Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Gozdzik z miasteczka Głowno. Mam przejechane 22121.83 kilometrów w tym 5230.87 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 19.04 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 88615 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Gozdzik.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Sierpień, 2012

Dystans całkowity:366.70 km (w terenie 102.70 km; 28.01%)
Czas w ruchu:19:03
Średnia prędkość:19.25 km/h
Maksymalna prędkość:55.60 km/h
Liczba aktywności:5
Średnio na aktywność:73.34 km i 3h 48m
Więcej statystyk
  • DST 107.50km
  • Teren 55.00km
  • Czas 05:19
  • VAVG 20.22km/h
  • VMAX 45.10km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Sprzęt BASIC
  • Aktywność Jazda na rowerze

Czarnym Rowerowym po PKWŁ

Wtorek, 28 sierpnia 2012 · dodano: 30.08.2012 | Komentarze 3

Po Parku Krajobrazowym Wzniesień Łódzkich włóczę się na rowerze już od prawie 10 lat, ale jeszcze nigdy nie objechałem całego czarnego szlaku rowerowego. Zawsze jak tam jestem to nie myślałem o tym, tylko o fajnych miejscach, które chciałem zobaczyć, bo np. nie byłem w roku poprzednim. Jeździłem to troszkę zielonym, to czarnym rowerowym to niebieskim, czerwonym i całkowicie polnymi i leśnymi drogami. Kiedy sobie to uświadomiłem postanowiłem w tym roku objechać PKWŁ czarnym szlakiem rowerowym. Tym najdłuższym (74 km), najbardziej zróżnicowanym pod względem i podłoża i krajobrazów, oraz tym przechodzącym przez najwyższe wzniesienia PKWŁ (szczyty 261,9 278,4 i najwyższy 283 m. n.p.m.) i tym, który prowadzi przez wszystkie cenniejsze miejsca pod względem kulturowym, zabytkowym i przyrodniczym parku.
Jak postanowiłem tak też zrobiłem. W ostatni dzień urlopu wsiadłem na rowerek powłóczyłem się deczko po Głownie i ruszyłem w stronę PKWŁ do najbliższego miejsca gdzie owy szlak przebiega koło Głowna (około 14 km).
Pogoda super, mapka na wszelki wypadek w sakwie (ale i tak były dwie małe skuchy) rowerek wyszykowany wiec w drogę.
Muszę przyznać, że faktycznie dzięki różnorakiemu urozmaiceniu (drogi, krajobrazy, widoki, pola, lasy itp.) szlak ten jest najbardziej atrakcyjny. Nawet przebiega przez miejsca, w których nigdy nie byłem !!! Czym mnie mocno zaskoczył i to pozytywnie.
Na koniec powiem, że naprawdę zmęczył mnie dość mocno, ale bardzo się cieszę, że to zrobiłem.
I kilka fotek

Tablica informacyjna © GOZDZIK


W tym Dworku wielokrotnie przebywała Jarosław Iwaszkiewicz (dworek odnowiony po pożarze

Dworek w Byszewach z XVIII w © GOZDZIK


Na szaku okolice wzniesienia 278,4 m n.p.m. © GOZDZIK


Kościół w Skoszewach Starych © GOZDZIK


A tą drogą nigdy nie jechałem, a warto © GOZDZIK


Kategoria PKWŁ


  • DST 20.70km
  • Teren 20.70km
  • Czas 02:31
  • VAVG 8.23km/h
  • VMAX 19.00km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Sprzęt BASIC
  • Aktywność Jazda na rowerze

