Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Gozdzik z miasteczka Głowno. Mam przejechane 22121.83 kilometrów w tym 5230.87 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 19.04 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 88615 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Gozdzik.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Marzec, 2017

Dystans całkowity:168.00 km (w terenie 79.30 km; 47.20%)
Czas w ruchu:09:53
Średnia prędkość:17.00 km/h
Maksymalna prędkość:49.90 km/h
Suma podjazdów:2103 m
Liczba aktywności:3
Średnio na aktywność:56.00 km i 3h 17m
Więcej statystyk
  • DST 82.90km
  • Teren 55.00km
  • Czas 05:13
  • VAVG 15.89km/h
  • VMAX 49.90km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 1300m
  • Sprzęt GIANT TALON
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Powrót na "Jurajskie Szlaki" czyli z Zawiercia do Częstochowy

Niedziela, 26 marca 2017 · dodano: 27.03.2017 | Komentarze 4

Niech będzie chwalony dzień w Jurze pobytu.
Ostatni raz na jurajskich szlakach byłem w październiku 2015 roku.
Dystans zadany wówczas zaliczyłem.
Pokutą zaś było to, że we wrześniu 2016 roku być na jurze i szaleć na siwuchowych szlakach nie mogłem…..(i już więcej o tym przeklętym wrześniu i październiku 2016 słowa nie powiem)
O tak to mniej więcej trzeba zacząć ten opis.
Dlaczego ?
Ponieważ tęsknota za tymi widokami, ścieżkami, szutrami, skałkami, ostańcami, podjazdami hihihi, zamkami i świetnym towarzystwem była tak wielka, że przesłoniła mi racjonalne myślenie. No bo kto myślący, wybiera się z silną dobrze jeżdżącą i zaprawioną w jurajskich szlakach ekipą na wycieczkę w tym terenie będąc w tym roku tylko 2 razy na rowerze i do tego w tak bardzo znienawidzony chłodny, a wręcz zimny dzień.
Tylko ja to mogłem być, a do tego jeszcze namówiłem na ten szalony pomysł Andrzeja.
Już od czwartku wszelki prognozy trąbiły o tym, że weekend będzie raczej chłodny, wręcz zimny, a do tego jeszcze możliwość opadów będzie duża.
No i trąbiły i co z tego jak ich nie słuchałem i pojechałem. Znaczy pojechaliśmy.
A zaczęło się tak.
Kilkanaście dni wcześniej Daria podesłał mi plan wycieczki, która na papierze, czyli na mapie wyglądała bardzo obiecująco. Sporo terenu, szlaków i oczywiście związanych z nimi atrakcji turystycznych, których jeszcze nie widziałem zapowiadało naprawdę fajną wycieczkę. A jak do tego dołożymy grupę ludzi, którzy mimo zimna chcieli nam towarzyszyć podczas tej wycieczki, to mam właściwie gotowy przepis na doskonałe spędzenie niedzielnego dnia wolnego.
Jeszcze tylko piękny słoneczny i ciepły dzień by się przydał pomyślałem, ale i tak zgodziłem się na ten przyjazd bez gadania.No dobra pomarudziłem trochę Darii w piątek, że tak wspaniale och i ach tylko ta pogoda nie halo……. Niestety nie udało mi się wymusić odwołania. Machina przygotowań ruszyła.
Jeszcze tylko w sobotę rano telefon od Andrzeja, abym nie marudził, bo ma nie padać, a to najważniejsze, a przecież mamy marzec a nie lipiec, więc temperatura jest adekwatna do pory roku i jest git.
