jeśli chodzi o walory kulturalna – historyczne dotyczące Kiernozi to legendy głoszą, że miał się tu zatrzymać Król Władysław Jagiełło w drodze na Grunwald i polować w okolicznych lasach na dziki (kiernozy – stąd nazwa miejscowości oraz herb – dzik na zielonym polu).
Podróżując z wujem Łukaszem, biskupem warmińskim gościł w Kiernozi Mikołaj Kopernik, gdzie ponoć na rynku zgubił soje pióro.
Miejscowego starostę Łączyńskiego, wg legend, miał odwiedzić sam Tadeusz Kościuszko, któremu na ta okoliczność usypano później kopiec w pałacowym parku.
Prawdą natomiast jest, że w krypcie kościoła św. Małgorzaty obok bliskich znajduje się trumna z ciałem (serce jest w Paryżu) Pani Marii Walewskiej, o której mówimy, że była polską żoną (to określenie bardziej mi się podoba niż metresa cesarza) Napoleona, z którym zresztą miała syna. Warto sobie troszkę poczytać o tej parze i jej historii oraz późniejszych losach Pani Walewskiej.
W parku znajduje się klasycystyczny pałac Łączyńskich z I połowy XIX wieku z zabytkowym parkiem i kopcem Kościuszki.
Generalnie miejscowość bardzo mała, ale troszkę do zobaczenia, a wcześniej poczytania o tej wiosce, która kiedyś dwukrotnie 1567 a następnie 1784 stawała się miastem.

Wycieczka udana, słonko w drodze powrotnej dawało nam sił (szczególnie Ciapkowi) do walki z nadal porywistym wiatrem i tyle.
Gdzie by się tu wybrać za dwa tygodnie ??? mmmmm
Ciapek jedziesz z nami ????

Trasa: Głowno – Walewice – Sobota – Bąków Górny – Wiskienica Dolna – Zalesie – Złaków Borowy – Sokołów-Towarzystwo – Kiernozia – Sokołów-Towarzystwo – Złaków Borowy – Złaków Kościelny – Zduny – Chruślin – Skaratki pod Lasem – Sapy – Strzebieszew – Kamień – Głowno.

Foto:
Zameczek w Sobocie
Zameczek w Sobocie © GOZDZIK

Kiernozia - Pałac Łączyńskich
Kiernozia - Pałac Łączyńskich © GOZDZIK

Kiernozia - Pałac Łączyńskich
Kiernozia - Pałac Łączyńskich © GOZDZIK

Kiernozia - Pałac Łączyńskich
Kiernozia - Pałac Łączyńskich © GOZDZIK

Kopiec Kościuszki w Kiernozi
Kopiec Kościuszki w Kiernozi © GOZDZIK

Tablica na kopcu w Kiernozi
Tablica na kopcu w Kiernozi © GOZDZIK

Krypta w kościele
Krypta w kościele © GOZDZIK

Tablica informacyjna w krypcie kościoła. Słońce się tak odbijało że nie było jak zrobić dobrze tego zdjęcia
Tablica informacyjna w krypcie kościoła. Słońce się tak odbijało że nie było jak zrobić dobrze tego zdjęcia © GOZDZIK

Może jeszcze takie zdjęcie
Może jeszcze takie zdjęcie © GOZDZIK

A na takich terenach wiatr się rozpędzał jak bolidy F1 na prostej
A na takich terenach wiatr rozpędzał się jak bolidy F1 na prostej © GOZDZIK

Pozycja nr 2 - kulejący na rowerze - Ciapek
Pozycja nr 2 - kulejący na rowerze - Ciapek © GOZDZIK


Kategoria Po okolicy


  • DST 37.50km
  • Teren 1.80km
  • Czas 01:52
  • VAVG 20.09km/h
  • VMAX 29.30km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 105m
  • Sprzęt BASIC
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Dwa pałace i nas dwóch

Wtorek, 7 kwietnia 2015 · dodano: 07.04.2015 | Komentarze 0

Święta, Święta i po świętach czas wrócić do rzeczywistości, czyli do pracy czas, ale co by ten powrót nie był szokiem dla organizmu to najpierw jeden dzionek urlopu dla aklimatyzacji. A jak jest urlopik i pogoda jest całkiem znośna to trzeba na rowerek śmignąć i odrobinę świątecznego obżarstwa zostawić gdzieś po drodze.
Gołąbek też ma wolne wiec wspólnie wybraliśmy się na poświąteczne wietrzenie organizmu hi hi hi.
Wybór padł na Psary i Walewice, w których to miejscach byłem wiele razy i wiele razy odwiedziłem znajdujące się tam pałace, ale nie było jakoś innego pomysłu na dzisiejsze kręcenie, więc pomysł został przyjęty do realizacji.
Bardzo szybko okazało się że wcale nie jest tak ciepło jakby się mogło wydawać i jakbyśmy chcieli, ale powrotu nie było i dzielnie pokonywaliśmy wiatr w twarz wiejący.
Dwór w Psarach wzniesiony został w 1892 roku dla hrabiego Mieczysława Łubieńskiego i jego małżonki Zofii z Grabińskich. Do wybuchu II WŚ był w posiadaniu ich córki, a po wojnie do roku 1970 mieściła się tu szkoła podstawowa, a następnie Bira Przedsiębiorstwa Rybackiego i mieszkania dla pracowników.
Dziś dwór stoi pusty i chyba niszczeje
Zupełnie inaczej wygląda dziś pałac w Walewicach, który został wzniesiony w 1783 roku dla szambelana króla St. A. Poniatowskiego-Anastazego Walewskiego i jego żony Magdaleny z Tyzenhauzów.
Długo by opisywać to miejsce, dlatego odsyłam wszystkich zainteresowanych do poczytania o tym miejscu w Internecie, albo innych publikacjach. Miejsce jest naprawdę bardzo urocze i warte odwiedzenia.
Po chwili wałęsania się po parku ruszyliśmy w drogę powrotną do domu.
Głowę przewiało hi hi hi, trzy kawałeczki szyneczki spalone wypad zaliczony do tych pozytywnych.
Trasa: Głowno – Gawronki – Boczki Zarzeczne – Psary – Bielawy – Walewice – Rulice – Zgoda – Głowno
Foto:

Psary - dwór
Psary - dwór © GOZDZIK

Psary - dwór
Psary - dwór © GOZDZIK

Psary - Ciekawie się wije to drzewko, pnącze czy jakoś coś i pewnie wiele wiele lat
Psary - Ciekawie się wije to drzewko, pnącze czy jakoś coś i pewnie wiele wiele lat © GOZDZIK

Walewice - pałac
Walewice - pałac © GOZDZIK

Walewice - pałac
Walewice - pałac © GOZDZIK


Kategoria Po okolicy