Olafek w Kampinoskim PN

Czwartek, 23 sierpnia 2012 · dodano: 29.08.2012 | Komentarze 5

Już od jakiegoś czasu obiecałem mojemu chrześniakowi Olafkowi lat 8 wycieczkę do Puszczy Kampinoskiej. W końcu nadszedł ten dzień i wybraliśmy się w samochodową podróż do Granicy na skraju puszczy, gdzie m.in. znajduje się Muzeum KPN. Granica to takie miejsce, z którego rozpoczyna się większość naszych wycieczek rowerowych.
Po złożeniu rowerów pojechaliśmy najpierw do muzeum, w którym znajdują się wypchane zwierzęta żyjące w puszczy. Młody był bardzo zadowolony, ponieważ pierwszy raz widział wilka i jego kły z odległości 20 cm, oczywiście nie wspominając całej gamy różnego rodzaju ptaków drapieżnych i innych.
Po wizycie w muzeum pojechaliśmy na cmentarz wojenny 1939r.

Przy cm. wojennym 1939 © GOZDZIK


Przez cały czas zastanawiałem się, jaka trasa, jakim szlakiem pojechać, aby młodego nie zrazić do puszczy, do jazdy po niej, gdzie i piachu sporo jest, gdzie są górki i zjazdy, trasy, która byłaby zachętą do ponownej wizyty. Postanowiłem, że najlepszym szlakiem będzie zielony od Granicy w kierunku Lasocina, a powrót droga przeznaczoną dla ruchu samochodowego z Lasocina do Granicy.
Wzdłuż szlaku odwiedziliśmy Dąb Powstańców 1863,

Dąb Powstańców 1863 © GOZDZIK


fragment niesamowicie urokliwej łąki,

Urokliwa łąka © GOZDZIK


Dąb przy Górze Św.Teresy,

Dąb przy Górze Św. Teresy © GOZDZIK


oraz wdrapaliśmy się na sama Górę Św. Teresy, gdzie znajduje się wieżyczka ppoż.

Wieża ppoż. © GOZDZIK


Przez całą drogę szlakiem to Olaf prowadził zwracał uwagę na zmiany kierunku szlaku, na oznaczenia na drzewach, naprawdę szło mu to super.
Niestety okazało się, że droga powrotna to droga bardzo bardzo piaszczysta i w wielu jej fragmentach należało rower prowadzić a nie na nim jechać. Obawiałem się, że młody nie będzie chciał już tu nigdy wrócić, ale ku mojemu zdziwieniu w Granicy przy samochodzie powiedział : „Maniek następnym razem pojedziemy niebieskim szlakiem dobra” – Jasne, że tak. Naprawdę jestem pod wrażeniem jazdy, zaangażowania, wytrwałości Olafa. Mam nadzieję ze uda mi się go na tyle zarazić jazdą na rowerze na wycieczki i wyprawy, ze kiedyś sam zacznie to robić, planować i realizować swoje marzenia a może tez i te moje, które nie zostaną zrealizowane.
A no i oczywiście tez ma książeczkę PTTK i zaczyna zbieractwo hi hi hi.


Kategoria Kampinoski PN


  • DST 76.50km
  • Teren 5.00km
  • Czas 03:42
  • VAVG 20.68km/h
  • VMAX 47.70km/h
  • Temperatura 27.0°C
  • Sprzęt BASIC
  • Aktywność Jazda na rowerze

Okolice Golubia-Dobrzynia - dzień 2

Niedziela, 19 sierpnia 2012 · dodano: 03.09.2012 | Komentarze 8

Dzień dugi już z samego wstępnego założenia miał być łatwiejszy, dystans mniejszy i nie licząc drogi dojazdowej do kwaterki całkowicie pozbawiony piachu, szutru, kamieni itp.
Wstaliśmy odrobinę później niż dnia poprzedniego i po zjedzeniu śniadanka nasza trzyosobowa ekipa podzieli się na dwa peletony hi hi hi . Jeden peleton w postaci jednoosobowej ucieczki (czyli ja) jedzie w zaplanowaną trasę, czyli Sokołowo, Godlub-Dobrzyń, Wąbrzeźno, Kowalewo Pomorskie, G-D, Sokołowo, a drugi peleton w postaci Waldka i Marcina wyruszy znacznie później jako grupa pościgowa i się gdzieś tam spotkamy. Grupa pościgowa chciała w pierwszej kolejności dogłębnie przestudiować opisy zwiedzanych obiektów, poznać ich dzieje i historię oraz opis dziejów Zakonu Krzyżackiego, a następnie zdecydowanie ruszyć w pościg za mną. Znaczy się nazywa się to, że dali mi szanse…. Oki może być.
Tak wiec po pożegnaniu z przyjaciółmi samotnie ruszyłem zdobywać zamek w Golubiu-Dobrzyniu.