Cóż było robić. Jak git to git.
Zbiórka w Głownie 6.00. Przepakowanie do mnie Andrzejowego sprzętu i ruszamy.
7.45 meldujemy się pod blokiem Rafała i po chwili rozbijamy pierwszy obóz na stacji PKP w celu oczekiwania na Skowronków (pociąg nie był najważniejszy hihihi) i jak się okazało po chwili również na Przemka i Agnieszkę, których było nam bardzo miło poznać i cieszyliśmy się, że naprawdę na starcie zbierze się poważna ekipa. Bo przecież w pociągu miał być już Adii, Parker i Sikor.Ooooooo 10-czka nas się zebrała i wylądowała w obozie numer dwa w Zawierciu. Obóz nr 2 był niezbędny, ponieważ ja z pociągu wyszedłem w całkowitej rozsypce i nieprzygotowany do startu.
Oj tam oj tam……się tak złożyło, znaczy rozłożyło w pociągu i tyle.
Ruszamy………..
O w mordę jak zimno……… !!!!!!!!!!!!!
Pierwsze kilometry nadal zimno…..
Podjazd …. Ooooo ciepło ……
Zjazd ooo w mordę jeszcze zimniej…
Zastanawiam się, co lepsze czy podjeżdżać bo ciepło, ale siły nie te, czy zjeżdżać bo nie pedałuje siły na zero ale zimno jak cholera.
I tak oto wewnętrzne rozterki i dylematy, miłe rozmowy, żarty i ciekawe opowieści oraz wspaniałe i ukochane krajobrazy i atrakcje pochłonęły mnie całkowicie co spowodowało, że nie wiadomo kiedy, nie wiadomo jak wybiła godzina 16.30 i czas było wracać najkrótszą z możliwych dróg.
I tu się posypało. Bo na ostatnich 17 – 20 km poległem. No tak nie będę oszukiwał i owijał w bawełnę. Padłem jak kawka ustrzelona z procy. Siły odeszły, zimno zagnieździło się we mnie już na dobre .. znaczy się zamarzłem. Kryzys niestety już nie odpuścił do końca tak jak i ja nie opuściłem już ostatniego miejsca w peletonie, za peletonem znaczy się.
Oczywiście w takich przypadkach w głowie włączył się obowiązkowy zestaw kryzysowy – czyli po co ci to, na co, niedziela w domku z piwkiem na kanapie, a nie tu brudny, zmęczony, obolały, zmarznięty … po co ?? !!!.
Do Głowna dotarliśmy około 20.00 szybka kąpiel, pyszny rosołek i….
I zaczęły spływać informację o udostępnionych przez kompanów wycieczki zdjęciach.
I wszystko puściło , wszystko odeszło. Złe i głupie kryzysowe myśli poszły precz.
A przyszło to co właśnie jest najfajniejsze i najpiękniejsze. To, po co to wszystko jest.
Bo było pięknie, było fajnie, było wesoło, przyjemnie. Były niezapomniane widoki, miejsca do którym penie już się nie wróci, które się widziało i utrwaliło na papierze fotograficznym aby w zimowe wieczory sobie przywołać te właśnie wspaniałe chwile spędzone z ludźmi z pasją i serduchem. I nie ważne że zimno, ze brak sił było. Ważne z kim, jak i gdzie.
A było …… wiadomo jak :-)))))))))))))))))))))))))))
Bardzo bardzo dziękuję wszystkim za wspaniałą wycieczkę, za fajną i wesoła atmosferę… no za wszystko. No co ja tu będę jeszcze pisał.
Dziękuję i do następnego razu…… gdy na niebie słonko będzie, a polarek zbędnym będzie … czytaj sierpień :-))))