Zamek w Golubiu-Dobrzyniu © GOZDZIK


Po wdrapaniu się na dziedziniec i nabyciu biletu, szczęśliwie udało mi się od razu dołączyć do zwiedzającej grupy z przewodnikiem, co było bardzo korzystne.

Ekspozycja w zamku © GOZDZIK


Ekspozycja w zamku © GOZDZIK


Po zwiedzeniu komnat, oraz dziedzińca i rzuceniu okiem na panoramę G-D, ruszyłem do Wąbrzeźna. Trasa superowa, pogoda również tak wiec czysta przyjemność z rowerowania.
W Wąbrzeźnie na rynku lody, picie, małe jedzonko, stempel i do ruin zamku, które znajdują się w pobliżu Jeziora Zamkowego.

Ruiny zamku w Wąbrzeźnie © GOZDZIK


Ruiny zamku w Wąbrzeźnie © GOZDZIK


Jeszcze chwila relaksu właśnie w tym miejscu

Widok na Jezioro Zamkowe © GOZDZIK


i powrót do G-D przez Kowalewo Pomorskie. Muszę się tu przyznać do całkowitej mojej porażki organizacyjnej dotyczącej namierzenia ruin zamku. Niestety w Kowalewie pozostała tylko jedna jedyna część tego zamku i nie przyszło mi do głowy, aby dokładnie zapoznać się z jej opisem miejsca w którym się znajduje, a dwóch mieszkańców tego miasta wskazało mi za część zamku fragment baszty murów obronnych.

Kowalewo Pomorskie-fragment baszty murów obronnych © GOZDZIK


Uznałem więc to za prawdę i nic więcej nie szukałem. Jednak w każdym opisie, jaki po powrocie czytałem to niestety nie jest fragment zamku. Niestety czuję mały niedosyt…. Nie nie mały duży niedosyt… i jestem na siebie zły za to nieprzygotowanie się. Chyba w przyszłym roku będę chciał jeszcze raz odwiedzić Kowalewo Pomorskie… zobaczę. Oki trudno nie płaczemy nad rozlanym mlekiem tylko wyciągamy wnioski … miejscowi nie zawsze wiedzą, co mają i gdzie ……
Chwilka jeszcze w mieście, na rynku i dalej na spotkanie grupy pościgowej, która zachwycona pięknem Golubskiego zamku została na starówce, a następnie pilnowała kucharzy w jednym z lokali, aby nie przypalili obiadu dla nas.
Nie przypalili był pyszny.
Jeszcze raz samemu na rynek,

Golub-Dobrzyń - rynek © GOZDZIK


Golub-Dobrzyń - rynek © GOZDZIK


rzut oka na kamienice, która stała na granicy, Golubia i Dobrzynia,

Golub-Dobrzyń - kamienica nr 36 © GOZDZIK


a następnie powrót na kwaterkę i ….. czas pakowania i powrotu do domku.

Cóż można powiedzieć o takim wyjeździe? Moje życie nie jest proste, łatwe a wakacyjne wyjazdy nierealne, więc ……….. PANOWIE BARDZO BARDZO WAM DZIĘKUJĘ ZA TE WSPÓLNIE SPĘDZONE CHWILE, były dla mnie bardzo ważne.

Wyjazdowa ekipa od lewej Waldek, Marcin, Goździk

To my © GOZDZIK




  • DST 92.50km
  • Teren 22.00km
  • Czas 04:42
  • VAVG 19.68km/h
  • VMAX 55.60km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Sprzęt BASIC
  • Aktywność Jazda na rowerze

Okolice Golubia-Dobrzynia dzień 1

Sobota, 18 sierpnia 2012 · dodano: 31.08.2012 | Komentarze 1

Powodzenie udanej wyprawy, wycieczki, wypadu rowerowego zawdzięczamy: doborowemu towarzystwu, dobrej kwaterze, pogodzie i terenom jakie chcemy, pragniemy odwiedzić, zobaczyć, zdobyć. I dlatego z pewna dozą chwalipięctwa ogłaszam, że miałem super świetną wyprawę ( nooo może taką mini wyprawę, bo tylko 2 dni) w okolice Golubia-Dobrzynia.
Jeszcze przed przylotem Waldka do Polski na urlop postanowiliśmy wspólnie, tak jak to miało miejsce 6-7 lat temu wyskoczyć na dzień może uda mi się na dwa dni na rowerki, gdzieś gdzie są zamki i piękne okolice.
Wybór padł na okolice Golubia-Dobrzynia, Brodnicy, Wąbrzeźna.
Udało mi się namówić jeszcze jednego mojego serdecznego koleżkę Marcina na ten wyjazd i w trójkę w piątkowe sierpniowe popołudnie ruszyliśmy samochodem do miejscowości Sokołowo (5 km od G-D), gdzie czekał na nas cały domek do własnej dyspozycji (REWELACYJNA miejscówka). Wieczorem „omówiliśmy” hi hi hi plany na następny dzień i poszliśmy spać.

Sokołowo - okolice naszej kwatery © GOZDZIK


Sobota rano, kurcze bardzo rano, bo niektórzy nie potrafią spać trochę dłużej niż jak w normalny dzień pracy, tak wiec zbudziliśmy się chyba przed 7 rano, ale w znakomitych nastrojach, nawet głowa nie bolała od tej wiedzy wieczornej.
Śniadanko i w drogę. Uwielbiam to podekscytowanie przed jazdą po terenach gdzie jeszcze nigdy nie byłem, przed zwiedzaniem, przed tym wszystkim, co jest nieznanym. Macie tak ??
Pierwsze kilometry dla moich przyjaciół były dość ciężkie (Waldek nie jeździł na rowerze od 5 lat, a Marcin jest na nim sporadycznie – to ważna informacja w kontekście przejechanego dystans) i upłynęły pod znakiem szukania stacji CPN, aby dopompować koła i zastanawiania się, co my tu kurcze z tym Goździkiem robimy?.
Jednak w miarę umykających kilometrów i ukazujących się krajobrazów zadowolenie z pedałowania rosło.
Pierwszy tego dnia zdobyty zamek, a raczej ruiny zamku to miejscowość Radziki Duże.

Radziki Duże - ruiny zamku krzyżackiego z XIV w. © GOZDZIK


Radziki Duże © GOZDZIK


Chwila odpoczynku i ruszyliśmy dalej do Brodnicy, która była naszym głównym celem tego dnia.
Myślę, że w tym miejscu Marcinek chciałby bardzo serdecznie pozdrowić zjazd z jednej z naprawdę stromych i długich górek, na której, tak dobrze za połowa jej wiatr zwiał mu z głowy czapeczkę i niestety musiał się zatrzymać i wrócić po nią. Ten zaskakujący manewr nie pozwolił mu na podjechanie siłą rozpędu pod następna górkę, a my zastanwialiśmy się na jej szczycie czy wszystko z naszym przyjacielem jest oki, czy czasami zbyt szybko nie zjechał i nie uległ wypadkowi. Marcinku pozdrawiamy ten zjazd.
Kolejna przygoda dopadła tym razem Waldka w miejscowości Osiek – kicha i strach przed tym, że urwał się wentyl, a nowej opony zapomnieliśmy zabrać. Całe szczęście, że to tylko niegroźna dziurka. Przymusowy postój, szybki serwis i w drogę na zamek.
Dotarliśmy.