PS
Papier fotograficzny – tak to nie pomyłka. Ja jestem stary dziad i uważam że urok i magię zdjęć oddaje tylko papier, a nie elektroniczne nośniki i dlatego staram się aby mieć je w albumie na papierze.

Trasa: Zawiercie – Kromołów – Okiennik Wielki – Skarżyce – Zamek Morsko – Podlesice – Lgotka – Góra Zborów – Skały Rzędkowickie – Rzędkowice – Góra Włodowska – Jaworznik – Żarki – Przewodziszewice – Pustelnia Ducha Św. – Ostrężnik – Siedlec – Biskupice – Częstochowa.

Foto
Kromołów i źródło Wart
Kromołów i źródło Wart © GOZDZIK

Okiennik Wielki i prawie cała ekipa - Parker był na górze
Okiennik Wielki i prawie cała ekipa - Parker był na górze © GOZDZIK

Zamek Morsko
Zamek Morsko © GOZDZIK

Widok ze Skał Rzędkowickich
Widok ze Skał Rzędkowickich © GOZDZIK

Skały Rzędkowickie - i co by nie było że nie byłem na górze
Skały Rzędkowickie - i co by nie było że nie byłem na górze © GOZDZIK

Kuesta Jurajska
Kuesta Jurajska © GOZDZIK

Ruiny kościoła z 1763 r. pw Św. Stanisława tuż przed Żarkami
Ruiny kościoła z 1763 r. pw Św. Stanisława tuż przed Żarkami © GOZDZIK

Sanktuarium w Żarkach
Sanktuarium w Żarkach © GOZDZIK

Przewodziszowice - strażnica z 2 połowy XIV w
Przewodziszowice - strażnica z 2 połowy XIV w © GOZDZIK

Pustelnia Ducha Świętego
Pustelnia Ducha Świętego © GOZDZIK

Ostrężnik - i obiadek na łonie natury, a potem było to nieszczęsne ostatnie 20 km
Ostrężnik - i obiadek na łonie natury, a potem było to nieszczęsne ostatnie 20 km © GOZDZIK




  • DST 39.80km
  • Teren 24.30km
  • Czas 02:25
  • VAVG 16.47km/h
  • VMAX 36.20km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 343m
  • Sprzęt GIANT TALON
  • Aktywność Jazda na rowerze

Marcowa Puszcza Kampinoska

Sobota, 18 marca 2017 · dodano: 19.03.2017 | Komentarze 4

Prawdziwe moje rozpoczęcie sezonu rowerowego nie może obyć się bez wizyty w Puszczy Kampinoskiej.
Tak było i w tym roku.
Okazji ku temu było kilka.
Główna okazja to oczywiście sama wizyta w puszczy na rozpoczęcie sezonu.
Druga to konieczność zimowej wizyty w puszczy, która to wizyta jest niezbędna do zdobycia odznaki PTTK. A jak wiemy był to ostatni zimowy weekend tej zimy.
I trzeci powód to oczywiście spotkanie się i wspólne „rowerowanie” z Andrzejem z którym ostatni raz widziałem się w sierpniu zeszłego roku.
Siła tych trzech okazji była tak duża, że nawet zapowiadany na dziś deszcz, wiatr i chłód nie wystraszył mnie i Andrzeja i jak się również okazało Tomka dla którego była to pierwsza wizyta w puszczy na rowerze przed dzisiejszym spotkaniem i wspólnym pokonywaniu kilometrów.
Początek dnia 6.00 jak i sam początek wycieczki 9.00 był całkiem przyzwoity. Co prawda było chłodno, było wietrznie było ponuro ale nie padało, a nasz nastrój i humor pozwalał na radowanie się i spotkaniem i nadchodzącą wycieczką.
Pierwsze oznaki nadchodzącego deszczu, czyli pojedyncze krople deszczu dopadły nas tuż przed Granicą. Ale nie było tragedii. Jechaliśmy sobie przez las, który skutecznie nas chronił i dawał złudne wrażenie że to tylko pojedyncze kropelki, a nie regularny deszcz. Co innego okazało się jak wyjechaliśmy z lasu. Bo okazało się że deszcz naprawdę dość mocno padł, a w miarę zbliżanie się do mety naszej wycieczki nabierał intensywności, by po wejściu do samochodu i ujechaniu jakiś 5-10 km lunąć na dobre
A co do samej wycieczki ………
Co można powiedzieć o wizycie w cudownej Puszczy Kampinoskiej w doborowym towarzystwie ???
No co ????
No pięknie było.
Taki mokry, wilgotny, budząca się do życia las pachniał przecudownie.
Natomiast to że Pani puszcza jeszcze nie jest ubrana w zieloną suknię z liści pozwalało nam zobaczyć co się kryje poza wytyczonymi szlakami. Jakie piękne i ciekawe konstrukcje tworzą przewrócone i pokryte mchem drzewa. Ile jest pagórków, górek, wzniesień jakiś mokradeł oraz innych ścieżek i drużek to w prawo to w lewo to na skos.
Naprawdę wizyta w puszczy o tej porze roku ma swój niepowtarzalny klimat i urok.
Dzisiejsza wycieczka miała jeszcze jedną niewątpliwą dla mnie atrakcję.
A mianowicie, tak jak kiedyś dla mnie mój serdeczny przyjaciel Waldek był przewodnikiem po puszczy podczas pierwszych moich wycieczek tak teraz ja mogłem się ponownie poczuć w tej roli i być przewodnikiem dla Tomka.
Natomiast tak jak teraz sobie myślę pisząc to relację to całkowicie nieświadomie wybrałem na tą wycieczkę trasę, szlak który był pierwszym moim szlakiem w Puszczy Kampinoskiej kilkanaście lat temu. Mam nadzieję, że tak samo jak mnie ten szlak urzekł i dzięki niemu zakochałem się w tym miejscu, tak samo urzeknie Tomka. Fakt ja byłem latem, sporo już wówczas jeździłem na rowerze, nie był to dla mnie początek sezonu itp. Itp….. wierzę jednak, że Tomka nie zraziłem do takiego rowerowania i że jeszcze z Tomkiem spotkamy się na wspólnych wycieczkach czy to w puszczy czy może na innych trasach, a może i w Jurze K-Cz.
PS.
Waldek puszcza tęskni za Tobą i wzywa. Słyszałem to……… :-)