Brodnica - ruiny zamku krzyżackiego z zachowaną wieża z XIV w © GOZDZIK


Brodnica © GOZDZIK


Ojjjjj lubię takie obiekty, co to maja zachowaną wieże, na którą dodatkowo można wejść po niezliczonej ilości drewnianych w koło biegnących schodów i zobaczyć to.

Brodnica - widok z wieży © GOZDZIK


W Brodnicy na rynku zatrzymaliśmy się na dłużej.

Brodnica - Rynek © GOZDZIK


Brodnica - rynek © GOZDZIK


Nasze rumaki były zmęczone, bo przecież nie my.
Po ugaszeniu pragnienia, napełnieniu strawą brzuszków oraz nasyceniu wzroku widokiem pięknymi białogłowych niewiast przy stoliku obok ruszyliśmy naładowani tą mocą w drogę powrotną, która prowadziła leśnymi drogami tuż przy samej rzece Drwęcy w jej dolinie. Jechaliśmy przez miejscowości Mszano, Słoszewy, Kujawa do G-D. Wyczytaliśmy w tajemnej księdze o zamkach krzyżackich, że trasa ta była najkrótszą drogą łączącą G-D z Brodnica i najprawdopodobniej to właśnie tymi leśnymi duktami prowadził główny szlak łączący te miasta. Czyli jest szansa na to, że nasze rowerowe rumaki pędziły po tych samych piaskach i kamieniach, co prawdziwe krzyżackie rumaki czy też rumaki starościny brodnickiej Anny Wazówny, siostry Zygmunta III Wazy, która ponoć często podróżowała między G-D a Brodnicą. No cóż nikogo takiego po drodze nie spotkaliśmy, więc mamy nadal tylko nadzieje.
Tego dnia chciałem jeszcze dostać się na zamek w G-D, ale piaski i leśne drogi uszczupliły nasze siły i tym samym czas na dotarcie na zamek. Tak, więc tylko podjechaliśmy pod zamek, aby zobaczyć jakie machiny oblężnicze będziemy musieli podprowadzić dnia nastepnego i pojechaliśmy na kwaterkę.
I teraz ja w tym miejscu musze wyrazić pełen podziw i szacunek dla moich kompanów wycieczki. Naprawdę Panowie dla mnie jesteście Wielcy Rycerze.
Ojjj był to dzień pełen emocji, śmiechu, zabawy jak również i wspomnień, tych rowerowych wspomnień …. To fakt potu i sił też trochę zostawiliśmy, ale naprawdę dawno takiego dnia nie spędziłem. Dzięki Wam przyjaciele.




  • DST 69.50km
  • Czas 02:49
  • VAVG 24.67km/h
  • VMAX 36.60km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Sprzęt BASIC
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do Sochaczewa

Wtorek, 14 sierpnia 2012 · dodano: 29.08.2012 | Komentarze 2

Dzisiejsza wycieczka jest właściwie i szczególna i wyjątkowa i do tego jeszcze historyczna. Szczególna, ponieważ jadę do Sochaczewa spotkać się z moim przyjacielem, który tak naprawdę wprowadził mnie w jazdę na rowerze w długie wycieczki, a który obecnie przebywa w Irlandii i bywa tu …eeeeee prawie nie bywa. Wyjątkowa, ponieważ nienawidzę jeździć na rowerze w czasie złej, brzydkiej, deszczowej i zimnej pogody a pojechałem i historyczna, ponieważ rozpoczęła ona moje zbieractwo punktów w książeczce PTTK. Odwiedziłem wiec Łowicz, Arkadie i Nieborów, nie wspominając oczywiście o samym Sochaczewie.
Cóż więcej można napisać o tej tak niezwykłej wycieczce. Może to, że zmarzłem i zmokłem, ale cieszyłem się jak dziecko.


Kategoria Po okolicy