Trasa: Żelazowa Wola – Mokas – Kirsztajnów – Grabnik – Kampinos – Granica – (zielonym) Góra koło św. Teresy – Lasocin – Wólka Smolna – Kirsztajnów – Mokas – Żelazowa Wola.

Foto:
Gdzieś w Puszczy Kampinoskiej
Gdzieś w Puszczy Kampinoskiej © GOZDZIK
I takie ciekawe drzewko było też
I takie ciekawe drzewko było też © GOZDZIK
A to chyba najbardziej znany dąb w puszczy. Dąb Powstańców 1863 r
A to chyba najbardziej znany dąb w puszczy. Dąb Powstańców 1863 r © GOZDZIK
Kapliczka św. Teresy od Dzieciątka Jezus
Kapliczka św. Teresy od Dzieciątka Jezus © GOZDZIK
A to jest bardzo ciekawe miejsce.... zdjęcie poniżej wszytko wyjaśni
A to jest bardzo ciekawe miejsce.... zdjęcie poniżej wszytko wyjaśni © GOZDZIK
I wszystko jasne
I wszystko jasne © GOZDZIK
Na zielonym szlaku w okolicy Lasocina takie oto ostrzeżenie..... czy słuszne ??????
Na zielonym szlaku w okolicy Lasocina takie oto ostrzeżenie..... czy słuszne ?????? © GOZDZIK
Raczej tak
Raczej tak © GOZDZIK
I na koniec Wystawka
I na koniec Wystawka © GOZDZIK


Kategoria Kampinoski PN


  • DST 45.30km
  • Czas 02:15
  • VAVG 20.13km/h
  • VMAX 41.90km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 460m
  • Sprzęt VAMP-irek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Czas rozpocząć kolejny sezon rowerowej mini przygody

Niedziela, 5 marca 2017 · dodano: 06.03.2017 | Komentarze 8

Nie było takiej mocy abym dziś 5 marca nie rozpoczął sezonu rowerowego 2017. Nawet to, że 4 marca obchodzę razem z synem urodziny (on 22-gie, a ja oczywiście nieustające 18-ste hihihi) i mieliśmy duuużo gości. Po imprezce posprzątane, pomyte wszystko ustawione….. zielone światełko od trenera i dyrektora drużyny w jednej osobie (żonka) dostałem , chorągiewka w dół i……….. poszedł w trasę.
I tak zima przetrzymała mnie w domowym ciepełku baaaardzo długo. Ostatnie lata sezon się zaczynał w styczniu w lutym, a tu teraz śnieg i mróz trzymały i trzymały. Tak ja wiem były dni, w których całe rzesze rowerzystów sezon zaczęło, niektórzy nawet nie zważają na takie drobnostki jak śnieg, mróz i lód uwagi, ale cóż ja jestem inny… dla mnie temperatura poniżej 12 stopni C jest nie do przyjęcia. A dziś była pogodowa bajeczka.
Dobra już nie ważne, co ja i jak i czemu nie … ważne ze sezon 2017 uważam za otwarty.
Cóż jak zwykle planów i pomysłów na różne wycieczki i wypady sporo.
Co z nich wyjdzie okaże się w trakcie.
Mam jedynie taka cicha nadzieję, że nie będzie powtórki z 1 września ubiegłego roku…. NIEEEEEEE !!!!!!.
Dzisiejsza trasa była ułożona tak, aby odwiedzić jedno ciekawe i interesujące miejsce. Może nie ze względu na jego historyczne znaczenie czy też przyrodniczą atrakcję, ciekawa formę, kształt czy tez zabytek, ale ze względu na to że….. i tu małe wprowadzenie musi być aby wiedzieć czemu toi miejsce jest takie ciekawe.
A więc:
- od kiedy tak naprawdę zająłem się trochę bardziej poważnie rowerowaniem a nie kopaniem piłki czyli od jakiegoś 2003 roku to przejeżdżałem obok tego miejsca kilkadziesiąt razy. Z prawej strony z lewej z górki pod górkę, latem, wiosną, jesienią no naprawdę kilkadziesiąt. Miejsce oddalone od mojego domu jakieś 10-11 km dobra może 12 km niech będzie że to daleko ……. No po prostu nic tam nie widziałem, nic się nie rzucało w oczy NIC…
Nic do chwili kiedy to siedząc sobie w styczniowy jakiś niedzielny czy też sobotni dzionek znaczy się wieczorek i penetrując mapy w celu wytypowania fajnych miejsc do odwiedzenia podczas szybkich wypadów po okolicy w oczy moje wpadło oznaczenie ….. bunkru/schronu ….
Coooooo ?????? gdzie tam jakiś bunkier jest ???????
Przecież przejeżdżałem tam 100 razy. Nic tam nie ma ???? mało tego tą mapę mam już z 5 lat. Przewracana, wertowana, studiowana 1000 razy zabierana na wycieczki, aby na wszelki wypadek była i nigdy tam nic nie widziałem ani w terenie ani na mapie. No dorysował mi to ktoś jak nic…….
Prawda że nie było innej opcji na pierwszą wycieczkę ???
Prawda !.
A że to dość blisko mnie to tak troszkę bardziej na około, aby nacieszyć się jazdą na rowerze i jednocześnie zaliczyć tą CIEkAWOSTKĘ……
Nie będę tu opowiadał o tym, że prawie płuca wyplułem na asfalt, a język wkręciłem w łańcuch jak musiałem uciekać przed dwoma wściekle goniącymi mnie psami.. psami mutantami jakimiś…. No po prostu po jakiś 2 km ucieczki byłem bez życia bolały mnie płuca, gardło, brzuch nogi jak z waty,no mówię nic tylko dorwą mnie i zeżrą na miejscu. Nawet nie odciągną na pobocze…..nie… nic już nie powiem.
W każdym razie dojechałem tu gdzie chciałem. Rowerek o drzewo oparłem, wgramoliłem się na niewielki pagórek i…. no i kucze coś jest faktycznie w tej ziemi, ale czy to jest bunkier???? Czy może jakaś ziemianka? Czy może jakiś mini domek z piwnicą był ….. nie wiem sami oceńcie to coś. Oczywiście wybiorę się do Muzeum Regionalnego w Brzezinach może coś więcej będą tam wiedzieć, a może uda mi się coś jakoś w necie odszukać.
Generalnie odwiedziłem to intrygujące mnie miejsce, zobaczyłem co i jak i ruszyłem dalej w trasę w kierunku Parku Krajobrazowego Wzniesień Łódzkich, aby się tak po zimie przywitać tylko.
Było superowo do domku wróciłem szczęśliwy i fajnie zmęczony….

Trasa: Głowno – Albinów – Wola Lubiankowska – Kuźmy – Nadolna Kraszew – Grodzisko – Nagawki – Wola Cyrusowa – Niesułków – Nowostawy Dolne – Szczecin – Głowno.

Foto :
O dokładnie to jest to miejsce
O dokładnie to jest to miejsce © GOZDZIK

Krzaczory na małym wzniesieniu ukrywają
Krzaczory na małym wzniesieniu ukrywają © GOZDZIK

....... to, co na mapie oznaczono jako bunkier/schron
....... to, co na mapie oznaczono jako bunkier/schron © GOZDZIK

No tak to wygląda ogólnie rzecz ujmując
No tak to wygląda ogólnie rzecz ujmując © GOZDZIK


Kategoria Po okolicy